Wildstein nie pozostawia wątpliwości co do charakteru zdarzeń. Jak pisze: „Wczorajsze obrazki z KRS-u wyglądały jak sceny z jakiegoś upadłego państwa, bantustanu, w którym władza, bezczelnie, bez żadnego skrępowania, pokazuje, że jej zasadą jest przemoc i brutalna siła”. Jego zdaniem nie była to demonstracja siły, lecz raczej objaw słabości i desperacji.
Publicysta interpretuje działania Żurka jako próbę odwrócenia uwagi od kilku równoległych problemów obozu władzy. Wprost wskazuje, że prowokacja miała „przykryć obecność i działania Prezydenta Nawrockiego w Davos, przykryć skandal i kompromitację z Adamem Borowskim, a także przykryć kompletną nieudolność zarządzania państwem i zapaść w wielu obszarach, ze szczególnym uwzględnieniem ochrony zdrowia”. W tej logice KRS staje się nie instytucją konstytucyjną, lecz narzędziem propagandowej hucpy.
Wildstein zwraca uwagę na moment wybrany do eskalacji konfliktu. Jak zauważa, „uderza też zwyczajne tchórzostwo tej sytuacji, to, że Żurek wyczekał, kiedy akurat Prezydenta nie będzie w kraju”. Taki timing – jego zdaniem – nie był przypadkowy, lecz starannie skalkulowany.
Kluczowym wątkiem komentarza jest jednak strach ministra sprawiedliwości. Wildstein pisze wprost: „Ale inna rzecz jest najważniejsza i względem wymienionych sytuacji pierwotna. Strach Żurka”. Jako dowody tej słabości wymienia szereg ostatnich kompromitacji: uchylenie nakazu aresztowania Marcina Romanowskiego, orzeczenie krakowskiego sądu kwestionujące legalność prokuratorów, aferę z prywatną firmą zarządzającą Funduszem Sprawiedliwości oraz „wstrząsające orzeczenie w sprawie Gawłowskiego”.
Według Wildsteina Żurek został „przyparty do muru i walczy obecnie o swoje polityczne życie”. Jego działania mają być sygnałem wysyłanym do Donalda Tuska – dowodem, że nadal jest użyteczny jako wykonawca najbardziej brutalnych i kontrowersyjnych operacji politycznych. Publicysta podkreśla, że Żurek nie został powołany po to, by reformować państwo, lecz by „wprowadzać maksymalny chaos i destrukcję, aby następnie, na zgliszczach polskiego prawa i konstytucji, za pomocą brutalności i bezwzględności, pokazywać siłę swoją i ekipy, która za nim stoi”.
Wildstein przypomina cały katalog zachowań, które mają potwierdzać tę tezę: „proponowanie Nawrockiemu bójki, słowa o zamykaniu posłów opozycji w bagażnikach samochodów, ostentacyjne skręcenie sprawy Sławomira Nowaka, zapraszanie do Ministerstwa Sprawiedliwości skompromitowanych prowokatorów takich jak Kramek czy Szczurek”. W jego ocenie wszystkie te epizody składają się na spójną strategię politycznego zastraszania.
Kulminacją tej logiki ma być właśnie akcja w KRS. „I tym jest bandyterka z KRS” – pisze Wildstein, podkreślając, że Żurek funkcjonuje w polityce wyłącznie tak długo, jak długo potrafi budzić strach. Jednocześnie dodaje, że eskalacja przemocy pokazuje, jak bardzo nadwyrężona jest pozycja ministra i jak skrajnych metod musi się chwytać, by utrzymać się na powierzchni.
W zakończeniu Wildstein stawia pytanie o przyszłość: czy Żurek przetrwa? I odpowiada z gorzką ironią, że paradoksalnie może się utrzymać tylko dlatego, iż „nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie chciał zająć jego miejsca, świadomy ryzyka odpowiedzialności karnej za bezprawie, którego może oczekiwać premier”. Jednocześnie przestrzega, że w realiach obecnej władzy nie można wykluczyć żadnego scenariusza personalnego.
Komentarz Wildsteina jest nie tylko oceną jednego wydarzenia, ale również diagnozą stanu państwa pod rządami koalicji 13 grudnia, w którym przemoc symboliczna i instytucjonalna zastępują prawo, a demonstracja siły ma przykrywać narastający kryzys władzy.
