13.09.17, 16:15Screenshot YouTube

Wassermann: To jest nie do przyjęcia!

„Zastrzeżeń jest o wiele więcej, niż tylko te, o których dzisiaj Państwo usłyszeliście. Próbujemy wyjaśnić wszelkie nieprawidłowości. Nie potrafię powiedzieć jak to jest możliwe, że wychodzą dwa różne stenogramy i przygotowane przez dwóch różnych funkcjonariuszy, z których każdy słyszy na nagraniach co innego" – mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji ds. Amber Gold o dzisiejszym przesłuchaniu i zaskakujących słowach Emila Marata.

Dodaje także, że zaskakujący jest także fakt, że jeden z funkcjonariuszy zapisuje całą stronę stenogramu z rozmowy, a drugi ledwie kilka linijek. Podkreśliła też, że liczy na to, że taśmę z oryginalnymi nagraniami przekaże szef ABW, po wcześniejszej decyzji prokuratury.

Pytana o to, czy ABW chciała zrzucić odpowiedzialność na Marcina P., odpowiada, że nie chce niczego przesądzać i liczy na znalezienie oryginalnych nagrań. To nie pierwsze nieprawidłowości związane ze stenogramami. Wassermann dodaje:

Tak, rzeczywiście tych nieprawidłowości jest więcej. Jest stenogram z rozmowy, który brzmi w następujący sposób „[niezrozumiałe]… (jakieś słowo)[niezrozumiałe].(mówi się, że ma przecieki z banku)”. Z tego można wywnioskować, że albo przesłuchujący nie rozumie co ktoś mówi na nagraniach i nie ma tego w stenogramie, albo pisze [niezrozumiałe], a w nawiasie pisze o komuś mu chodziło w tej rozmowie. To jest nie do przyjęcia!”.

Podkreśla, że brak w nich jakiejkolwiek chronologii. Dodaje, że podczas niektórych dni nie sporządzano w ogóle stenogramów, ani nawet notatek, bo Marcin P. rzekomo nie mówił nic istotnego dla postępowania. Zdarza się, że tak jest nawet przez tygodnie. Trudno zatem być pewnym, czy Marcina P. w ogóle wtedy nagrywano.

Przewodnicząca dodała także, że podczas czytania stenogramów i notatek sama miała wrażenie, jakby ktoś przy nich „grzebał”. Podkreśla, że po raz pierwszy w życiu ma do czynienia z odsłuchami, w których chronologii nie sposób się zorientować i odtworzyć, co działo się każdego dnia. Zauważa również, że gdyby okazało się, że rzeczywiście ktoś manipulował przy stenogramach, to do sprawy należałoby podejść znacznie bardziej surowo. Dodała, że możliwe, że nagrania zostały po prostu zniszczone.

dam/wpolityce.pl,Fronda.pl