26.09.18, 11:45Janmariajackowski.pl

Jan Maria Jackowski dla Frondy: Schetyna pojechał do Merkel po ,,instrukcje''

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Grzegorz Schetyna, szef Platformy Obywatelskiej, pojechał do Berlina, aby spotkać się z kanclerz Angelą Merkel. Jak poinformował na Twitterze, spotkanie przebiegło „bardzo dobrze”. Ciekawe tylko dla kogo? Dla niego, czy dla Polski?

Jan Maria Jackowski, senator PiS: Niewątpliwie Platforma Obywatelska korzysta z pomocy sprzyjającej im Angeli Merkel. Wsparcie kanclerz Niemiec jest dziś dla PO jak kroplówka dla niedomagającego, Schetyna najwyraźniej pojechał tam po „instrukcje”. Angela Merkel wielokrotnie dawała liczne pośrednie i bezpośrednie dowody na to, że jest skłonna udzielić Platformie wsparcia. Natomiast, Grzegorz Schetyna chce wykorzystać osobę kanclerz Niemiec do swoich celów politycznych, do wzmacniania swojej pozycji w Polsce. Z drugiej strony przewodniczący PO jest bardzo dobrym narzędziem do polityki prowadzonej przez Niemcy.

Na czym to polega?

Jakiś czas temu niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej sugerowali, że jeśli Polacy będą źle głosować (to znaczy, jeśli PO nie dojdzie do władzy), to zostaną zamrożone środki finansowe w następnej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej przeznaczone dla Polski. Niewątpliwie, był to jasny szantaż w stosunku do Polaków. Ponadto, była to strategia pogarszania pozycji Polski na arenie międzynarodowej.

O czym Pan mówi?

Nie jest tajemnicą, że Donald Tusk, poprzedni lider Platformy Obywatelskiej, nigdy nie zostałby przewodniczącym Rady Europejskiej, gdyby nie kaprys Angeli Merkel, która uznała go za wygodnego dla polityki prowadzonej przez Niemcy. Tylko dlatego, a nie ze względu na swój dorobek polityczny, wiedzę czy doświadczenie polityczne został on przewodniczącym RE. Moim zdaniem pokazuje to, że polityka niemiecka traktuje Platformę Obywatelską jako instrument swojej polityki.

Spotkanie Schetyny z Merkel nie odbyło się w jej siedzibie, a w siedzibie partii CDU, co oznacza, że Schetyna nie spotkał się - jak to szumnie zapowiadał - z kanclerz Niemiec, a z szefową bratniej dla Platformy Obywatelskiej partii. Czy Schetyna nie zdaje sobie sprawy nawet z tak oczywistych rzeczy czy uważa swoich wyborców, opinię publiczną, delikatnie mówiąc za niemądrych?

Wynika to z bazowania na niedoinformowaniu czy pewnej nieznajomości niuansów. Grzegorz Schetyna nie pełni żadnych funkcji rządowych. Fakt, że doszło do jego spotkania - a przypomnijmy, że jest szefem sejmowej komisji spraw zagranicznych - z Merkel świadczy zatem o wysokim poziomie polskiej demokracji.

Właśnie czy to nie absurd, że jest on szefem sejmowej komisji spraw zagranicznych?

Mimo, że jego działania w ewidentny sposób szkodzą interesowi Polski na arenie międzynarodowej ma on tę uprzywilejowaną pozycję z racji naszego przywiązania do demokracji oraz obyczajów parlamentarnych w świetle których nawet nieodpowiedzialna opozycja ma swoje prawo w Parlamencie i ma swoich przewodniczących komisji. Schetyna jako szef partii spotkał się z szefową partii CDU, i w takim charakterze, zgodnie z protokołem było sformatowane to spotkanie. Natomiast, Grzegorz Schetyna próbuje sugerować, że spotyka się z kanclerz Niemiec, sugerując w domyśle, że jest to spotkanie jakby równego z równym. Natomiast jego pozycja absolutnie nie odpowiada pozycji Angeli Merkel.

To już nie pierwszy razy, kiedy Niemcy próbują nas upokorzyć bądź może przynajmniej starają się zrobić nam na złość. Dlaczego?

Niemcy z typowo teutańską butą próbują ingerować - i robią to w sposób brutalny - w wewnętrze sprawy Polski. Wykorzystują do tego np. osobę Ludmiły Kozłowskiej, której działalność jest finansowana ze źródeł wzbudzających poważne wątpliwości polskich służb specjalnych.

Może nie wiedzą o tym niemieckie służby specjalne?

Niemieckie służby specjalnie doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Zaproszenie jej do Bundestagu pokazało, że Niemcy absolutnie nie liczą się z obowiązującymi w Unii rozwiązaniami prawnymi oraz z solidarnością europejską, tylko bezwzględnie realizują swój narodowy interes. W momencie, gdy Unia Europejska jest im potrzebna do tego by lewarować pozycję Niemiec na arenie międzynarodowej, to ją wykorzystują. Natomiast, kiedy Unia jest z jakiegoś powodu dla nich niewygodna, to postępują nie oglądając się na innych według swojej indywidualnej polityki.

Jakiś dowód, że postępują, jak Pan mówi?

Najlepszym przykładem jest ich współpraca z Rosją związana z Nord Stream II. Fakt ten pokazuje, że tak naprawdę Niemcy traktują Unię Europejską jako element konsolidacji swoich hegemonistycznych interesów.

Część opinii publicznej miała odmienne od Pana zdanie…

Niemcy nie traktują Unii w kategoriach jakich próbuje przedstawić się opinii publicznej - przedstawiają oni Wspólnotę Europejską jako szlachetny twór ojców założycieli, który oparty jest na solidarności, wzniosłych wartościach itp. - Jest to oczywiście jednostronny i propagandowy obraz Unii Europejskiej w realiach, kiedy Niemcy domagają się by mieć przewodniczącego Komisji Europejskiej w następnym rozdaniu. Dowodzi to, że ich apetyty są coraz większe oraz, że chcą mieć już bezpośredni - bez żadnego pozoru jak jest w chwili obecnej, że mają na tym stanowisku swojego człowieka z tym, że nie Niemca - wpływ na funkcjonowanie Komisji Europejskiej.

Niepokojące jest to, że część Polaków popiera polityki prowadzonej przez Platformę względem Niemiec. Z czego to wynika? Czy nie jest to wyłącznie efekt ich podprogowej niechęci do PiSu?

Nie chcę generalizować, jednak jako historyk mogę powiedzieć, że u schyłku XVIII wieku wielu ludzi, którzy uważali się za patriotów a popierało np. Konfederację Targowicką twierdząc, że Konstytucja z 3 maja była zamachem na demokratyczne wartości I Rzeczypospolitej. Z tego tytuły, część obywateli polskich nie zdając sobie sprawy ze skutków swoich działań, przystępowała do Targowicy. Zatem i dziś bywa tak, że pojawia się grupa, która nieświadomie w gruncie rzeczy staje się mimowolnym narzędziem szkodzenia własnemu krajowi.

Dziękuję za rozmowę.