Były dowódca GROM, gen. Roman Polko, nie ma wątpliwości, że udział w tego typu ćwiczeniach jest dla Polski strategiczną koniecznością. W rozmowie z tysol.pl podkreślał, że tylko regularne wspólne manewry budują realną interoperacyjność i zdolność reagowania. „Żeby nie być papierowym tygrysem, wojsko musi brać udział w manewrach, a nie w akcjach odśnieżania czy sprzątania błota popowodziowego” – zaznaczył generał, dodając, że przy stałym zagrożeniu rosyjskim demonstracja wspólnej siły ma znaczenie odstraszające.

Polko przypomniał, że Polska sama zabiega o obecność wojsk sojuszniczych na swoim terytorium, dlatego powinna również aktywnie uczestniczyć w ćwiczeniach poza krajem. „Tylko w ten sposób integrujemy się, budujemy wspólne zdolności i uczymy się reagować razem” – mówił, wskazując na doświadczenia z misji zagranicznych, gdzie brak zgrania między europejskimi armiami bywał poważnym problemem.

Generał szerzej odniósł się także do zmiany sytuacji geopolitycznej. Zwrócił uwagę, że Stany Zjednoczone – za sprawą deklaracji Donald Trump – coraz wyraźniej sygnalizują, iż Europa musi brać większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. „To oznacza konieczność intensyfikacji ćwiczeń, budowania interoperacyjności i demonstrowania solidarności” – podkreślił Polko, zaznaczając, że właśnie dlatego manewry takie jak „Steadfast Dart 26” mają wymiar nie tylko wojskowy, ale i polityczny.

Pytany o to, czy brak Polski i USA w ćwiczeniach oraz spór wokół Grenlandii nie osłabiają spójności Sojuszu, generał był wyjątkowo krytyczny. Jego zdaniem Kreml od dawna odbiera sygnały świadczące o pęknięciach wewnątrz NATO. „Mamy jeszcze konia trojańskiego: Orbana i Fico, ale to nie jest standard zachodni” – mówił. Dodał też, że narracja o przejmowaniu Grenlandii to „powrót do koncertu mocarstw”, sprzeczny z zasadami prawa międzynarodowego.

W ocenie gen. Polko szczególnie groźne jest to, że takie spory mogą być wykorzystywane propagandowo przez Rosję. „Ku mojemu zdumieniu można mówić, że sprawiedliwym w tym wypadku okazuje się być Rosja – i rozgrywa to oczywiście propaganda rosyjska, która mówi, że Grenlandia jest częścią Danii, bo tak mówi prawo międzynarodowe. Nie spodziewałem się sytuacji takiej, że będę musiał mówić, że Ławrow ma rację, Grenlandia jest częścią Danii i nikt nie ma prawa przejmować tego terytorium, ogłaszać, że jest to terytorium własnego państwa” – przyznał generał. Jego zdaniem paradoks ten pokazuje, jak łatwo Zachód może sam podważać fundamenty własnego systemu wartości.

Były dowódca GROM podkreślił również, że choć USA formalnie nie uczestniczą w ćwiczeniach na Grenlandii, to i tak są tam obecne wojskowo dzięki swojej bazie. To jednak – jak zaznaczył – nie zmienia faktu, że europejscy sojusznicy muszą ćwiczyć wspólnie i regularnie.

„To jest też kwestia demonstrowania spójności, solidarności NATO i nie można tej solidarności z pewnością rozbijać poprzez to, że nagle Stany Zjednoczone uznały, że one mają być właścicielem Grenlandii” – podsumował gen. Polko.