Fronda.pl: Święta Wielkanocne w szczególny sposób kierują nas w stronę Jerozolimy, gdzie dokonały się najważniejsze tajemnice naszej wiary. W tym roku są to święta szczególnie trudne dla chrześcijan żyjących w Ziemi Świętej. Dzieje się tak nie tylko z uwagi na trwającą wojnę, ale również za sprawą działań izraelskich władz. Kard. Pierbattista Pizzaballa nie mógł w Niedzielę Palmową sprawować Mszy świętej w Bazylice Grobu Pańskiego, bo do najważniejszej dla chrześcijan świątyni nie wpuściła go izraelska policja. To względy bezpieczeństwa czy otwarcie antychrześcijańska polityka izraelskich władz?
Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW: Moja ocena tego wydarzenia jest bardzo wyważona i ostrożna. Nie rozumiem wielu ostrych i skrajnych słów potępienia, płynących ze strony biskupów, polityków, dziennikarzy. Przede wszystkim doszło do nieporozumienia. Takiego słowa użył sam kard. Pierbattista Pizzaballa. Pamiętajmy o tym, że w Izraelu jest wojna. Co pewien czas są tam prowadzone ataki rakietowe. Dlatego władze tego kraju wprowadziły zakaz jakichkolwiek zgromadzeń wszędzie tam, gdzie nie ma odpowiednich schronów. Dotyczy to także wyznawców wszystkich religii, włącznie z judaizmem. W Bazylice Grobu Pańskiego nie ma takiego schronu, dlatego nie wolno tam prowadzić żadnych nabożeństw z udziałem wiernych. W Niedzielę Palmową kard. Pizzaballa chciał się pomodlić prywatnie przy grobie Jezusa z Nazaretu. Nie zamierzał celebrować Mszy świętej dla większej grupy wiernych. Niestety, policjanci i żołnierze żydowscy źle zrozumieli jego zamiary.
Dlaczego?
Ponieważ byli przekonani, że jest planowane – zgodnie z wielowiekową tradycją – większe zgromadzenie religijne. Dlatego uniemożliwili dostęp temu kardynałowi do Bazyliki Grobu Pańskiego. W moim przekonaniu główną przyczyną tej decyzji były obowiązujące przepisy dotyczące bezpieczeństwa i ochrony ludności cywilnej w czasie wojny.
Czy zatem władze Izraela w ogóle nie prowadzą polityki antychrześcijańskiej?
Skądże znowu! Proszę popatrzeć na niedawne ludobójstwo w Strefie Gazy czy ciągłe wypędzanie arabskich chrześcijan z Zachodniego Brzegu. Niestety, w naszym kraju to są poniekąd tematy tabu. Milczą biskupi, politycy, dziennikarze. Opinia publiczna w Polsce nie jest rzetelnie informowana o tej wielkiej tragedii. W ostatnich dniach oglądałem we włoskiej telewizji absolutnie wstrząsające materiały ukazujące niebywałe barbarzyństwo, dokonywane przez żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu, którzy zabijają, prześladują, wypędzają muzułmanów i chrześcijan. W tych zbrodniczych działaniach wpiera ich izraelska policja i wojsko.
Warto w tym miejscu podkreślić, że na początku XX wieku w Palestynie chrześcijanie stanowili 12 proc. mieszkańców, natomiast dzisiaj w Izraelu wyznawcy Jezusa z Nazaretu to już tylko niecałe 2 proc. Izrael jest państwem wyznaniowym, w którym judaizm jest religią państwową. To prowadzi do marginalizacji chrześcijan i przedstawicieli innych wyznań. Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela. Zgodnie z decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich religii, należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. Jeśli nie zostanie zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela, to w przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa z Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju.
Wróćmy do samej wojny, która rozpoczęła się atakiem Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Poza kwestiami strategicznymi i politycznymi, ważną rolę w tym starciu odgrywa religia. Z jednej strony mamy islamski szyizm, a z drugiej judaizm i wspierający go chrześcijański syjonizm. Najpierw chciałbym zapytać o motywacje wyznawców judaizmu. Czego religijni Żydzi mogą oczekiwać po tej wojnie?
Do wybuchu tego strasznego konfliktu zbrojnego doprowadzili przede wszystkim ortodoksyjni, konserwatywni wyznawcy judaizmu, którzy zdecydowanie wspierają centroprawicowy rząd Benjamina Netanjahu. Ich bezwzględne dążenie do zniszczenia, osłabienia lub rozbicia Iranu stanowi przede wszystkim realizację konkretnych celów militarno-politycznych. Chodzi głównie o likwidację w całym regionie Bliskiego Wschodu siły politycznej i militarnej tych państw, które w jakikolwiek sposób mogłyby stanowić konkurencję lub zagrożenie dla Izraela. Wielu politologów twierdzi, że przede wszystkim właśnie z tego powodu w ostatnich latach doszło do rozbicia takich wielkich państw jak Irak, Syria czy Libia. Ostatnim silnym krajem na Bliskim Wschodzie, stanowiącym konkurencję dla Izraela, jest obecnie Iran. Od kilkudziesięciu lat władze Izraela usilnie dążyły do tego, żeby przy pomocy Stanów Zjednoczonych zniszczyć to państwo. Realizację tego szaleństwa rozpoczęły wspólnie wojska izraelskie i amerykańskie 28 lutego 2026 roku.
Co sądzą na ten temat te środowiska żydowskie, które nie zgadzają się z polityką prowadzoną przez rząd Benjamina Netanjahu?
Przede wszystkim należy przypomnieć, że 21 listopada 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał nakaz aresztowania obecnego premiera Izraela. Został on oskarżony o celowe i świadome pozbawianie ludności Strefy Gazy środków niezbędnych do przetrwania, w tym żywności, wody, leków i materiałów medycznych. Ponadto podejrzewa się, że jest on odpowiedzialny za zbrodnie wojenne polegające na używaniu głodu jako metody walki oraz zbrodnie przeciwko ludzkości w postaci zabójstw, tortur i prześladowań. Duża część wyznawców judaizmu mieszkających w Izraelu i innych krajach świata nie akceptuje działań podejmowanych przez aktualny rząd w Jerozolimie.
Obecnie we Włoszech jest szeroko komentowana książka pt. „Samobójstwo Izraela” (Il suicidio di Israele). Studium zostało opublikowane jesienią 2024 roku. Jego autorką jest żydowska badaczka Anna Foa, która przez wiele lat prowadziła wykłady z historii nowożytnej na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza. Foa przypomina, że Izrael przeżywał dramatyczny kryzys już przed atakiem Hamasu, rozpoczętym 7 października 2023 roku. Masowe demonstracje na ulicach wielu izraelskich miast domagały się dymisji Netanjahu i jego rządu. Foa twierdzi, że odpowiedź na atak terrorystyczny Hamasu wojną w Strefie Gazy grozi Izraelowi prawdziwym samobójstwem. Jej zdaniem, aby uratować Izrael, konieczne jest przeciwstawienie się żydowskiej supremacji, nieodłącznie związanej z obecnym rządem Netanjahu, stanowczym poglądem, że państwo Izrael musi stosować równe prawa wobec wszystkich swoich mieszkańców – żydowskich i nieżydowskich.
Konieczne jest także zakończenie, trwającej od dziesięcioleci, bezprawnej okupacji terytoriów arabskich, a także utworzenie państwa palestyńskiego. Foa stanowczo podkreśla, że każde poparcie dla praw Izraela – istnienia i bezpieczeństwa – musi iść w parze z poparciem dla praw Palestyńczyków. Benjamin Netanjahu i Anna Foa to dwa przeciwstawne bieguny współczesnego świata żydowskiego. Warto publicznie pytać w naszym kraju biskupów, księży i wiernych świeckich Kościoła katolickiego, które z tych radykalnie odmiennych stanowisk uznają za słuszne.
Obok kolejnych pokazów siły, w Izraelu coraz żywsza staje się też koncepcja odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Do brutalnego ataku Hamasu z 7 października 2023 roku miało dojść m.in. dlatego, że pojawiły się informacje na temat sprowadzenia do Izraela czerwonej jałówki, z której ofiara – zgodnie z Talmudem – jest warunkiem odbudowy świątyni. Nim jednak ta odbudowa byłaby możliwa, najpierw trzeba by usunąć ze Wzgórza Świątynnego meczet Al-Aksa. To musiałoby doprowadzić do niespotykanej wcześniej mobilizacji świata muzułmańskiego przeciwko Izraelowi i jego sojusznikom. Obawia się Ksiądz Profesor, że te religijne napięcia mają potencjał, by stać się zaczątkiem globalnej wojny?
Zdecydowanie tak. Wizja przyjścia Mesjasza, plany budowy w Jerozolimie Trzeciej Świątyni i stworzenia Wielkiego Izraela to prawdziwa beczka prochu, którą łatwo podpalić. Z tego powodu Bliski Wschód już teraz stanął w ogniu. Wzgórze Świątynne w Jerozolimie stanowi miejsce święte zarówno dla wyznawców judaizmu, jak i muzułmanów. Meczet Al-Aksa to jedna z najważniejszych świątyń muzułmańskich na świecie. Ewentualne zburzenie tego meczetu przez wyznawców judaizmu i odtworzenie Świątyni Jerozolimskiej, zburzonej w 70 roku przez Rzymian, może doprowadzić do wybuchu trzeciej wojny światowej.
W to wszystko włącza się specyficzna doktryna, obecna w chrześcijaństwie ewangelikalnym, określana jako chrześcijański syjonizm. Czym jest ten nurt i jak ocenia Ksiądz Profesor jego potencjał polityczny?
Odpowiedź na to pytanie należy rozpocząć od doprecyzowania wyrażenia „chrześcijaństwo ewangelikalne”. Niestety, nie istnieją precyzyjne definicje, które mogłyby uchwycić istotę tego prądu religijnego. Dodatkowo w różnych regionach świata ta nowa forma religii chrześcijańskiej ma swoją specyfikę. Generalnie chodzi o czwartą gałąź chrześcijaństwa – obok katolicyzmu, prawosławia i protestantyzmu – która stanowi galaktykę kilkudziesięciu tysięcy różnego rodzaju denominacji, czyli Kościołów, związków wyznaniowych i sekt. Doktrynalnie wspólnoty ewangelikalne są najczęściej w dużym stopniu neopentekostalne, czyli należą do trzeciej fali rozwoju ruchu zielonoświątkowego. W Stanach Zjednoczonych do tych środowisk należy ok. 80 mln wyznawców. To żelazny elektorat Donalda Trumpa.
Z pentekostalizacją chrześcijaństwa w USA łączy się syjonizm chrześcijański. W 2025 roku Wydawnictwo Fronda opublikowało niezwykle ważną książkę Pawła Lisickiego pt. „Mesjasz i Trzecia Świątynia. Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny”. To jedyne w naszym języku opracowanie naukowe tego zagadnienia. Istotą syjonizmu chrześcijańskiego jest przekonanie, że dzisiejszy Izrael jest tym Izraelem i narodem wybranym, o którym mówi Stary Testament. Co więcej, wszystko, co w przeszłości Bóg powiedział i obiecał Izraelowi, dzisiaj odnosi się w 100% do państwa Izrael. Na tej podstawie syjoniści chrześcijańscy udzielają bezkrytycznego poparcia dla brutalnych wojen prowadzonych przez armię izraelską. Całkowicie poparli ludobójstwo dokonane w Strefie Gazy. Akceptują osadnictwo żydowskie na Zachodnim Brzegu. Wielu z nich twierdzi, że obecnie Izrael ma prawo zdobywać przemocą nowe ziemie, zgodnie z obietnicą Boga zapisaną na kartach Pisma świętego, czyli od Nilu aż do Eufratu. To herezja w czystej postaci. Skrajnie niebezpieczny błąd religijny. Fałszywe rozumienie Pisma Świętego. To okrutne zabijanie w imię Boga. Nie wolno mordować ludzi i twierdzić, że tak chce Bóg.
Miesiąc po wybuchu wojny w Iranie, w V Niedzielę Wielkiego Postu pojawił się budzący ogromne kontrowersje list, który Konferencja Episkopatu Polski przygotowała z okazji zbliżającej się 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej. Jak Ksiądz Profesor odebrał ten dokument? Pytam przede wszystkim o określenie współczesnego Izraela „narodem wybranym”. Nie jest to, w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie, nieroztropne sformułowanie?
W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie chcę dolewać oliwy do ognia, dlatego nie chciałbym prezentować w naszej rozmowie mojego osobistego stanowiska filozoficzno-teologicznego w tym obszarze. Natomiast w kontekście tego istotnego sporu doktrynalnego chciałbym zwrócić uwagę na cztery ważne sprawy.
Po pierwsze, ożywiona debata publiczna wokół listu biskupów wyraźnie pokazuje ogromną różnicę istniejącą w naszym kraju między katolicyzmem liberalnym a katolicyzmem konserwatywnym. Te dwa nurty religijne, coraz bardziej sobie obce, mają swoich wyraźnych liderów. Najważniejszym punktem odniesienia dla katolików liberalnych jest kard. Grzegorz Ryś, natomiast dla katolików konserwatywnych taką postacią jest Paweł Lisicki.
Po drugie, nie znam poza Polską żadnego innego kraju na świecie, w którym w kościołach rzymskokatolickich, w trakcie niedzielnych Mszy świętych, byłyby czytane listy biskupów zamiast kazań. Jaka jest podstawa prawna rozwiązania, które obowiązuje w Kościele katolickim w Polsce? Owszem, takie listy-kazania miały swoje znaczenie w czasach komunistycznych, ponieważ umożliwiały kontakt biskupom z wiernymi. Natomiast dzisiaj trudno wskazać jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie kontynuowania tej praktyki.
Po trzecie, na temat ostatniego listu Konferencji Episkopatu Polski zabrał głos m.in Marcin Palade, ceniony autor opracowań i analiz z zakresu preferencji społeczno-politycznych i geografii wyborczej w Polsce. Z jego badań wynika, że ten list biskupów został przeczytany w ok. 10 proc. parafii rzymskokatolickich w naszym kraju. Owszem, część księży nie czytała tego tekstu z powodu prowadzonych w tym czasie rekolekcji wielkopostnych. Jednak było także wielu proboszczów i wikariuszy, którzy nie czytali listu biskupów, ponieważ się z nim nie zgadzają. Ten masowy bojkot stanowiska biskupów przez księży to być może pierwsze tego rodzaju wydarzenie w dziejach Kościoła katolickiego w naszym kraju.
Po czwarte, spór o list biskupów z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej stanowi doskonałą okazję, aby zapytać o to, czego się obecnie naucza w seminariach duchownych przyszłych księży i zakonników, gdy chodzi o rozumienie judaizmu, dialogu chrześcijańsko-żydowskiego czy syjonizmu chrześcijańskiego. Szkoda, że ta niezwykle istotna sprawa prawie nikogo nie interesuje.
Za miesiąc będziemy obchodzić pierwszą rocznicę wyboru kard. Roberta Prevosta na stolicę Piotrową. Przed konklawe mówiło się, że jednym z najważniejszych wyzwań, z jakimi będzie musiał zmierzyć się nowy papież, będzie kwestia pokoju na świecie. Jak ocenia Ksiądz Profesor dotychczasowe działania Leona XIV w tym aspekcie i czego oczekuje Ksiądz od głowy Kościoła katolickiego?
Papież nie ma zbyt wielkiego wpływu na pokój w świecie, ale może bardzo skutecznie wprowadzać lub wzmacniać pokój wewnątrz Kościoła katolickiego, który jest targany w wielu krajach niezwykle głębokimi konfliktami doktrynalnymi. Spełniają się diagnozy z okresu ostatniego konklawe, że Robert Prevost został wybrany jako kandydat kompromisu — ktoś, kto będzie dążył do połączenia w Kościele skrzydła konserwatywnego ze skrzydłem liberalnym.
Po 13 latach przerwy ponownie głowa Kościoła katolickiego mieszka w watykańskim Pałacu Apostolskim. Papież Franciszek mieszkał jak pielgrzym w Domu Świętej Marty. W konsekwencji przez cały jego pontyfikat oficjalna siedziba papieży była pustostanem. 14 marca 2026 roku, po zakończonym remoncie Pałacu Apostolskiego, papież Leon powrócił do swojej urzędowej siedziby.
Dodatkowo w Wielki Czwartek papież Leon XIV celebrował Mszę Wieczerzy Pańskiej w Bazylice św. Jana na Lateranie. To ważna zmiana?
Moim zdaniem ten powrót do tradycji jest dużym, symbolicznym znakiem. Papież Franciszek celebrował tę wyjątkową Mszę w innych miejscach, na przykład w więzieniach, w ośrodkach dla uchodźców czy imigrantów. To była głęboka desakralizacja liturgii katolickiej, obniżenie jej znaczenia, ale z drugiej strony także chęć pokazania, że religia w ujęciu lewicowo-liberalnym powinna koncentrować się głównie na sprawach praktycznych. Dodatkowo papież Franciszek do obrzędu obmycia nóg wybierał osoby z marginesu społecznego: imigrantów, uchodźców, osoby transpłciowe itd. To był przejaw jego rewolucyjnego podejścia do tego, czym jest chrześcijaństwo, co budziło sprzeciw wielu środowisk konserwatywnych.
Papież Leon XIV powraca do bardziej klasycznego ujęcia religii — w Wielki Czwartek sam przewodniczył liturgii w Bazylice św. Jana na Lateranie, a do obrzędu obmycia nóg wybrał księży diecezji rzymskiej, podkreślając w ten sposób własną troskę o duchowieństwo. Natomiast doktrynalnie Robert Prevost kontynuuje rewolucję synodalną papieża Franciszka, udzielając cichej akceptacji skrajnie liberalnym reformom, podejmowanym m.in. w Kościele katolickim w Niemczech i Belgii.
