01.12.15, 13:36Witryny sex shopów na ul. Jana Pawła II

Terlikowska: Wibratory na wystawach demoralizują dzieci

Centrum Warszawy. Wyjście ze stacji metra. W długim bloku cały sklep jeden za drugim. Z naczyniami, gospodarstwem domowym, spożywczy, a między nimi „erotic shop”. Na wystawie powykładane kolorowe wibratory, modelki odziane w skąpą bieliznę. Wszystko na oczach dzieci. Bo wystawa jest duża i przeszklona prawie na całej wysokości. „Erotic shopy” nie muszą chować swojego towaru za grubymi kotarami, przed wejściem do sklepu nikt dowodu osobistego nie sprawdza, ani o wiek nie pyta. W centrum stolicy dzieci narażane są na deprawację. Przaśne „sex shopy” przynajmniej były zakryte przed wzrokiem dzieci, a zamiast wystawy widać było z daleka napis „Tylko dla dorosłych”. „Erotic shopy” się nie chowają, jawnie eksponują swój towar. Kolorowy, który oczy dzieci przyciąga.

Inna sprawa, z którą od lat nie potrafią sobie poradzić odpowiednie służby w Warszawie (jak jest w innych miastach, niestety nie wiem), to reklamówki agencji towarzyskich lądujące regularnie za wycieraczkami samochodu. Jako że kolorowe, fajnie furkoczą na wietrze, to i dziecięce łapki chętnie po nie sięgają, ku konsternacji rodziców zapewne. Jako rodzic nie mam jeszcze ochoty wyjaśniać kilkulatkom, co to jest agencja towarzyska i dlaczego pani na obrazku wygląda jak wygląda i do skorzystania z jakich usług namawia. A dzieci pytają – dlaczego pani jest rozebrana, czy jej nie zimno, dlaczego tak dziwnie wygląda. Batalia z tym procederem trwa od lat, a ulotki jak były wkładane za wycieraczki, tak dalej są. Chyba po to, by ćwiczyć refleks rodziców.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że mam dość tego, że w centrum europejskiego miasta moje dzieci narażone są na widoki, których oglądać jeszcze nie powinny. Nie przekonuje mnie argument na temat wolności działalności gospodarczej. Jeśli ta działalność budzi zgorszenie, naraża na deprawację kilkuletnie dzieci, to powinna być bezwzględnie zakazana, ewentualnie obwarowana takimi warunkami, by dzieci nie były narażone na takie widoki. Chcę, by moje dzieci także pod tym względem czuły się bezpiecznie w swoim mieście.

Czas więc na porządki. Przestrzeń publiczna winna być wolna od demoralizujących wystaw i obrazków, a także... jak pokazał wyrok sądu we Wrocławiu, od erotycznych przybytków, których hostessy nagabywały przechodniów na ulicy i zapraszały do klubu, którego jedynym celem było upicie i okradzenie klienta. Placówki te bowiem – i to wyraźnie wybrzmiało w wyroku – narażały w ten sposób dobre imię, renomę i wiarygodność wizerunku gminy Wrocław.

[koniec_strony]

Czy tego typu działalność nie godzi więc w wizerunek innych miast? Czy jakiekolwiek miasto ma legalizować deprawację nieletnich, czy jednak włodarze, obdarzeni przez mieszkańców kredytem zaufania, winni chronić szczególnie dzieci przed widokami i treściami absolutnie niedostosowanymi do ich wieku. W związku z tym mam pytanie, czy obecność sklepów demoralizujących dzieci nie godzi w dobre imię miasta? Czy największe natężenie sex-shopów w warszawskiej alei Jana Pawła II albo nagminne wkładanie obrazków z paniami w wyuzdanych pozach za wycieraczki nie podważa dobrego wizerunku stolicy Polski? Moim zdaniem rzutuje, podważa wiarygodność i dobre imię. Miasto, dając zielone światło na tego typu działalność, wydając odpowiednie zezwolenia, zezwalając na niczym nieograniczone eksponowanie erotyki na głównych ulicach miasta, uwiarygadnia taką działalność. Wyrok sądu we Wrocławiu daje jednak nadzieję, że ponad wolnością prowadzenia działalności gospodarczej, ponad zyskami są jeszcze inne wartości, których na pieniądze przeliczyć się nie da. Są to moralność, wiarygodność i dobre imię. Liczę na to, że inne miasta pójdą w ślad Wrocławia i zaczną u siebie robić porządki.

 

Małgorzata Terlikowska

 

Komentarze

anonim2015.12.1 14:01
To jest racja. Nie chcemy przyzwyczajać dzieci do reklam brudu duchowego. Przeszłość już wystawia nam za to słony rachunek. Handel ciałem i uzywanie go niezgodnie z naturą człowieka winien zniknąć też z portali gdzie dzieci zakładają skrzynki meilowe, i my też. Ja lata temu założyłam gmaila bo nie muszę wchodzić na stronę z pornografią na Głownej.
anonim2015.12.1 14:20
"rozlokowane są przy głównych ulicach" - ale to tylko w stołecznej Warszawie tak jest :-D
anonim2015.12.1 14:56
Czy ona przynajmniej raz mogła by napisac o czymś co nie ma związku z jej niezbyt apetycznym kroczem
anonim2015.12.1 15:21
Zagonić gówno do szamba. Niech tam siedzi i sobie śmierdzi. Do tej pory każdy porządny przedsiębiorca był tłamszony regulacjami mnogimi, koncesjami, pozwoleniami. Czas tym ciężarem przywalić w promocję rozpusty. I tak na początek regulacja nr 1: minimum 250 m od szkół i przedszkoli, nr 2: totalne zero banerów, reklam zewnętrznych, a tylko pewien przydzielony symbol, nr 3: wymagany recepcjonista do sprawdzania pełnoletności.
anonim2015.12.1 16:09
Kopalny, Terlikowska będzie wytykać różne kwestie tylko tam gdzie nie rządzi PiS
anonim2015.12.1 17:06
Ta niemoc warszawskiej policji wobec reklamowanego ulotkami biznesu jest zastanawiająca. Tu wystarczy naprawdę niewiele chęci...Ale chyba już większość się przyzwyczaiła, że funkcjonariusze są głusi i ślepi.
anonim2015.12.1 17:53
A w Krakowie to nie do pomyślenia. Zresztą u nas wszędzie kościoły, więc rozmodlone dzieci nawet by nie zauważyły.
anonim2015.12.1 19:11
To prawda takie smieci psuja wizerunek miasta.
anonim2015.12.2 7:57
Czy Pani naprawdę nie ma nic do powiedzenia w innych kwestiach niż tylko seks i pochwała macierzyństwa?
anonim2015.12.2 16:14
Do "piotr4077"- jakże słaba jest twoja i podobnym tobie moralność i wiara w wartości. Czy tzw"tirówka" przy drodze budzi w tobie chęć a raczej chuć? Czy podkopuje twoje zasady? Czy to że w mieście jest klub nocny, burdel czy inny sex-szop zobowiązuje cię do ich odwiedzania i korzystania z ich usług czy oferty? Jakże mała jest twoja wiara w swoją silną wolę i wartości.Byle śmieć-ulotka burdelu podkopuje twoją moralność i pozbawia cię zasad?Normalnego człowieka nie podniecają takie widoki i ulotki. Wiesz co z nimi robię? Wyrzucam do śmieci, a moje dzieci uczę ze na świecie nie wszystko jest dobre i piękne. Prostytucja będzie istniała zawsze- możesz ty i Terlikowska wykorzystać przykład biblijnej prostytutki Magdaleny. Dzieci mają wiedzieć co jest dobre a co złe a tę wiedzę ma przekazać nie szkoła i uliczne wystawy a rodzice. To że nie będą widziały witryny sex-szopu to nie znaczy że on nie istnieje, wcześniej czy później się z nim zetkną. Jakież rozgarnięte są te kilkuletnie pociechy Terlikowskich że zauważają takie obrazki i tak wnikliwie je analizują...No ale chyba jest to temat dyżurny w domu Terlikowskich.