Jakiś czas temu transpłciowa aktywistka Maria Minakowska pochwaliła się udziałem w krakowskim Synodzie. Została nawet sekretarzem Zespołu Synodalnego, na którego czele stanęła inna osoba transpłciowa, lider grupy „Wiara i Tęcza” Artur Kapturkiewicz, wcześniej Barbara Kapturkiewicz.
- „Wybrano mnie. Zostałam ochrzczona imieniem Sekretarz. Ale nie chcę go nosić. Zmieniłam. Pozostając tym samym denotatem, wysłałam w imieniu Zespołu, mocą nadanej mi władzy, formularz numer 3. A w nim zmieniłam Sekretarz na Sekretarka”
- poinformowała na Facebooku Minakowska.
Działaczka nie angażuje się jednak wyłącznie w „zmienianie Kościoła od środka”, jak sama określa swoją działalność. Domaga się też zmian w polskim porządku prawnym.
- „Składam wniosek do sądu o wydanie odpisu jednopłciowego małżeństwa zawartego W POLSCE — jako uzupełnienie do wyroku w sprawie transkrypcji aktu zagranicznego. Chcę wymusić drogą sądową coś podobnego jak w sprawie berlińskiego małżeństwa Jakuba i Mateusza — ale w odniesieniu do małżeństwa zawartego w Krakowie w 1996 roku”
- poinformowała.
- „Właśnie dostałam pismo z Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie, w którym państwo wprost twierdzi, że to nie problem, że wydaje mi jednocześnie dwa sprzeczne dokumenty — zaświadczenie o stanie cywilnym i odpis aktu małżeństwa. Mam się nimi po prostu posługiwać razem i za każdym razem udowadniać, że jestem tą samą osobą. Czyli: to nie państwo ma mieć spójne dokumenty — to ja mam się dostosować do ich niespójności. W dowodzie osobistym jestem Marią Minakowską. W akcie małżeństwa — kimś, kto formalnie już nie istnieje. Państwo mówi: używaj dwóch dokumentów naraz. Ja mówię: państwo nie ma prawa produkować sprzecznych dokumentów i zrzucać problemu na obywatela”
- dodała.
