06.08.14, 19:31

Obama złamał Ugandę w kwestii gejowskiej

Prezydent USA spotkał się właśnie z prezydentem Ugandy, Yowerim Musevenim, kilka dni po tym, jak ten afrykański kraj zrezygnował z antyhomoseksualnej legislacji (która, o czym warto pamiętać, była rzeczywiście zbyt surowa: przyznawał to nawet Watykan). Wygląda na to, że Obama poprzez lekcję daną Ugandzie wysyła światu jasny sygnał: kraje, które uderzą w środowisko LGBT, nie mogą liczyć na dalsze poparcie Stanów.

Antygejowskie prawo przestało obowiązywać w Ugandzie w poprzednią środę. Pretekstem do jego wycofania stał się rzekomy błąd rzecznika ugandyjskiego Parlamentu. Rząd wszystko świetnie ułożył; ustawa została uznana za nielegalną dopiero w momencie, w którym prezydent Museveni był już w drodze do Waszyngtonu. W ten sposób wobec własnego społeczeństwa może udawać, że rezygnacja z antygejowskiej polityki nie ma niczego wspólnego z naciskiem międzynarodowym.

 Nie ma jednak wątpliwości, że tak naprawdę chodzi o potężny nacisk, jaki społeczność międzynarodowa – zwłaszcza USA – wywierały na Ugandę. Wprawdzie prezydent Museveni jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadał, że nie ma możliwości, by ugiął się przed lobby gejowskim, rzeczywistość okazała się inna.

Widocznie amerykański imperator miał niejednego asa w rękawie, którym zaskoczył pewnego siebie Museveniego. Ta sprawa wskazuje także na potencjalne niebezpieczeństwo dla Polski, która z powodów geopolitycznych jest zmuszona do bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Niewykluczone, że administracja Obamy będzie oczekiwać, że Polska przybliży swoje prawodawstwo do jej lewicowego i antykatolickiego ideału.

Mamy więc kolejny powód, by niecierpliwie oczekiwać na zmianę amerykańskiego prezydenta; choć same Stany potrzebują Polski dla realizacji polityki równowagi sił w regionie, to Warszawie, jako stronie bez porównania słabszej, może być trudno w nieskończoność odrzucać amerykańskie wymogi.

pac

Komentarze

anonim2014.08.6 19:40
Nauczka dla nas z przypadku ugandyjskiego jest taka że tylko silna Polska może być podmiotem polityki międzynarodowej.
anonim2014.08.6 19:41
No i tak sie robi (tfu) polityke. Ciekawe, co ugrali dla siebie? A nie tak jak my - wypelniamy zyczenia innych zanim oni nazet zdaza tego zapragnac.
anonim2014.08.6 20:18
to co sie dzialo w Ugandzie to bylo chore. Publikowali zdjecia w gazetach i mordowali tych ludzi...
anonim2014.08.6 22:39
GenesisX: gratuluje dedukcji! Miszcz! No, miszcz!
anonim2014.08.7 0:10
@GenesisX Pudło. Jestem Polakiem.
anonim2014.08.7 4:40
@Schikaneder Akurat administracja Obamy JEST lewicowa. Polecam się zapoznać z określeniem "liberał" (ang. liberal) i jego odpowiednikiem w Stanach Zjednoczonych. A co do Ugandy, najwyraźniej Fronda też jest lewicowa - tylko w drugą stronę - i uważa że państwowy aparat represji do spełniania "katolickich celów" jest jak najbardziej wskazany. Bo jeśli ich nie więzić, to czemu nie wysyłać na przymusowe terapie? Jestem pewien że co najmniej połowa Frondowiczan byłaby rada z takiego rozwiązania "kwestii gejowskiej", nie wiedząc co się przytrafiło nijakiemu Turingowi w "cywilizowanej" Wielkiej Brytanii.
anonim2014.08.7 9:10
Redaktor chyba nie wie o czym mówi. Homoseksualistów mieli skazywać na śmierć. Nawet Watykan to potępił, jest to też niezgodne ze chrześcijańskimi wartościami. Ale Fronda jak widać ma inny system wartości.
anonim2014.08.7 15:28
@Schikaneder "Widzisz - ja jestem zwolennikiem empirii. Jeżeli ktoś mówi o sobie "liberal", czy "jestem lewicą" (patrz Leszek Miller), nie znaczy, że nią jest." Ale ja nie o tym czy ktoś kto deklaruje się liberałem faktycznie jest liberałem, tylko o tym co to właściwie znaczy "liberał". "Dla mnie sprawa jest prosta - ktoś, kto jest w kieszeni wielkiego biznesu z DEFINICJI nie może być lewicą." A jak ktoś kto deklaruje się "lewicą" nie ma być w kieszeni wielkiego biznesu, skoro to właśnie silne państwo którego zwolennikami są zazwyczaj lewicowcy tworzy takie silne biznesy za sprawą państwowego monopolu? "Oczywiście lepszy taki "liberal" (w sprawach obyczajowych) od konserwy." No właśnie. Kim byli pierwotnie ci liberałowie w sprawach gospodarczych?
anonim2014.08.8 10:47
@Schikaneder "Coś dzielisz włos na czworo. Lepiej powiedz, na czym polega lewicowość Obamy." Na liberalizmie w kwestiach obyczajowych i interwencjonizmie państwowym w gospodarkę. Taki np. Obamacare to sztampowy lewicowy projekt, niezależnie od efektu i wykonania. "Silne państwo lewicowca działa dla zwykłego człowieka, a nie dla kapitału." A jak zamierzasz zmusić silne państwo by rzeczywiście dobrze działało dla zwykłego człowieka, a nie kapitału monopolowych spółek państwowych? Quis custodiet ipsos custodes? "Nie było żadnych liberałów w sprawach gospodarczych." A liberalizm klasyczny, reprezentowany przez takie postacie jak J. Locke, A. Smith, A. de Tocqueville, czy F. A. von Hayek? A jeśli chodzi o samo USA, to znajdzie się paru takich nawet wśród Ojców Założycieli, którzy niestety nie zostali wysłuchani. "Ale od samego początku USA podążało ścieżką rozwoju kierowanego." Od samego początku USA powstało przez bojkot taryf, czyli ingerencji państwowej w gospodarkę. Tak, zdaję sobie sprawę że bojkot ten dotyczył "No taxation without representation", lecz w praktyce herbatka bostońska była protestem przeciwko protekcjonizmowi Korony Brytyjskiej. "Państwo nie dopuszczało lub ostro cliło towary, które mogłyby konkurować z towarami przemysłu amerykańskiego. Dla prawdziwego liberała byłby to "abomination"." Niektórzy wymieniają to jako jeden z (mniejszych, ale zawsze) powodów wojny secesyjnej.
anonim2014.08.8 23:11
@Schikaneder "Well, sam interwencjonizm nie jest jeszcze lewicowy." Ale interwencjonizm jest już kompletnie sprzeczny z liberalizmem. Minarchizm to najwięcej w co powinien "wierzyć" klasyczny liberał. A dzisiaj liberalizm znaczy już tyle co "full socjał, szczególna ochrona mniejszości i program obyczajowy socjalistów" na Zachodzie, w szczególności USA. "Pytanie po czyjej stronie stoi partia - jeśli po stronie biznesu, to jest to partia prawicowa; jeśli po stronie robotników - lewicowa." Twój podział bynajmniej nie ma sensu. Robotnicy to także "biznes". Dzielisz problem na kategorie w sposób typowy dla dialektyki marksistowskiej - odróżniając "biznes", kapitalistów, od "ludzi pracy", robotników. Ten podział jest idiotyczny, bo w istocie istnieją tylko kupujący i sprzedający - pracę, towary, usługi. Ludzi może różnić jedynie pozycja negocjacyjna, za którą są sami odpowiedzialni. Jeżeli nie jesteś w stanie zaoferować rzadkich dóbr (albo umiejętności) to musisz się liczyć z małym zarobkiem i dużym nakładem pracy. Zarówno sprzedawca jak i nabywca mogą być "wyzyskiwani". Problem w tym, jak definiujesz wyzysk. Pomijając, tak poza tym fakt, że podział na lewicę i prawicę już od dawna nie jest zbyt aktualny. "A liberalizm obyczajowy równie dobrze może być związany z prawicową partią liberalną." To znaczy? Jaka to byłaby partia? "Well... Znowu mamy pytanie, czyje interesy zostały tu "zareprezentowane"?" To nie jest kwestia "interesów". Coś takiego jak "interesy" jest czysto subiektywne, jak widać na przykładzie marksistowskiej dialektyki która zakłamuje relacje wolnego handlu wtrącając własne, subiektywne pojęcia klas. (które miały sens w odniesieniu do systemu feudalnego, w którym jednostki nie miały równych praw, albo systemu politycznego państwa, w którym istnieją klasy polityczne, mniej lub bardziej uprzywilejowane) Liczy się kto nad kim sprawuje pieczę nad aparatem przymusu i komu nakazuje płacić - państwo obywatelom, w podatkach. "Mimo iż pretekst jest rzeczywiście lewicowy, to mam wątpliwości, czy można to podpiąć pod lewicowość." Schikaneder, umówmy się. Słyszałem po stokroć argumenty typu "to nie prawdziwy socjalizm" i tego typu opowieści. Nie lubię tego słuchać, bo przebija przez to ignorancja własnych założeń, założeń które mogą być spełnione dla różnych subiektywnych zestawów "lewicowości", pod określoną tezę. Dla Twojej definicji "subiektywność" wynika z tego, że w końcu jakiś socjalista dostrzegł że to nie jego interesy (czyt. klasy robotniczej) są reprezentowane, tylko jakiejś innej grupy, którą nazwie roboczo "kapitalistami". Prawda jest taka że państwo po prostu kogoś faworyzuje (w wymienionym przypadku Obamacare akurat jednego kapitalistę, we właściwym tego słowa znaczeniu, nad drugiego) i lewicowcy nie dostrzegają że błąd istnieje inherentnie w ich założeniach dobrej woli owego państwa. (albo możliwości pilnowania strażników, która ostatecznie prowadzi do nadużyć i /lub marnotrawstwa środków) "Chociażby z tego powodu, że "single payer" nie był W OGÓLE brany pod uwagę (posłuszność mediów w całej okazałości)." I bardzo dobrze moim zdaniem. W Danii masz taki wymarzony system opieki zdrowotnej dla lewicy, który się sprawdza. Kosztuje jednak niemal dwa razy tyle co w USA (nie mówiąc o kosztach życia i innych przenoszonych z podatnika na biznes prywatny), a jakość jest naprawdę zbliżona. Winę ponosi zła alokacja zasobów w planie centralnym, która nawet przy najlepszej efektywności prowadzi do marnotrawstwa środków. "Natomiast Twoje państwo "nibyliberalne" i tak w końcu przekształci się w "socjalizm dla bogatych"" Skąd to wiesz? Zresztą kto w ogóle mówił że ja chcę państwa? Jestem przeciwnikiem etatyzmu, nawet minarchii. Innymi słowy, utożsamiam się z anarchistami spod znaku kapitalizmu. (sam siebie określam woluntarystą) "lub w ogóle usankcjonowane plądrowanie przez bogatych." W jakiż to sposób? "Marksiści mają rację "accumulation by dispossession" jest niezbędnym składnikiem kapitalizmu. :P" Marksiści dostrzegali również że najważniejszym elementem tej układanki jest współpraca kapitalizmu i państwa. Państwo stanowi usankcjonowany społecznie środek przymusu, możliwy do przekupienia przez kapitalistów. Natomiast nikt nigdy nie powiedział co by było gdyby owego państwa nie było, gdyby społeczeństwo regulowane byłoby innymi czynnikami. (takimi jak wspólnie wyznawane prawo "naturalne" bez arbitralnego rozróżnienia kto ma prawo je egzekwować - na policjantów i obywateli) Druga sprawa to fakt że marksiści nie mogą używać "dispossession", skoro sami nie uznają własności prywatnej. "Pół żartem to mówiłem, niemniej zawsze każdy jest za wolnym rynkiem jeśli wie, że wygra." Za wolnym rynkiem są ludzie którzy uznają za sprawiedliwe woluntaryzm i brak przymusu państwowego. Na dobrowolnej umowie korzysta każda strona, każdy jest "wygranym", pod warunkiem że się zgadza na umowę. Nawet spekulanci, którzy wykorzystują słabą pozycję negocjacyjną innych są, bądź co bądź, przykładami dobrowolnej przebiegłości i przedsiębiorczości. Uczą społeczeństwo zaradności i uczenia się na własnych błędach. Wszystko poza tym nawiasem (czyli każdy kto wykorzystuje przemoc do swoich celów) wolnym rynkiem nie jest. Ergo, tak jak z definicji wg. Ciebie lewica to "ktoś kto dba o innych, a nie tylko o swój interes" (nieważne jakimi środkami, nawet jeśli to środki przymusu państwowego i wymuszonej solidarności) tak samo wolny rynek to "wolna wymiana bez inicjowania agresji". Na wolnym rynku więc ludzie których określasz "tymi którzy wiedzą że wygrają" (bo stosują boczne furtki aparatu państwowego i jego usankcjonowanego przymusu dla swoich celów) i kapitaliści którzy "plądrują" (stosując przemoc, szantaż etc.) nie są z definicji wolnorynkowymi "kapitalistami" i nie podlegają ochronie prawnej. Słowem - masz prawo bronić się przeciwko nim wszelkimi środkami, wraz z wezwaniem innych do pomocy. "John Stuart Mill na przykład pracował dla East India Company." Był zwolennikiem koncepcji "prawa antymonopolowego", które miało oczywiście egzekwować państwo, samo będące monopolem. Nie wszystkie jego pomysły były genialne, był np. przez większość swego życia utylitarystą. (utylitaryzm nieraz sankcjonuje pogwałcenie woli osobistej jednostki "wyższymi potrzebami" społeczności, opierając się na arbitralnie przyjętym "dobru wspólnym" - prosta droga do nadużyć) Mimo to zrobił trochę dla liberalizmu i szczerze mówiąc nie widzę niczego zdrożnego w samym fakcie, że pracował dla spółki East India. Taki George Orwell służył jako oficer policji brytyjskiej w Burmie i nawet zastrzelił na służbie niewinnego słonia, o czym napisał pamiętny esej: http://www.online-literature.com/orwell/887/ "Well, większość z nich była posiadaczami niewolników. To z punktu skreśla ich jako liberałów gospodarczych." Rażące uproszczenie. Wielu z nich walczyło o emancypację i uwolniło swoich niewolników. Wielu posiadało niewolników z przyczyn niezależnych (prezent, spadek), dla wielu rodziny które utrzymywali i dawali pracę były niewolniczymi tylko na papierku, formalnie. Polecamw temacie: http://home.nas.com/lopresti/ps.htm http://www.britannica.com/EBchecked/topic/1269536/The-Founding-Fathers-and-Slavery "Mam wątpliwości. Tzn. w koloniach nie było konkurencji dla Wlk. Brytani. Opodatkowanie i clenie było w celu uzyskania zasobów dla utrzymania imperium." Nie rozumiem co masz przez to na myśli. Chodzi o taryfy na eksport do Europy. W Europie (główny rynek zbytu) była oczywiście konkurencja, jeśli nawet nie towarów wytwarzanych lokalnie czy sprowadzanych z dalekiego Wschodu to konkurencja kolonii innych potęg. Niemniej masz rację - cło szło na cele Korony.
anonim2014.08.12 16:22
@Schikaneder "Zaczynaliśmy od lewicowości, więc nie wymiguj się tutaj liberalizmem (bardzo szczególnie rozumianym)." Zaczęliśmy, ale powstał dodatkowy wątek mający na celu wyjaśnienie co to właściwie znaczy "liberalizm". Więc podsunąłem moje szczególne rozumienie liberalizmu - brak interwencji państwa w różne obszary życia obywateli. Uważam że to nie jest "szczególne rozumienie", a jedynie radykalne. (laissez-faire to radykalna ideologia liberalna) "Czy to czegoś nam nie mówi? Może jednak doszli do wniosku, że liczy się "outcome"." W takim razie powinni nazwać to po imieniu. To nie jest do końca liberalizm w klasycznym tego słowa znaczeniu, wywodzącym się już od Locke'a. "Skoro liberalizm w Twoim znaczeniu produkuje grupy kapitalistów monopolistycznych, to trzeba użyć siły państwa, by nieco wyrównać pole gry?" Po pierwsze, zakładasz że liberalizm w moim znaczeniu produkuje grupy kapitalistów monopolistycznych. Ja twierdzę że do tworzenia się takich monopoli przyczynia się również państwo, które wcale nie "wyrównuje" pola gry, a stanowi jedynie nową i bardzo kuszącą możliwość osiągania tychże monopoli, jako że przymus owego państwa jest usprawiedliwiany i rzadko krytykowany. Po drugie, samemu tworzysz monopol aby wyrównać inne monopole. To działanie sprzeczne z pierwotnym zamiarem pozbycia się jakichkolwiek monopoli. Obserwując rynek poddany mniejszej kontroli państwowej i mechanizmy konkurencji możemy dojść do wniosku że na wolnym rynku monopole są nietrwałe. Wynika to z samego sposobu działania konkurencji. Istnieje nawet ekonomiczna zasada zgodnie z którą jakiejś osobie będącej w oligopolistycznym kartelu zmawiającym ceny opłaca się z niego wyjść aby z owym kartelem konkurować. "Twój podział ma tę wadę, że natychmiast dezintegruje całą społeczność. Jeśli jesteśmy tylko kupującymi i sprzedającymi, to tak jak sprzedawcy pościeli z jakieś tam wełny szybko uciekną jak już wcisną swój towar staruszkom, tak każdy członek społeczności będzie patrzył na innego w ten sam sposób - jak go "oszwabić"." Zakładasz w ludziach za dużo złej woli i nie rozumiesz że na dłuższą metę NIKOMU nie opłaca się w kółko "oszwabiać" innych. A jeśli staruszce brakuje danych aby podjąć decyzję o zakupie to nie powinna się go podejmować. Każdy musi się stać bardziej świadomym konsumentem i to jest rozwijające w takim systemie. A jeśli ktoś nie wywiąże się z umowy (albo okłamie nas co do właściwości produktu, etc.) to mamy prawo wytoczyć mu sprawę. "Mówisz, że niewolnicy za wolno biegali i nie uciekli przed siatką, jak mówi klasyczny już cytat?" Przeciwko niewolnikom użyto przemocy. Ja mówię o pozycji negocjacyjnej w DOBROWOLNYM HANDLU. Wolny rynek =/= przemoc. Całkowicie wolny rynek byłby pozbawiony przemocy. To utopia, bo ludzie nigdy do końca nie zrezygnują z przemocy, ale warto do niej dążyć i działać według takiego prawa (naturalnego), które minimalizuje / zniechęca do użycia przemocy. "A Wall Street lepiej przekupuje polityków niż Johnny Sixpack?" Właśnie dlatego problemem jest państwo. Politycy to potężny mechanizm który można przekupić. Otrzymują arbitralne prawa do decydowania o bardzo poważnych sprawach, za innych. W demokracji ja decyduję o Tobie, a Ty o mnie, wciąż jest to system nieidealny, gdzie nie możemy po prostu zostawić siebie w spokoju i dać sobie nawzajem żyć wobec naszych własnych wytycznych. (które nie naruszają życia i własności innych) W demokracji reprezentacyjnej wybieramy polityków którzy obiecują nam że zrobią a) b) i c), czyli po to w teorii na nich głosujemy. W praktyce postulatów tych często nie wypełniają. "Ignorowanie państwa i przemocy w stosunkach ogólnoludzkich sprawia, że Twoja teoria jest jeszcze większą utopią niż komunizm." Ja nie ignoruję przemocy w stosunkach międzyludzkich, ale chcę wyłączyć z równania państwo. KAŻDY powinien mieć prawo do obrony przed przemocą, a nie wyłącznie usankcjonowany monopol. "Po pierwsze powiedz, jakie umiejętności ma kapitalista?" Kapitalista ma kapitał. Ma pewną sumę wypracowanych pieniędzy które przeznacza na kupno usług innych, pod postacią pracy najemnej, za pensję. Nierzadko jest też w posiadaniu maszyn i innych "środków produkcji", przez co praca dla niego, wykonana na tychże maszynach jest jeszcze bardziej efektywna i przynosi większe zyski ZARÓWNO kapitaliści jak i pracownikowi. "I w jaki sposób jego zarobki są związane z tymi umiejętnościami?" Kapitalista musi wiedzieć jakiej usługi mu potrzeba i w jaki sposób je wykorzystać dla osiągnięcia swoich celów. (tak jak powstanie branży komputerowej, drukarskiej czy każdej innej) "Dlaczegóż zatem mielibyśmy konstruować społeczeństwo pod tych "rzadkich"?" Aby rzadkie dobra stały się powszechne i przez to tanie. "W rozumieniu technicznym to niewypracowany dochód." W takim razie każdy handlarz jest dla Ciebie wyzyskiwaczem. Bo uzyskuje dochód za sprzedaż czegoś drożej niż wyniósł wkład pracy do stworzenia tego czegoś. Taka definicja nie ma sensu i pokazuje że ulegasz laborystycznej teorii wartości. Logiczną konsekwencją Twojej definicji byłoby zostanie przez Ciebie mutualistą. "Twoja ulubiona. Korwin-Mikke tylko bez bagażu kato-konserwatywnego. ;)" Ano, bez niego. Problem w tym że nawet Korwin-Mikke jest minarchistą i przez to wcale nie jest moim "ulubionym politykiem". Jego partia natomiast zawiera mniej lub bardziej rozgarniętych ludzi. "Wbrew temu co Ci się może wydawać rynek nie jest naturalnym stanem rzeczy. Pierwotne społeczeństwa można by nazwać komunistycznymi." http://pl.wikipedia.org/wiki/Gospodarka_naturalna http://pl.wikipedia.org/wiki/Barter Komunistycznymi na poziomie rodziny (nie nuklearnej, ale rozszerzonej na wszystkich spokrewnionych). To jednak nie jest prawda, że były komunistyczne na większą skalę. "A klasach społecznych nie ma nic subiektywnego." Jeśli nie ma żadnych obiektywnych różnic w prawach tychże klas to niestety Twoje rozróżnienia "klas" są czysto subiektywne. Np. "klasa średnia" i "klasa niska". Definicją jednej będzie wystarczalność i zaspokojenie podstawowych potrzeb za cenę ciężkiej pracy, podczas gdy klasa średnia de facto już nie musi pracować na utrzymywanie, a jedynie na inne potrzeby. Ta subiektywna definicja nie zmienia faktu że prawa tych klas są równe. "Póki mamy państwo, póty musimy się z tym liczyć." Nie, nie musimy: http://pl.wikipedia.org/wiki/Obywatelskie_niepos%C5%82usze%C5%84stwo "Nie można sobie założyć, że w jakimś tam idealnym modelu państwa ma nie być. Oczywiście że można sobie założyć, pytanie jak definiujemy państwo. "I póki to bogaci decydują, na co państwo wydaje, tak długo nie można jego władz nazwać lewicowymi." Dlaczego? Przecież na tym polega chyba demokracja, popierana przez większość lewicowców? Co ma do tego wszystko fakt że ktoś jest bogaty? Od razu go to skreśla jako "lewicowca"? Popracuj trochę nad definicjami, bo coraz bardziej upraszczasz w naszej dyskusji różne zagadnienia. "Ale weźmy inny przykład. USA, Pentagon. W czasach Zimnej Wojny decydenci, mimo iż zdawali sobie sprawę z własnej przewagi nad ZSRR, kreowali obraz dokładnie przeciwny - zaraz tu u nas Sowieci wylądują. Słowem teoretycznie przestraszone społeczeństwo chciało by państwo ich ochroniło. Czyli zbrojenia zostają celem lewicowym! No i teraz masz zagwochę. Bo jeżeli ludzie pragną ponieść niepotrzebny koszt drogą manipulacji, to jest to cel lewicowy, czy nie?" A jak ocenić czy ów koszt jest niepotrzebny? Kryzys na Kubie był całkiem realny. Oczywiście rozumiem co się kryje pod poszewką - subsydia dla wielkich firm zbrojeniowych. Pytanie tylko czy zdajesz sobie sprawę że konstytuując taki twór jak "państwo" dopuszczasz możliwość takiego rażącego nadużycia jego monopolu i w związku z tym nie zgadzasz się z jego polityką? A jeśli to lewicowcy, czyli "biedni" zarządzą by bogaci płacili 60-70% podatków? (jak chcieli we Francji) Kto jest wtedy pokrzywdzony, i czy ich polityka w dalszym ciągu jest "lewicowa", "równościowa", czy też siłą dąży do zrównania majątków ludzi, a nie ich możliwości? Powiem Ci jedno: redystrybucja każdego rodzaju, pod przymusem, jest złem. Czy do przemysłu zbrojeniowego czy do bogatych czy do biednych. "To czego nie zauważają krytycy Korwinistyczni jest to, że nie istnieje system, w którym coś działa mocą blasku chwały, piękna, czy moralności." Istnieje taki system, poczytaj proszę o prawie naturalnym, o OBIEKTYWNEJ moralności. Jeszcze rok temu wyśmiałbym każdego kto by mi o takim koncepcie napisał, konotując "prawo naturalne" z Bogiem katolików. Dzisiaj widzę że w istocie KAŻDY kieruje się w swej logice paroma niepisanymi założeniami, z których jednak nie zawsze umie wyciągnąć poprawnych wniosków. "W istnieniu Twojego państwa nie ma interesu nikt poza pięknoduchami (którzy jednak najpierw muszą być nieźle sytuowani). Dlatego nigdzie ono nie powstało." Anarchie powstawały po wielokroć, z różnym skutkiem. To co się liczy to konwencje społeczne które istniały od zawsze i istnieją wszędzie, nawet w państwach. "Twojego państwa (czy bezpaństwa) nie da się zbudować - nie ma w nim interesu kapitał, nie ma zwykły człowiek." Wszyscy mają w nim swój interes - bo prowadzi do zostawienia ich w spokoju i zarządzenia woluntarnych umów międzyludzkich. Każdy przymus spotkałby się z oporem każdego, bo atak na czyjąkolwiek wolność byłby pretekstem do stłamszenia każdego i ponownego powstania państwa / mafii / gangów etc. "Nie wiem nic o Danii, ale o ile wiem to system amerykański jest najdroższy - w każdym razie znacznie droższy od brytyjskiego i kanadyjskiego przy podobnych wynikach." W jakim sensie droższy? W przeliczeniu ile pojedynczego obywatela kosztuje służba zdrowia, czy też w przeliczeniu na % PKB poświęcony służbie zdrowia. Z tego co wiem to drugie na pewno się zgadza - USA poświęca najwięcej na zdrowie. "Bo nieraz tak było w historii. Bogactwo tworzyło wpływ na władze, a wpływ ten pozwalał na jeszcze większą akumulację." Jeśli pozbędziesz się władzy to nie będzie takiego narzędzia nacisku które pozwoli Ci zdobyć przewagę nad innymi, poza przemocą (na którą również mogą odpowiedzieć przemocą), albo konkurencją. "Trudno mi sobie coś takiego wyobrazić, mimo iż widzę jako zasadny MORALNY punkt widzenia anarchistów (spod znaku Chomsky'ego)." Chomsky jest libertarianinem według dawnego znaczenia tego słowa, a dzisiaj nazwalibyśmy go socjo-libertarianinem. Wcale nie jest anarchistą we właściwym tego słowa znaczeniu - wyznaje regulacje potrzebne do walki z monopolami i kogoś potrzebnego do redystrybucji majątków, kogoś takiego jak państwo. Przy tym wszystkim jest hipokrytą: http://www.outsidethebeltway.com/noam_chomsky_money_grubbing_hypocrite/ ... nie mówiąc o byciu apologetą reżimów komunistycznych. "A na przykład taki jak po tsunami na Sri Lance (chyba). Rybacy od wieków z dziada pradziada mający tam swoje ziemie, domy, keje itp., zostali ich pozbawieni przez wielki biznes. Bo przecież woda wszystko zmiotła i teraz udowodnij, że ten skrawek był twój..." Ano widzisz - w państwie musisz jeszcze udowodnić na papierku że jakaś ziemia jest Twoja, a nie np. tego państwa. Dla libertarian / anarchokapitalistów sam fakt że jesteś na danej ziemi i wiążesz ją swoją pracą (np. właśnie łowiąc ryby) stanowi że jest "Twoja". To tzn. pierwotne zawłaszczenie. "Jak nie państwo, to mafia wykona to dzieło..." Państwo jest usankcjonowane w kolektywnym umyśle opinii publicznej, natomiast mafia nie jest. Przeciwko jednemu masz prawo użyć przemocy w obronie, przeciwko drugiemu nie. Teraz rozumiesz jaka jest różnica? Żadna mafia nie dokona żadnego dzieła, bo masz prawo się przed nią bronić wszelkimi środkami. "Kwestia realizacji czegoś takiego jest wysoce trudna. Wydaje mi się, że ignoruje to pewne elementy natury ludzkiej, jeszcze bardziej niż komunizm." Przeciwnie, system ten opiera się na wyznawaniu własności prywatnej, prawa każdego do samego siebie (samoposiadanie) i na aksjomacie nieagresji. To jedne z najbardziej ludzkich (naturalnych praw) jakie moim zdaniem istnieją. "I niestety jest Was za mało. I będzie Was za mało - to jest wręcz fizyczna konieczność. Brak przymusu łatwo prowadzi do przymusu wobec słabszej grupy nieprzymuszanej przez silniejszą grupę nieprzymuszaną. " Jak rozumiem chcesz wprowadzać przymus w obronie przed możliwością przymusu? Tak samo jak napisałem powyżej - z monopolem. Chcesz wprowadzić coś przeciwko czemu walczysz, aby obronić się przed tym samym. W interesie wszystkich jest unikanie przymusu, więc gdy tylko słabsi będą przymuszeni przez silniejszych to inni powinni wspomóc słabszych, aby uniknąć ich losu. "Wybacz, ale z tą nauką to brednia. Jak świat światem zawsze istnieli oszuści (również religijni) - czy to kogokolwiek czegoś nauczyło?" Istnieje różnica między spekulantem a oszustem. Spekulant wykorzystuje jasną sytuację w której po prostu TOBIE brakuje czegoś na tyle, że jesteś gotów się zaprzedać byle by to uzyskać. Oszust wykorzystuje Twoją niewiedzę do wciśnięcia Ci czegoś wadliwego. "I cholera nigdy to nie działało. Zawsze to plądrujący, czy zniewalający byli lepiej zorganizowani i "na ich" wychodziło." Stosujesz w sposób nieuprawiony wielki kwantyfikator "zawsze". Nie, NIE ZAWSZE plądrujący czy zniewalający byli lepiej zorganizowani. To petitio principii uznawać że "tak zawsze było bo tak". "W ogóle skoro jesteś za taką dobrowolnością wszystkiego, powiedz, kto ma bronić kapitalistę (czy bogatego nabywcę/drogiego sprzedawcę ;) ) przed rozkradzeniem majątku - np. w wyniku wojny?" On sam / inni którzy zgodzą się mu pomóc. "Kapitalista ma np. pole naftowe w Iraku, a Irak najeżdżają Stany Zjednoczone. Dlaczego tzw. zwykły człowiek miałby walczyć w obronie tegoż pola?" Wyjaśnię Ci coś. "Iraku" nie najeżdżają "Stany Zjednoczone". Irak i Stany Zjednoczone to miejsca, kraje. Nie zrobiły nic jako "całość". Pewne jednostki, na zlecenie elit państwowych zaatakowały inne jednostki. Interes jednostki w obronie pola tkwi w tym, że jednostka nie wie czy będzie dalej pracować na tym polu jak już amerykańskie indywidua zajmą pole. Choćby taki interes. "Czy prawo antymonopolowe to nie jest przykład skandalicznego wtrącania się do "dobrowolnych" umów między wolnymi podmiotami, które wprawdzie mają do zaoferowania na rynku towary/usługi różnej wartości, ale każdy jest odpowiedzialny za to, co może zaoferować... ;P" Zgadza się. Wolnorynkowcy dzisiejszych czasów stanowczo odrzucają prawa antymonopolowe jako prawo które w istocie samo kształtuje monopole, tylko w oparciu o inne, arbitralne zasady polityków. "Masz tu trochę racji - skoro cała gospodarka na tym polega, to co tu może zrobić jeden człowiek." W tym kontekście (ale już nie o abolicjonizmie) polecam Ci poczytać o Lysanderze Spoonerze i jego próbie przełamania państwowego monopolu na usługi pocztowe - oraz czym się skończyły. W ogóle z tego co czytam jest Ci poglądowo do niego najbliżej. Szczególnie po tym co przeczytałem od Ciebie o wyzysku: http://en.wikipedia.org/wiki/Lysander_Spooner#Views_on_economics_and_self-employment