08.07.17, 20:30screenshot/Telewizja Republika

Jan Maria Jackowski dla Frondy: Trump pokazał, że kończy się świat budowany przez pokolenie ’68

Fronda.pl: Jak Pan odebrał przemówienie prezydenta Donalda Trumpa?

Jan Maria Jackowski, senator PiS: Zacząłbym od tego, że przemówienie prezydenta Donalda Trumpa miało według mnie trzy warstwy. Pierwsza warstwa, najczęściej komentowana w aspekcie naszego bezpieczeństwa, miała charakter geopolityczny. Został potwierdzony art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego stanowiący fundament zborowego bezpieczeństwa w ramach NATO. Prezydent Trump ukazał istotną rolę Polski miedzy Rosją a Niemcami, jako kraju, który w sposób naturalny jest liderem obszaru Trójmorza. Bardzo wyraźnie nawiązał do koncepcji jednego z twórców geopolityki sir Halforda Johna Mackinder’a (1861 – 1947), który brał udział w rozmowach podczas konferencji wersalskiej i rozmawiał m.in. z Romanem Dmowskim. To on sformułował tezę, że „kto rządzi Europą Wschodnią, rządzi sercem lądu. Kto rządzi sercem lądu, rządzi światową wyspą. Kto rządzi światową wyspą, rządzi światem”. Nie przypadkiem prezydent Trump mówił: „Polska powróciła na swoje miejsce jako wiodący kraj Europy, który jest silny, niepodzielny i wolny. Silna Polska jest błogosławieństwem dla narodów Europy, o czym powszechnie wiadomo. A silna Europa jest błogosławieństwem dla Zachodu oraz całego świata”. Trump pokazał historyczną rolę Polski jako kraju, który jest między Niemcami a Rosją, a dodatkowo jest naturalnym przywódcą krajów Trójmorza. Pokazał też, że od Polski zależy wiele jeśli chodzi o stabilizację i bezpieczeństwo w Europie. Dał do zrozumienia, że jesteśmy strategicznym sojusznikiem USA w regionie Europy środków-wschodniej. Jednocześnie prezydent Donald Trump tuż przed kolejną rocznicą wybuchu powstania warszawskiego, jak i rocznicą wybuchu II wojny światowej przypomniał rolę Niemiec i Związku Sowieckiego. Państwa te budując systemy totalitarne, zagrażały stabilizacji i bezpieczeństwu w Europie, a Polsce przyniosły gigantyczne straty ludzkie i materialne, które do dzisiaj nie zostały rozliczone. To warstwa polityczna. To powiedział w przededniu swoich rozmów z kanclerz Merkel i prezydentem Putinem, co oczywiście ma swoje znaczenie.

Co w takim razie z pozostałymi warstwami przemówienia Donalda Trumpa?

Jest oczywiście także warstwa historyczna. Prezydent Trump wykazał się ogromną znajomością historii Polski łącznie z takimi szczegółami, jako choćby kwestia barykady w Alejach Jerozolimskich w czasie powstania warszawskiego, której poświęcił kilka akapitów swojego przemówienia. Pokazał to jako symbol walki o wolność i symbol tego, co znaczy przywiązanie do wartości. Widać wyraźnie, że w tej warstwie historycznej niewątpliwie na kształt tego wystąpienia musiał wywrzeć ktoś, kto zna doskonale historię Polski. Przypomniał, że to Polska powstrzymała nawałę bolszewicka 1920 roku zagrażającą Europie, tak jak Polska – czego nie powiedział – powstrzymała nawałnice muzułmańską zagrażająca Europie w 1683 roku pod Wiedniem. Przypomniał, że Polska w 1939 roku została napadnięta od zachodu przez Niemcy, a od wschodu przez Związek Sowiecki, a dzięki „Solidarności” zwyciężyliśmy komunizm.

Co było trzecią warstwą przemówienia prezydenta Donalda Trumpa?

Ta trzecia warstwa była moim zdaniem najważniejsza, a była to warstwa cywilizacyjna. Tezą Donalda Trumpa jest kwestia następująca: mamy do czynienia z wojną cywilizacji o charakterze religijnym. Jako, że mamy do czynienia z agresywnym islamem, który wtargnął do Europy i próbuje podbić Stary Kontynent, tylko te kraje odwołujące się do pryncypiów cywilizacyjnych (a Europa została zbudowana na fundamencie chrześcijaństwa), a więc również do Boga oraz mocnych i sprawdzonych wartości takich, rodzina, Ojczyzna, wolność, mogą skutecznie przeciwdziałać agresji islamskiej. Przywołał słowa znanej pieśni religijnej „My chcemy Boga”, co było bardzo wymowne. W tym kontekście prezydent Trump pokazał, że mamy do czynienia z końcem świata budowanego przez pokolenie ’68.

Jaki to świat?

To świat neomarksizmu, atezimu, neopogaństwa, lewactwa, ideologii poprawności politycznej, rozmycia wartości, relatywizmu moralnego, etyki sytuacyjnej, gender i tego wszystkiego co proponuje pokolenie ’68 i ich następcy. Próbowano w ten sposób budować społeczeństwa bez żadnego zakorzenienia w tradycji historycznej, religijnej, kulturowej, cywilizacyjnej czy narodowej i człowieka bez właściwości, nie posiadającego tożsamości religijnej, narodowej, kulturowej, cywilizacyjnej. Okazało się to kolejną utopią i doprowadziło do obecnego pogrążenia Zachodu w kryzysie, z którego nie ma wyjścia bez powrotu do fundamentów, które konstytuowały cywilizację europejską. Takie kraje jak Polska, odwołując się do wartości sprawdzonych przez pokolenia, w sposób skuteczny mogą stanowić remedium na tę gangrenę, którą w tej chwili zarażona jest cywilizacja zachodnia.W tym kontekście również odebrałem przemówienie prezydenta Donalda Trumpa.

Chciałbym nawiązać do drugiej warstwy, o której Pan wspomniał. Czy nasza polityka historyczna, na którą często narzekamy, że nie jest słyszana zagranicą, zyskała tym samym nieoczekiwanego sprzymierzeńca?

Niewątpliwie tak się stało. Nie wiem czy prezydent Trump czytał książkę św. Jana Pawła II pt. „Pamięć i tożsamość”, ale odwoływał się do tego fenomenu polskiej historii i polskiego doświadczenia, o jakim w tej książce wymownie pisał właśnie św. Jan Paweł II. Można powiedzieć, że te kierunki naszej polityki historycznej, które są obecnie realizowane i które prezentujemy na arenie międzynarodowej, znalazły niewątpliwe zrozumienie u prezydenta Trumpa i wśród obecnej administracji amerykańskiej. W gruncie rzeczy jego przemówienie było dopełnieniem tej polskiej polityki historycznej, która po ostatnich wyborach jest w sposób systemowy i konsekwentny uprawiana.

Dziękuję za rozmowę.