Do zdarzenia w Estonii doszło nad ranem. „Zgodnie z aktualnymi informacjami dron nie był skierowany przeciw Estonii” – poinformowała prokurator generalna Astrid Asi, zaznaczając, że trwa śledztwo wyjaśniające okoliczności incydentu. Władze oraz zarządzająca elektrownią spółka Enefit Power potwierdziły, że system energetyczny nie został naruszony.

Mimo to eksperci nie mają złudzeń co do kontekstu zdarzeń. „Jest to konsekwencja wojny agresywnej prowadzonej przez Rosję na szeroką skalę” – ocenił dyrektor estońskiej Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego Margo Pallosonas. Jego zdaniem podobne incydenty mogą się powtarzać.

Równolegle do zdarzeń w Estonii doszło do eksplozji drona na Łotwie. W reakcji na sytuację minister obrony Andris Sprūds przerwał wizytę w Ukrainie i pilnie wrócił do kraju. Jak podaje Reuters, decyzja ta ma związek z koniecznością oceny zagrożenia i koordynacji działań bezpieczeństwa.

Na incydenty zareagowały również inne państwa regionu. Litewskie ministerstwo obrony ostrzegło, że „w ciągu ostatnich 48 godzin drony rozbiły się na terytoriach wszystkich trzech państw bałtyckich”, co stanowi „wyraźny sygnał, że wojna Rosji z Ukrainą generuje szersze ryzyko regionalne”. W komunikacie podkreślono konieczność zwiększenia gotowości i przyspieszenia rozwoju obrony powietrznej.

Estoński rząd zapowiedział pilne spotkanie w tej sprawie. Minister sprawiedliwości Liisa-Ly Pakosta poinformowała, że sytuacja zostanie szczegółowo omówiona na najwyższym szczeblu.