23.10.20, 09:55Fot. via Wikipedia, CC 0 ["Robotnik",1947]

Franciszek Niepokólczycki. Mógł uniknąć procesu, wybrał wierność złożonej przysiędze

Franciszek Niepokólczycki mógł uniknąć procesu, zostać generałem i otrzymać order Virtuti Militari. Wybrał wierność złożonej przysiędze, dlatego trafił na ławę oskarżonych. Otrzymawszy karę śmierci, nie poprosił o ułaskawienie.

Historia pochodzącego z Żytomierza Polaka, pułkownika Wojska Polskiego, prezesa Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN) to przykład tego, jak w chwili najwyższej próby zachowuje się człowiek honoru, żołnierz Polski niepodległej. Franciszek Niepokólczycki w momencie aresztowania przez UB 22 października 1946 roku, stanął przed wyborem: współpracować ze śledczymi, którzy w zamian proponowali mu awans generalski, Order Virtuti Militari IV klasy oraz stanowisko w urzędzie Polski Ludowej, czy pozostać wiernym ideałom, za które walczył i za które był gotów oddać życie.

Podczas pokazowego procesu, toczącego się od 11 sierpnia do 10 września 1947 roku przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Krakowie przeciwko II Zarzą- dowi Głównemu WiN i działaczom PSL, płk Franciszek Niepokólczycki oświadczył, że jako żołnierz służył narodowi i wypełniał rozkaz. „Nie wysługiwałem się obcym”, podkre- ślił. Został skazany na karę śmierci, odmówił jednak zwrócenia się do ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta z prośbą o ułaskawienie.

Ostatecznie wyrok zamieniono mu na dożywocie, a potem – 12 lat wię- zienia. Na wolność wyszedł na fali tzw. odwilży, 22 grudnia 1956 roku. Nie wystąpił do władz z prośbą o rehabilitację. Do końca inwigilowany przez służby. Franciszek Niepokólczycki urodził się 27 października 1900 roku w Żytomierzu jako syn stolarza Antoniego i Pauliny z Sielskich.

Najpierw uczył się w miejscowym gimnazjum rosyjskim, a od 1918 roku w Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej im. Tadeusza Czackiego. W tym samym czasie wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej na Żytomierszczyźnie. O jego dalszym losie zadecydowało uczestnictwo w tajnej szkole oficerskiej przy Komendzie Naczelnej III POW. Szybko awansował i w 1919 roku został komendantem POW w okręgu żytomierskim w stopniu podchorążego.

O dobrych podstawach, jakie dała mu ta szkoła, niejednokrotnie wspominał, pisząc, że przedstawiono mu prawdziwą twarz imperium rosyjskiego. „Cele polityki rosyjskiej w stosunku do Polski aż za dobrze były mi znane, jak również znałem sam bolszewizm (wszak wywodzę się z KN-III POW), a tam dobrze odczuliśmy wszystko na własnej skórze”, wspominał w liście do jednego z przyjaciół.

Po zajęciu Ukrainy przez bolszewików został schwytany przez Czeka. Do legendy przeszła jego brawurowa ucieczka z aresztu. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej jako dywersant i wywiadowca. Dosłużył się funkcji zastępcy dowódcy oddziału partyzanckiego przy szefostwie frontu ukraińskiego. Było to w czasach, kiedy Symon Petlura wycofał się z armią do Rzeczypospolitej w celu przegrupowania oddziałów i wznowienia walki z bolszewikami.

Na Ukrainie zostały wtedy sformowane oddziały partyzanckie, które miały wspierać nową ofensywę. Atak niemiecko-bolszewicki na Polskę w 1939 roku zastał majora Niepokólczyckiego w Warszawie w szeregach Armii „Modlin” – był dowódcą 60 batalionu saperów. Stanął na czele grupy przygotowującej zamach na Adolfa Hitlera, który 5 października odbierał defiladę zwycięzców w pokonanej stolicy Polski.

Jednak ładunki trotylu nie zostały zdetonowane, bo wcześniej Niemcy usunęli cywilów z centrum miasta. W 1940 roku został mianowany dowódcą Związku Odwetu Związku Walki Zbrojnej. Kierował m.in. sabotażem przemysłowym i akcjami dywersyjno- -bojowymi. W 1943 roku był już zastępcą szefa Kedywu (Kierownictwo Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej) Augusta „Nila” Fieldorfa.

Brał udział w powstaniu warszawskim jako szef wydziału saperów. Po jego upadku dostał się do niewoli, gdzie przebywał do stycznia 1945 roku. Wstąpił do powstałej 2 września w Warszawie antykomunistycznej organizacji niepodległościowej Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”.

Jej twórcy chcieli w ten sposób zamanifestować niezgodę podziemia na bezwarunkową kapitulację wobec komunistów w Polsce, oraz dać moralne wsparcie pozostającym w konspiracji żołnierzom AK. Pierwszy prezes WiN płk. Jan Rzepecki został wkrótce (listopad 1945) aresztowany.

Ufając, obietnicom władz, wezwał swoich podwładnych do ujawnienia się i zaprzestania walki, wysyłając do nich na prywatne adresy listy. To wywołało falę aresztowań. Niepokólczyckiemu udało się w ostatniej chwili uciec – wyskoczył przez okno mieszkania. Stanął na czele organizacji. Jako prezes II Zarządu Głównego WiN odbudował struktury Zrzeszenia, zorganizował wywiad i nawiązał łączność z zagranicą.

Wpadł po roku. W jednym z konspiracyjnych listów wysłanych przez kuriera do Londynu wspominał, że został zdradzony przez bliską osobę: „Zaledwie zacząłem dobierać przede wszystkim ludzi i szkolić jako tako kadry, sam poszedłem za kraty, i to, zawdzięczając wskazówkom jednego z dawnych moich znajomych towarzyszy, które to wskazówki przysłał z więzienia. Stało się to 22 października 1946 r., kiedy to [dyrektor Wydziału Śledczego MBP mjr Józef] Różański zjawił się u mnie w lokalu w towarzystwie kogoś z naszych”.

W więzieniu Franciszek Niepokólczycki spędził 122 miesięcy. Po wyjściu imał się różnych zajęć. Zmarł 11 czerwca 1974 roku w Warszawie. Nawet po śmierci był groźny dla komunistów. Władze zabroniły wszelkich publikacji na jego temat, by nie dopuścić do powstania legendy o bohaterze. Nie wolno było publikować nawet jego nekrologów.

Jan Matkowski

Jagiellonia.org

Komentarze

MACIEJ2020.10.23 11:51
Cześć i Chała Bohaterom !!!
ble2020.10.23 17:53
???? dlaczego ich pomniki są dewastowane,szkoda że żyją jeszcze świadkowie "bohaterstwa "tych wyklętych
Polak2020.10.23 10:28
Już samo to że wstąpił do WINu jasno pokazuje że złamał rozkazy swoich przełożonych oraz złożoną przez siebie przysięgę, czyli eliminuje go to z grona osób posiadających to co Boziewicz określał mianem "zdolności honorowej". Z drugiej strony nie dziwi że Matkowski, jak każdy osobnik z ciągotami totalitarnymi, jako wzory do naśladowania pokazuje krzywoprzysiężców i fanatyków wolących mordować Polaków zamiast zająć się działalnością dla dobra Polski.
trocki2020.10.23 10:46
"dla dobra Polski" co to za frazes? ilu ludzi tyle "dóbr" Polski, czyje dobro i kto to określa, że to jest to dobro?
Polak2020.10.23 11:05
Na pewno dobrem Polski nie jest mordowanie Polaków, a do tego sprowadzała się działalność NSZ, WiN i tym podobnych powojennych band.
ble2020.10.23 17:50
gdyby wojna potrwała dłużej to żołnierze Brygady Świętokrzyskiej dostaliby żelazne krzyże
Albert2020.10.23 13:49
To jest Fronda. Tutejsze robactwo uwielbia wynosić na piedestał wszelkiego rodzaju zdrajców i morderców. To nie pierwszy i ostatni taki przypadek.
Adam S2020.10.23 16:06
Ale ty Polak jesteś! Za pieniądze taką szuję można by pokazywać.