02.01.20, 15:45

Janusz Szostakowski: Dlaczego wolimy Sylwestra ,,na wesoło''?

          Dziś, gdy już odważnym krokiem pełni animuszu i wiary w lepszą przyszłość, weszliśmy w nowy rok, mnie, jak zwykle w tym czasie, natrętnie ogarnia refleksja filozoficznej i socjologicznej natury. – Mianowicie, zastanawiam się nad sensem sylwestrowego, czyli hucznego i wesołego witania nowego roku? … 

          Otóż nie wiem jak Państwo, ale ja przy każdej okazji sylwestrowych obchodów, zastanawiam się, dlaczego ludzie nie tylko w tej części świata i nie tylko w naszej kulturze, tak uroczyście i na wesoło obchodzą powitanie nowego roku, miast w smutnej atmosferze żegnać stary? Czy huczna i wesoła zabawa jest zachowaniem adekwatnym, w sytuacji, gdy patrząc prawdzie w oczy, chwila pożegnania kolejnego roku jest chwilą raczej smutną, która de facto symbolizuje nieubłagane i bezpowrotne przemijanie naszego życia? Dlaczego, krótko mówiąc, optymizm jutra, czyli wiara w możliwość doznania czegoś być może lepszego i nieznanego, wygrywa z sentymentalizmem, czyli żalem związanym z przemijaniem i utratą przeznaczonego nam, tak cennego i bardzo krótkiego czasu na ziemskie egzystowanie?  Dlaczego też, miast odczuwać obawę przed ewentualną utratą tego, co już zdobyte i ugruntowane, cieszymy się na myśl o tym, co nadejdzie, a co jest przecież nieznane i niepewne.

          Zastanawiam się również nad tym:

 - Na ile jest to jakaś wdrukowana nam na stałe naturalna (biologicznie i ewolucyjnie uwarunkowana) skłonność do optymistycznego patrzenia w przyszłość, typowa dla całego gatunku homo, który jak twierdzą niektórzy myśliciele, jest wręcz gatunkiem „homo ludens”, co po polsku znaczy: „człowiekiem zabawy”?

- Na ile skłonność do wesołego zachowania, w tym, według mojego odczucia, raczej smutnym momencie, jest po prostu uwarunkowaną psychologicznie preferencją zabawy, przy jednoczesnej skłonności do unikania stanów przykrych, do których niewątpliwie należy odczuwanie smutku z powodu przemijania (choć to doznanie nie zawsze musi wiązać się z odczuwaniem przykrości, gdyż niekiedy nostalgia za przeszłością bywa też doznaniem pozytywnym)?

- A może należy to zjawisko postrzegać jako jakąś formę zbiorowego zagłuszania egzystencjalnej trwogi związanej z przemijaniem, którą przypuszczalnie silniej odczuwają ateiści?

- Czy może jest to tylko zachowanie o genezie socjologicznej i kulturowej, czyli po prostu podyktowane obyczajem utrwalonym w wyniku historycznie ukształtowanych tradycji jeszcze w okresie barbarzyńskim, kiedy to mieszkańcy Europy mieli konkretne powody by cieszyć się z przesilenia astronomicznego, które oznaczało stopniową poprawę ciężkich warunków życia związanych z zimową porą roku ? – Tradycji później adoptowanej przez chrześcijaństwo?  

- A może jest to zachowanie typowe dla kultury chrześcijańskiej, która postrzegając życie ludzkie przede wszystkim jako drogę do pełnego szczęśliwości życia wiecznego, redukuje lęk egzystencjalny, i w konsekwencji pozwala wierzącym z większym optymizmem witać każdy nowy rok, który może być postrzegany przez wierzących jako tylko kolejny, coraz to wyższy szczebel w drabinie, po której przychodzi im się wspinać do wieczności?

          Te, oraz inne pytania, będą dla mnie wyjściem do większej pracy na ten, jak sądzę, ciekawy temat. – Pracy którą będę chciał ukończyć do…  przyszłego Sylwestra! 

          Ewentualne uwagi i przemyślenia czytelników tej publikacji mogą się przyczynić do jej powstania!  Za ewentualny udział w dyskusji i za ciekawe myśli, z góry dziękuję!

                                                      Janusz Szostakowski

Komentarze

Janusz Szostakowski2020.01.3 3:40
Bardzo to smutne, że na dwanaście komentarzy, tylko dwa miały sensowny i merytoryczny charakter !! Pozostałe jako skandalicznie prymitywne i niespełniające elementarnych standardów hejty, zasługują tylko na to, by je stąd usunąć !! Myślę jednak, że każdy poważny czytelnik tego forum sam łatwo zorientuje się, że ma do czynienia z chamstwem prymitywnych trolli partaczy, którzy wyznaczonej im roli nie potrafią nawet inteligentnie zamaskować !! Ci, którzy ich tu skierowali powinni wywalić ich z roboty na przysłowiowy zbity pysk i poszukać sobie lepszych fachowców !!
Luzifer®2020.01.2 18:17
bo lepiej wesoło się nayebać i zabawić niż mieć smutna minę a la kocia doopa stojąc w kościele słuchając czarnego szamana. Nie prawda?
andrzejhahn32020.01.2 19:03
ale czarny kot jest mniam mniam
Cezary2020.01.2 17:13
Ja tez nie rozumiem z czego sie cieszyc. To jest rok do przodu. Mam lat 29, a beda mi pisac 30. to z czego sie cieszyc i to jeszcze fajerwerki. Mnie jest smutno.
Janusz Szostakowski2020.01.3 3:26
Dziękuję za Pańską refleksję ! To o czym Pan mówi, właśnie stało się dla mnie główną inspiracją do napisania tego felietonu ! Należy tylko dodać, że taki sposób patrzenia na ten coroczny zwyczaj świętowania, nasila się z oczywistego powodu wraz z wiekiem ! Ta zmienna zasługuje na to, by ją wziąć pod uwagę ! Serdecznie pozdrawiam !
Apateista2020.01.2 16:56
Pan Szostakowski nie zna historii kościoła!
Adam2020.01.2 16:34
"Na ile jest to jakaś wdrukowana nam na stałe naturalna (biologicznie i ewolucyjnie uwarunkowana) skłonność do optymistycznego patrzenia w przyszłość" To zupełnie inna kwestia, kiedyś dożycie kolejnego roku było sukcesem i nie koniecznie zawsze oczywistością. Były wojny, głód, zarazy, wypadki, dzikie zwierzęta. Naprawdę było co świętować.
Janusz Szostakowski2020.01.3 3:09
Dziękuję za sensowne zabranie głosu ! Podał Pan ciekawy przykład, który byłby właśnie dobrym uzasadnieniem tezy, że człowiek ma (być może wskutek ewolucji) wpisaną bardzo silną tendencję do optymistycznego patrzenia w przyszłość, jeśli pomimo tak poważnych zagrożeń, był zawsze skłonny na wesoło witać nowy rok, który stanowił dlań przecież wielką niewiadomą ? Chyba, że, tak jak Pan to ujął, w tym świętowaniu bardziej chodziło o wyrażenie radości ze szczęśliwego przetrwania roku minionego? Według mnie, ten aspekt sprawy też zasługuje na uwagę ! Pamiętam też, że w XVIII wieku odnotowano sytuacje, kiedy to w trakcie zarazy tańczono i pito do upadłego przez wiele dni, by w ten sposób zażegnać niebezpieczeństwo ! W tym wypadku powinno się zasięgnąć opinii historyków, czy dawniej zabawy noworoczne były wyrazem radości z przetrwania w trudnych warunkach bytowych ? Serdecznie pozdrawiam !
205\304\207 2020.01.2 16:23
Bo można się nachlać
Henryk 2020.01.2 16:21
NIE NO, DUŻO LEPIEJ JEST UŻALAĆ SIĘ NAD SOBĄ I PŁAKAĆ JAKIE TO ŻYCIE STRASZNE I JAK TO BEZ BOGA NIE MOŻEMY ISTNIEĆ, A TYM BARDZIEJ BEZ KOŚCIŁA KATOLICKIEGO.
andrzejhahn32020.01.2 16:09
jam mam calutki rok wesoly..........
anonim2020.01.2 15:58
Widać że Szostakowski to potomek tych co na T-34 przyjechali do naszego kraju!
Zyczliwy2020.01.2 16:43
A ty wylecisz na perszingu z naszego kraju
andrzejhahn32020.01.2 16:59
a ty nie chcialbys do japy
anonim2020.01.2 18:00
A TY ?