16.07.16, 12:07

Włochy: genderyzm atakuje Kościół, dzieci i rodziców

Zakon ukarany za nieodnowienie umowy z lesbijską nauczycielką ma dofinansować gejowską organizację.

Zakon Córek Najświętszego Serca w Trento we Włoszech został ukarany przez sąd na podstawie przepisów antydyskryminacyjnych ponieważ nie odnowił umowy z nauczycielką lesbijką. Zakon ma wypłacić nauczycielce, której nazwiska nie podano 25 tys. euro oraz wpłacić po 1500 euro na konto wskazanej przez sąd organizacji gejowskiej i miejscowego związku zawodowego. Jest to pierwszy we Włoszech przypadek ukarania katolickiej szkoły pod zarzutem dyskryminacji kobiety z uwagi na jej lesbijski styl życia.

Jeszcze w 2014 r., wobec pogłosek o tym, że nauczycielka żyje w związku z inną kobietą ówczesna siostra przełożona zgromadzenia Eugenia Libratore będąca zarazem dyrektorem szkoły zapytała ją o to. Nauczycielka odmówiła odpowiedzi i jej milczenie uznano za potwierdzenie tego faktu. Sąd pracy w Rovereto orzekł, że "uznana homoseksualność nauczyciela nie ma związku z jej przywiązaniem do edukacyjnych zasad szkoły". Jeszcze dobitniej wyraził się adwokat nauczycielki: "pracodawcy o religijnych inspiracjach nie mogą zadawać zatrudnionym pytań o ich życie prywatne bądź dyskryminować ich ze względu na ich wybory życiowe. Korzystanie z antykoncepcji, decyzje dotyczące partnerów życiowych, rozwodów i aborcji są prywatnymi sprawami danej osoby nie mają wpływu na pracodawcę". Nauczycielka twierdziła, że czuła się urażona sugestiami by porzuciła homoseksualny styl życia, sugerującymi, że homoseksualność jest jakimś problemem, chorobą, czymś co należałoby leczyć.

Szkoła broniła się przed oskarżeniem o dyskryminację twierdząc, że nie było powodu do przedłużenia umowy, której termin zwyczajnie wygasł. Sąd jednak orzekł w obronie nauczycielki, powołując się na prawo antydyskryminacyjne dotyczące zatrudnienia, obowiązujące we Włoszech od 2003 r., które zakazuje jakiejkolwiek bezpośredniej lub pośredniej dyskryminacji ze względu na religię, przekonania religijne, niepełnosprawność, wiek czy orientację seksualną.

Włoskie prawo zawiera zapisy chroniących wolność religijną, które stanowią że różnice w traktowaniu oparte o przekonania religijne w ramach organizacji religijnych nie są uznawane za dyskryminację. Sąd jednak stanął na stanowisku, że miała miejsce dyskryminacja ze względu na orientację seksualną, nie było zaś  dyskryminacji ze względu na przekonania religijne.

Państwo, które sąd niewątpliwie reprezentuje dokonało jasnego wyboru: osoby o zaburzonej seksualności mogą poprzez szkoły oddziaływać na dzieci i młodzież, natomiast rodzice nie mogą, np. poprzez wybór szkoły, chronić swoich dzieci przed takim oddziaływaniem. Pokazuje to, że państwo (w tym wypadku Włochy) realizuje cel zaburzania seksualności wytyczony przez ideologów gender, oraz że tzw. liberalna demokracja, właśnie przestaje nią być przeradzając się - jako ostrzegał Jan Paweł II - w jawny lub zakamuflowany (zależnie od spostrzegawczości) totalitaryzm.

Przypomnijmy, że zaburzenie pojęć i odczuwania płci i seksualności jest głównym celem wytyczonym przez ideologów gender queer (Kochanowski w Polsce, Butler w USA). Temu właśnie służą homo- lub trans-seksualiści w szkołach - żeby wprowadzać zamęt w postrzeganiu i odczuwaniu płci u dzieci i młodzieży.  Głoszonym w gazetach sloganom, że homoseksualizm jest dziedziczny homoideolodzy sami zaprzeczają w tekstach na użytek własnego środowiska, w których piszą, że "nie istnieje nic takiego jak stabilna płeć czy stabilna seksualność" (Jacek Kochanowski, UW). Jasne! Gdyby była stabilna, nie byłoby co zaburzać - chodzi oczywiście o seksualność odczuwaną, psychiczną i o mieszanie w psychice dzieci i młodzieży.

Podobnie nonsensowne jest wszechobecne głoszenie normalności homoseksualizmu. Rozmnażanie to fundamentalna funkcja życiowa, bo zachowanie ciągłości życia to esencja i główny jego cel - i temu służy seksualność, niezależnie od aspektu "przyjemnościowego", istotnego właśnie dlatego że służy prokreacji, ale absolutyzowanego przez ogarnięte seks-obsesją osoby o zaburzonej seksualności. Z tego biologicznego, a więc jak najbardziej naukowego punktu widzenia gejowski seks, bezpłodny i bezproduktywny jest bezsensowny. Nie jest więc  normalny, jak nie jest normalny daltonizm czy albinizm, nawet jeśli takie cechy pojawiają się w części populacji.  Nie trzeba być zatem katolikiem, by to widzieć - wystarczy całkowicie świecki racjonalizm.

Problem z homoseksualizmem polega na tym, że warunkowanie może ten ułamek w populacji zwiększać i  

w tym właśnie rodzice widzą zagrożenie dla swoich dzieci, a przestępczy sąd i przestępcze genderystowskie państwo odbierają im najświętsze prawo do ochrony tych dzieci. Natomiast głównym celem homopropagandy (która pewnie odezwie się na forum pod tym tekstem) jest takie urobienie społeczeństw by rodzice którzy w nią uwierzą poprowadzili swoje dzieci jak barany na rzeź do szkół, które wychowają te dzieci na obiekty seksualne dla wszelkiej maści dewiantów, których ochronny katalog będzie się stale poszerzał. Bo jak napisał prof. (sic!) Ireneusz Krzemiński z UW "świat szczęśliwy społecznie ma być światem w którym i kobiety i mężczyźni określają się w płynny, dynamiczny sposób co do swych seksualnych preferencji". Taka jest wizja szczęścia homo- i gender-ideologów i realizacją tej wizji chcą "uszczęśliwić" nasze dzieci. Dlatego skandalem jest działanie włoskiego sądu, który im w tym pomaga. Działanie to należy nazwać przestępczym i to na kilka sposobów, bo łamiąc wolność religii, odbiera również prawa rodzicom, którzy nie bez przyczyny oddali dzieci do katolickiej szkoły, wystawia te dzieci na zagrożenie i w dodatku karze grzywną siostry za to, że te dzieci chcą chronić. Szczytem perfidii i bezczelności jest nakaz dofinansowania gejowskich aktywistów.

Polscy rodzice powinni się mieć na baczności, bo w polskim kodeksie pracy od 2004 r. (we Włoszech od 2003 r.) istnieje zapis, że "jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze względu na [długi katalog kryteriów, w tym:] ... orientację seksualną... - jest niedopuszczalna." Nie wiemy więc, kiedy jakiś "niezawisły" genderystowski sąd nakaże zatrudnienie w szkole homo- czy trans-seksualisty, zwłaszcza że polski Sąd Najwyższy już dawał sygnały wierności ideom queer-genderyzmu. Zatem, albo wykorzenimy genderyzm z polskiego państwa, w tym z polskich sądów, albo prędzej czy później sądy te będą dawać nasze dzieci na wychowanie dewiantom.

 Grzegorz Strzemecki

(Na podstawie LifeSiteNews)