28.08.15, 20:50

Mocne świadectwo: Ateizm był przyczyną mojego cierpienia

Chciałbym poruszyć w moim liście problem, który dotknął mnie i był przyczyną wielu moich nieszczęść. Nie tylko moich – także wielu ludzi w ciągu długich wieków... Mówię o ateizmie. To rzecz straszna: całkowite oddalenie się od Boga.

     Moja wiara zaczęła podupadać w siódmej klasie szkoły podstawowej. Zacząłem zadawać wiele pytań, na które nie potrafiłem odpowiedzieć. Kto stworzył świat i po co? Jaki jest sens mojego życia? Skoro jest Bóg, to dlaczego pozwala, by na świecie działo się tak wiele złego? Odpowiedź po jakimś czasie nasunęła mi się sama – Bóg nie istnieje, nie istnieje żadna siła wyższa. Wszystko wokół tłumaczyłem sobie w sposób naukowy, jeśli to tak można nazwać. Wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. A co było na początku? Nicość. Życie na naszej planecie? Kolejny przypadek. Uważałem za przypadek całe otaczające piękno. Wszystko starałem się tłumaczyć racjonalnie. Jednak po krótkim czasie pojawiły się wątpliwości. Na niektóre pytania nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Powoli zacząłem nienawidzić całego świata. Ukojenia szukałem w alkoholu, który szybko przestał wystarczać. Pierwsze wzięcie narkotyków było równie łatwe, jak pierwszy łyk wina... Ach, jak lekko się człowiek czuje po tym, jak wspaniale! Jednak to trwa

tylko jakiś czas. Po krótkim stanie euforii i ucieczki od wszystkich problemów przychodzi ból głowy i złe samopoczucie, a co najgorsze – rozgoryczenie i uczucie pustki, odrzucenia, bezsilności. To wszystko się cyklicznie powtarza.

     Mijał czas, byłem już w liceum. Odrzuciłem narkotyki i alkohol, ale nadal byłem odwrócony plecami do Boga. Uczucie pustki, nienawiści do całego świata i do siebie nasilało się, czułem się okropnie. Czasami siadałem w pokoju i płakałem, nie wiedząc czemu. Patrząc na wszystko, co mnie otaczało, czułem wstręt. Jakiś wewnętrzny głos mówił mi, że wszyscy ludzie mnie nienawidzą i jedyne ukojenie znajdę we własnej śmierci. Teraz wiem, że był to głos największego kłamcy i wroga człowieka – szatana. Do Kościoła czułem wstręt. Nie mogłem patrzeć na krzyż. Wywoływał on we mnie odrazę. Słowa Chrystusa w Piśmie św. uważałem za totalny nonsens i nie mogłem ich czytać. Żyłem opleciony mackami grzechu w przeróżnej postaci. Raniłem innych ludzi, śmiejąc się z ich wiary. Czułem

się dobrze wśród takich jak ja. Każdy dzień mojego życia wydawał się niczym nie różnić od innych. Moje życie cechowała monotonia: szkoła, telewizja, sen, szkoła, telewizja... Nieznośna monotonia. Bezsens istnienia, życie w grzechu, codzienny samogwałt, traktowanie ludzi jak przedmioty, które można wykorzystać, a potem wyrzucić. Tak wyglądało moje życie, ale do czasu...

 

     Jezus chciał, żebym do Niego powrócił. Pewnego dnia, po koncercie ewangelizującej kapeli rockowej poczułem potrzebę rozmowy. Rozmawiałem z dwójką młodych ludzi zakochanych w Bogu. Miałem dość już mojego codziennego życia, pełnego bólu i rozgoryczenia. Chciałem zmiany i nie wiedziałem, że ona jest tak blisko mnie. Rozmawiając z tymi ludźmi nie czułem jakoś odrazy do ich słów wielbiących Boga. Naprawdę chciałem powrotu do Boga, tylko nie wiedziałem, jak to zrobić. Odczuwałem potrzebę, żeby ktoś przemówił do mnie językiem Jezusa, językiem Miłości, który dotrze do mnie i znów pozwoli kochać innych. Chrystus przemówił do mnie przez tamtych ludzi. Rozwiał moje wątpliwości, wszedł do mojego serca i teraz już nie pozwolę Mu wyjść za żadne skarby świata. Napełnił mnie Swoją miłością. Po tamtym wydarzeniu przyszedłem do domu i zacząłem czytać Pismo św. Już nie czułem odrazy do słów Jezusa: chłonąłem je całym sobą. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Ciągle czułem obecność jakiegoś niezmierzonego dobra. Zrozumiałem, że przyczyną mojego wewnętrznego bólu był ateizm, za którym kryje się szatan. Wyspowiadałem się i przyjąłem Ciało Chrystusa. Po Mszy usiadłem przed ołtarzem i zacząłem płakać rzewnymi łzami. Czułem, jak Miłość Chrystusa wypełnia całą mą duszę. To był płacz szczęścia i działanie Boga... Jezus swoją Miłością wyciągnął mnie z macek szatana i przywrócił sens życia. Dzięki Ci Boże!

 

Wasz brat Przemek

List ukazał się w dwumiesięczniku "MIŁUJCIE SIĘ!" (2001 r)

Komentarze

anonim2015.08.28 20:59
Zgadza się, myślenie boli.
anonim2015.08.28 21:12
Kiedyś spotkałem Dawkinsa na pogrzebie jakiejś sławnej osoby. Podchodze do niego i mowie cześć Dawkins, ty sku.....nu. A on tylko Elo i odwraca głowe. Sprzedałem mu blache w potylicie i mówię słuchaj mnie bo ci nie dam kasy na książki dla gimnazjalistów. Rysiek coś tupnął, cos mruknął, ale mówi, dobra słucham ciebie cierpliwie, co masz mi do powiedzenia. Czemu ateizm ku..om jest? Richard Dawkins powiedział do mnie - ty ku... gn..u i przykleił mi durszlak butaprenem do czoła. Potem uciekł do piekła. xDDDDD
anonim2015.08.28 21:47
Dobre, dobre :D
anonim2015.08.28 21:56
ateizm to współczesna ułomność, można z tym życie ale to egzystencja byle jaka większego sensu pozbawiona. Cierpienie u ateistów zagłuszane jest różnorakimi używkami, nałogi u ateistów to częsta przypadłość.
anonim2015.08.28 21:56
Piękne, wspaniałe świadectwo. Kiedyś wdałam się w rozmowę z pewnym ateistą. Spytałam go skąd bierze wolę do tego by żyć? Po co trudzić się skoro po śmierci jest tylko gnicie? Tłumaczył że przecież ma rodzinę, pracę, zainteresowania i rozrywki więc to go napędza. Z całej tej rozmowy wyszedł obraz człowieka bardzo smutnego i zagubionego. Na koniec stwierdził iż nie wyklucza że istnieje Coś, jakaś siła wyższa ale on po prostu nie ma czasu by się tym zająć...
anonim2015.08.28 22:16
Ja jestem ateistą. Jeśli ktoś ma jakieś pytania o sens życia, o gnicie po śmierci, co mnie napędza albo co mnie nie napędza, proszę pytać:) Po co się domyślać, co ateista miał na myśli. Warto sprawdzić u źródła:)
anonim2015.08.28 22:38
Epikur - Kwietniowy Wietrzyk właśnie sprawdziła u źródła Einstein - coś u ciebie kiepsko z logiką. Ponoć najbardziej z KK odchodzą młodzi
anonim2015.08.28 22:56
No patrzcie - jestem osobą niewierzącą i alkohol piję sporadycznie, nie mam nałogu papierosowego a z narkotykami w życiu styczności nie miałem. Szach mat atei... oh wait
anonim2015.08.28 23:02
Bardzo tania prowokacja, tekścik pisany na zamówienie i to nie przez ateistę. Ja również właśnie w wieku 13-14 lat zacząłem zadawać sobie i katechecie różne pytania. Wyrzucany z lekcji religii, wtedy dobrowolnej w kościele, za niewygodne kwestie. Podskórnie, całym sobą czułem, że religia i wiara to niespójna, pełna sprzeczności i fałszu teoria. Po świadomym jej odrzuceniu poczułem się wspaniale, bez targających mną wątpliwości. Czułem się jakbym wyszedł z ciemnego kina wyświetlającego bzdurną bajkę, na jasną, rozświetloną ulicę tętniącą realnym życiem. Wyznawca, nie tylko wersji watykańskiej, ma mentalność niewolnika, którego przeraża myśl, że mógłby egzystować i myśleć bez tzw. pana. Nie jest w stanie wyobrazić sobie, że człowiek tak po prostu może żyć humanitarnie i z empatią, a nie robić to interesownie dla uniknięcia jakiejś wyimaginowanej kary czy uzyskania takowej nagrody. Wyznawca religijny po prostu nie wierzy w człowieka. W przeciwieństwie do ateisty.
anonim2015.08.28 23:11
Ja mam inne doświadczenia. Spotkałem wielu ateistów, większość ma bardzo dobrze przemyślane te sprawy. Jeszcze żadne mi nie powiedział, że on niema czasu TYM się zajęć. Dużo gorzej jest z katolikami, z którymi unikam dyskusji na TE sprawy, bo zawsze kończy się tak samo - zamiast rzeczowych argumentów wzburzenie emocjonalne, że tak można "bezpardonowo" rozbijać ich "fundamenty" wiary, które najczęściej są kliszami kulturowymi. Często gdy rozmawiam z przyjaciółmi katolikami, celowo "poddaje się', by nie doprowadzać do zbyt wysokiej temperatury dyskusji. Czasami wydaje mi się, że sam fakt, że istnieją ateiści, wzbudza w osobach wierzących spore zaniepokojenie. Jakby nie byli pewni swojej wiary.
anonim2015.08.29 6:20
Pominę fakt, że tekścik napisany przez jakiegoś redaktora z wypiekami na policzkach... Ale załóżmy, że to prawda. Czy to nie hipokryzja? Z tekstu wyraźnie wynika, że nawrócenie nie zależy od nas. Ot, Jezus miał takie widzimisię i postanowił, że ten i ten dostaną łaskę wiary. A reszta niech sobie dalej grzeszy. Z jakiej racji więc krytykujecie ateistów, skoro nie mają wpływu na własne nawrócenie i muszą czekać na to mistyczne "coś"?
anonim2015.08.29 11:50
Całe życie szukał narkotyku żeby się czymś odurzyć i wreszcie znalazł.
anonim2015.08.29 11:54
"ateizm to współczesna ułomność, można z tym życie ale to egzystencja byle jaka większego sensu pozbawiona. Cierpienie u ateistów zagłuszane jest różnorakimi używkami, nałogi u ateistów to częsta przypadłość." Nałogi u katolików również są częstą przypadłością. Więc skąd to cierpienie u wierzących zagłuszane nałogami? Ze względu na wiarę w Boga?
anonim2015.08.29 13:23
@KatoliK90 Nie śpi, nie śpi;)
anonim2015.08.30 0:05
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=15391