23.03.16, 18:15

Terlikowska: Konkubencie, opamiętaj się!

Wiadomość z ostatnich godzin. Koszalin. Do szpitala trafia 6-letni Marcel. To, co zobaczyli lekarze, nawet ich szokuje: „Wszystkie narządy możliwe do obicia, są obite. To właściwie nie mieści się w wyobraźni” – tak o stanie chłopca przed kamerami mówił Andrzej Melka ze Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie.

Siedlce. Do szpitala trafia pobity 4-letni chłopiec. Na ciele ma widoczne obrażenia i siniaki. Choć jego stan ogólny jest dobry, lekarze nie mają wątpliwości. W stosunku do dziecka dochodzi do aktów przemocy.

Toruń: do szpitala trafia skatowany dwulatek, przez miesiąc walczy o życie na OIOM-ie. Dziecko było nieprzytomne, a na całym ciele miało liczne ślady krwiaków. Lekarzom nie udało się go uratować. Chłopczyk zmarł.

To tylko kilka wybranych zdarzeń, o których w ostatnim czasie donosiły media. We wszystkich przypadkach ofiarami były kilkuletnie dzieci, a oprawcami dorośli. Wszystkie przywołane historie mają jeszcze jeden wspólny mianownik. Sprawcą przemocy wobec bezbronnego dziecka jest… konkubent matki. To mężczyzna, często nie będący biologicznym ojcem dziecka, okazuje się katem. Jakie są motywacje takiego działania? Po pierwsze alkohol. Po drugie, potrzeba odreagowania jakichś własnych frustracji, bzrobocia czy problemów finansowych. Za życiowe niepowodzenia obrywa bezbronne i niewinne dziecko. Tak jak w tej historii zmarłego dwulatka. „Mężczyzna mieszkał z matką chłopca od miesiąca (…) para poznała się kilkanaście tygodni temu (…). Patryk K. przyznał się do pobicia. (…) tłumaczył śledczym, że w dniu, w którym doszło do zdarzenia, miał przyjść przelew z opieki społecznej. Dowiedział się, że matka chłopca nie dopełniła wszystkich formalności związanych z wypłatą zasiłku. Mężczyzna miał problemy finansowe i gdy pieniądze nie wpłynęły na jego konto, wpadł w furię. Wielokrotnie uderzył dziecko, rzucał chłopczykiem. W pewnym momencie Marcel stracił przytomność. Wtedy mężczyzna wezwał pogotowie” – relacjonowały media. Czasem wystarczy byle pretekst, choćby płaczące dziecko. I tragedia gotowa. Co powoduje takim mężczyzną, że podnosi rękę na dziecko? Czy to wystarczający powód, że dziecko nie jest jego? A jak nie jego, to można katować? Nie znajduję odpowiedzi na te pytania. Nie wiem, co powoduje dorosłym mężczyzną, że tak łatwo podnosi rękę na dziecko. I doprawdy, nie rozumiem też, co powoduje kobietami, które tolerują takie zachowanie, albo wręcz są wspólniczkami (to także ciemna strona tych przypadków. Matka wspólnie z konkubentem bije czy poniża dziecko, albo tuszuje ślady jego bicia, usprawiedliwia go, daje alibi). Dla nich tym bardziej nie ma żadnego usprawiedliwienia. Bo rodzic winien dziecko chronić, a nie narażać na utratę zdrowia lub życia.

Wszystkie te przypadki wrzucane są do worka z napisem: „Przemoc w rodzinie”, wszak przecież matka ze swoim partnerem pozostawała we wspólnym pożyciu. W raportach zamawianych rokrocznie przez instytucje zajmujące się problemem przemocy w rodzinie (choćby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej) niestety brakuje ciągle dokładnych danych na ten temat. A szkoda, bo byłby to mocny argument za tym, że konkubinaty sprzyjają przemocy bardziej niż małżeństwo. Pewien obraz dają policyjne statystyki. Wynika z nich, że 80 procent przypadków przemocy domowej to przemoc właśnie w konkubinatach, choć stanowią one mniejszość gospodarstw domowych. Dane te potwierdzają badania Angielskiego Departamentu Zdrowia. Instytucja ta opracowała listę czynników ryzyka, które wpływają na wystąpienie przemocy wobec dzieci. Największy wpływ mają problemy społeczno-ekonomiczne, w tym bezrobocie, Nie bez znaczenia są także takie czynniki jak choroby psychiczne, uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, historia przemocy w rodzinie, a także rodzina zrekonstruowana lub konkubinat właśnie.

Ile więc dzieci musi zostać jeszcze skatowanych, żeby przekonać się, że promowanie konkubinatów, to promowanie związków, które są niebezpieczne dla kobiet, ale także jak pokazują powyższe przypadki – także dla dzieci. W tej sytuacji nawet mnie nie dziwi, że dziś słowo „konkubent” spotkać można w kronikach policyjnych, bo kojarzy się wyłącznie z przestępstwami i przemocą. I choć to określenie nadal funkcjonuje w prawie na określenie osób żyjących ze sobą w niesformalizowanym związku, poza kontekstem kryminalnym słowa tego prawie się nie używa. Dziś konkubent – przynajmniej w języku potocznym – to „niemąż”. Takie określenie spotykam ostatnio bardzo często. Tylko czy zmiana języka wystarczy? Nie sądzę. Tylko cierpiących dzieci żal.

Małgorzata Terlikowska

 

 

Komentarze

anonim2016.03.23 18:50
Autorka popełnia pewien błąd ogiczny, rzeczywiście częsciej sprawcą przemocy w stosunku do dziecka jest partner matki niebędący jego ojcem, ale to wcale nie oznacza, że jet to konkubent. Równie dobrze może to być jej jedyny i ślkubnokościelny małżonek. Z drugiej strony całkiem możliwe jest zgodne współżycie bez sakramentalnej czy nawet urzędowej legalizacji i zachowanie wierności oraz wychowywanie dzieci w takim związku. I drugi błąd wynikający z nieznajomości zasad statystyki. Faktu, że znacznie większe jest prawdopodobieństwo iż sprawca przemocy jest konkubent, a nie mąż, nie oznacza, że większość konkubentów bije dzieci swoich partnerek. Wrecz przeciwnie, większość z nich stara się je wspierać w wychowywaniu dzieci, bez względu na to czy są ich ojcami, czy nie.
anonim2016.03.23 19:35
Pani madzia niepotrzebnie wypuszczona przez swojego Pana z kuchni niewiele wie o życiu poza nią.
anonim2016.03.23 20:20
"Nie wiem, co powoduje dorosłym mężczyzną, że tak łatwo podnosi rękę na dziecko" 1. Śmieszne kary. 2. Obowiązująca w Europie pustka duchowa i odwracanie w niej ludzkich naturalnych pryncypiów do góry nogami.
anonim2016.03.23 21:34
Terlikowska po raz kolejny potwierdza, ze jest debilka.
anonim2016.03.23 23:29
Obrażasz mnie. Rozważę, czy nie pozwać Cię do sądu o naruszenie dóbr osobistych.
anonim2016.03.23 23:56
Pani Terlikowska ma rację i trzeba być lewakiem (czyli duchowym ślepcem) żeby tego nie dostrzegać, bazując chociażby na samych informacjach z mediów
anonim2016.03.24 0:47
Pierwszy raz spotykam się z określeniem "promocja konkubinatów". Nie wiem kto i gdzie je promuje ale widocznie kiepsko to robi. Nie widzę dodatkowo co miało by się zmienić w przypadku ewentualnego ożenku. Jeśli człowiek jest na tyle słaby psychicznie, że nie potrafi poradzić sobie samodzielnie ze swoimi trudnościami i musi wyżywać się na dziecku to małżeństwo na pewno mu w tym nie pomoże
anonim2016.03.24 0:52
Dobra przesadzilam, nie gniewaj się
anonim2016.03.24 5:48
@Anaja, bazować to trzeba przede wszystkim na myśleniu, a pani Terlikowska powinna się do tego oprzeć na badaniach na przestrzeni lat by swoje tezy jakoś starać się dowieść. Niestety jej wypociny zwykle są oparte na wyobrażeniach i założeniach, ślub(najlepiej kościelny) i bycie katolikiem jest gwarancją wierności, miłości , braku przemocy itp. Życie niestety weryfikuje te pobożne życzenia państwa T.
anonim2016.03.24 8:03
Szanowna Pani. Jakiś czas temu w Zielonej Górze szanowny małżonek zamordował z zimną krwią swoją ślubną żonę. Ale przedtem, z premedytację udusił swoje dwie córki. A potem popełnił samobójstwo.Więc niech pani przestanie chrzanić. Wychwali mnie rodzice, którzy mieli tylko ślub cywilny. Byli dla mnie i nie tylko wzorem miłości, ucciwości i wierności. Poza tym skromności i uczciwości. Dali mi dom, ciepło i miłość, do której tęsknię do dziś we wspomnieniach, a którego pozazdrościłby mi niejeden. A piętro wyżej mieszkało małżeństwo po ślubie kościelnym, w którym mąż chlał całe życie i katował swoją żonę i ubliżał jej nieustannie. Jak zwróciliśmy mu uwagę, to wyszła żona i powiedziała:"A co? Raz się zabawić nie można" ? Zmarnował jej życie. Zmarła na raka. W końcu i on, zniedołężniały, zszedł z tego świata. Jak Pani myśli ? Gdzie trafią moi ukochani rodzice po śmierci "bez paszportu do nieba" ? A gdzie trafił ten oprawca "z paszportem" ? Ja wierzę, że Bóg nie jest bezdusznym i ślepym celnikiem na granicy widzącym tylko LITERĘ prawa. W końcu najważniejszym przykazaniem bożym jest MIŁOŚĆ, prawda ??? Więc niech się pani wyluzuje z tym konkubinatem, bo to zależy od ludzi, jak jest w rodzinie.
anonim2016.03.24 9:07
A kiedy autorka zajmie się dziećmi poszkodowanymi przez księży pedofili ?
anonim2016.03.24 12:32
Nie napisała Pani ile z tych osób było zdeklarowanymi katolikami.
anonim2016.03.24 20:11
W katolickiej Polsce statystycznie dużo częściej dochodzi do przemocy domowej niż w Anglii. Ja tam bardziej niż na statystyce angielskiej opieram się na osobistym doświadczeniu a ono jest takie, że ślub kościelny w Polsce tylko zmyka kobietom usta. Pozwolę sobie zauważyć, że w Polsce kobiety i dzieci dotknięte przemocą nie doczekały się jednoznacznego potępienia tego przestępstwa ze strony naszych hierarchów. Zamiatamy problem pod dywan zamiast zrobić z tym porządek i tylko oburzamy się jak ktoś na siłę wprowadza u nas cudze unormowania.
anonim2016.03.25 8:06
@Vittoriana - to nie bierz ślubu kościelnego. No taaak, zaraz na Twoje życzenie hierarchowie będą potępiać to, tamto, rzekomą masową pedofilię w Kościele i jeszcze przemoc rodzinną. Żyj w konkubinacie na zdrowie.
anonim2016.03.26 11:39
Jack_Holborn® to lej swoją żonę i dzieci a potem idź do kościółka, pomódl się, przeżegnaj, przyjmij Jezusa do serca. I miej wesołe i radosne święta. Dla Twojej wiadomości - żyję w sakramentalnym związku, mam dorosłe dzieci oraz wnuki. A w życiu zawodowym napatrzałam się nieraz na dramat i bezsilność tylko dlatego że brak wsparcia i poczucia bezpieczeństwa ze strony najważniejszej - wspólnoty kościelnej, najwyższego punktu odniesienia niszczy wartość najważniejszą - podstawową komórkę czyli rodzinę. Ryba psuje się od głowy.