Na początku stycznia media społecznościowe obiegły informacje na temat szokujących wydarzeń, do których 15 grudnia miało dojść w szkole podstawowej w Kielnie. Wedle informacji przekazanych na Facebooku przez Andrzeja Żaka, nauczycielka w czasie lekcji zażądała od uczniów VII klasy zdjęcia wiszącego w sali krzyża. Kiedy uczniowie odmówili, sama miała zdjąć krzyż i wrzucić go do kosza. Później w mediach pojawiały się informacje, wedle których spór o krzyż trwał w szkole dłużej, a uczniowie zawiesili na ścianie krzyż, który sami wydrukowali w drukarce 3D po tym, jak wcześniej tam wiszący krzyż zniknął.

Sprawą zajęła się prokuratura oraz kuratorium oświaty, które zbadają, co rzeczywiście wydarzyło się w sali. Własnej wersji wydarzeń nie przedstawiła dyrektor szkoły, która długo milczała, by 5 stycznia poinformować w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej placówki, że „w trosce o dobro społeczności szkolnej, szczególnie uczniów, nie wypowiada się w tej sprawie przed jej wyjaśnieniem”.

Nauczycielka zabrała głos

Długo milczała też sama nauczycielka, która miała wyrzucić krzyż do kosza. Ostatecznie jednak kilka dni temu zaprezentowała swoją wersję wydarzeń w rozmowie z TVN24 i „Dziennikiem Bałtyckim”.

- „Jest mi bardzo trudno, dlatego że wylała się na mnie fala hejtu, mowy nienawiści rozpowszechnianej w mediach bez sprawdzenia faktów, bez żadnej weryfikacji, bez czekania na jakiekolwiek wyjaśnienie tej sytuacji. Jestem w szoku, że można coś takiego zrobić drugiemu człowiekowi. Śledzę te media, nie ukrywam, i wciąż po prostu w to nie wierzę. To nieporozumienie, a politycy wykorzystują je do tego, żeby podbijać swoje interesy i pozycje. Ktoś to ciągle podsyca”

- stwierdziła w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego”.

Według niej doszło do „nieporozumienia”.

- „Wyrzuciłam cosplayowy (związany z przebieraniem się za postacie z filmów, komiksów, gier itp. - red.) gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika - w miejscu, w którym wcześniej wisiał zegar”

- twierdzi.

- „Szanuję przedmioty czci religijnej i w życiu nie wyrzuciłabym krzyża reprezentującego wiarę. Jestem neutralna religijnie i bardzo tolerancyjna. Szanuję wiarę. Ścianka nad chomikiem byłaby w mojej opinii miejscem urągającym przedmiotowi religijnej czci. Jego miejsce powinno być wysoko, obok godła lub ewentualnie nad drzwiami. Jednak powtórzę: Ten przedmiot, który został powieszony przez dzieci był elementem cosplayowego stroju – takiego przebrania; dzieci przebierają się za różne postaci bywa, że za zakonnika, księdza czy śmierć. Nikt nigdy się do niego nie modlił”

- zapewniła.

Przekonywała, że „nie sądzi, a wręcz wydaje jej się to niemożliwe, by ktokolwiek z jej uczniów poczuł się urażony ze względu na jej wyrzucenie do kosza”.

- „Jeżeli jednak rzeczywiście by tak się stało, byłoby mi oczywiście bardzo przykro, choć wiem, że akurat z tej grupy sporo osób w ogóle nie uczęszcza na zajęcia z religii”

- dodała.

Mianem „bzdur” określiła natomiast pojawiające się w mediach społecznościowych twierdzenia, wedle których wyrzuceniu krzyża towarzyszył „niegodny nauczyciela komentarz”, a nauczycielka wcześniej „wielokrotnie zdejmowała krzyż i próbowała uświadamiać dzieci, że jest im on niepotrzebny, a sama nie chce na ten krucyfiks patrzeć”.

- „Nigdy w życiu nie użyłam wulgaryzmu w kontakcie z uczniami czy ich obecności. Jestem nauczycielką z powołania. Kocham moją pracę. Kocham moich uczniów. Naprawdę każdego dnia jadę do pracy z radością i z chęcią. Nie na siłę. Lubię to, co robię. Nigdy nic takiego nie miało miejsca. Nie komentowałam też nigdy w życiu przedmiotów czci religijnej. Po prostu wyrzuciłam ten gadżet do kosza”

- stwierdziła.

Pełnomocnik nauczycielki: To nie był przedmiot czci religijnej

Dziś na antenie Radia Gdańsk gościł pełnomocnik nauczycielki prof. Jacek Potulski, który przekonuje, że nie doszło do przestępstwa znieważenia przedmiotu czci religijnej, ponieważ wrzucony do kosza na śmieci krzyż takim nie był.

- „Zawieszka w kształcie krzyża była używana jako sposób ośmieszania religii, jako narzędzie do tego, żeby w czasie zabaw halloweenowych wyśmiewać się z zakonnic czy z księży. Jestem zatem przekonany, że ten obiekt nie był przedmiotem czci religijnej i jako przedmiot czci religijnej nie powinien być traktowany”

- przekonuje prawnik.

Co wydarzyło się naprawdę?

Co więc naprawdę wydarzyło się w Kielnie? Dzieci bawiły się plastikowym krzyżem, a zdenerwowana nauczycielka wyrzuciła przedmiot, który uznała za zabawkę, do kosza na śmieci? Czy może w szkole trwał spór dot. obecności krzyża w sali lekcyjnej pomiędzy uczniami a nauczycielką, a uczniowie, po usunięciu krzyża ze ściany, sami powiesili w tym miejscu wydrukowany przez siebie w drukarce 3D krzyż? 3 stycznia pytaliśmy o to w mailu do dyrektor szkoły. Dotychczas nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.