07.01.16, 10:30

Lista manipulatorów

W ostatnich dniach minionego roku 2015 spotkałem kilku młodych dziennikarzy mediów regionalnych, zarówno tych publicznych jak i należących do zagranicznych właścicieli. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że jedni pełni nadziei oczekują zmian lecz większość jest mocno przestraszona. Przedstawiali czarny scenariusz i niepewność swojego losu, obarczając winą autorów ustawy medialnej. O ile znam twórczość tych młodych dziennikarzy, to raczej nie mają podstaw do lęku. A jednak są przekonani o nieuniknionym zagrożeniu. Kto zatem jest naprawdę winny?

Winni dziennikarze

W trakcie rozmowy okazało się, że takie czarne scenariusze są propagowane przez sprawujące władzę zarządy regionalnych mediów publicznych oraz część lojalnych im dziennikarzy. Usłyszałem też, że podobne „czarne” wizje snują szefowie wydawnictw i redakcji mediów należących do zagranicznych właścicieli. Skąd zatem taki powszechny dziennikarski strach przed zmianami? Wyjaśnienie tej tajemnicy wydaje się być bardzo prozaiczne. Wszyscy ci dziennikarze i zarządcy mediów, którzy mają nieczyste sumienia, którzy manipulowali, realizowali polityczne i ekonomiczne zamówienia swoich mocodawców, którzy nie oparli się korupcji - dzisiaj próbują zbudować własne lobby wsparcia. Stąd ich starania, aby wszyscy dziennikarze uwierzyli w powszechny stan zagrożenia oraz poparli zmanipulowany pogląd, że wolność słowa i mediów w Polsce przybiera rosyjskie standardy.

Takie działania są z propagandowego punktu widzenia skuteczne, ale chcę przypomnieć, że – jak każde kłamstwo - tylko na krótki dystans. O ile lustracja w Polsce poniosła klęskę ze względu na pookrągłostołowy brak politycznej woli i utajnienie lub zniszczenie dokumentów, o tyle lustracja dziennikarzy pod kątem ich rzetelności i uczciwości zawodowej jest możliwa i konieczna. Nie utajnionymi i nie zniszczonymi dowodami winy są materiały ich autorstwa. Tutaj należy wykazać jednak szczególną troskę, aby nie skrzywdzić tych, którzy stali się ofiarami, realizując nieświadomie materiały na zlecenie redaktora naczelnego, sekretarza redakcji lub kierownika działu. Dotyczy to szczególnie młodej, niedoświadczonej jeszcze kadry dziennikarskiej, która przez wyżej wymienionych traktowana jest najczęściej przedmiotowo. Podobną ostrożność należy wykazać w przypadku stosowania krytyki określonej redakcji, bowiem byłoby to wrzucanie wszystkich do jednego worka i stosowanie zbiorowej odpowiedzialności. Stąd pomysł, nie mój zresztą, aby tworzyć listy osób, które sprzeniewierzyły się temu skądinąd pięknemu zawodowi, jakim jest dziennikarstwo.

Oczywiście zaraz znajdą się oponenci, którzy dorobią do tego pomysłu odpowiednio przerażającą wizję przyszłości. Jednak w państwie, w którym nie działa sprawnie ani aparat prawny, ani nie można liczyć na oddziaływanie społeczne, które skutecznie było rozbrajane w ostatnich dekadach, jedynym wyjściem wydaje się ujawnianie tych spośród pracowników mediów, którzy dziennikarstwo zmienili w narzędzie walki politycznej, lub biznes, który oparty jest na braku jakichkolwiek zasad etyki.

Winni prezesi i redaktorzy naczelni

Istnieją też materialne dowody na nieuczciwość zarządzających mediami, zlecającymi tematy, które miały uderzać w konkretne osoby lub idee niezgodne z obowiązującą w danym czasie poprawnością polityczną. Nie brak też dowodów na uprawianie kryptoreklamy. Wystarczy zrobić tzw „prasówkę”, aby policzyć ile razy pojawiały się materiały uderzające w osoby Bogu ducha winne, broniące wyższych racji, patriotyzmu czy też interesu narodowego. Niektóre media z lubością oddawały się bezpodstawnym atakom na Kościół i księży. Robiono to i robi się nadal z zaciekłością i pominięciem reguł nie tylko etycznych, ale też dalekich od dziennikarskiego warsztatu, kiedy w stronniczej informacji  zamieszcza się od razu komentarz a dla wzmocnienia efektu używa się opinii tzw dyżurnych „ekspertów”. Takie materiały nie mogłyby się ukazać bez zgody prezesów wydawnictw czy zarządu redakcji, gdyby nie było na nie zapotrzebowania grup wpływu, oddziałujących w sposób skandaliczny na rosnący brak rzetelności mediów.

Dodatkowymi dowodami, obciążającymi zarządzających mediami, są zwolnienia w ostatnich latach tych dziennikarzy, którzy rzetelnie wykonywali swoje obowiązki, ale stali się niewygodni ze względu na ich postawę obrońców prawdy i wyższych standardów dziennikarstwa. Zwalniani byli pod różnymi pozorami – poczynając od argumentacji ich rzekomej nierzetelności, restrukturyzacji mediów a skończywszy na podobno „ekonomicznych oczekiwaniach” krajowych i zagranicznych właścicieli. Tutaj należy powiedzieć sobie jasno, że jeśli chodzi o zagranicznych właścicieli, to najprawdopodobniej (chociaż trudno w to uwierzyć) nie zdawali sobie w pełni sprawy i nie zdają chyba nadal ze skali manipulacji w mediach do nich należących i skandalicznego traktowania dziennikarzy zarówno w sferze ekonomicznej jak i mobbingu najczęściej polegającym na zastraszaniu zwolnieniami. Jestem przekonany, że w Niemczech, Anglii czy Francji, takie traktowanie dziennikarzy – o ile w ogóle mogłoby mieć miejsce - spotkałoby się z bardzo ostrą reakcją branżowych związków zawodowych. Tam, za takie traktowanie dziennikarzy i samych mediów, natychmiast zostaliby pozbawieni pracy prezesi spółek i redaktorzy naczelni. Zadbali by o to nie tylko właściciele, ale właśnie związki zawodowe. Problem w tym, iż w Polsce pilnowano, aby nie powstał skuteczny, ogólnokrajowy związek zawodowy skupiający dziennikarzy różnych mediów.

Zmiany w Polsce powinny polegać nie tylko na przerwaniu działań ludzi mediów  prowadzących brudną propagandę. Powinny one wiązać się z zagwarantowaniem praw, poprawy warunków pracy i bytu dziennikarzy, szczególnie w regionach prowincjonalnych, gdzie brak alternatywy zatrudnienia i mizerne wynagrodzenia są częstą przyczyną łamania „kręgosłupów” naszych kolegów z branży.

 

Winna klasa polityczna

Nie doszłoby zapewne do tak tragicznej sytuacji mediów w Polsce, gdyby nie decydenci, którzy kilka lat temu sprzedawali krajowe media zagranicznym inwestorom. Nie były to decyzje podejmowane aby ratować stan ekonomiczny mediów, bowiem te najczęściej były w dobrej kondycji, lub mogły taką zyskać po niewielkich zabiegach reorganizacyjnych. Gdyby ich sytuacja była beznadziejna, to zapewniam, że nikt z zagranicy nie zainteresowałby się ich kupieniem. Dziwi też skala obcego kapitału w strategicznym dla państwa sektorze mediów. Jak wskazują statystyki, w Polsce zachowały się jedynie trzy dzienniki regionalne z krajowym kapitałem. Ukraina krytykowana za dalekie od ideału standardy cywilizacyjne potrafiła w swoich aktach prawnych zapisać ustawę regulującą zagraniczną własność w mediach, która nie może przekraczać 30 procent. W Polsce zaś nie potrafiono lub – co bardziej prawdopodobne - nie chciano zadbać o interes narodowy. Ba, wydaje się, że również ominięto przepisy regulowane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który jest centralnym organem administracji państwowej.

 

Winni kreatorzy rynku reklam

Nie od dzisiaj wiadomo, że media najczęściej nie utrzymują się ze sprzedaży swoich „produktów”. O ich kondycji ekonomicznej decyduje rynek ogłoszeń i reklam. Tutaj też doszło do ostrego zmonopolizowania rynku, a co za tym idzie dedykowanie reklam tylko mediom wybranym, politycznie potulnym, realizującym zapotrzebowanie określonych grup polityczno-ekonomicznych. Resztki mediów polskich utrzymują się cudem na rynku, który pozbawił ich możliwości wpływów z intratnych reklam, czy chociażby ogłoszeń urzędowych. To też ma wpływ na sytuację ekonomiczną samych dziennikarzy pracujących w tych mediach.

Sytuacja ta nie jest przypadkowa. Łatwo więc dotrzeć do dowodów, które obnażą system „nagradzania” wiernych mediów przez grupy wpływu za pośrednictwem agencji reklamowych czy też urzędów. Winne takich praktyk są nie instytucje a konkretne osoby je reprezentujące. Sam proceder jest również łatwy do zdefiniowania, poprzez porównanie statystyk zleceń reklamowych dla poszczególnych mediów.

Lista manipulatorów

Powstało już sporo opracowań i materiałów opisujących wciąż aktywnych, medialnych manipulatorów. Jest ona jednak ciągle niekompletna i nie odnosząca oczekiwanego skutku. W demokratycznym państwie, skompromitowany dziennikarz czy jego ekonomiczno polityczny mocodawca, powinien natychmiast pożegnać się z karierą. W naszym kraju obowiązują jednak standardy typowe dla wschodniego modelu ustroju oligarchicznego. Skompromitowani nie tylko trwają, ale odbierają coraz wyższe apanaże, coraz częściej są obdarowywania tytułami, zaszczytami i angażami w prestiżowych instytucjach. Każdy gest protestu przeciw ich szkodliwym działaniom wobec państwa i środowiska mediów jest histerycznie nagłaśniany i opisywany jako zamach na demokrację i wolność mediów. Większość zaś zacnych dziennikarzy, klepie biedę na zawodowym marginesie i ponosi straty moralne, będąc często przez opinię publiczną wrzucanymi do jednego worka z tą manipulatorską śmietanką. Dziennikarstwo uprawiane przez takich ludzi pozostało może nadal „czwartą władzą” wpływającą na społeczeństwo i władzę, lecz pozbawioną zaszczytnego tytułu „zawodu zaufania społecznego”.

Właśnie dlatego należy uzupełnić istniejącą już wiedzę na temat dziennikarskich i redaktorskich hien, tworząc we wszystkich regionach Polski listy takowych, poparte dowodami w postaci port folio ich „twórczości”.

Powinna też powstać lista tzw. dyżurnych „ekspertów”, reprezentujących różne instytucje czy też nierzadko środowiska naukowe, którzy swoim głosem uwiarygodniają każdą, nawet najbardziej zmanipulowaną informację medialną.

Listy takie nie byłyby kompletne, gdyby nie zostały uzupełnione o nazwiska i udokumentowane działania i motywy tych, którzy sprzedawali polskie media (bez względu na ich obecne barwy polityczne). Tych którzy zarządzają w sposób nieuczciwy rynkiem reklam, oraz tych którzy kierują mediami w Polsce (nie wykluczając zagranicznych właścicieli), tolerując manipulacje czy wręcz korupcję.

Chcąc prowadzić jakiekolwiek działania naprawcze należy najpierw zdiagnozować sytuację. Powstanie takich list jest elementem, niezbędnym podczas tworzenia koncepcji powrotu mediów rzetelnych i nieskompromitowanych. Ta wiedza nie ma służyć jakiejkolwiek zemście, lecz tylko i wyłącznie ustaleniu prawdy, aby móc skutecznie egzekwować prawo i dążyć do celu dla dziennikarza najważniejszego – ustalenia prawdy.

Andrzej Klimczak/źr. sdp.pl

Komentarze

anonim2016.01.7 11:04
To ja pierwszy donos złożę do Listy Manipulatorów: 1. Jarosław Kaczyński i jego partia też. 2. Antoni Macierewicz i jego zespół.
anonim2016.01.7 11:12
Już się nie mogą doczekać "niezależni" dziennikarze nouveau regime, kiedy zstąpią na stanowiskach "zbójeckich" dziennikarzy ancien regime. Zawsze mówiłem, że wygłodniałe świnie pędzące do koryta kwiczą dużo głośniej niż te "nażarte" odganiane :-D
anonim2016.01.7 11:20
Lista manipulatorów pod artykułem: 1. miab.
anonim2016.01.7 19:26
Widać, że pożytecznych i tu nie brak. Wszędzie was pełno, aż się niedobrze robi. Teraz doszła jeszcze na przystankach AMS w Warszawie obrzydliwa propaganda spod znaku GazWyb z Guyem Fawkesem w tle. W tym kraju już się nie da żyć aby nie wdepnąć w gó.o zrobione przez lewackich propagandystów. Czego wy chcecie ? O co wam chodzi ?! Demokraci się znaleźli od siedmiu boleści ! O demokracji nie macie zielonego pojęcia ! Jeśli nie potraficie nawet uszanować woli większości wyborców to won do Korei Północnej tam się przydacie pewnemu satrapie, którego rodzina uczepiła się w tamtym biednym kraju władzy tak tak wy i wasi mocodawcy w Polsce ! Ludzie mają was serdecznie dość i tej beznadziejności w której topicie nas odkąd pamiętam ! Dość tego !