Marian Kasprzyk urodził się krótko po wybuchu II wojny światowej 22 września 1939 roku w podkieleckiej wsi Kołomań.

W wieku 21 lat Kasprzyk zdobył w kategorii lekkopółśredniej swój pierwszy olimpijski medal – brązowy, podczas Igrzysk w Rzymie w 1960 roku.

Cztery lata później podczas Igrzysk Olimpijskich w Rzymie polski pięściarz w wadze półśredniej sięgnął już po najcenniejszy z kruszców, pokonując pomimo walki ze złamanym kciukiem w wielkim finale reprezentanta ZSRR.

Marian Kasprzyk mógł pojechać na Igrzyska do stolicy Japonii tylko dlatego, że uchylono mu karę dyskwalifikacji i więzienia za pobicie kilku milicjantów, którzy ubrani po cywilnemu, zaczepili go pod jedną z bielskich dyskotek.

Ostatecznie olimpijski medalista przesiedział za ten czyn w więzieniu niespełna dziewięć miesięcy.

W 1992 roku Marian Kasprzyk, który wcześniej nie stronił od alkoholu, kiedy wykryto u niego raka przełyku, przewartościował swoje życie.

W Kasprzyku dokonał się wówczas proces nawrócenia, a relacja z Bogiem stała się dla niego czymś fundamentalnym.

„Zacząłem prosić, jak wielu innych ludzi, żeby mi pomógł, a ja już nie będę grzeszył” – wyznał wspominając przed rokiem tamten czas polski mistrz olimpijski w rozmowie z red. Arturem Gacem dla interii.pl.

„Kiedyś w modlitwie byłem cienki. Czegoś mi brakowało i brakowało... Ale im dłużej w niej trwałem, tym szło mi to lepiej. Najpierw było to pół roku, później rok. Im dłużej się modliłem, tym bardziej płakałem, a nawet szlochałem. Przeżywałem to wszystko, że wracam do Boga. Przypominałem sobie grzechy, w trakcie robiłem rachunek sumienia i czułem, że to działa. Aż pewnego razu poczułem, że wstąpił we mnie Duch Święty  (…) Nieraz pogadam sobie trochę z Jezusem, tak od serca, swoimi słowami.Cały czas mu dziękuję, że przyszedł do mnie, bo tak faktycznie jest. Prosiłem go o natchnienie, by gorliwiej się modlić i szukałem go, aż któregoś razu w końcu go poczułem. (…) I nieraz sobie myślę i sam siebie pytam: "Boże, gdzie ja byłem? Gdzie ja byłem przez te wszystkie lata"? Zapytałem się, dlaczego kiedyś mi uciekł, a on odpowiedział: "to ty mi uciekłeś". To ja obierałem niewłaściwe drogi i się od niego oddalałem. Zrozumiałem, że długo błądziłem w życiu. Nieraz przypomni mi się coś nieprawidłowego i zastanawiam się, dlatego wtedy tak uczyniłem. Gdybym to wcześniej zrozumiał, trochę inaczej by człowiek postępował. I teraz proszę go codziennie, by ode mnie nie uciekł” – mówił Kasprzyk we wspomnianym wywiadzie.

W ramach wdzięczności za łaskę nawrócenia, były mistrz olimpijski zaczął robić różańce, każda dziesiątka w jednym z kolorów symbolu olimpijskich kół.

W bielskich kościołach podczas Eucharystii Kasprzyk widywany był znacznie częściej aniżeli tylko w niedziele.

„Ja już wiedziałem, że nie chcę z tej drogi zawrócić” – skonstatował Marian Kasprzyk.

Pan Bóg pozwolił mu przekroczyć próg wieczności w święto Ofiarowania Pańskiego, nieco ponad 33 lata po jego nawróceniu…

Wieczny pokój w miłosierdziu swoim, racz mu dać, Panie…