16.11.14, 15:11

Człowiek bez modlitwy uwielbienia nie żyje

Portal Fronda.pl: Dlaczego mówi się, że uwielbienie to najważniejsza i „najskuteczniejsza” modlitwa?

Ks. Jan Reczek: Pewnie dlatego, że ona właśnie wyraża relację Bóg  człowiek w prawdziwej perspektywie. Bóg jest Dawcą. Jest Stwórcą wszystkiego. Ja jestem stworzeniem. Wszystko otrzymałem – moje istnienie zostało mi podarowane. Wszystko, co mam, jest łaską. Postawa uwielbienia najbardziej odzwierciedla ten właśnie porządek, najbardziej określa, kto jakie miejsce zajmuje. Gdy uwielbiam, nie koncentruję się na sobie, ważny jest Ten, który Jest. Okazuje się, że właśnie wtedy moje serce pozostaje najbardziej otwarte na Boże działanie.

Panu Bogu nasze uwielbienie nie jest chyba do szczęścia potrzebne?

On rzeczywiście nic od nas nie potrzebuje, jest doskonałością, jest pełnią. Nic Mu nie możemy dodać, ale pragnieniem Jego miłości jest, żeby ta pełnia jakby przelewała się do „innych naczyń”, do żywych ludzkich serc. Kiedy to się może dokonywać? Właśnie wtedy, kiedy zajmujemy swoje miejsce – uznając kim wobec Niego jesteśmy i Kim On jest – pozwalamy Mu działać w sobie. I wtedy doświadczamy najhojniejszego obdarowania.

Jak ta nasza ziemska rzeczywistość łączy się z Niebem, kiedy uwielbiamy Boga?

Co się dzieje w Niebie, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, bo nawet nie potrafimy adekwatnie wyrazić niebiańskiej rzeczywistości; pozostaje ona czymś nieopisanie odległym od naszych pojęć. Święty Paweł krótko napisał: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9). Z pewnością panuje tam wielka radość z człowieka, który jednoczy się swym sercem z Bogiem; który – w nadziei – już staje się uczestnikiem Nieba, skoro umie spotkać się z Ojcem niebieskim i ze Zbawicielem.

Łatwiej powiedzieć, co się dzieje w nas, co dzieje się w człowieku, który wielbi Boga. Podobny jest wtedy do kogoś, kto „wychodzi na słońce” i poddaje się działaniu jego promieni, chociaż o tym nie myśli. Cieszy się tylko, że jest piękna pogoda, a jakby produktem ubocznym okazuje się, że słońce dokonało cudów w jego organizmie. Jesteśmy jak człowiek, który oddycha nieskażonym powietrzem i nawet nie myśli o tym, że właśnie się dotlenia, a to mu przecież najbardziej służy.

Na czym polega zasadnicza „teologiczna” różnica między modlitwą uwielbienia a modlitwą dziękczynienia?

Warto się zatrzymać nad tą różnicą, bo często modlitwa uwielbienia jest mylnie utożsamiana z modlitwą dziękczynienia. Dziękczynienie jest w praktyce czymś łatwiejszym. Rodzi się spontanicznie w obliczu doświadczanego daru. Jest oczywistą reakcją wierzącego serca. Nietrudno wymieniać te różne dary, za które czujemy wdzięczność wobec Boga. Natomiast uwielbiamy Boga raczej nie „za coś” (chociaż i to jest możliwe), tylko „w Jego dziełach”. Uwielbienie jest darmową adoracją Boga, zupełnie bezinteresowną i dlatego przyjmując taką postawę, nie myślimy o tym, za co jesteśmy wdzięczni, tylko głosimy Jego wielkość.

Naszą modlitwą możemy uwielbiać Boga „za Jego dzieła”, „za Jego dary” (co sygnalizowałem przed chwilą), ale wtedy akcent pada nie na podziękowanie, tylko na oddanie Mu chwały: są to jakby oklaski dla Pana Boga za to, co uczynił. Ten aspekt uwielbienia jest bardzo widoczny w radości Najświętszej Maryi Panny śpiewającej w Ain Karim Magnificat.

Najważniejszą modlitwą uwielbienia jest oczywiście Eucharystia. W jakiej postawie powinniśmy ją przeżywać?

Skoro w soborowym wyznaniu wiary Eucharystia jest określona jako „źródło i szczyt życia chrześcijańskiego”, to nie ulega wątpliwości: udział w Eucharystii – szczery, zaangażowany, prawdziwie jednoczący z Jezusem – jest szczytem naszego dziękczynienia i uwielbienia. Najwspanialej uwielbił Boga sam Jezus w swojej ofierze. My się do naszego Pana przyłączamy, od Niego uczymy, razem z Nim spełniamy największe dzieło chwały.

Jak w praktyczny sposób, w codzienności możemy uwielbiać Boga?

Wielkość człowieka wyraża się w wolności woli i dlatego niezwykle cenny jest każdy akt uwielbienia zrodzony ze świadomej decyzji oddania Bogu chwały. Wielką wartość ma każde wypowiedzenie tego słowami, a jeszcze większą – wyśpiewanie (quis cantat, bis orat  kto śpiewa, podwójnie się modli). Sądzę jednak, że największym uwielbieniem Boga jest nasze posłuszeństwo wobec Niego, postępowanie według Bożego Słowa. Uznajemy wtedy (w duchu zawierzenia) mądrość Bożego objawienia. Uwierzenie Bogu i pokorna uległość Jego mądrości, są szczególnym oddaniem Mu chwały.

Uwielbienie jako sposób oddawania czci Bogu w modlitwie, nabiera szczególnego wymiaru we wspólnotach charyzmatycznych. Jaką wartość ma taka modlitwa wspólnotowa?

Kiedy gromadzimy się razem w uwielbieniu, doświadczamy podwójnego owocu. Po pierwsze ta postawa uwielbienia nas jednoczy. W atmosferze uwielbienia nikną nieistotne mury i podziały, które zrodziły się z różnorodności, a nawet z grzechu, który oddalił ludzi od siebie. Po drugie, ta modlitwa jest oczyszczająca. Zarówno problemy osobiste jak i wspólnotowe nagle widziane są w innych proporcjach, stają się mało ważne. Uwielbienie zawsze „wyciąga” człowieka ponad to, co tylko ludzkie, przyziemne, a tym bardziej ponad to, co grzeszne.

Czy warto modlić się o dar języków?

Duch Święty uzdalnia każdego do życia wiary, do relacji z Bogiem. To On jest Mocą uzdalniającą do przeniesienia spojrzenia z samego siebie na Boga. Jak zaznacza święty Paweł, to Duch Święty pozwala nam doświadczać dziecięctwa Bożego i mówić: „Abba, Ojcze!” (por. Rz 8,15n). Także dzięki Niemu jesteśmy zdolni do wyznania: „Panem jest Jezus” (zob. 1 Kor 12,3). Równocześnie, choć jesteśmy uzdolnieni do uwielbienia, doświadczamy ubóstwa naszej ludzkiej mowy. W samym polskim języku ileż mamy sformułowań, którymi możemy wyrazić postawę uwielbienia? Powiem: „uwielbiam”, „oddaję cześć”, „chwalę”, „adoruję”… Bardzo szybko wyczerpuje się zasób słów. I tutaj widzimy jak wielkim darem jest modlitwa w językach – poza intelektualnymi pojęciami; modlitwa wzbudzona przez Ducha Świętego, w której trwamy w uwielbieniu, choć nie pojmujemy słów, które to wyrażają.

Czy w podobny sposób oddają Stwórcy chwałę małe dzieci swoim gaworzeniem [Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę (Ps 8,3)]?

Chwałą Boga jest człowiek żyjący” – głosił święty Ireneusz z Lyonu. W ogóle całe, pełne harmonii i piękna dzieło stworzenia, jest ogłoszeniem wielkości niepojętego Boga i w tym sensie jest narzędziem Jego chwały. Co do gaworzenia dzieci, wiemy że ono nie jest świadomym działaniem i sadzę, że dlatego nie jest uwielbieniem najwyższym. Małe dzieci już są chwałą Boga, chociaż o tym nie wiedzą. Chyba do tego nawiązywał Psalmista, bo maluchy są bliskie ogłaszaniu wielkości Boga przez wszystko, co stworzone. Bez wątpienia bardziej doniośle potrafi oddać Mu cześć myślący – tym bardziej świadomy swego odkupienia – człowiek dorosły.

Nawet w sytuacjach, gdy nie wszystko układa się po naszej myśli…?

Jakie to ważne, żebyśmy byli wierni! Próba wiary, chwile ciemności są wpisane w dojrzewanie człowieka. Łatwo jest wychwalać Pana Boga, gdy nic nie dokucza i mamy pełny żołądek. Ale przecież porządek naszego życia się nie zmienia, gdy jakieś sprawy nie idą po naszej myśli: nadal wszystko jest łaską, wszystko otrzymaliśmy z dłoni Bożej. Oddawanie Bogu chwały pośród trudu jest zwycięstwem nad zasadzkami zła. Świadectwo Hioba wydaje się dość jasnym pouczeniem…

Posługuje ksiądz modlitwą charyzmatyczną o uwolnienie, pełnił ksiądz też posługę egzorcysty. Czy w czasie tych modlitw, którym towarzyszyła modlitwa uwielbienia, miały miejsce jakieś szczególne Boże interwencje?

Modlitwa uwielbienia, ponieważ ustawia nas w prawdziwej relacji do Boga, najbardziej otwiera zdrój Jego miłosierdzia. Dlatego uwielbienie Boga i Chrystusa, towarzyszące modlitwie wstawienniczej o uzdrowienie czy nawet egzorcyzmom, ma duże znaczenie. Tam, gdzie kapłańską modlitwę wspomaga grupa charyzmatyczna, zawsze parę osób oddanych jest uwielbieniu. Są mocne świadectwa o takich sytuacjach, w których modlitwa uwielbienia (zwłaszcza modlitwa w językach), zanoszona równocześnie z kapłańską posługą uwolnienia, była narzędziem wielkiego osłabienia złego ducha, który dręczył człowieka. Tak więc jest to mocny oręż. Sam mam w pamięci doświadczenie wielkiego sprzeciwu złego ducha właśnie wobec modlitwy uwielbienia. Sprawując raz egzorcyzm liturgiczny nad człowiekiem, który wszedł w tarapaty przez zaangażowanie w muzykę, zawiesiłem na chwilę modlitwę liturgiczną i wraz z osobami towarzyszącymi podjąłem śpiew „Jezus Najwyższe Imię” – dobrze znaną nam wszystkim piosenkę pełną uwielbienia. Opór Złego wobec tej pieśni był o wiele większy niż wobec liturgicznych błagań czy nawet rozkazów. Przez usta zniewolonego człowieka zaczął krzyczeć wniebogłosy: „Nienawidzę śpiewu! Nienawidzę!”, okazując, jak bardzo mu dokucza chwała Boga i uwielbienie Jezusa.

Dlaczego w Kościele katolickim, poza wspólnotami charyzmatycznymi, tak mało podkreśla się znaczenie tej modlitwy? Przykładem dla nas mogłyby być wspólnoty protestanckie, gdzie uwielbienie odgrywa kluczową rolę w praktykach religijnych, stąd ich wiara wydaje się jakby bardziej żywa.

Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że w Kościele modlitwa uwielbienia jest mało podkreślona. Może nie zawsze wszystko bywało do końca wypowiedziane, ale ta modlitwa była obecna w życiu Kościoła nieustannie, chociaż w inny, niż proponujemy dzisiaj w poruszeniu charyzmatycznym, sposób. Przecież nabożeństwa pasyjne (Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale), modlitwa adoracyjna (zwłaszcza wobec Jezusa w Najświętszym Sakramencie), procesje teoforyczne, całe misterium Bożego Ciała – to wielkie uwielbienie. Jedyne, co wydaje się tutaj godne zauważenia, w kontekście podejrzenia, że zagubiona została doniosłość tej postawy, to fakt, że w ostatnich wiekach praktyka modlitwy szła po linii obrony prawdy precyzowanej przez teologię. Wiele tekstów, sformułowań liturgicznych czy nawet śpiewów wyrażało przekonania, których trzeba było bronić przed tendencjami heretyckimi. Tak więc główny nurt pobożności szedł po linii refleksji teologicznej. Bogactwem dzisiejszej religijności jest prosty, osobisty akcent, szczere otwarcie serca na wzór psalmisty. Wraz z mocno obecnym pierwiastkiem biblijnym w nowych modlitwach i zwłaszcza pieśniach, wydaje się to ważne i owocne.

Czym różni się cześć jaką oddajemy świętym, od tej, która przysługuje wyłącznie Bogu?

Teologia ascetyczna dokonuje rozróżnienia między modlitwą „pochwalną (czci)” i „uwielbienia”. Uwielbienie w sensie ścisłym – dotyczy tylko Boga, natomiast wobec Świętych nasza cześć jest kultem pochwalnym. Oddawanie czci, to trochę inna kategoria niż uwielbienie, które jest najwyższą adoracją zarezerwowaną wyłącznie dla Pana wszechrzeczy. Jeżeli więc możemy mówić np. o Różańcu jako formie uwielbienia, nie jest to uwielbienie Maryi. Raczej wraz z Maryją uwielbiamy Jezusa w Jego zbawczych tajemnicach. Rozważamy współudział Jego Najświętszej Matki. Jednoczymy się z Nią i doświadczamy, że Maryja dopełnia naszej ludzkiej nieporadności. Równocześnie okazuje się, że zwłaszcza kiedy Ją pozdrawiamy, Ona dużo może uczynić dla nas przed Bogiem.

Różni święci prorokowali, że w Niebie nasze szczęście będzie polegało właśnie na wielbieniu Boga. Czy nie wydaje się to zbyt abstrakcyjną zachętą do lepszego życia?

Myślę, że dla większości ludzi dojrzewających w wierze pozostaje to zachwycającą i pociągającą tajemnicą. Rzeczywistością jakby odległą i abstrakcyjną, ale tylko „jakby”. Bo życie wiary pozwalaj już tutaj otworzyć serce na świat, do którego prowadzi prawdziwe uwielbienie. Ono już tutaj, na tej ziemi, wprowadza w doświadczenie jedności i miłości w Duchu Świętym – a to jest Królestwo Boże. Prawdziwe uwielbienie to „pokój i radość w Duchu Świętym” (Rz 14,17), które wypełniają ludzkie serce. Ci, którzy wchodzą w nurt uwielbienia wiedzą, że człowiekowi niewiele potrzeba, albo tylko jednego (por. Łk 10,42). Tego rodzaju chwila już tu, na ziemi, chętnie jest przedłużana… Jeżeli ktoś chciałby tego doświadczyć, albo nie dowierza i chce zobaczyć, to zapraszam do wspólnego uwielbienia w pierwsze soboty każdego miesiąca na godzinę 1500, do kościoła Księży Pallotynów w Krakowie przy ulicy Bulwarowej. Dwie godziny uwielbienia to wielka radość. Przeżyjmy ją wspólnie!

Rozmawiała Emilia Drożdż

Ks. Jan Reczek – ur. 1959 r., jest rekolekcjonistą, autorem książek: „TO JEZUS LECZY ZŁAMANYCH NA DUCHU. Modlitwa wstawiennicza o uzdrowienie”, „RÓŻNE SĄ DARY ŁASKI LECZ TEN SAM DUCH. O charyzmatach, Odnowie w Duchu Świętym i zmaganiu z mocami ciemności” oraz „JEZUS LECZY DZISIAJ. Świadectwa”. Przewodniczy Mszom Świętym z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie duchowe i fizyczne w pierwsze soboty miesiąca w kościele Księży Pallotynów w Krakowie, pełni także posługę modlitwy o uwolnienie.

Komentarze

anonim2014.11.17 0:16
Człowieku- który nie wielbisz BOGA jesteś martwy !!! do Tomcat i AirWolf
anonim2014.11.17 0:46
a ja uważam, że maluchy mogą Bogu oddać cześć lepiej, niż dorośli w myśl tego co powiedział Jezus Chrystus: "Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: ?Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego?. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je (Mk 10,13-16)."
anonim2014.11.17 0:48
niech żyje Jezus Chrystus, po wszechczasy, Bóg i Zbawiciel, dla którego nawet dzieci nienarodzone są godne krzyża!
anonim2014.11.17 0:49
Jezu - wybacz nam nasze grzechy, naszą pychę, pożądanie i żądzę władzy, bądź miłościw dla nas grzeszników przez swój krzyż, którego nigdy nie będziemy godni!
anonim2014.11.17 10:47
Fronda ewidentnie stacza się na lewo. Charyzmaty , zaśnięcia w Duchu Świętym, bełkot językami. Tymczasem to co dobre, wypracowane przez 2000 lat tradycji jest zapomniane. Adoracja Najświętszego Sakramentu? uwielbiam. Ale w ciszy , spokoju. Nie na pokaz na zasadzie koncertu rockowego na stadionie. Owoców z tych waszych charyzmatów nie ma. Co najwyżej wypuszczacie oświeconych, którym wszystko wolno. Patrz Hanna Gronkiewicz Waltz.
anonim2014.11.17 22:46
Kszychu: proponuję, żebyś "prostowanie" zaczął od niejakiego Pawła z Tarsu, który jako kompletny ignorant i lewak i wbrew Trydentowi pisał w Listach o dwóch darach języków - prorokowania/nauczania w językach znanych ludziom i wielbienia Boga w językach niekoniecznie znanych. Myślę, że ten niedouk mógłby się wiele nauczyć od świątobliwych i prawomyślnych z Bractwa św. Piusa X.
anonim2014.11.18 1:08
@AirWolf Oczywiście autor miał na myśli stan DUSZY (która jest nieśmiertelna) a nie tam ciała które prędzej czy później zjedzą robaki :) - taka jest kolej rzeczy :)
anonim2014.11.19 1:00
CZy był ktoś na "Wieczorze uwielbienia"? Na czym taki wieczór polega? Jest tam Msza Św.? Ile to trwa tak około?
anonim2014.11.19 12:38
Zgadzam się w zasadzie z tym, co przeczytałem w artykule, ale nie do końca. Natura Boga przewyższa naturę innych bytów. Tak. To oczywiste, że jeżeli patrzy się tylko przez pryzmat zależności wyzutych z Miłości, patrzy się pragmatycznie - to Bogu do Istnienia i funkcjonowania, nie są potrzebne żadne stworzenia, ale Bóg jest potrzebny stworzeniom. Ten jednak, kto tylko tak rozumuje i na tym kończy, tego modlitwa uwielbienia Boga, będzie zawsze kulawa - podyktowana tylko rozumem bez udziału uczucia Miłości. [Serce, to rozum i uczucia razem]. Wszystko co mamy, czym jesteśmy, od Boga pochodzi, bo wszystko On stworzył. Tak duszę człowieka, materię, i to co jest z niej zbudowane - wszystko. Bóg jest Miłością. Tworzył z Miłości, ze szczerej potrzeby, nie z egoizmu, czy próżności, które to cechy nie pochodzą od Boga, tylko od bytów zbuntowanych. Trój-jedyny Bóg - Ojciec i Syn i Duch Święty, jest Bogiem bytów wolnych. Nie stworzył "manekinów" nastawionych na mówienie Bogu beznamiętnie: "Tak". Tak. To od Boga pochodzi wszystko, co ma człowiek, także i miłość, która jest wielkim darem i są osoby które ja mają w sposób mniejszy lub większy, a są i takie, które jej nie mają w skutek złych wyborów własnych - nie umieją odpowiedzieć na Miłość Boga tak, jak by mogły, gdyby lepiej czerpały ze Źródła Prawdziwego Życia - Chrystusa - sakramenty, czytanie Pisma Świętego, nader wszystko - modlitwa. Każda modlitwa do Ojca wypływająca ze szczerej Miłości, to modlitwa uwielbienia Boga, a później i stworzenia, jako Jego odbicia, dzieła - najpierw jest zawsze On - Trój-jedyny Bóg. Ten kto uwielbia Boga pod wpływem swej szczerej miłości do Niego, w tym Bóg jest uwielbiony. Skoro wszystko pochodzi od Boga, to czy człowiek może Mu coś dać. I czym by była modlitwa, gdyby człowiek nie miał wolnej woli? Człowiek jest bytem obdarzonym wolna wolą, tak jak aniołowie. Byty świadome Boga - wyposażone w zdolność kochania szczerze Stwórcy posiadają wolną wolę. [aniołowie i ludzie]. Miłość pochodzi tylko od Boga. Bo Bóg jest Miłością, Drogą Prawdą i Życiem Prawdziwym. Poza Bogiem jest tylko śmierć - najstraszniejszy stan duszy ludzkiej, która istniejąc poza Stwórcą z własnego wyboru - nie żyje, jest martwa. Nie dla śmierci Bóg stworzył świat widzialny i niewidzialny i To, co go napełnia. Byty świadome Boga są tak skonstruowane i to jest niezmienne - że nie są przystosowane do trwania poza Bogiem w sposób szczęśliwy. Mają wolna wolę, ale wybór zła, odrzucenie Boga - zawsze jest wyborem ich stanu nienaturalnego [piekło jest stanem nienaturalnym bytów - wynikiem ich własnego złego wyboru]. Bóg stworzył wszystko z Miłości - z Siebie Samego. I to wszystko było dobre. Człowiek może zatem Bogu ofiarować coś najpiękniejszego, coś, co otrzymał od Niego - miłość, ponieważ Bóg dał ludziom, tak jak aniołom, wolną wolę. A zła Bogu człowiek nie może ofiarować. Zło tylko bardzo rani Stwórcę, który przez grzech bytów stworzonych, obdarzonych wolna wolą, tych, które wybrały źle, Sam wydał się na mękę, by pokonać śmierć, panowanie diabła nad światem zniszczyć, dzięki Swej ofierze [otwarcie drogi pewnego zbawienia ludzi w Sobie Samym - w Chrystusie i Jego Kościele, jako drodze pewnej do wieczności dla tego, kto nią kroczy z własnej woli w sposób zgodny ze Słowem] A zło od boga nie pochodzi. Jest wynikiem działań istot stworzonych, tych jednak, które korzystają z wolnej woli dla zła same wybierając śmierć i upadek. Bóg kocha wszystko co stworzył. Miłość musi być odwzajemniona. Bo kiedy jeden kocha, a drugi nie, to jest najwyżej niepełna [w sensie całościowym. Brak miłość lub całkowita miłość w sensie osobistym zależnie od strony] - brak relacji - ostatecznie prowadzi byt stworzony do Piekła. Ostatnie jest tylko potwierdzeniem Potęgi Boga. W myśl tej zasady, człowiek może odwzajemnić miłość Boga, lub nie. Czyli nie jest prawdą, że człowiek nic nie może Bogu dać. Może odwzajemnić Jego Miłość świadomie i to jest już jego wybór, największy dar Boga dla człowieka. Amen!
anonim2014.11.19 14:30
AirWolfie @ poczuj, że są dziwy w niebie i na ziemi,o których nawet się filozofom nie śniło. Uśmiechnij się zatem.
anonim2014.11.21 1:00
@kszychu - mówienie językami W katolicyzmie międzynarodowym językiem komunikacji w kwestiach liturgicznych celem uniknięcia przekłamań (błędnego tłumaczenia na język ojczysty) pomiędzy kapłanami różnych nacji a Bogiem zawsze była łacina. Można było wtedy bez problemu odprawić Mszę Świętą Koncelebrowaną Wielonarodowościową a teraz? Rośnie nam druga wieża Babel. Aktualnie mało który kleryk rozumie język łaciński nie mówiąc już o tym iż nie kształci się przyszłych pokoleń księży którzy byliby wystarczająco kompetentni i dobrze przygotowani aby odprawić Mszę Trydencką. Ostatni tacy księża których data święceń zbiegła się ze zmianami liturgicznymi osiągnęli już wiek emerytalny, mają przeciętnie po 80 lat i posiadają status księdza emeryta. Moje małe spostrzeżenie dotyczące ruchów charyzmatycznych. Są osoby które szczycą się faktem iż posiadają zdolności modlenia się językami a mnie to nieco napawa przerażeniem. Wiece w jakim kierunku zmierzamy? Jeszcze trochę a neony stwierdzą iż do kontaktu z Bogiem wcale nie jest im potrzebny kapłan gdyż oni są tacy wielofunkcyjni. Ja już teraz widzę (oczywiście nie u wszystkich) pewną butę a ksiądz jest przy nich po prostu malutki. Ogarnijmy się !!! Kapłan był i jest nadal pośrednikiem między nami a Chrystusem! Ja osobiście zauważam iż postępowcy obdarzają kapłanów niewystarczającym autorytetem (może mają powód). Kiedyś podczas kazania jeden z księży orzekł iż zanim trafił do wspólnoty to był całkiem innym (w domyśle: gorszym) człowiekiem. A mnie się wydawało że to dzięki święceniom kapłańskim stał się innym człowiekiem (???). Gloryfikacja wspólnot powoduje u mnie pobłażliwy uśmiech. Na jednym z kazań dowiedziałam się iż nie ma zbawienia poza wspólnotą. To naprawdę nowość. Aż strach pomyśleć jaki los czeka moich przodków którzy odeszli w stanie łaski natomiast o wspólnotach nigdy nie słyszeli.
anonim2014.11.21 1:01
@evan82 Bardzo pięknie powiedziane. Nikt by tego lepiej nie wytłumaczył. Wyrazy szacunku :)
anonim2014.11.21 1:03
@evan82; @tomo Czy możecie mi doradzić jakiś ciekawy modlitewnik na adoracyjne modlitwy uwielbienia do indywidualnego odmawiania? tytuł, autora, wydawnictwo itp. - gdyż jestem na etapie dla początkujących :(, jako osoba niezrzeszona poszukująca prawdy na własną rękę :). Kiedyś po Mszy Św. jeden z księży charyzmatyków (franciszkanin) reklamował płytę CD do Adoracji lecz kolejnym razem nie mieli już jej w sprzedaży. W mojej parafii księża uważają że modlitwa własnymi słowami ma dużą wartość (jak dla mnie ta parafia jest dość martwa) ale w moim przekonaniu byłoby tu pójście na łatwiznę.
anonim2014.11.21 1:07
@agnieszka10 Jak na razie na wieczorze uwielbienia byłam tylko w dwóch parafiach. Nie był to stricte wieczór uwielbienia lecz połączony ze Mszą Świętą w intencji uzdrowienia. Pierwsza parafia jak na mój gust nieco modernistyczna (komunia św na stojąco, na ofiarę zbierali świeccy, idąc do komunii mało kto miał złożone ręce, ludzie tak pędzili mało majestatycznie że wyglądało to jak przemarsz wojska). Zaletą było to iż przez całą Mszę było czynnych kilka konfesjonałów. Sama idea wieczorów uwielbienia jest wspaniała ale wszystko zależy od parafii i organizatorów. Tam gdzie byłam, organizatorem była lokalna wspólnota Odnowy w Duchu Świętym. Ludzie śpiewają piękne pieśni które naprawdę chwytają za serce. Czuję się ten zachwyt, energię i moc. Tego nie można spotkać w przeciętnej parafii lecz jak na moje wyczucie w moich uszach pulsowała nadmierna ilość decybeli poprzez nieodpowiedni dobór gitary (basowej). Muzyka przypominająca czasami muzykę rockową miała mało niebiański charakter. Sam przymiotnik "niebiański" oznacza coś bardziej wyrafinowanego w swojej formie :). W tym harmiderze dość ciężko było się wyciszyć a na modlitwę indywidualną nie było szans. Większość osób śpiewając unosiła ręce w górę a z tego co wyczytałam w pewnych źródłach taki gest jest zarezerwowany jedynie dla kapłanów więc modląc się byłam chyba jedyną osobą która miała złożone ręce. Nie miałam ochoty na nadużycia. W ludziach nie było widać pokory ani uniżenia względem Stwórcy. Wszyscy zachowywali się tak jakby już byli zbawieni :). Co do znaku pokoju to było jak wszędzie. Nie wszyscy pokazywali pełne uzębienie :). Na koniec Mszy Św. ksiądz powiedział: "A teraz prosimy o oklaski dla naszego Pana". Poczułam się nieco jak w teatrze a nie w kościele. Kolejna parafia którą miałam okazję odwiedzić będąc na Mszy Św. w intencji uzdrowienia gdzie również był czas na uwielbienie Boga, diametralnie różniła się od poprzedniej. Ludzie zachowywali się niesamowicie nabożnie, nigdy nie byłam świadkiem aby kapłan tak intensywnie się modlił (u mnie w parafii często się patrzą na zegarek i widać pewne rozkojarzenie), to było jak najbardziej szczere. Ta atmosfera udzieliła się wszystkim zebranym. Moc modlitwy musiała mieć coś w sobie, gdyż co jakiś czas można było usłyszeć manifestację złego podczas modlitwy wstawienniczej. Diakonia muzyczna rewelacyjna (jak się potem okazało, nie żadna wspólnota a lokalny parafialny zespół) te same pieśni brzmiały zupełnie inaczej w moich uszach w sposób stonowany bez agresywnych decybeli, był czas na wyciszenie i intensywną modlitwę - Msza trwała godzinę, modlitwa wstawiennicza kolejną godzinę, błogosławieństwo z nałożeniem rąk i poświęcenie-egzorcyzmowanie sakramentaliów (woda, olej, sól i świece) - pół godziny (oczywiście komunia św na klęcząco) a wszystko to dzięki dobrej organizacji tamtejszego ks proboszcza. Zaproszony ksiądz charyzmatyk franciszkanin nie był zdominowany przez żadną wspólnotę. Był człowiekiem wyjątkowo wierzącym (tego nie da się udawać) a z jego ust podczas homilii emanowała niesamowita szczerość, ciepło, życzliwość i mądrość życiowa. Sam zachęcał wiernych do robienia notatek podczas homilii :). Nowością były dla mnie Spoczynki w Duchu Świętym (wcześniej nie znałam tego zjawiska) ale na szczęście jak na razie jestem spoczynkooporna :) więc nie ma powodu do stresu. Reasumując: wszystko zależy od parafii. Jadąc taksówką na Mszę Św. już kilka ulic wcześniej stał sznur samochodów. Zdziwiony taksówkarz spytał "Czy tu jest jakaś impreza"? "Tak" - odpowiedziałam, tyle że w kościele :).
anonim2014.11.21 1:23
@Emilia Drożdż Oby więcej tego typu artykułów na Frondzie.
anonim2014.11.21 1:28
Wywiad z księdzem charyzmatykiem którego darzę wielkim uznaniem :). Warto posłuchać. http://www.youtube.com/watch?v=TVmgs41REcs
anonim2014.11.23 22:50
"On rzeczywiście nic od nas nie potrzebuje, jest doskonałością, jest pełnią. Nic Mu nie możemy dodać, ale pragnieniem Jego miłości jest, żeby ta pełnia jakby przelewała się do „innych naczyń”, do żywych ludzkich serc." Oczywista sprzeczność. Jego pragnieniem jest potrzeba przelewania miłości od ludzkich serc. Czyli nie potrzebuje nas ale potrzebuje nas do przelewania swojej miłości. Czyli bez nas nie byłby pełnią, bo nie mógłby przelewać swojej miłości. To mi się właśnie w tym całym mówieniu o Bogu nie podoba. Ciągle jakieś sprzeczności.