27.04.16, 13:01

Minister nie ma litości dla PO: Polskę traktowano jak prywatny folwark

"Nasi poprzednicy traktowali majątek Skarbu Państwa jako szybkie, łatwe źródło uzyskiwania środków potrzebnych dla budżetu. Nie mieli wizji, jak całościowo zarządzać tym majątkiem, jak go wykorzystywać, pomnażać jego wartość i pozostawić po sobie naszym następcom" - te mocne słowa wypowiedział Minister Skarbu Dawid Jackiewicz w rozmowie z Telewizją TRWAM. 

Zdaniem Jackiewicza doprowadziło to w wielu wypadkach do prawdziwej ruiny. Niestety, tamta władza chciała tylko jednego: sprzedawać i zarabiać. "W związku z tym wiele tych spółek, wiele tych bardzo poważnych dla gospodarki naszego państwa podmiotów, jest dzisiaj w stanie opłakanym. Brakowało mądrego nadzoru, mądrych władz, mądrych zarządów i władz nadzorczych, które wiedziałyby, co chcą osiągnąć. Był tylko jeden cel: szybko, łatwo i tanio sprzedać" - powiedział Jackiewicz.

Minister opowiedział pewną historię, która jak w soczewce pokazuje pazerną, folwarczną postawę dawnych elit. Jeden z prezesów utrzymywanych z kiesy podatników zażyczyl sobie służbowego złotego Mercedesa... "W żadnym innym nie chciałby jeździć. W związku z powyższym poszukiwano aż wreszcie nabyto samochód dokładnie takiej marki, w takim kolorze, bo taki kaprys miał prezes tej spółki. Ja wiem, że jest to detal w porównaniu z wielomiliardowymi wydatkami (…), ale to pokazuje, w jaki sposób prezesi podchodzili do czegoś, co stanowi przecież nasze wspólne dobro, majątek całego narodu, całego państwa" - mówił Jackiewicz.

Minister wyliczał, ile w ciągu roku zarabiali prezesi spółek Skarbu Państwa. Za 2015 rok prezes spółki Orlen otrzymał 6 mln 500 tys. zł. Roczne zarobki prezesa KGHM-u wynosiły 2 mln 438 tys. zł, Tauronu – 1 mln 678 tys., PZU – 3 mln 268 tys., Enei – 3 mln 12 tys. Wszystko to działo się z obchodzeniem prawa, bo znaleziono kruczek prawny, który pozwalał zarabiać prezesom o wiele więcej, niż naprawdę powinni. 

Jackiewicz tłumaczył też, dlaczego PiS obsadza swoimi ludźmi spółki Skarbu Państwa. Nie chodzi o prywatę, ale o dobro kraju - chodzi po prostu o ludzi zaufanych, którym można powierzyć majątek państwowy.

"Postanowiliśmy, że bierzemy pełną odpowiedzialność na siebie, czyli jeśli kogoś nominujemy do jakiejś spółki, to wiemy, kto to jest, mamy zaufanie. Odrzucam zarzuty „Gazety Wyborczej” czy innych, że jest to kolega, koleżanka.Tak, często jest to kolega, koleżanka, bo tylko w ten sposób mogliśmy sprawdzić uczciwość jego intencji, wiarygodność. Tylko w ten sposób mogliśmy sprawdzić, czy ta osoba nadaje się do takiej funkcji, takiego stanowiska, takiego wielkiego wyzwania, jakim jest zarządzanie majątkiem państwowym" - wskazywał minister.


Całą rozmowę z ministrem Jackiewiczem można obejrzeć poniżej: