11.05.14, 18:49fot. fitzfotos/sxc.hu

Cierpienie jest darem!

Małgorzata urodziła się z wodogłowiem. Lekarze uzależniali jej przeżycie od natychmiastowej operacji. Operacja się nie udała i Małgorzata powinna umrzeć. Przeżyła jednak i ma dziś 32 lata. Cierpi jednak, oprócz wodogłowia, na dyskopatię i wiele innych chorób. Są dni, gdy nie może zwlec się z łóżka i zwija się z bólu.

(Red)

Chciałabym Ci dzisiaj opowiedzieć niezwykłą historię. Jest to opowieść prawdziwa. Jeśli jeszcze się nie domyśliłeś, czego ona dotyczy, to zdradzę, że opowiada o pewnym Księciu i o najcenniejszej rzeczy, jaką posiadał, czyli o róży. A zatem posłuchaj:

„...Jeśli chodzi o mnie, to bardzo lubię róże. Dla mnie samej są one nie tylko kwiatami, ale mają o wiele głębsze znaczenie. Dla mnie róża jest symbolem mojego życia z Jezusem, oddania się Jemu bez reszty; jest symbolem pewnego i pięknego a zarazem czystego uczucia - mej miłości do Niego. Wiem również, że dla mego Pana róża ma podobne znaczenie. I tak oto oboje jesteśmy odpowiedzialni za swoją różę. Wydaje mi się, że życie człowieka jest podobne do róży. Kiedy widzimy różę, wtedy patrzymy na nią z góry: widzimy kwiat, czujemy jej zapach, zachwycamy się jej pięknem i kolorem. Patrząc tak na nią, nie myślimy, lub zapominamy o tym, że ta piękna róża ma także łodygę z kolcami, które kłują.

Otóż, kiedy jest nam dobrze, radośnie, nie mamy trosk, kłopotów, wtedy widzimy nasze życie jako tę piękną różę. Ale kiedy życie nam idzie nieco pod górkę, kiedy jest nam smutno i źle, czy przeżywamy jakieś trudności, porażki – wtedy dopiero zauważamy łodygę z kolcami. I jakże często jest tak, że nie potrafimy jej przyjąć, zaakceptować. Tymczasem życie człowieka - to nie tylko róże, ale i kolce, gdyż róże bez kolców nie istnieją!

Ponieważ oboje z Jezusem lubimy róże, wzajemnie się nimi obdarowujemy. Dziś otrzymałam od Niego kolejną różę. Co prawda są na niej jeszcze większe kolce niż zazwyczaj, ale są tak łagodne, że nie mogą mi zrobić krzywdy. Wiem, że jeśli dostaję w prezencie od Jezusa różę - nawet z dużymi kolcami (co w moim przypadku oznacza np. więcej cierpienia), to nie po to, abym się pokaleczyła jej kolcami, ale bym umiała przyjmować wszystko z miłością i wdzięcznością. Bym przez te kolczaste doświadczenia, nauczyła się większej pokory, cierpliwości i uległości wobec Najwyższego.

Jeśli Bóg obdarza mnie różą, która ma większe kolce, to znaczy, że On mnie bardzo kocha, ponieważ dla mnie cierpienie jest darem. Obdarowujemy zazwyczaj tych, których kochamy. - J a k wspaniały więc musi być Ten, który tak hojnie obdarował swoje dziecko!

Chcę być raczej wdzięczna Bogu za to, że los się do mnie uśmiechnął i że zostałam wybrana. Nie mogę powiedzieć: „wiesz Jezu... przyjdź jutro, a dam Ci odpowiedź, czy chcę dla Ciebie cierpieć, czy nie". Dla Boga nie ma jutra; jest tylko dziś: tu i teraz. Jutro bowiem może być już za późno... jeśli więc nie ja mam cierpieć, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?...

To prawda, że często nie mogę z bólu siedzieć, wygodnie leżeć, biegać, skakać i robić wiele rzeczy, które zdrowym ludziom nie sprawiają żadnej trudności. Jednak i ja mam to coś, co na pewno mogę: mogę ofiarować te wszystkie moje „nie mogę" Temu, który wszystko może. I co najważniejsze: mogę dziękować! Za to, że Bóg wybrał właśnie mnie. A to już jest coś!

Życie jest wielką sztuką wyreżyserowaną przez Boga. My - ludzie, jesteśmy aktorami, którym przypadła jakaś rola do odegrania. Ale to od nas samych zależy, jak ją odegramy. Ja ze swej strony uczynię wszystko, by Jezus był ze mnie zadowolony, chociaż moją rolą, która mi przypadła w udziale, jest cierpienie. Mimo to, dochodzę do wniosku, że jestem szczęściarą... Jezus, kiedy cierpiał, nie miał zupełnie nic, a ja - mam przecież środki uśmierzające ból, więc chociaż cierpię, to jest mi nieco łatwiej. Nie mogę narzekać. Uśmiecham się więc do mojego cierpienia, jak do najlepszego brata, a ono oddaje mi tym samym. Ale przede wszystkim, uśmiecham się do Jezusa, który mi wiernie towarzyszy w moim bólu. Razem - we dwoje – możemy o wiele więcej.

Jeśli chodzi o moją chorobę, to spójrzmy prawdzie w oczy: nawet - jeśli mnie bardzo boli w tej chwili - to o ile bardziej Jezusa musiało boleć, kiedy został przybity do krzyża, a przedtem umęczony. Za co? Z miłości do mnie i do całego świata. Cierpienie jednak uczy - i to bardzo. A ja – ciągle się uczę od mojego Pana cierpliwości i pokory w chorobie. Staram się być pojętną uczennicą. Wierzę, że z Jego pomocą uda mi się do perfekcji opanować sztukę cierpienia. Nawet wtedy, gdy dłużej muszę pozo pozostawać w łóżku, staram się nie narzekać. Świat z pozycji leżącej również może być ciekawy i piękny. Trzeba tylko umieć nań spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, nawet wtedy, gdy leżenie jest długotrwałe. Sprawdziłam na sobie i się sprawdziło.

Jeśli krzyż dźwiga jedna osoba, może się on wydawać zbyt ciężki i nie do udźwignięcia, ale jeśli ciężar jest rozłożony na dwie osoby, to znaczy kiedy cierpię łącząc swe cierpienia z cierpiącym Jezusem i ofiarując je w ważnych intencjach, wtedy jest dużo łatwiej. A każdy, kto do mnie wówczas przychodzi - jest darem od Boga. Jest takim Cyrenejczykiem, który pomaga mi nieść mój krzyż na Kalwarię mojego życia.

Tak więc - razem, we dwoje - stanowimy jedność: On i ja. Bóg, czyli Książę i ja - czyli jego maleńka róża, którą stworzył i ukochał. Dla której stał się nieodłącznym towarzyszem życia. W radości i cierpieniu. Na dobre i na złe. Teraz i na wieki. Amen."

Ta historia mego życia z Jezusem - zapewniam, że jest autentyczna.

MAŁGORZATA

Świadectwo ukazało się w kwartalniku FRONDA nr. 29/2003 r.

Komentarze

anonim2014.05.11 18:56
"Jeśli Bóg obdarza mnie różą, która ma większe kolce, to znaczy, że On mnie bardzo kocha, ponieważ dla mnie cierpienie jest darem. Obdarowujemy zazwyczaj tych, których kochamy. " - przecież to brzmi jak wyznanie masochisty :o
anonim2014.05.11 19:20
Piękne świadectwo...
anonim2014.05.11 20:20
Ludzie ! Ja rozumiem, ze kazdy z nas chce byc kochany, chce znalezc sens swojego istnienia. Jesli chodzi o cierpienie, o walke przez cale zycie z przeciwnosciami to chyle czolo i nawet nie jestem godzien takim ludziom butow czyscic. Podziw to za male slowo a znam wielu rodzicow chorych dzieci. Ale odwracanie kota ogonem w ten sposob to ... jest dla mnie niezrozumiale. Jak sie modlilem o to zeby corka byla chora to Bog powiedzial spoko nie kocham Cie bedzie zdrowa. Jak ojciec alkoholik bije i katuje to szczyt milosci ... to jest chore. Tak nie wolno.
anonim2014.05.11 21:00
"Za to, że Bóg wybrał właśnie mnie. A to już jest coś!" - Według ks. Marka Drzewieckiego nie żyjesz w zdrowej relacji z Chrystusem... .
anonim2014.05.11 21:00
"Za to, że Bóg wybrał właśnie mnie. A to już jest coś!" - Według ks. Marka Drzewieckiego nie żyjesz w zdrowej relacji z Chrystusem... .
anonim2014.05.11 21:24
.... ale oczywiście ty masz racje. Kapłan się myli
anonim2014.05.11 22:47
Kochanowski napisał: "Na szczęście wszelakie serce masz mieć jednaki" i tego się trzymajmy. A nawiasem mówiąc wydaje mi się, że wierzący mają problem ze szczęściem. Jest jakieś takie podejrzane. Jest mi dobrze z samym sobą? Powodzi mi się? Jestem zdrowy i mam rodzinę zdrową? Oho, Bóg się ode mnie odwrócił... Czy mam tak myśleć?
anonim2014.05.11 22:56
Matko jedyna, jak indoktrynacja oślepia i ogłupia! Jeśli to "świadectwo" jest prawdziwe, w co szczerze wątpię, jak we wszystkie pozostałe zresztą, to szczerze współczuje. Jednak taka pisanina to czysty absurd. Bóg daje cierpienie bo kocha? Wybaczcie, ale ja w takim razie mówię 'pas' i raczej wybiorę mniej sadystycznego przywódcę. Przecież to się kupy nie trzyma! Wierzący z wszystkiego potrafi zrobić boży dar. Urwało nogę? Jakże wspaniałe wyzwanie i dowód miłości! Dziecko umiera na raka? Tak, pan chce je mieć u siebie, bo kocha. Wszystkie te wyjaśnienia są sprzeczne, zależne od sytuacji i całkowicie absurdalno - abstrakcyjne. Jak sam bóg, zresztą. Religia mnie przeraża, bo odbiera ludziom to, co stało się naszą siłą dzięki wiekom ewolucji - inteligencję i zdolność rozumienia świata. Amen.
anonim2014.05.12 1:11
Można wierzyć w Boga, który daje prezenty, spełnia życzenia lub rozwiązuje/usuwa przeszkody. Kiedy zawodzi - przestajemy w Niego wierzyć. "Skoro jednak mnie nie słuchasz, to znaczy że Cię nie ma". Można wierzyć w Boga, który broni od cierpienia. "Skoro jednak mnie nie obroniłeś, skoro do TEGO dopuściłeś, (jak mogłeś do tego dopuścić?) - to znaczy, że Cię nie ma". Można w końcu przyjmować życie takim, jakim jest. Przyjmować z wdzięcznością radości, zdrowie, powodzenie, miłości i zakochania - to wszystko, od czego "dusza śpiewa". Bo jest to darem Bożym. (Skąd pomysł, że szczęście to kara?) I przyjmować ból, choroby, niepowodzenia i prawdziwe klęski planów/marzeń/nadziei - jako drugą stronę TEGO SAMEGO życia. I traktować to jako dopust Boży, ("Nie moja, lecz Twoja wola", "bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi"). Pamiętacie Anteusza? Olbrzyma, z którym walczył Herakles? Ile razy razy heros rzucił nim o ziemię jego siły się pomnażały. Ten tekst jest o takiej wierze. Kiedy niepowodzenie, ból - to, co uznajemy za nieszczęście - zbliża do Boga, wzmacnia ufność. "Nie wiem, czemu mnie to spotkało, ale wiem, że z Twoją pomocą udźwignę i pójdę dalej." Czy poczucie bliskości Boga może dawać szczęście? Jeśli tak, to i ból może dawać szczęście. Trudne? Trudne. Dla mnie heroiczne. Ja też się boję cierpienia, bólu. A jeśli "nie ma Boga". Ale cierpienie jest. Co wtedy..? Co zostaje??? Masz rację Domejko - tylko pustka. Chyba, że "to, co stało się naszą siłą dzięki wiekom ewolucji - inteligencja i zdolność rozumienia świata" dadzą inną odpowiedź.? Pozdrawiam serdecznie. PS Drowsky - znalazłeś w artykule odniesienia do małżeństwa, a co Ty na taką wykładnię?: "choćbyś straciła swój dziewczęcy powab, twe włosy pokryła biel, oczy mgła, twarz zmarszczki, wspomnienia uniesień kurz zapomnienia a wspólną przyszłość mrok, choćbyś zmieniła się nie do poznania (lub w moją teściową), choćbym nawet musiał zacząć Tobą opiekować - nie wymienię cię na nowszy model. ;)
anonim2014.05.12 7:31
mtszymon - świetny tekst, doskonały warsztat i celna obrona ;-) chciałbym aby debata publiczna wygladała tak właśnie - marytoryczna, opanowana i uprzejma. Ale do rzeczy. Katolik każde zdarzenie, nieszczęście, przypadłość, tragedię ale i każdą chwilę szczęścia i radości tłumaczy bożą wolą. Wyjaśniacie je sobie, choć ich nie rozumiecie. Wiem, woli bożej nie trzeba rozumieć bo wiara to właśnie zaufanie do boskiego planu. Ale czy nie dostrzegacie jak abstrakcyjna jest cała ta sytuacja? Że jest prostsza i bardziej logiczna odpowiedz na to wszystko? Boga nie ma, a wszystko się zwyczajnie dzieje. "A jeśli "nie ma Boga". Ale cierpienie jest. Co wtedy..? Co zostaje??? (...) - tylko pustka." Dokładnie tak! I nawet wolę żeby tak było, bo jeśli jakiś drań pozwala na te wszystkie cierpienia, mogąc znieść je jednym ruchem palca to ja się z nim nie tylko nie przyjaźnię, ale nawet...
anonim2014.05.12 7:54
Natchnione bzdury - zapraszam na krótka wizytę do dowolnego hospicjum...
anonim2014.05.12 10:21
fejsoff mamy więc kilka podobnych marzeń :) Co do prostoty sytuacji. Czy logiczniejszy jest układ bez początku/inicjacji, czy taki, w którym jest siła, która zapoczątkowuje ruch? Czy logiczniejsze jest przyjecie, że wszystko się dziej bez przyczyny, bez początku - czy, że jest Stwórca, niepojęty dla rozumu, inteligencji i samej nauki, ale który jednak REALNIE to wszystko zainicjował? Co do "przyglądania się": jest jedna odpowiedź - wolna wola. Głowna wartość naszych czasów. Tylko, że za wolną wolą idzie odpowiedzialność (za własne błędne decyzje) a czasem konsekwencje (błędów innych ludzi). Chciałbyś życia w pełnym bezpieczeństwie, z pełną kontrolą z góry - bez możliwości błędu, bólu? Jest podobny stan - śpiączka farmakologiczna. I jeszcze raz: nie lekceważę miażdżącej mocy cierpienia. Ale jest ono nieodłączną częścią życia. I w różnej skali, ale każdy z nas się z nim spotka. NIE MA innej możliwości. Pytanie, jak sobie z tym poradzimy? Nie chcę, żeby powiało grozą, ale: wszystkiego dobrego :) paweł.nn: "Rozumiem że branie srodków przeciwbólowych i generalnie leków jest odrzucaniem daru Bożego. No, no." Chyba nadinterpretacja, zwłaszcza, że wyraźnie stoi: "a ja - mam przecież środki uśmierzające ból". Pozdrawiam.
anonim2014.05.12 11:23
W ewangeliach Jezus nie zwracał się w ten sposób do chorych. Jezus uzdrawia człowieka z chorób i dolegliwości, względnie pomaga przez nie przejść dając nadzieję na szczęście w niebie. On wziął nasze cierpienia na siebie. Choroba jest czasem próby wiary w dobroć Boga, który nie chce naszego cierpienia.
anonim2014.05.12 11:30
Z ewangelii nie wynika aby nasze cierpienie było do zbawienia potrzebne.Nie ma ani jednej wzmianki aby Jezus nie uzdrowił kogoś kto go o to prosił. Przypisywanie Bogu że chce naszego cierpienia to jakieś nieporozumienie, przecież w ewangelii jest powiedziane że jeśli dziecko prosi ojca o chleb ten nie poda mu kamienia,czy coś w tym rodzaju.Miłość nie narzuca cierpienia.Jezus nie powiedział że trzeba być chorym, kalekim, żyć w nędzy itd.,aby zostać zbawionym ale trzeba kochać Boga i ludzi.A przyjąć cierpienie i je ofiarować to już całkiem inna sprawa.
anonim2014.05.12 11:50
https://www.youtube.com/watch?v=8E_ul2sA4n0
anonim2014.05.12 11:54
Cierpienie jest trudnym darem , dostosowanym do miary człowieczeństwa w konkretnym człowieku, na pewno nie potrafimy sprostać wymaganiom trudnego daru u kogoś, natomiast mamy odpowiednie umiejętności, warunki i możliwości aby swój trudny dar przyjąć o co zatroszczy się sam Stwórca jeżeli jesteśmy z Nim w relacji. Dziwią mnie bardzo niektóre reakcje na tym forum , nie tylko z tego wątku, gdyż ukazują nierozumienie nauki Chrystusa przez ludzi którzy mają bardzo wysokie mniemanie na temat swojej wiedzy i siebie co jest brakiem pokory. Bez pokory nie zrozumiemy niczego bo sami się na nią zamykamy.To jest nawet normalny etap w życiu każdego z nas ale bardzo niewiele na tym forum pokory ..
anonim2014.05.12 12:18
megimegi jesteś szczęściarzem, nie wiesz o czym piszesz... Cierpienie upadla i odczłowiecza
anonim2014.05.12 13:29
Infantylne "wyznanie". Bóg tworzy różę z kolcami. Po co róży kolce? Żeby się bronić przed innymi. Dlaczego powinna się bronić przed innymi? Bo inne stworzenia muszą jeść. Po co muszą jeść? Bo Bóg tak nas stworzył: z chorobami (powodowanymi międzyinnymi przez bezmyślne, namnażające się konstrukty - wirusy), głodem zmuszającym do zadawania cierpień istotom czującym, klęskami żywiołowymi - nieodzownymi przecież. Bo gdyby żaden krzyż nie istniał to nie musiało by być Chrystusa. Dlatego niektórzy (zaznaczam: NIEKTÓRZY) co bardziej masochistyczni chrześcijanie uważają że ten krzyż po prostu im się należy. Dostał się - widać trzeba go nosić z pokorą. Ale tak to jest jak na siłę z jakiegoś historycznego Jezusa zrobiono męczennika, dorobiono ideologię i jawnie nielogiczne postacie (Judasz Iskariota) aby wyszło na to że celowo ukrzyżowano niewinnego człowieka. I że ten człowiek wiedział o tym planie, że modlił się: "weź ode mnie ten kielich goryczy Ojcze" ale znowu: "ale niech będzie wola Twoja". Ta celowa narracja jest świadomą odpowiedzią autorów Ewangelii na pytanie o problem zła i cierpienia. To że nawet sam Bóg musi cierpieć aby nas zbawić (najczęściej wytykany przez ateistów problem) jest wymowne i rzutuje na mentalność gorliwych chrześcijan.
anonim2014.05.12 15:14
To. To jest właśnie TO, co odrzuca mnie od Waszej religii. Nie widzicie jak przerażające jest to świadectwo? Bóg nie jest od tego żeby nakładać na nas ból i cierpienie, jest po to żeby mieć siłę tą mękę przetrzymać. Takie uzasadnienie sensu istnienia bólu jest najzwyczajniej w świecie obrzydliwe, i obraźliwe dla samej idei Boga.
anonim2014.05.12 17:00
Wiem że cierpienie odczłowiecza i upadla ale nie każdego w takim samym stopniu , niektórzy nawet mają łaskę przejścia przez cierpienie jak Jezus. Nawet ks.prof.Tischner pisał ,że jak boli to boli, wręcz do utraty świadomości. Chcę tylko powiedzieć, że nie mamy prawa oceniać ,w sposób poddający w wątpliwość, świadectwo ludzi cierpiących. Każdy cierpi tak samo bo po ludzku , ale inaczej bo subiektywnie.
anonim2014.05.12 23:09
hmm... zastanawiam się jak połączyć to cierpienie jako "dar" z wyproszonymi u darczyńcy cudami uzdrowień, jak te z JP2. Czy nie ma w tym sprzeczności, że cudem jest zabranie przez Boga jego daru z powrotem? Czy nie lepiej uznać za fakt, że jesteśmy biologicznie niedoskonali, zdarzają się błędy natury, a także różnego rodzaju losowe wypadki, a jednych one poprowadzą ku dostrzeganiu w życiu wyższych wartości, innych natomiast trwałe kalectwo i przewlekły ból prowadzą do kresu wytrzymałości? Przypisywać Bogu nieszczęścia może być rzeczą tak samo niesłuszną, jak przypisywanie mu pomocy, którą uzyskaliśmy w nieszczęściu z rąk ludzkich, czy to od lekarza, czy przyjaciół, czy obcych, którzy dysponują przecież wolną wolą i nikt ich do pomocy nie zmusił...
anonim2014.05.13 12:01
Nie ma sprzeczności w dopuszczeniu do cierpienia przez Darczyńcę i uzdrowieniu z cierpienia przez Niego. Przypomina mi się w tym momencie Łazarz, przyjaciel Jezusa który umarł. Jezus wiedział o tym że Łazarz umrze, dopuścił do jego śmierci a następnie dokonał uzdrowienia aby objawiła się chwała Jego Ojca wobec wszystkich. Po dopełnieniu swego życia Łazarz umarł bo umrzeć musiał gdyż był śmiertelny jak każdy z nas. Widać więc wyraźnie że sensem naszego życia jest zaakceptować wolę Boga wobec nas, otworzyć się na Jego działanie a gdy mu otworzymy sam się o nas zatroszczy bo wie co jest dla nas dobre. Otwarcie się to nasza zgoda na Boże działanie w nas. Bóg jest Dawcą chcenia i niechcenia w nas oraz wszelkich konsekwencji tych sytuacji nawet jeżeli nie damy mu na to zgody gdyż jest Stwórcą a człowiek jest Jego obrazem i podobieństwem. Taki obraz Boga w nas sprawia że pragniemy kochać Drugiego i Boga miłością prawdziwą tzn. Jezusową a miarą naszej miłości do Boga jest nasza miłość do Drugiego. Sami z siebie nie potrafimy tak kochać bo przedkładamy miłość własną ponad miłość siebie i bliźniego. Możliwość miłowania w Prawdzie pochodzi od Boga. Uznanie tego to pokora. Potrzebne nawrócenie swojego serca. Człowiek już na początku świata został oszukany przez Zło i od tej pory ma niewłaściwy obraz Boga w swoim umyśle , dlatego błądzi nieustannie posądzając Boga o złe intencje, zło i cierpienia tego świata, wydaje mu się że to Bóg go oszukał. Dowodem na to jest fakt że zamiast uznać pierwszeństwo Boga jako początku wszechrzeczy , siebie samych chcemy stawiać w miejsce Boga bo ciągle domaga się tego nasze „pokrzywdzone” i niezaspokojone w tym "ja", Pan Bóg dopuszcza do nieszczęść i cierpienia ( sytuacja grzechu w raju, w rodzinie - Kain zabija Abla itp.) i z nich wyprowadza każdego człowieka z osobna, teraz lub po śmierci, w zależności od tajemnicy jego życia którą On zna bo nas do życia powołał a naszym zadaniem jest odnajdywanie i realizowanie Jego woli aby szerzyć Jego chwalę. Chce nam pokazać że nasze dobre lub złe wybory są istota bytu człowieka na ziemi i uzmysłowić nam cel naszego życia- kochanie Boga i bliźniego jak siebie samego. Jeżeli nasze wybory będą wypływać z nienawróconego serca zawsze będziemy głosić siebie i swoją dobroć a nie Boga i Jego dobroć czyli pomimo czynionego dobra będziemy mieli w sobie niewłaściwy obraz Boga i sytuacja z raju będzie się powtarzać co aktualnie ma miejsce a człowiekowi będzie się wydawać że jest bogiem. Jeżeli uzmysłowimy sobie że nasza choroba ciała lub duszy jest etapem niezbędnym dla nas lub dla kogoś ze wspólnoty Kościoła, ludzi żyjących lub umarłych i akceptujemy nasz stan, to zobaczymy sens naszego cierpienia mimo nieludzkiego trudu jaki nas to kosztuje. Drogę do życia w wieczności utorował nam Chrystus, wszyscy więc mamy szanse na życie po śmierci jeżeli w ziemskim życiu pójdziemy drogą miłości a święci już na ziemi doświadczają elementów pełni boskiej miłości np. pokoju serca, żaru serca, radości, mimo trudów i bólu.
anonim2014.05.13 19:36
Jak się komu w życiu powodzi, to dziękuje Panu za dary. Jak jest średnio - bardziej się modli, żeby było lepiej. I też dziękuje. Gdy mu Bozia pożałuje zdrowia, rozumu, powodzenia - wówczas wiemy, że to Dar. A może i Cud. Wszystko jest Darem, wszystko jest Cudem. Żyjemy w Cudownym Świecie stworzonym przez Cudowne Istoty, pełne Miłości, którą nas obdarowują. Natchnieni Łaską, obdarowani Miłością doświadczamy Radości i Cierpienia, Dobrego i Złego. Teraz i na wieki. Ufff... W tej przepełnionej duchami narracji nie można nawet zwyczajnie wiatrów uwolnić, aby nie stała za tym jakaś Istota.
anonim2014.05.13 22:04
@megimegi dziękuję za Twoje refleksje w odpowiedzi. miewam po prostu wątpliwości, czy zawsze cierpieniu należy doszukiwać się sensu i ręki Bożej, patrząc na ludzi w hospicjum, którzy cierpią długo i straszliwie, mają problemy z oddychaniem, albo są nie w pełni świadomi swojego stanu z powodu demencji itp. Co więcej pogodzenie się z losem niektórych hamuje przed szukaniem pomocy, często są to osoby w depresji, które umartwiają się nadmiernie uważając, że to cierpienie jest im pisane, bez względu na to czy pochodzi od męża alkoholika, choroby, zaburzeń, czy wynika z jakiegoś przewlekłego stresu lub mobbingu, gdy tymczasem można by było coś z pewnymi problemami uczynić własnym działaniem, nie tylko modlitwą. Poza tym skoro pojawia się modlitwa o cud, oznacza to, że czasem ten ciężar jest jednak ponad siły "obdarowanego" i tak jakby czasem Bóg zmieniał zdanie co do swojego "daru" dla wybranych, i pomimo, że z powodu strasznych chorób, wiele innych niewinnych dzieci kończy swoje krótkie życie w cierpieniu. Osobiście wolę tu myśleć w kategoriach chorób, które mają jakieś swoje czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Naukowcy potrafią już wyodrębnić geny predestynujące do konkretnych rodzajów raka, wiemy tez jak wiele czynników środowiskowych może wpływać na takie choroby jak nowotwór, stwardnienie rozsiane, nadciśnienie mogące prowadzić do zawału... A jeśli ktoś uczynił kogoś osobą niepełnosprawną albo zabił wsiadając za kółko, to też nie Bóg prowadził ten samochód, tylko ten ktoś okazał się bezmyślnym idiotą...
anonim2014.05.14 9:11
Człowiek zdrowy a szczególnie człowiek chory potrzebuje tylko jednego – miłości od drugiego człowieka, dlatego w poprzednim moim komentarzu tak wiele zdań było na ten temat. Podkreślam najlepszym lekarstwem w chorobie ,dla każdego człowieka jest miłość a dopiero na drugim planie lekarstwa, nawet najbardziej niezbędne i nieodzowne. Tak jest skonstruowany człowiek nawet jeżeli o tym nie wie. Człowiek chory jest w sytuacji niemożności i potrzebuje naszej troski, wsparcia, uwagi, szacunku nawet w najbardziej nieciekawych fizjologicznych i psychicznych stanach i sytuacjach. Zawsze tak powinno być ale szczególnie w chorobie. Nawet osoby ubezwłasnowolnione na ciele i duszy, chore psychicznie i fizycznie doskonale odróżniają prawdę i pozór w naszych zachowaniach wobec nich ,tak jak dzieci bardzo szybko zauważają nieszczerość intencji i szybko je rozszyfrowują. Bardzo cierpią zwłaszcza od najbliższych gdy np. prawda o nich chorobie jest przez najbliższych w dobrej wierze zafałszowywana, wzajemne oszukiwanie się prowadzi do samotności i pustki osoby chorej a potem często brakuje już czasu komunikację w prawdzie i miłości. Osoby chore cierpią przeogromnie gdy zauważają że znajdują się w sytuacji odrzucenia, chociaż wydaje się że takiego odrzucenia nie ma , oni jednak doskonale odczytują jak jest naprawdę. Nie dziwię się że osoby które czują się niekochane odmawiają terapii, są obojętne , nieaktywne, bez chęci do życia. Motorem życia każdego człowieka jest prawdziwa, mądra miłość płynąca od innych zwłaszcza najbliższych, gdy jej brakuje, zwłaszcza w chorobie , człowiek bardzo cierpi i szybciej traci siły, nawet wtedy gdy podajemy mu najlepszej generacji lekarstwa. Motorem i sensem życia każdego człowieka jest miłość płynąca od bliźniego który stara się nas kochać , nawet nieudolnie ,jak siebie samego , najważniejsza jest intencja. Św. Jan Paweł II mówił, że drogą Kościoła jest człowiek, więc szczególnie człowiek- chrześcijanin, każdemu człowiekowi powinien być lekarstwem, a nie wilkiem.
anonim2014.05.14 9:48
Tak wiec sprawdzianem naszego człowieczeństwa jest stosunek zwłaszcza do osób chorych, do dzieci i do osób starszych oraz będących w podeszłym wieku. Nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach naszego życia jesteśmy w stanie okazać drugiemu chociaż okruch miłości lub przeciwnie ,potraktować go przedmiotowo, nieosobowo a czasem wręcz bezosobowo. Chciałoby się nawet powiedzieć , idąc tokiem mojego rozumowania ,że bardzo często życie drugiego człowieka jest w naszych rękach. Oczywiście tylko Stwórca jest panem życia i dlatego dał nam, każdemu z osobna, poprzez życie w społeczności na ziemi , okazję do zweryfikowania ile mamy Jego życia w sobie i ile z tego życia potrafimy ofiarować innym. Wszelkie nasze wybory wobec siebie i drugiego mogą zaprzeczać lub potwierdzać naszą godność i człowieczeństwo.
anonim2014.05.14 10:02
Trzeba mieć nierówno pod sufitem by myśleć, że cierpienie jest darem....
anonim2014.05.14 10:02
Trzeba mieć nierówno pod sufitem by myśleć, że cierpienie jest darem....
anonim2014.05.14 10:02
Trzeba mieć nierówno pod sufitem by myśleć, że cierpienie jest darem....
anonim2014.05.14 15:12
:) Wszystko jest darem.
anonim2014.05.14 17:39
Powiem więcej, brak prawdziwej ,szczerej, ewangelicznej miłości w ludzkich relacjach jest źródłem bo jednocześnie i przyczyną i skutkiem wszelkiego cierpienia w człowieku. Wzajemnie poranieni przez siebie, chodzimy w błędnym kole egoizmu przez całe pokolenia i nie potrafimy? , nie wiemy że można ?, nie chcemy? z niego wyjść .. Czasem nie wiadomo skąd pojawiają się wśród nas różnego rodzaju pesymizmy, depresje, nieuleczalne choroby , agresywne zachowania , błędne nauki zakłamujące rzeczywistość i ludzką naturę , oszczerstwa, zawiści itd.itd. Ilość cierpienia i możliwości jego kombinacji może być tyle ile niebraterskich relacji miedzy ludźmi na całym świecie kiedyś i dzisiaj a nasze wszelkie braki i niedoskonałości wynikające z egoizmu funkcjonują we wszystkich pokoleniach od wieków jeżeli nie są równoważone dobrem wynikającym z postępowania ludzi. Wszelki błąd człowieka wobec drugiego człowieka powodowany jest ludzkim , rozbuchanym ego i brakiem nawyku rozeznawania jak moja decyzja może wpłynąć na innych. Tak więc jeżeli w relacjach międzyludzkich nie kroczymy drogą ewangelicznej miłości to powiększamy ogromu ludzkiego cierpienia i sami cierpimy. Jedynym lekarstwem dla każdego z nas chcącego wyjść z obłędu egoizmu jest nauka Jezusa i On sam który żyje i nas wspiera oraz jest nieustannie dostępny dla każdego kto Go szuka. Owszem Jezus wykupił każdego człowieka z mocy zła, skarbiec Kościoła jest pełen i można z niego czerpać lecz do zbawienia każdego z nas Bóg potrzebuje jeszcze naszej odpowiedzi, czyli szczerego zaangażowania w realizację najważniejszego przykazania, przykazania miłości. Wszelka nasza religijność bez życia tym przykazaniem na co dzień jest tylko wiedzą, rutyną i pobożnościową praktyką.
anonim2014.05.15 9:24
Jak widać ze świadectwa p. Małgorzaty , zaakceptowanie własnej choroby i cierpienia z niej wypływającego jest wielkim darem Bożym. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie zrozumieć siebie i swojej sytuacji życiowej bez Chrystusa. Nie znaczy to że taka sytuacja została zaakceptowana przez osobę wybraną do dźwigania jej, od razu i całkowicie, być może był to proces, nie wiemy tego. Wiemy natomiast z własnego doświadczenia że często do akceptacji trudnego daru prowadzi droga przez mękę , codzienna walka ze sobą , z innymi , z Bogiem. Bez światła Pana Boga sytuacja trudnego daru jest niemożliwa do zaakceptowania, nawet gdy mamy światło walka wewnętrzna pojawi się na pewno, gdyż pogodzenie się z trudnym darem i przyjęcie go wydaje się po ludzku paradoksalne i pozbawione sensu. Opis sposobu przeżywania choroby i wynikającego z niej cierpienia przez p. Małgorzatę, piszącą swoje świadectwo w tej wersji jaką czytamy, jest samoświadomością sensowności funkcji jej choroby dla świata ponieważ owoce jej codziennego obumierania przyjęte z miłością przynoszą zbawienny owoc dla nas a na tym właśnie polega funkcja miłości. Jezus umiłował do końca oddając swoje życie innym i za innych. Każdy z nas otrzymał dary-talenty którymi może obracać ,możemy owocować żyjąc zgodnie ze swoim powołaniem, każdy na swoją miarę, jedni na 30%, inni na 60% a jeszcze inni, totalnie na 100%. Nasza postawa życiowa wynika z systemu wartości i światła poznania dlatego możemy stwarzać życie w innych lub możemy je w innych i innym ograniczać a nawet zabijać. Bóg dał nam wolną wolę i możliwość tworzenia na tym świecie cywilizacji miłości bądź cywilizacji śmierci, moc Boga niejako w naszych rękach na tyle na ile mamy z Nim współudział.
anonim2014.05.15 14:47
Cierpienie może być darem dla samego chorego, który np wcześniej nagrzeszył i Pan Bóg chce odpuścić mu grzechy, albo dla ludzi, którzy żyją obok albo karą za grzechy przodków itp... Najważniejsze to zgodzić się z wolą Bożą.