08.06.14, 21:37

"Chrystus jest naszym przywódcą”, czyli opowieść o katoliczce walczącej z hitleryzmem i antysemityzmem

Wczesnym rankiem 12 marca 1938 roku Austria była praktycznie już częścią Trzeciej Rzeszy. Nikogo nie zdziwił zatem z pewnością widok 30 żołnierzy z Narodowosocjalistycznego Korpusu Motorowego (Kraftfahrkorps), szturmujących z typowo nazistowską zawziętością lokal numer 20 na stołecznej Elisabethstrasse. Stukot obcasów wojskowych butów zlewał się z okrzykami i widokiem brunatnych koszul w jedną trwożącą całość nowej rzeczywistości dziejów. Członkowie podległej NSDAP parapolicyjnej jednostki przystąpili  do realizacji śmiercionośnego rozkazu. Nakład sił podjęty do jego wykonania wydawał się jednak niewspółmierny do zadania. Celem porannej operacji austriackich hitlerowców była bowiem jedna kobieta – rodowita wiedenka Irene Harand. Jej życiowa postawa, usposobienie i pacyfistyczna mentalność wykluczały w założeniu wszelki opór, czy tym bardziej zbrojne przeciwstawienie się brutalnemu najściu. Współczesna jej szwedzka dziennikarka Elsa Björkman-Goldschmidt relacjonując jedno z jej publicznych wystąpień, określiła Harand jako kobietę o łagodnej twarzy, młodzieńczo szczupłej figurze i łagodnym głosie, który nie zmienia ciepłej barwy nawet w momentach zdenerwowania. Dla narodowego socjalizmu, który we wspomnianym roku rozlewał się niepohamowanie po byłej naddunajskiej monarchii ta niespełna 38 letnia kobieta figurowała mimo to na liście głównych wrogów reżimu, z którymi należało rozprawić się już pierwszego dnia po anszlusie.

Urodzona 7 września 1900 roku w Wiedniu w rodzinie Wedlów (Wedl) przeżyła swoje dzieciństwo w spokojnych czasach habsburskiego mocarstwa. Ukształtowana w arcykatolickim duchu wiernego cesarzowi mieszczaństwa przechodziła przez młodzieńczy okres wielkiej wojny, burzliwy okres po upadku cesarstwa aż po tragedię czasów nazizmu. Traktaty Wersalski i z St. Germain  wprowadziły Austrię w zupełnie inną rzeczywistość od tej sprzed zamachu w Sarajewie. Nowe państwo nie tylko zostało okrojone z ogromnych połaci swego dawnego terytorium, ale też przybrało formę republikańską. Kryzysy gospodarcze, polityczne i społeczne stały się nieuniknioną konsekwencją tej obarczonej wojenna traumą transformacji. Ustawowa proklamacja wprowadziła początkowo nazwę Austria Niemiecka (Deutschösterreich), ogłaszając południowego sąsiada Niemiec za część nowo powstałej republiki niemieckiej. Był to jednak, jak się szybko okazało,  krok zbyt daleko idący. Reakcją zwycięskich mocarstw było bowiem sformułowanie prawno międzynarodowego zapisu, zakazującego wszelkiej integracji obydwu państw. W efekcie w kraju aktywowały się tendencje odśrodkowe. Salzburg podjął działania o  przyłączenie do Rzeszy Niemieckiej na własną rękę. Podobnie część Tyrolczyków myślała o obywatelstwie włoskim. Wśród mieszkańców Voralbergu 80% opowiedziało się w referendum za przyłączeniem do Szwajcarii. Do zmian terytorialnych wprawdzie nie doszło, chociaż ta kwestia przewijała się jeszcze przez pewien czas w formie wzajemnych roszczeń szczególnie pomiędzy Austria a Węgrami i Królestwem Serbów i Chorwatów. Scenę polityczną charakteryzowała polaryzacja z komunizującymi socjaldemokratami z jednej strony, a faszyzującym ugrupowaniem chrześcijańsko-społecznym. Obie partie odzwierciedlały z jednej strony roszczenia zwolenników nowych czasów oraz tęsknotę za dawnym z drugiej. W tle obydwu frakcji działały ich paramilitarne bojówki. Partia socjaldemokratyczna dysponowała Republikańskim Związkiem Obronnym (Republikanischer Schutzbund). Po prawej stronie działała zaś tzw. heimwera (Heimwehr), której członkami byli żołnierze frontów I wojny światowej. Formalnie obóz ten nie deklarował konkretnych sympatii politycznych, ale w rzeczywistości było jasne że stoi ideologicznie blisko prawicy. W latach trzydziestych przybrał na znaczeniu także trzeci gracz. Austriaccy zwolennicy NSDAP jawnie zagrażali niepodległości Austrii. Receptą chrześcijańsko-społecznego kanclerza Engelberta Dolfussa na wyjście z chaosu i zapobieżenie dezintegracji państwa była podjęta 7 marca 1933 decyzja o zawieszeniu parlamentu oraz zasad demokracji. Na jej mocy zakazano działalności Komunistycznej Partii Austrii, oraz NSDAP. Republikański Związek Obronny został rozwiązany. Wszelka działalność polityczna była dozwolona jedynie w ramach nowo powstałego (20.03.1933) Frontu Ojczyźnianego (Vaterländische Front). Nowa formacja powstała w wyniku fuzji partii chrześcijańsko-społecznej z heimwerą i pomniejszymi ugrupowaniami. Dolfuss rozumiał ten nowy twór jako „polityczne zjednoczenie wszystkich obywateli, którzy stoją na gruncie samodzielnego, chrześcijańskiego, niemieckiego Państwa Związkowego Austrii z podziałem na stany zawodowe”[i]. Faktycznie po niedługim czasie do utworzonych obozów zatrzymań trafiali przeciwnicy wyrażonej w tym zdaniu wizji w tym wielu nazistów. Dla utrzymania pozorów legalności Dolfuss zwołał ponownie – 30 kwietnia tegoż roku rozwiązany wcześniej parlament. Uczynił to unieważniając zawczasu mandaty posłów socjaldemokracji. Czas obrad był bardzo krótki, a jedynym ich celem było przekazanie uprawnień prawodawczych na ręce rządu. Nowa konstytucja weszła w życie już 1 maja, wprowadzając w czyn nową formułę państwa, zapowiedzianą przez dyktatorskiego kanclerza – państwo związkowe (federalne). Znalazło to odzwierciedlenie w oficjalnej nazwie – Republika Federalna Austrii, dla którego wzorem stosunków społeczno-gospodarczych miał być faszystowski korporacjonizm. Jak wynika z historycznej arytmetyki twór ten miał przetrwać jedynie cztery lata. Stojący na jego czele szef rządu nie cieszył się długo narzuconą przez siebie konstytucją. W wyniku tzw. puczu lipcowego w 1934 roku został zabity przez austriacki  oddział SS. Przebrani w mundury lokalnej policji bojówkarze wdarli się do urzędu kanclerskiego, gdzie padły śmiertelne strzały. Był to dla władz wyraźny sygnał, ze w starciu z wielkim sąsiadem i jego ekspansywną ideologią mały powiązany z nim kulturowo kraj nie miał dużych szans, aby ją odepchnąć. Nowe kierownictwo rządu z Kurtem Schuschniggiem na czele powoli ulegało coraz większym naciskom Hitlera. Na jego żądanie przetrzymywani w obozach zwolennicy nazizmu opuszczali więzienia, a za czasem trafiali do rządu. Wyznaczone w geście desperacji na 13 marca 1938 referendum za „wolną, niezależną, niemiecką i chrześcijańską Austrią” nie doszło już do skutku. Dzień wcześniej odziały wermachtu paradowały dumnie przez ulice austriackich miast, a oficerowie gestapo przybyli „zająć stanowiska” już 11 marca! Owacyjnie przyjęty przez część społeczeństwa Hitler także podjął propagandową grę demokratycznych pozorów . Niecały miesiąc po geopolitycznej agresji obywatele zajętego państwa mogli wypowiedzieć się na  temat przynależności do Niemiec w… referendum. Jego wynik nie mógł budzić żadnych wątpliwości. Po odebraniu praw wyborczych Żydom, „mieszańcom” i aresztowanym przeciwnikom obowiązującej ideologii ogłoszono niemalże stuprocentowe poparcie Austriaków (99,73%) dla ich byłego rodaka. Niepotrzebny nowej władzy kanclerz Schuschnigg spędził cały okres wojny w więzieniu.

Polityczne zawirowania nie wpływają początkowo na życie Irene. Po ukończeniu szkoły średniej młoda kobieta podjęła naukę zgodnie z duchem ówczesnych czasów w instytucji edukacyjnej, uczącej języka francuskiego, prowadzenia domu i dobrych manier. Zamiar podjęcia przez nią studiów wykluczały względy zdrowotne ale też kwestie finansowe. Dzięki dobrym zarobkom męża – byłego oficera – mogła po ślubie korzystać w pełni z uroków życia w pozbawionym potomstwa związku. Z perspektywy czasu miała nawet wyrazić w przyszłości żal, z powodu egoistycznego piętna, jakie odcisnęło się na jej życiu przed trzydziestką. Moment zwrotny w tym raczej monotonnym curriculum nadszedł, gdy w wieku 25 lat poznała nietypowego wiedeńskiego adwokata Moriza Zalmana. Postać, której ciężkie doświadczenia dzieciństwa w głodującej rodzinie rumuńskich Żydów nie powstrzymały od podjęcia studiów prawniczych na uniwersytecie w stolicy kraju. Trudny los utrwalił w nim społeczną wrażliwość, która stała się jego życiową postawą aż do końca. Zalman był jedynym mecenasem, który zgodził się reprezentować nieodpłatnie ubogiego przyjaciela męża Irene. Brak honorarium nie był przy tym jedynym gestem dobrej woli. Pozbawiony środków do życia klient mógł liczyć na stałe wsparcie finansowe ze strony swego reprezentanta w czasie procesu! Poczynania żydowskiego prawnika budzą we wkraczającej w życie Harand podziw i otwierają oczy na trwożącą postać nadchodzących czasów. Charytatywne zaangażowanie Zalmana miało także wymiar instytucjonalny w postaci kierowanego (i założonego) przez niego Związku Drobnych Inwestorów (Verband der Kleinrentner und Sparer Österreichs). Treść działalności tego stowarzyszenia była skierowana na tych, którzy w wyniku wielkiej inflacji stracili swoje skromne z racji niezamożności oszczędności. Zauroczona tak wielką bezinteresownością zagorzała katoliczka bez wahania podjęła pracę w kierowanej przez Żyda  dobroczynnej organizacji. Ze zwykłej sekretarki stała się ostatecznie jej przewodniczącą. Na fali filantropijnego zapału para współpracowników podjęła po kilku latach decyzję o przeniesieniu ich działalności na płaszczyznę polityczną. W rezultacie z ich inicjatywy powstała w 1930 roku pierwsza w historii Austriacka Partia Ludowa (ÖVP). Innym motywem tego kroku było poszerzenie skali aktywności o walkę z dość żywotnym  antysemityzmem. Jak na owe czasy był to program unikalny. Poza wyraźnie prospołecznym profilem tego ugrupowania Harand propagowała sprzeciw wobec typowego dla lewicy już wówczas pojmowania roli płci. Jej credo brzmiało: „Każdy z nas jest mężczyzną lub kobietą”, podkreślając przy tym odpowiedzialność każdego za kształtowanie politycznej rzeczywistości. W jesiennych wyborach w założycielskim roku młoda partia nie wzbudziła zainteresowania swoim programem. Wynik w postaci 0,4% w skali całego kraju  przyniósł jej założycielom duże rozczarowanie. To wydarzenie nie zniechęciło bynajmniej gorliwej Austriaczki do jej pracy i misji. Nowy impuls do działania przyszedł ze strony Niemiec, gdzie początek 1933 roku przyniósł tamtejszym nazistom wielki sukces. Nazwa jaką przejęta zwycięstwem Hitlera Harand nadała swojej nowej społeczno-politycznej inicjatywie wskazywała na duże nadzieje i ambicje jej twórczyni. „Światowy ruch przeciw nienawiści rasowej i ludzkiej niedoli” (Weltbewegung gegen Rassenhass und Menschennot) powstał dziewięć miesięcy po ustanowieniu führera kanclerzem Rzeszy i miał przeciwdziałać jego sukcesom. Działalność, która szybko zyskała potoczne określenie – Ruch Harand miała trzy główne cele: Walka z ludzką niedolą, zwalczanie nienawiści i występowanie przeciw wojnie. Niestety oddech tych zagrożeń był wyczuwalny coraz bardziej także w Austrii, gdzie narodowi socjaliści cieszyli się coraz większą popularnością. W wyborach lokalnych w  samej stolicy partia Adolfa Hitlera powiększyła swój stan w krótkim czasie z 2,3 do 17,4 procent! W radzie gminnej w Innsbrucku hitlerowcy, zdobywając 41% mandatów stali sie dominującą siła polityczną. Od stycznia do czerwca 1933 liczba członków NSDAP w naddunajskim państwie wzrosła o 25 tysięcy! Harand wspierana przez swojego współpracownika bije mocno na alarm, skarżąc się jednocześnie na chrześcijańskich i żydowskich współobywateli: „Partia brydża jest dla nich ważniejsza, bo zakładają że ich przyszłość i tak jest pewna”[ii]. Medialnym nośnikiem dla antytezy nazizmu była wydana przez Ruch w 1933 roku broszura „Tak lub tak – prawda o antysemityzmie”. Aby sfinansować jej wydanie autorka zastawiła rodzinne kosztowności. Niedługo później na rynek prasowy trafił tygodnik „Sprawiedliwość” (Gerechtigkeit), stanowiący tubę światopoglądową przeciwniczki rasizmu. Co ciekawe czasopismo ukazywało się przez pewien czas również w języku polskim i francuskim. Harand potępiała w nim wrogość wobec Żydów  na gruncie nauki Jezusa. „Antysemityzm jest hańbą dla chrześcijaństwa” – twierdziła. Niewielki nakład tego pisma był z pewnością nieadekwatny do entuzjazmu walki z nietolerancją i miłości bliźniego zawartych w jego treści. Kwintesencją tego periodyku była bowiem nie tylko rozprawa z ideologią nazizmu, ale też krzewienie materialnej pomocy wobec ludzi biednych. Za słowami stały też oczywiście konkretne czyny na miarę możliwości organizacyjnych i finansowych Ruchu. Współtwórcy inicjatywy wspierali stołówki studenckie, oraz aranżowali darmowe kursy językowe. Biedne rodziny mogły liczyć na paczki żywnościowe, a dzieci z niezamożnych środowisk na bożonarodzeniowe podarunki. Poza tym para liderów oferowała swoją wiedzę w formie darmowych szkoleń. Zalman kształcił chętnych w zakresie retoryki, a jego wspólniczka uczyła stenografii. Wojna na słowa, jaką prowadzono do tej pory znalazła punkt  kulminacyjny w postaci bezpośredniego „literackiego” starcia z dyktatorem III Rzeszy. Harand wydała w 1935 roku liczącą 350 stron polemikę z ideologicznym wyzwaniem, jakie rzucił światu Adolf Hitler. Tytuł książki – „Jego walka – odpowiedź dla Hitlera” (Sein Kampf – Antwort an Hitler) nawiązuje wprost do biblii nazistów. Nakład 15 tysięcy egzemplarzy w porównaniu z powszechnością „Mein Kampf” wydaje się nader skromny. Sukcesem był mimo to fakt, ze publikacja przekroczyła granice Austrii i była powielana w innych wersjach językowych. W swojej książce przeciwniczka „czeskiego kaprala” jak mawiał o führerze Hindenburg starała się odsłonić przed Europą kurtynę, która zasłaniała prawdę o nieludzkiej ideologii. Patrząc na Niemcy z perspektywy dwóch lat autorka konstatuje: „W ciągu dwóch lat narodowosocjalistycznego panowania ujrzeliśmy, że swastyka nie wzbrania się nawet przed masową zbrodnią”[iii]. Teorie rasową uznaje za wielkie oszustwo, uzasadniając: „Każda rasa wykazuje jednostki mało- i pełnowartościowe.”[iv] Irene Harand zadała Hitlerowi w swej publikacji polemiczne ciosy na polu antropologicznym, podważając z pełną bezwzględnością jego wynaturzenia o wyższości  rasy aryjskiej. „Jego walka” podważa tezę o szczególnej roli ludzi białych dla rozwoju nauki i kultury na świecie ich jej rzekomym nadzwyczajnym cechom fizycznym. W swoich wnioskach tępicielka Hitlera kieruje swego adwersarza na studia historii sztuki i konkluduje: „Czy można określać mianem propagatorów kultury ludzi, dla których miłość bliźniego jest obcym słowem, którzy dążą do wytępienia wszystkich, którzy nie są z tego samego narodu lub mają inne poglądy? Czy można uznać za propagatorów kultury ludzi z SA w niemieckich obozach koncentracyjnych, którzy poddają biednych więźniów największym torturom i poniżeniom?”[v]. To co dziś wydaje się oczywiste umknęło wówczas niepostrzeżenie w powietrzu tłoczącym się w coraz bardziej nadęty balon ideowej furii. W miarę wzrostu wpływów NSDAP w społeczeństwie i coraz silniejszych oddziaływań tej partii w polityce międzynarodowej rosła jednocześnie polityczna i obywatelska uległość wobec tego fenomenu w samej Austrii. Front Ojczyźniany, do którego Harand skłaniała się w swych sympatiach politycznych poczuł obawy o prowokacyjny oddźwięk jej działalności. Sekretariat Generalny ugrupowania wydał na ten temat jasne oświadczenie. Stwierdzono w nim, że spotkania w ramach Ruchu przynoszą „nam w sensie propagandowym więcej szkody niż pożytku”[vi]. Za tą deklaracją idą konkretne kroki w postaci objęcia antyrasistowskiej organizacji politycznym nadzorem. Pod koniec roku 1935 główna aktywistka Ruchu otrzymuje nawet wezwanie na policję. Pod groźbą kary przedstawiono jej żądanie „złagodzenia stylu pisania w szczególności w odniesieniu do głowy państwa i członków rządu Rzeszy Niemieckiej”[vii]. Interwencja władz zdaje się jednak przynosić efekty odwrotne od zamierzonych. Duet Harand-Zalman pracuje nadal niezmordowanie. Oboje organizują spotkania, na których wygłaszane są prelekcje w zakresie zawartym w „Sein Kampf…”. Rok później antynazistowski alians liczy w Austrii 40 tysięcy członków. Ilość sympatyków szacuje się na dwa razy więcej. „Sprawiedliwość” jest rozsyłana do 40 krajów świata, a  abonenci pochodzą nawet z Egiptu i Ekwadoru. W odpowiedzi na szkalującą wystawę Niemieckiego Muzeum w Monachium na przełomie 1937/38 zatytułowaną „Wieczny Żyd”. Również Harand stawia na wizualną forme swojego przekazu. Członkowie Ruchu opracowali projekty znaczków pocztowych z podobiznami i osiągnięciami znanych europejskich Żydów, jak też dane statystyczne, skłaniające do sprawiedliwej i uczciwej oceny ich wkładu w europejską naukę i kulturę. Znaczki były wprowadzane do obiegu nieodpłatnie, dzięki czemu miały dotrzeć do jak największej rzeszy społeczeństwa. Z przewidzianych 50 serii udało się przed marcem 1938  wdrożyć niestety tylko część. Zbliżał się bowiem już czas konfrontacji światopoglądowej, z której pogląd o poszanowaniu ludzkiej godności nie mógł jak wiadomo wyjść zwycięsko. Austriacy z łatwością chłonęli słowa płynące ze strony wielkiego sąsiada. Harand odnotowuje ze smutkiem: „Moje obawy, jakie żywiłam przez 5 lat w stosunku do szerzenia się narodowego socjalizmu spełniły się niestety w całości”[viii]. Fiasko zaplanowanego na lato 1937 światowego kongresu Ruchu Harand było jasnym potwierdzeniem  jej opinii. Konferencja nie przyciągnęła odpowiedniej ilości darczyńców. Od tego roku austriaccy księgarze mogli za to legalnie eksponować na pólkach swych sklepów hitlerowski „Mein Kampf”. Pod adresem jego antagonistki płyną z różnych stron stojące we wzajemnej sprzeczności zarzuty. Zwykle przewija się ten o pozostawaniu na usługach finansowych Żydów. Niezłomną dotąd kobietę dopadają wątpliwości i stany depresyjne. „Taka dalsza praca bez efektów nie ma sensu. Lepiej żebym nałożyła sobie na szyję stryczek”[ix] – wyznaje w stanie psychicznego załamania. Ten stan wyklucza na pewien czas dalszą pracę. W stanie silnego osłabienia duchowego i fizycznego Harand trafia ostatecznie do sanatorium. Tam dzięki wsparciu przyjaciół dość szybko odzyskuje dawne siły, choć zdaje sobie sprawę, że jej praca będzie narażona na coraz większe ograniczenia. Przeciwnikom, którzy korzystają z okazji, by ukazać ją jako chorą psychicznie odpowiada: „ Ja nie zwariowałam. Wydaje mi się, że stało się to z większą częścią świata”[x]. Jej odzyskany zapał do pracy okazuje się zbawienny. Akcja gestapowców z kraftfahrtkorpsu nie kończy się sukcesem, gdyż w czasie obławy poszukiwana jest daleko poza granicami kraju. Jej walka z nazizmem tym razem w formie cyklu wykładów, jakie wygłasza w stolicy Wielkiej Brytanii ratuje jej życie. Dzięki wydatnej pomocy żony z zajętego w marcu 1938 roku kraju  w ostatniej chwili ucieka Frank Harand. Moriz Zalman także wspierany w ucieczce przez swą była współpracownicę zdołał dotrzeć z fałszywym paszportem do granicy szwajcarskiej. Niestety tam został wydany przez towarzysza exodusu i aresztowany. Ponad rok później zakończył swoje hojne życie w obozie w Sachsenhausen. Harandowie przez Kanadę trafili ostatecznie do USA. Irene pozostała tam aż do śmierci, nie rezygnując bynajmniej z dotychczasowej aktywności. Poza dużym zaangażowaniem w prace organizacji emigracyjnych (Austrian Forum) czy tych propagujących prawa człowieka w kontekście walki z nazizmem (Non-Sectarian Anti-Nazi League to Champion Human Rights). Dzięki tej pracy ponad 100 ludzi mogło być wdzięcznych austriackiej emigrantce za uratowanie życia. Jej postawa zyskała uznanie najpierw ze strony izraelskiego Yad Vashem, który w roku 1968 uznał Irene Harand za sprawiedliwą wśród narodów świata. Dwa lata po tym wyróżnieniu także rząd jej byłej ojczyzny ocenił jej walkę za godną uhonorowania. W roku 1975, a więc 30 lat po zakończeniu strasznej wojny dzielna Austriaczka przekroczyła ścieżkę ludzkiego życia.  Fakty z jej biografii  tworzą trudną do przeoczenia symbolikę. Subtelna drwina historii, która rękami hitlerowców pali publicznie  na popiół książki Harand, by za chwilę dostojnie złożyć jej prochy na Cmentarzu Centralnym w Wiedniu w honorowym grobie. Doniosły chichot dziejów ze stu tysięcy marek wyznaczonych za jej głowę, która symbolicznie określa jej nazwiskiem plac przy Wiedner Hauptrasse przed kościołem Paulinów. Wreszcie archetypowa scena z wczesnej młodości bohaterki, w której obrzucający starego Żyda wyzwiskami galicyjski wyrostek po jej „siłowej” interwencji przeprasza pokrzywdzonego człowieka.

Relacje pomiędzy członkami austriackiej sceny politycznej w burzliwym dwudziestoleciu 1918-1938 były grą bez wyraźnie pozytywnych postaci. Nawet samej twórczyni Ruchu zarzuca się obecnie sprzyjanie faszystowskiemu reżimowi Dollfussa. Faktycznie pierwszy numer „Sprawiedliwości” z 6. września 1933 zdobiło zdjęcie tegoż kanclerza w wojskowym mundurze, opatrzone wezwaniem do ratowania Austrii. Redaktorka nie pozostawiła przy tym wątpliwości, gdzie dopatruje się ratunku dla swojego kraju. „Stoimy w pierwszych okopach”, „Bronimy najważniejszej pozycji w zmaganiu z brązowymi barbarzyńcami”[xi] – głosił tygodnik. Do przychylności wobec Frontu Harand nawoływała także swoich zwolenników. Tym co przyciągało jej sympatie było bez wątpienia sprzyjanie suwerenności państwa, programowy antykomunizm, i katolicyzm frontystów. Niemniej jednak sympatie dla rządu nie wykluczały zdecydowanej krytyki antyżydowskiego nastawienia w jego kręgach. Harand nie podobał się też radykalny polityczny krok reżimowego szefa gabinetu, jakiego dokonał w 1934 roku, o czym nie wzbraniała się mówić publicznie. Poza tym pozostałe ugrupowania polityczne również pozbawione były prodemokratycznych i pokojowych tendencji. Silnie komunizująca i marksistowska Socjalistyczna Partia Austrii nie dawała podstaw do wiary w  bezkompromisowe  wprowadzanie w czyn lewicowego porządku. Zabójstwo pierwszego kanclerza Ignaza  Seipla, inspirowanie destabilizujących gospodarkę strajków, czy powołanie w miasteczku Bruck an der Mur lokalnej republiki rad nie tworzyło dobrego klimatu wokół lewicy. W dodatku w obliczu nowej rzeczywistości zaistniałej w ostatnim roku przed wybuchem II wojny „[d]awni socjaldemokraci kolaborowali en masse (…) a ich wielki przywódca (…) dr Karl Renner ogłosił przed wyborami, że będzie głosował za anszlusem”[xii]. Zapewne bardziej zaskakującym przynajmniej dla  austriackich katolików był jednak  fakt, że ta znacząca zmiana społecznych realiów, jaką była inkorporacja państwa do III Rzeszy znalazła zdecydowane poparcie austriackich biskupów. Wydana 18.marca tzw. „Uroczysta deklaracja” (Feierliche Erklärung) jest pełna uznania dla polityki społecznej Hitlera i jego walki z bezbożnym bolszewizmem. Szokująca jest treść listów kardynała Innitzera do zarządcy Austrii gauleitera Bürckela kończąca się pozdrowieniem Heil Hitler! Nie ma wątpliwości, że była to rażąca niezgodność ze stanowiskiem Watykanu, wyrażonym w Encyklice Piusa XI „Z płonącą troską” (Mit brennender Sorge). Napiętnowany przez Stolicę Apostolską przywódca austriackiego kościoła przekonał się dość szybko, że jego ugodowość wobec nowego porządku nie niesie ze sobą ratunku dla Domu Bożego ani jego wiernych. Na nabożeństwie różańcowym w katedrze św. Stefana 7. października wiedeński pasterz wypowiedział do młodzieży rozgrzeszające się słowa nie pozostawiające niepewności co do roli i drogi katolickiej wspólnoty. Swoje kazanie zakończył słowami – „Chrystus jest naszym przywódcą”. Użyte w tym kontekście niemieckie słowo führer było wymownym odniesieniem do ponurych faktów. Wkrótce Innitzer musi stawić czoła rozbestwionym bojówkom Hitlerjugend, które bezceremonialnie szturmują jego pałac. Arcybiskup z trudem uszedł z życiem.  Zapowiedź losów kościoła w nazistowskiej Austrii zwiastuje rychło dwustutysięczna antyklerykalna demonstracja na stołecznym Heldenplatz. Jej główny przekaz  znalazł wyraz w plakatach z napisem – „Innitzer i Żydzi – jedna hołota!” (Innitzer und Jud’ – eine Brut’). Niebawem nowy reżim wprowadza wobec kościoła, duchownych i wiernych dotkliwe szykany.

Trudno nie dostrzec, że w tym gąszczu skomplikowanych i niezrozumiałych politycznych oraz dyplomatycznych zmagań zniknął z pola widzenia człowiek. Ten sam, którego tak bardzo chciała ocalić Irene Harand, poświęcając tej walce swoje życie. Ten sam, który odnalazł się później w koszmarnym zaprzeczeniu człowieczeństwa - bez godności i nazwiska, fizycznie i psychicznie okaleczony jako kilkucyfrowy numer jednego z miejsc zagłady. Obóz koncentracyjny w położonym 20 kilometrów od wschodnio austriackiego Linzu -  Mauthausen był jedną z najstraszniejszych jeśli nie najgorszą fabryką śmierci dla około 100 tysięcy ludzi w szczególności Polaków. Koszmarne miejsce, piszące fabułę, przy której wszelkie słowa zastygają w niemym gardle.. Jedna z nich wyłania się z mroku zatartych wspomnień.  Upiorne obozowisko ulokowane pod gołym niebem na przylegającej do kacetu polanie. Tysiące stłoczonych, bezbronnych ludzi, dla których nie było miejsca w barakach. Kobiety i dzieci na kilkunastostopniowym mrozie, bolesny bezdech końca życia. Otrzeźwiająco brzmią słowa obozowej rysowniczki Helgi Weissovej, która część dzieciństwa spędziła m.in. w Mauthausen: „Prze­cież gdy człon­ko­wie Hi­tler­ju­gend organizowali swoje mar­sze, wy­krzy­ku­jąc prze­po­jo­ne nie­na­wi­ścią hasła, to lu­dzie brali ich za zwy­kłych wa­ria­tów. Kiedy prze­ma­wiał Hi­tler, to lu­dzie się z niego śmia­li”[xiii]. Założycielka „Światowego ruchu przeciw nienawiści rasowej i ludzkiej niedoli” rozumiała, że nie można pokonać zła wyśmiewając je, podczas gdy ono bezwstydnie paraduje przed naszymi oczami. Kiedy oznajmia, że ktoś spośród nas nie ma prawa do istnienia. Gdy ktoś odmawia innym prawa do życia, wypowiada wojnę człowieczeństwu. Dlatego też jak zauważa Harand w swych refleksjach po wielkiej wojnie: „Nie powinniśmy zawierać pokoju dopiero wtedy, gdy miliony młodych istnień ludzkich są zgładzone (…). Powinniśmy zawrzeć pokój, zanim jeszcze zaczęła się wojna. Tylko taki pokój może być sprawiedliwy, rozsądny, a przede wszystkim prawdziwie chrześcijański. Taki pokój byłby najpiękniejszym prezentem dla naszego pokolenia.”[xiv]

Piotr Solbach



[i]  za wikipedia.de

[ii]  za „ Irene Harand Hitlers österreichische Gegnerin” na: http://www.ceiberweiber.at/

[iii]  tamże

[iv]  tamże

[v]  za „irene Harand Hitlers…”

[vi]  za Friedrichs Hauke „Der Kampf der Irene Harand” w www.zeit.de

[vii]  tamże

[viii]  tamże

[ix]  za  „irene Harand Hitlers…”

 

[x] [x] za Friedrichs Hauke „Der Kampf...”

[xi]  tamże

[xii]  Kuehnelt-Leddihn Erik „Ślepy tor. Ideologia i polityka lewicy 1789-1984”, Wydawnictwo Wektory, 2007, str. 389

[xiii]  za „Helga Weissova – Dziecko w obozie zagłady” na www.kobieta.onet.pl (wywiad)

 

[xiv]za  Köttl, Christoph „Irene Harand – Gelebte Gerechtigkeit”, na http://www.christenundjuden.org/

Komentarze

anonim2014.06.8 22:15
Pewnie się się czepiam, ale jest takie słowo jak "parapolicyjny"? Zamiast "para-" lepsze byłoby "pseudo-". Kojarzy się bardziej negatywnie.