27.07.14, 14:37Natemat.pl: Małżeństwa jak pralki - nie testuj przed zakupem (fot. Sxc.hu)

Natemat.pl: Małżeństwa jak pralki - nie testuj przed zakupem

Na pytanie Michała Gąsiora z Natemat.pl, czy warto mieszkać ze sobą przed ślubem, Wioletta Lekszycka, terapeuta małżeński i rodzinny, odpowiada pytaniem – czy testuje się pralkę przed zakupem. „To może dość brutalne porównanie, ale ja mam w tej sprawie radykalną opinię – ponad 20 lat jestem w tym zawodzie i uznaję, że teza mówiąca o tym, jakoby wspólne mieszkanie było potrzebnym dobrym przedślubnym testem, to jeden wielki mit” – mówi Lekszycka.

Pierwszym argumentem, na jaki wskazuje terapeutka jest trwałość związku. Lekszycka przypomina, że jeśli po ślubie małżonkowie zaczynają dostrzegać swoje wady, to można nad nimi pracować, ale warunkiem zawsze jest miłość. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku par, które ze sobą mieszkają i nagle okazuje się, że jeden z partnerów „testu” nie przeszedł. Wtedy związek może się rozpaść i pojawia się dużo rozczarowania, że nie udało się utrzymać relacji.

Terapeutka przyznaje, że mieszkając razem przed ślubem można oczywiście nauczyć się wspólnie organizować jakieś sprawy, ale tylko wtedy, kiedy para dużo ze sobą rozmawia i uczy siebie nawzajem. Jednak z jej obserwacji wynika, że decyzję o ślubie podejmuje się wtedy nie ze względu na intymność, ale na namiętność. „Czyli przeważnie chodzi o dobre miejsce, by ze sobą sypiać. To jest na pierwszym miejscu, a bliskość czy zrozumienie schodzą na dalszy plan” – mówi Lekszycka. I dodaje, że jeśli problemy pojawiają się już po ślubie, to pomiędzy parą istnieje wypracowana wcześniej intymność, która przekłada się na trwałość. Jej zdaniem, przedmałżeńskie „testowanie” siebie wzajemnie rzadko wzbogaca związek.

Lekczycka uważa, że ci, którzy mieszkają razem przed ślubem, by się „dotrzeć” i poznać opowiadają bzdury, a tak naprawdę chodzi im tylko o wygodę. „Związek to nie jest przedmiot, który trzeba sprawdzać, testować – otworzy się w ten sposób, czy inny. Kilka lat temu zrobiono badania, z których wynikało, że 73 proc. małżeństw, które mieszkały ze sobą przed ślubem, ulega rozpadowi” – argumentuje w rozmowie z Natemat.pl. Terapeutka dodaje, że dzieje się tak ponieważ żyjąc w konkubinacie, ludzie nie mają wobec siebie żadnych obowiązków, żyją wygodnie.

Terapeutka stawia sprawę jasno: „Czasem decyzja o zamieszkaniu razem może być więc równoznaczna z końcem marzeń o ślubie”. Jako przykład podaje sytuacje kobiet, które zbyt szybko zdecydowały się na wspólne zamieszkanie, a które zostały porzucone przez partnera po okresie „kozaczenia”. Dodaje, że po kilku latach wspólnego mieszkania wcale nie następuje intensyfikacja namiętności.

Na koniec Lekszycka stwierdza, że pary, które mieszkały razem przed ślubem, a które poważnie potraktowały małżeństwo i nie rozstały się są w zdecydowanej mniejszości. Całość ciekawej rozmowy TUTAJ.

MaR/Natemat.pl

Komentarze

anonim2014.07.27 15:10
Jak mężczyzna chce zyć wygodnie, to niech się nie żeni. jak kobieta chce zyć wygodnie, to niech wyjdzie za mąż. Ot, co!
anonim2014.07.27 15:57
@AirWolf - nie zrozumiałeś tekstu. / Kluczem do szczęśliwego małżeństwa jest dopasowanie się charakterami, pasjami. Bzdurą jest twierdzić, że różnice się przyciągają. Wystarczy poznać partnerki/partnera rodzinę, spędzić wakacje w samotności, i można już dużo powiedzieć. Błąd jakie popełniają szczególnie kobiety: Dzionek mija a ja niczyja i pchają się w związki na kocią łapę z nadzieją , że np. partner się zmieni i trzeba się dotrzeć i poznać na kociej łapie. Potem nie planowana ciąża, w pośpiechu ślub....
anonim2014.07.27 18:26
"Małżeństwa jak pralki" - piękne ... Nic dodać, nic ująć .... Ja bym tego nie wymyślił, ale cóż, inne podejście do relacji międzyludzkich mam ...
anonim2014.07.27 18:36
Jeżeli związek się rozpadnie, zanim młodzi się pobiorą, to przynajmniej nie ma rozwodu. Mniej kłopotu i lepiej wygląda w statystykach.
anonim2014.07.28 5:53
Czy ja właśnie przeczytałem to co przeczytałem? "Psycholog z poradni małżeńskiej radzi", by nie mieszkać "na próbę" bo grozi to rozpadem związku w wyniku odkrycia problemów, ale uważa że małżeństwo powinno już z kolei przetrwać próbę... bo jest małżeństwem? Przecież już w pierwszym konkretnym akapicie widzimy że pani Lekszycka kieruje się ideologią i jest hipokrytką: "Lekszycka przypomina, że jeśli po ślubie małżonkowie zaczynają dostrzegać swoje wady, to można nad nimi pracować, ale warunkiem zawsze jest miłość. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku par, które ze sobą mieszkają i nagle okazuje się, że jeden z partnerów „testu” nie przeszedł. Wtedy związek może się rozpaść i pojawia się dużo rozczarowania, że nie udało się utrzymać relacji." Zatem... "warunkiem jest zawsze miłość" - ale "inaczej już wygląda sytuacja par które ze sobą mieszkają bez ślubu". Proszę się pani Wioletto od razu przyznać - wierzy pani w ideały chrześcijańskie małżeństwa, a jednocześnie cynicznie i niczym hipokrytka kieruje się realizmem sądząc (trafnie zresztą!) że pary mieszkające bez ślubu mogą się łatwiej rozpaść kiedy odkryją problemy... tylko że zapomina pani w tym wszystkim że wierząc w ideał małżeństwa kieruje się pani miłością, dyskryminując i wyłączając się z tego ideału kiedy pisze się o mieszkaniu razem narzeczonych / "testujących". " Jednak z jej obserwacji wynika, że decyzję o ślubie podejmuje się wtedy nie ze względu na intymność, ale na namiętność." Aha, czyli Eros a nie Agape? To może w ogóle ludzie się nie powinni żenić, bo jeszcze zapadną na jakąś "namiętność", jak pewien biskup? "Jej zdaniem, przedmałżeńskie „testowanie” siebie wzajemnie rzadko wzbogaca związek." Faktycznie. Powinniśmy wrócić do czasów feudalnych kiedy to narzeczeni sobie za dzieci mąż i żona w ogóle się nie "testowali", dzięki czemu ich związki w ogóle się nie rozpadały i były pełne intymności, nie było zdrad... "Lekczycka uważa, że ci, którzy mieszkają razem przed ślubem, by się „dotrzeć” i poznać opowiadają bzdury, a tak naprawdę chodzi im tylko o wygodę." Znaczy - mieszkam z dziewczyną, nie uprawiam z nią seksu aż do ślubu - ale chodzi mi o wygodę? Genialna logika :) "Kilka lat temu zrobiono badania, z których wynikało, że 73 proc. małżeństw, które mieszkały ze sobą przed ślubem, ulega rozpadowi” – argumentuje w rozmowie z Natemat.pl. Terapeutka dodaje, że dzieje się tak ponieważ żyjąc w konkubinacie, ludzie nie mają wobec siebie żadnych obowiązków, żyją wygodnie." A jak powiedzą sobie sakramentalne tak to sytuacja się diametralnie zmienia? Badania pokazują że ponad 25% ludzi świeżo po ślubie nie dotrwa do pierwszej rocznicy, a zdecydowanie ponad połowa małżeństw się rozpada. Więc konkubinat nie jest faktycznie "gorszy" od małżeństwa - jest ono jedynie formalnym przyrzeczeniem, co nie gra roli dla prawdziwej miłości. Tak konkubinat jak i małżeństwo mogą być udane... Ale to by już nie pasowało linii ideologicznej propagowanej przez Frondę, dlatego cytuje jakąś łże-terapeutkę dla propagandy. Gdyby bowiem od samego początku chodziło o miłość to pani Wioletta nie wygadywałaby bzdur...