06.05.14, 09:16Jezus przepędza Szatana (fot. wikimedia commons)

Kiedy mówienie o zagrożeniach duchowych samo staje się takim?

Zagłębiając się  w problematykę zagrożeń duchowych prędzej czy później każdy natrafi na szereg konferencji, świadectw czy tekstów umieszczonych choćby na kanale youtube, poświęconych omawianej kwestii. Przysłuchując się im bądź też czytając je, zaskakuje fakt, iż argumentacja w nich stosowana w niektórych wypadkach występuje przeciw regułom duchowego rozeznawania, nie rzadko może zaś prowadzić do radykalnych teologicznych błędów bądź też te błędy zawiera. Zaskakuje także to, że wypowiedzi ludzi Kościoła w tej materii, mające teoretycznie podawać racjonalne argumenty, są tak naprawdę wołającymi o pomstę do nieba intelektualnymi nonsensami.

Małgorzata Nawrocka i „Harry Potter

Przykładem numer 1 jest niestety dla mnie sposób, w jaki pani Małgorzata Nawrocka, autorka powieści antymagicznej „Anhar" i jedna z kluczowych osób zaangażowanych w refleksję nad zagrożeniami duchowymi prezentuje swoje poglądy dotyczące „Harry Pottera” i magii w ogóle. Pozwolę sobie na początek, jako próbkę, zacytować obszerny fragment jej wypowiedzi, będący typowym przykładem tego, w jaki sposób Nawrocka podchodzi do analizy problemu. Na potrzeby tekstu dokonałem nieznacznych retuszy wypowiedzi Nawrockiej. Oto on:

 „(…)Kiedy oddałam „Anhara" do druku to się w moim życiu osobistym zaczęły dziać bardzo dziwne rzeczy, a natężenie tych przygód duchowych i cielesnych, ich jakość, różne sygnały i dręczenia, których stałam się powodem (…) to był mój pierwszy kontakt z magią w moim życiu. Atak drugiej strony uświadomił mi, że coś się stało dziwnego, że nagle zrobiłam coś, co wkurzyło drugą stronę. I co ja takiego zrobiłam? Po rozmowie z kapłanami, którzy się mną zaopiekowali doszliśmy do wniosku, że jest oczywiste, napisałam powieść antymagiczną. I to był wystarczający powód tego, żeby stać się obiektem niewybrednych ataków drugiej strony(…). Wtedy zrozumiałam, że magia to jest przedziwna dziedzina działalności szatana, którą sobie upodobał i bardzo nie lubi jak ktoś przychodzi do tej piaskownicy i zaczyna mu przestawiać foremki. A ja pisząc alternatywną powieść do "Harry Pottera" Rowling nie wiedziałam, co robię i jaką ja na swoją drogę ściągam niechęć drugiej strony. Przypadków było zbyt wiele i zbyt nasilone żebyśmy to mogli ominąć duchowo - kapłani, którzy to obserwowali i ja. Podobnie było z drugim tomem. W pewnym momencie przyszedł kryzys. Myślę sobie: na ogół wszystko, co drugie jest gorsze. (…) Co mam do powiedzenia na temat magii powiedziałam w pierwszym, nie ma sensu pisać drugiej, powielać treści, to pewnie będzie nudne. (…) Kiedy miałam spokój od tych dręczeń diabelskich, to myślałam sobie, że ten drugi tom jest do niczego, bo jest po prostu spokój. Widocznie napisałam go tak kiepsko, że nie ma reakcji. I w momencie kryzysu, gdy już miałam podjąć decyzję, że nie piszę (…) zdarzyło się parę rzeczy (…), które mnie bardzo mocno zmotywowały do pracy i do dokończenia drugiego tomu. I się zaczęło. Zaczęło się to samo i z jeszcze większym natężeniem niż przy pierwszym tomie. To, co chcę powiedzieć na wstępie to jest to, doświadczyłam na sobie, że każdy, kto zaczyna grzebać diabłu w planach, w tym temacie magii i okultyzmu, kto próbuje mówić prawdę, kto próbuje iść pod prąd, kto próbuje w jakimś sensie rozpoznać te rzeczy, dostaje po łapach”[1].

Jeżeli nikt w tej wypowiedzi nie dostrzega czegoś niepokojącego, to pozwolę sobie zwrócić uwagę na kilka co najmniej kontrowersyjnych wniosków. Zakładam, że konferencje o zagrożeniach duchowych mają na celu przedstawienie obiektywnej teologicznej i naukowej wiedzy na temat pewnej sfery oddziaływań duchowych. Chrześcijanie, którzy na takie konferencje przychodzą, chcą, jak mniemam, usłyszeć „czysty głos” Kościoła w tej materii, by ustrzec się przed ewentualnymi błędami i niebezpieczeństwami. Niewierzący z kolei (ale i wierzący również!), chcą, być może, usłyszeć (ja bym chciał), spójną, racjonalną i metodologicznie poprawną argumentację, którą w zgodności z rozumem i nauką Kościoła można przyjąć, bądź podważyć jej słuszność. Jeżeli Małgorzata Nawrocka jest częstym gościem na rzeczonych konferencjach, to zakładam także, że sposób w jaki przedstawia swoje poglądy nie budzi zastrzeżeń organizatorów tych konferencji ani władz kościelnych. Ale czy naprawdę nie ma powodu do zastrzeżeń?

Zacytowana powyżej wypowiedź, będąca początkiem wykładu Nawrockiej, zawiera charakterystyczny dla wielu podobnych wypowiedzi stopień subiektywności, który, moim zdaniem, zbyt pochopnie i bezkrytycznie przechodzi od absolutnie prywatnych religijnych doświadczeń do formułowania „obiektywnych” tez na temat, w tym wypadku, natury działania szatana. Taka subiektywność języka zdradza, jak się wydaje, związek osoby ze wspólnotami charyzmatycznymi, gdzie właśnie owa zbytnia subiektywność jest właśnie niejednokrotnie problematyczna.

Z wypowiedzi Pani Nawrockiej możemy dowiedzieć się że:

  1. „Harry Potter” z pewnością jest dziełem w którym szatan maczał palce. Wynika to z wypowiedzi, w której autorka mówi o tym, że oddając do druku „Anhara”, książkę, która z założenia miała być „anty-potterem” doświadczyła szatańskich ataków (których natury nam niestety nie zdradza, ale dla Nawrockiej z pewnością były one szatańskie, bo jacyś kapłani to potwierdzili). Szatan przecież nie lubi, jak mu się grzebie w jego ulubionej piaskownicy, którą jest magia i okultyzm, „Anhar” miał się przeciwstawić Potterowi, ergo - szatan ma coś do czynienia z Potterem. W dalszym miejscu wykładu Nawrocka niedwuznacznie przypisuje J.K. Rowling demoniczne natchnienie jej talentu.
  2. Szatan działa w sposób szablonowy. Czyli: jeżeli w jakikolwiek sposób przeciwstawisz się magii i okultyzmowi zawsze i niezawodnie doświadczysz niewybrednych ataków „drugiej strony”. Koniec, kropka.
  3. Magia i okultyzm są ulubionym zajęciem szatana i sposobem w jaki odciąga ludzi od Boga.

Jeżeli dalej nikt z Państwa nie dostrzega w tym niczego niepokojącego postaram się teraz pokazać jak, moim zdaniem, Małgorzata Nawrocka przestrzegając przed jednym zagrożeniem duchowym otwiera jednocześnie u swoich słuchaczy (nieświadomie, jak należy przypuszczać) furtkę do kolejnego zagrożenia.

[koniec_strony]

Bo czyż nie jest niebezpieczeństwem i bezbrzeżną naiwnością wartość swojej pracy dla Boga utożsamiać z natężeniem szatańskich ataków? Czy nie jest naiwnością sądzić, że szatan  trzyma się sztywno jakichkolwiek reguł i nie dostosowuje się do oczekiwań człowieka, by go zwieść? Pani Małgorzata wyznaje wprost, że jej druga książka wydawała się jej do niczego, bo szatańskich ataków nie było. Jak się pojawiły, to uznała, że dzieło jest dobre. I to ma być chrześcijańskie kryterium rozeznawania i krytyki literackiej! Oczekiwanie potwierdzenia, ze strony szatana! Kolejne: czy naprawdę magia i okultyzm to ulubione dziedziny działania szatana? Szatan ma swoje ulubione zajęcia? A ja myślałem do tej pory, że odciąganie ludzi od Boga obojętnie jakim sposobem to jest główne zajęcie szatana. Okazuje się, że nie pycha, nie żądza władzy, nie nieczystość czy jakikolwiek inny grzech jest szczególnym miejscem działania szatana, ale magia i okultyzm! I nikt na tych konferencjach nie wstał i nie powiedział, że to jest bzdura? Że takie poglądy zaciemniają subtelność szatańskiego oddziaływania na człowieka? Pomyślmy: ile osób rzeczywiście zajmuje się okultyzmem? Czy Nawrocka zna jakieś statystyki, że z taką pewnością siebie lansuje takie tezy? A ile osób przechodzi do porządku dziennego nad swoją pychą, chciwością, nieczystością, nieuczciwością i innymi ciężkimi przewinieniami? Czy naprawdę problematyka magii i okultyzmu  jest ważniejsza od wyżej wymienionych kwestii?

Proszę także powiedzieć, co jest w stanie zatrzymać człowieka przed mówieniem bzdur, jeżeli raz uwierzył, że szatan atakuje go, gdy głosi poglądy sprzeczne z interesem tegoż. Wystarczy, że szatan, znając ludzkie oczekiwania (z pewnością był na wykładzie Pani Nawrockiej) będzie poprzez pozorowane ataki wzmacniał te wypowiedzi, które są niedorzeczne, by sprawić, że ktoś będzie się kompromitował, ośmieszał siebie i chrześcijańską naukę, z pełną powagą lansował teologiczne nonsensy, będąc przy tym święcie przekonany, że głosi Słowo Boże! No bo przecież szatańskie ataki były, więc o co chodzi! A co z ludźmi, którzy ufając, że mają do czynienia z nauką Kościoła zaczynają również oczekiwać nadzwyczajnych potwierdzeń słuszności swoich działań i pod tym kątem modelują swoje zachowanie? Kiedy zaś posłuchamy do końca całej wypowiedzi Nawrockiej, to możemy być zaskoczeni (ja przynajmniej byłem) stopniem tego w jaki sposób całkowicie prywatne, subiektywne i, niestety, całkowicie niedorzeczne oceny urastają  w mniemaniu autorki do rangi wiążących wypowiedzi na temat szkodliwości Harry Pottera. Powiem wprost i dosadnie, słysząc taką argumentację nie jestem już skłonny wierzyć w ani jedną rewelację dotyczącą zagrożeń duchowych.

Ale ktoś może powiedzieć, że zacytowana wypowiedź to tylko jeden wyrwany z całości fragment. Niestety, całość wypowiedzi Nawrockiej, powtarzane przy różnych okazjach inne niedorzeczności nie pozostawiają złudzeń, że mamy do czynienia z intelektualną nierzetelnością (oględnie mówiąc), którą przekazuje się jako naukę Kościoła. Pozwolę sobie skomentować jeszcze kilka innych wypowiedzi, które szczególnie mnie poruszyły (wypowiedzi Pani Nawrockiej, które wymagałyby komentarza krytycznego jest tak wiele, że trzeba by pokusić się o napisanie rozprawy wielkości „Anhara” - może o tytule „Anty Anhar” w skrócie „Antar”).

„Ta książka jest tak genialna, jakby ją sam szatan napisał”

Taki komentarz o pierwszym tomie „Harry Pottera” Małgorzaty Nawrockiej możemy przeczytać w tygodniku „Niedziela” w 23 numerze z 2008 roku[2]. Podobny komentarz znajduje się w cytowanej powyżej wypowiedzi z 2012 roku. Taki komentarz insynuuje kilka rzeczy: J. K. Rowling, zdaniem Pani Nawrockiej, korzystała z „natchnienia” szatana przy pisaniu „Harry Pottera”,  szatan potrafi tworzyć rzeczy genialne i jak coś jest genialne, to można przypuszczać, że pochodzi od szatana. Co tam Pan Bóg! Natchnął jakieś Pismo Święte, które przecież za genialne uznać nie można! Jak Bóg coś tworzy to jest jakaś nuda, lipa, wzbudza senność, ale jak szatan za coś się weźmie, o, to jest genialne! Czy na podanym przykładzie widać absurdalność takich stwierdzeń? Bóg daje ludziom talenty, to jest nauka katolicka. Człowiek może te talenty wykorzystać w dobry albo zły sposób. Szatan nie potrafi tworzyć rzeczy ani dobrych ani genialnych. To Bóg takie rzeczy tworzy. Sugerowanie zaś, że ktoś działa pod wpływem natchnienia szatana, gdy nie ma się na to absolutnie żadnych dowodów, jest najzwyczajniej oszczerstwem. A ludzie takich rzeczy słuchają, przyjmują za prawdę i powtarzają w swoim życiu!

„Dlaczego uważam tę książkę (Harrego Pottera) za tak niebezpieczną?

Powyższe pytanie autorka zadaje sobie podczas konferencji w Toruniu w dniu 27.10.2010[3]. Jak brzmi odpowiedź na to pytanie? Według Małgorzaty Nawrockiej najważniejszym powodem  jest to, że ludzie, nawet chrześcijanie, nie wierzą w piekło i potępienie. Jeżeli ludzie nie wierzą w piekło i potępienie, to będą lekceważyć wszelkie drogi, które do niego prowadzą. Lekceważą też magię w związku z tym, uważając ją za zabawę, duchową przygodę itp. O co autorce chodzi? Wierzę, zgodnie z nauką Kościoła, w piekło i możliwość wiecznego potępienia, wiem, że magia jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu, czytałem „Harry Pottera” dwa razy i nie widzę tam niczego, co uzasadniałoby tezę autorki. Widzę literacki, magiczny sztafaż i potrafię, czego Małgorzacie Nawrockiej najwyraźniej brakuje, czytać tekst metaforycznie a nie dosłownie.

[koniec_strony]

Pozwolę jeszcze zacytować kilka znalezionych w Internecie wypisów z tekstu Pani Nawrockiej i podać do nich krótki komentarz:

„W klasycznej baśni, w literaturze do ery Joanne Rowling wyraz „magia” był synonimem słowa „cud”. „Magiczny” oznaczało jedynie „niezwykły”, „nadprzyrodzony” – a nie „obrazoburczy”, tak jak w książce Harry Potter. U mistrzów klasycznej baśni uprawianiem magii zajmowały się symboliczne, fantastyczne istoty: dobre jak anioły lub złe jak diabły – i tak też jednoznacznie interpretowane w lekturze nawet przez najmłodszych czytelników. Istoty, które nie były ludźmi.[4]” 

Nie bardzo wiem na podstawie jakich analiz uznała, że „magia” w Harrym Potterze znaczy „obrazoburczy”. Ja takiego znaczenia tam nie znajduję. Pani[dsz1]  Nawrocka gloryfikuje Tolkiena, ale go uważnie  nie czyta  - ludzie też tam się magią zajmowali (choćby upiory pierścienia to dawniejsi ludzcy królowie). Czary dobre tam występują - patrz Gandalf. Nawrocka nie dostrzega też, że Rowling bawi się określoną konwencją literacką, sięga po usankcjonowane w tradycji elementy charakterystyczne dla chociażby bajki magicznej. Pani Nawrocka pisze: „Zarówno Biblia – Księga natchniona przez Ducha Świętego i spisana przez prowadzonych Jego myślą autorów, jak i Biblia Szatana – natchniona przez zgoła innego ducha i napisana przez satanistę S. La Veya – w pełni zgadzają się co do tego, że: magia istnieje naprawdę, że jest grzechem śmiertelnym bałwochwalstwa i że nie można rozróżniać jej na „czarną” i „białą”. Zasadnicza różnica poglądów polega jednak na tym, że z podanych powyżej powodów nasza Biblia wszelką magię potępia, Biblia Szatana zaś wszelką magię chwali".   

W świetle powyższego należy uznać Tolkiena za lekturę magiczną, mogącą zachęcić kogoś do uprawiania czarnej magii jak Sauron, czy rzeczone upiory pierścienia, czy też białej magii jak elfy czy Gandalf. Ale Pani Nawrocka dalej pisze w swoim artykule:

„Zestawianie genialnych książek C.S. Lewisa czy J.K. Tolkiena z siedmioksięgiem J. Rowling tylko dlatego, że i u tych dwóch Mistrzów literatury występują motywy magiczne, to grube, dość irytujące nieporozumienie. Symbolika Opowieści z Narnii czy Władcy Pierścieni jest bowiem jednoznacznie chrześcijańska, a i ich autorzy przykładem własnego życia gorąco deklarowali duchową przynależność do Jezusa Chrystusa.” 

Bardzo proszę w perspektywie narzekań na Harry Pottera o jego „antychrześcijańskość” wyjaśnić końcową scenę z „Władcy Pierścieni” gdzie Frodo nie jest w stanie cisnąć pierścienia w ogień, lecz postanawia wziąć go na własność i stać się „Panem Pierścienia”! Jak bardzo po chrześcijańsku zachował się Frodo? Jaki to przykład dla młodych ludzi? No proszę! A elementy grozy nie występują u Tolkiena? Sceny z węszącymi upiorami pierścienia należą moim skromnym zdaniem do arcydzieł tego typu opisów, nie umniejszając w niczym innych (np. opis przejścia drużyny pierścienia przez kopalnie Morii).

Dalej czytamy: „Poza tym w ich książkach warstwa fabularna rozgrywa się ostatecznie na najwyższej „metafizycznej półce”, jak na największą literaturę przystało – to znaczy ukazuje zmagania Dobra ze Złem. Ponieważ w cyklu o Harrym Potterze nie mamy żadnego obiektywnego, a tym bardziej imiennego (jak Aslan w Opowieściach z Narnii) Dobra, jedynie prywatne dobro indywidualne poszczególnych bohaterów, Zło u Rowling (Lord Voldemort) nie ma z kim walczyć w sensie metafizycznym. Rowling przedstawia tu więc z konieczności walki pozorne Zła z dobrem (pisanym przez małe „d”), którym jest sam Harry, zawierający w sobie dziedzicznie cząstkę Zła Voldemorta i cząstkę ludzkiego dobra – własnego, a nie Dobra obiektywnego, którego ani razu nie wyznaje, bo go nie zna (gdzie jesteś, mądra Łucjo Pevensie?)”.

Można pokazać w książkach Rowling że główni bohaterowie przeciwstawiają się złu (Złu) świadomie czy nie, kierując się pewnymi wartościami, które są pozytywne. Mam przy tym nieodparte wrażenie, że Pani Nawrocka walkę Dobra ze Złem (czy Dobra ze złem - doprawdy nie wiem, jak w rozumieniu autorki powinno się to zapisywać) traktuje jako rodzaj walki kogoś tak czystego jak św. Michał Archanioł z kimś jednoznacznie paskudnym jak szatan. Autorka nie dostrzega w ogóle, że walkę ze złem podejmują ludzie naznaczeni słabością, grzechem i wadami. Dlatego uważam, że „Harry Potter” jest znacznie bardziej realnym opisem zmagania się bohatera z własną słabością niż autorka jest w stanie dostrzec. Pani Nawrocka nie zauważa też, wyraźnych moim zdaniem, paraleli, między postacią Froda z „Władcy Pierścieni” a Potterem. Myślę, że mamy tu do czynienia z zapożyczeniem Rowling od Tolkiena i to w kwestii, którą autorka krytykuje. Pierścień Władzy narzuca się myślom Froda podobnie jak Lord Voldemort Harremu Potterowi. Trudno tu mówić o przypadkowym podobieństwie. Być może kryje się więc w tym coś więcej niż przekazywanie gnostyckiej perspektywy rozumienia dobra i zła? Bardzo proszę także o pokazanie, gdzie we "Władcy Pierścieni" jest pokazane to Dobro obiektywne czy imienne. Znowu w tym wypadku mam wrażenie, że autorka nie dostrzega podobieństwa między Potterem a Władcą Pierścieni, gdzie tematyka Dobra jest podejmowana w subtelnych aluzjach (ograniczając się oczywiście do samej lektury "Władcy Pierścieni", inaczej będzie w przypadku "Silmarilionu").

Mam nadzieję, że ta garść uwag o wypowiedziach Pani Nawrockiej da innym impuls do krytycznego przyjrzenia się lansowanym przez Nią poglądom.

Błąd w rozeznawaniu

Odnieśmy się jeszcze do kwestii powoływania się na kapłanów, jako rozeznających jakieś duchowe zjawisko. Potwierdzenie, ze strony kapłana (bądź kapłanów) ma być argumentem za jego prawdziwością (W przypadku Pani Nawrockiej pojawia się problem: w cytowanym wykładzie mówi o rozeznaniu dokonanym przez wielu kapłanów, w innym mówi, że był tylko jeden[5]. To ilu ich w końcu było?). Czy rozpoznanie kapłanów jest nieomylne? Św. Jana od Krzyża w 18 rozdziale „Drogi na górę Karmel” zastanawia się nad szkodami, jakie mogą wypłynąć dla osób, jeżeli kierownik duchowy nazbyt ufa ich widzeniom, nawet jeżeli pochodzą one od Boga[6]. Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów z tego rozdziału. „Niektórzy z tych mistrzów w taki sposób kierują doświadczającymi tych rzeczy, że albo je przyprawiają o błędy, albo zbytnio obciążają, albo też nie prowadzą ich drogą pokory. Pozwalają im też zatrzymywać się nad tymi zjawiskami. Z tego powodu dusze te nie postępują w czystym i doskonałym duchu wiary. (…) Dają im natomiast odczuć, że jest to wielkie dobro i rzecz wielkiej wagi, a tym samym wpajają w nie to przekonanie, pozostawiając dusze pod wpływem tych zjawisk nadprzyrodzonych nie utwierdzone w wierze, nie ogołocone, nie opróżnione i nie oczyszczone z tych rzeczy, w rezultacie niezdolne, by wzlecieć do wyżyn ciemnej wiary.(…) Przyczyna tej łatwości wpływu leży w wielkim zaabsorbowaniu duszy tymi rzeczami, które jako zmysłowe w naturalny sposób ją pociągają. Gdy więc dusza jest już zwabiona i przychylnie usposobiona do wrażeń szczegółowych i zmysłowych, wystarczy, że zauważy u swego spowiednika czy innej osoby pewne uznanie i cenienie tych zjawisk, a już nie tylko przejmuje się nimi, lecz nadto budzi się w niej ich pożądanie. Poczyna się nimi nasycać, pragnąć ich i starać się o nie. Stąd biorą się początek liczne niedoskonałości. Dusza traci pokorę, sądząc bowiem, że te zjawiska to coś wielkiego, że posiada wielkie dobro, że Bóg zwraca na nią szczególną uwagę, jest zadowolona i zadufana w sobie. A ponieważ to wszystko sprzeciwia się pokorze, więc i diabeł zaczyna to potęgować i skrycie poddawać jej myśli dotyczące innych: czy inni doznają takich rzeczy i czy są podobni do niej? To zaś sprzeciwia się świętej prostocie i duchowej samotności[7]. Rozdział zaś ten kończy się uwagą, która będzie istotna w dalszej części rozważań: „Objawienia bowiem czy mowy Boże nie zawsze spełniają się tak, jak ludzie pojmują, i nie zawsze według ich dosłownego brzmienia. Dlatego też dusze nie powinny upewniać się co do nich ani im zawierzać bezwzględnie, choćby nawet wiedziały, że te objawienia, odpowiedzi czy mowy są od Boga”[8].

[koniec_strony]

Zacytowane powyżej fragmenty, stanowią zaledwie niewielki skrawek bogatej i subtelnej refleksji św. Jana od Krzyża. Powinny one przede wszystkim skłonić zaangażowanych w sprawę zagrożeń duchowych do pogłębionej lektury jego dzieł. Myślę, że po tej lekturze nie usłyszelibyśmy wielu dziwacznych i niedorzecznych poglądów, lansowanych podczas rzekomo naukowych konferencji o duchowych zagrożeniach, rekolekcjach czy na poświęconym im stronom internetowym. Niestety, Pani Nawrocka jest tego niechlubnym przykładem. Jeżeli natomiast dobrze rozumiem radę św. Jana od Krzyża to brzmi ona w skrócie tak: „Jeżeli chcesz uniknąć błędów nie przywiązuj wagi do żadnych objawień i wrażeń duchowych”. Jeżeli dotyczy to widzeń pochodzących od Boga, to tym bardziej tych, które pochodzą od szatana.

Dialogi z szatanem

Czy zastanawialiście się Państwo kiedyś skąd ci wszyscy egzorcyści, specjaliści od duchowych zagrożeń biorą wiedzę na ich temat? Skąd te wszystkie newsy o „Hello Kitty”, „Harrym Potterze” i wielu innych? Jak to jest, że jest cisza, a nagle wszyscy egzorcyści w Polsce zaczynają mówić na przykład o szkodliwości różowego kotka z bajki dla dzieci?

Trzeba jednak najpierw poczynić jedną uwagę teologiczną. Jezus dokonywał egzorcyzmów - co do tego nie mam wątpliwości. Przyjrzyjmy się jednemu z nich opisanemu w ewangelii wg św. Łukasza: „W synagodze był człowiek opętany przez ducha nieczystego. Krzyczał on donośnym głosem: <<Och, co mamy z Tobą wspólnego Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić! Wiem, kim jesteś: Świętym Boga>>. A Jezus stanowczo mu nakazał: <<Milcz i wyjdź z niego>>. Wtedy demon rzucił człowieka na środek i wyszedł z niego, nie wyrządzając mu żadnej szkody (Łk 4, 33-35).”[9] Niezwykle ciekawą uwagę w omawianym kontekście poczynił autor komentarza egzegetycznego do cytowanego fragmentu: „Chociaż duch nieczysty powiedział prawdę o Jezusie, On nakazuje mu milczeć. Prawdy bowiem nie powinien ogłaszać ten, kto nie żyje w prawdzie i próbuje ją głosić po to, by zrozumiano ją niewłaściwie. To nie złe duchy objawią, kim jest Jezus Chrystus, ale Jego Męka i Zmartwychwstanie”[10]. Jakże trafny komentarz! Prowokuje on do postawienia kilku pytań i wniosków:

1. Pierwsze: sądząc po wypowiedziach niektórych osób broniących realności zagrożeń duchowych szatan rzekomo podczas niektórych egzorcyzmów ujawnił, co było źródłem opętania  człowieka (np. lektura „Harry Pottera”). Moje pytanie brzmi, czy tak jest w istocie? Czy szatana przepytuje się w tej materii podczas egzorcyzmów? Jeżeli tak, to dlaczego tak się robi? Będę wdzięczny, jeżeli ktoś udzieli mi w tej materii wiążącej odpowiedzi. Jednak niektórzy właśnie na  relacje z egzorcyzmów się powołują. Według mnie natomiast w żadnym wypadku nie powinniśmy takim relacjom wierzyć. Przemawia za tym kilka argumentów. Pierwszy został już podany: Jezus nie dialogował z szatanem, nie pozwalał mu mówić, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka mówił prawdę. Szatan nie jest zainteresowany w mówieniu ludziom prawdy, ale jeżeli nawet zostaje mocą wiary Kościoła w Jezusa do tego zmuszony, to możemy mieć pewność, że ujawnia ją w taki sposób, żeby jakiś swój cel osiągnąć.  W tekście przedrukowanym na Frondzie za czasopismem „Egzorcysta” włoski egzorcysta ks. Prof Gabriel Nanni na pytanie o to, czy treści egzorcyzmów powinny być ukrywane stwierdza: "Treść egzorcyzmu to jest to, co jest napisane w Ewangelii. Opisano tam siedem egzorcyzmów. Jezus używa formuł: Idź precz!, Jakie jest twoje imię? Albo W Twoje imię demony się i nam poddają. Treść egzorcyzmów jest taka sama i dziś. Gdy zaś chodzi o to, co mówi demon, to zdecydowanie jego nie można słuchać, nie można się zatrzymywać na rozmowach z nim. Są dozwolone pytania rozkazujące, by uzyskać szybciej uwolnienie[11]. Nic dodać, nic ująć.

[koniec_strony]

Znowu w tym miejscu można też odwołać się do myśli św. Jana od Krzyża. W rozdziale 19 drugiej księgi „Drogi na górę Karmel” pokazuje on w jaki sposób ludzie mogą mylić się co do prawdziwych mów i widzeń pochodzących od Boga[12]. Wskazuje na przykład, że błędy w interpretacji Bożych objawień biorą się z nieudolności naszego myślenia: słowa Boże nie spełniają się według naszego sposobu myślenia, lecz Bożego, który posługuje się odmiennymi sposobami myślenia i pojęciami niż te, które zazwyczaj używamy[13]. Jan od Krzyża zauważa także, że: „Wielu patriarchom nie spełniły się liczne proroctwa i słowa Boże tak, jak się spodziewali. Rozumieli je bowiem w sposób ludzki i zbyt dosłowny[14]. Podaje na to stosowne przykłady. Dalej pisze znowu: „W ten więc i w wiele innych sposobów zdarza się duszom mylić co do objawień i słów Bożych na skutek dosłownego i powierzchownego ich pojmowania. Dzieje się tak dlatego, jak to już zresztą można było zrozumieć, że głównym celem, jaki Bóg zakłada w tych rzeczach, jest wyrażenie i udzielenie zawartego w nich ducha, który jest oczywiście trudny do zrozumienia. Duch ten jest o wiele obfitszy i wznioślejszy niż litera, przewyższając znacznie jej zasięg. Kto zatem trzyma się litery słowa, formy lub zrozumiałego wyobrażenia wizji, nie może nie zbłądzić i nie narazić się na zawstydzenie i upokorzenie. W ich rozumieniu kieruje się bowiem zmysłami a nie duchem ogołoconym ze zmysłowości. (…) Dlatego trzeba odstąpić od dosłownego rozumienia widzeń zmysłowych a zostać pośród ciemności wiary. Wiara bowiem jest duchem, czego zmysły nie mogą ogarnąć[15]”. Kierownikom duchowym Św. Jan od Krzyża radzi: „Kierownik duchowy powinien się tedy starać, ażeby duch jego ucznia nie zacieśniał się do cenienia sobie tych widzeń nadprzyrodzonych. Nie są one bowiem czymś więcej, niż pyłem ducha; gdyby więc ich tylko szukał, zostanie bez żadnego ducha. Powinien więc odrywać od wszelkich widzeń i słów oraz wyprowadzać w wolność i ciemność wiary. Z wiary bowiem czerpie się wolność i obfitość ducha, a co za tym idzie, mądrość i należyte zrozumienie słów Bożych”[16]. Jeżeli więc Jan od Krzyża przestrzega przed błędami, które mogą być wynikiem niewłaściwej interpretacji Bożych słów i wizji, to czyż nie bardziej dotyczy to szatana i jego słów? Czyż nie jest on mistrzem manipulacji i znajomości słabości ludzkich? Czyż nie potrafi on manipulować prawdą? Czy nie potrafi  sugerować ludziom, nawet mówiąc prawdę, czegoś co od prawdy może ich oddalić?

2. Jak czyta się wywiady z egzorcystami to w teorii wszystko wydaje się być w porządku. Ale skąd biorą się pomysły, które słyszałem od egzorcysty na własne uszy typu: "syn mojej koleżanki miał chroniczny kaszel z którymi lekarze nie mogli sobie poradzić. Zapytałem ją w jakie gry gra, okazało się, że gra na konsoli w grę komputerową "Księga Czarów" (jeżeli ktoś nie wie co to za gra, to wyjaśniam, że w jej powstaniu brała udział autorka "Harry Pottera", gra wykorzystuje kontroler ruchu konsoli Playstation 3 i polega w skrócie na wykonywaniu różnych zadań za pomocą „czarów" - przyp M. P. ). Poradziłem jej by tę grę wyrzuciła”. W innym miejscu wspominałem także o tym, że egzorcysta ten zasugerował, że jedną z przyczyn opętania może być niechlujnie wykonany przez kapłana sakrament chrztu… Tego typu stwierdzenia egzorcystów budzą zdumienie. Na podstawie jakich zdarzeń, doświadczeń czy lektur pojawiają się w wypowiedziach egzorcystów tego typu komentarze i przekonania? Niestety jestem skłonny przypuszczać, że mamy tu do czynienia z teologiczną „wolną amerykanką”, gdzie w imię troski o dobro dusz (ochrona przed duchowymi zagrożeniami) podaje się niesprawdzone, nierzetelne informacje i wyciąga się z nich nieuzasadnione konsekwencje. Do tej pory nie mogę znaleźć ani jednego rzetelnego źródła, które potwierdzałoby historię o demonicznym pochodzeniu „Hello Kitty” (ojcu, który rzekomo za pomocą mocy demonicznej uzdrowił córkę), a historia ta jest opowiadana przez egzorcystów w Kościołach! Co więcej, komentarze internautów choćby na Frondzie, wskazują, że mamy w tym wypadku do czynienia z fikcją literacką. Kto więc i w jaki sposób przekonał egzorcystów do tej, moim zdaniem, oczywistej bzdury, która ciągle jeszcze jest przez wielu powtarzana?

Podsumowanie

Arthur R. Peacocke w swojej książce „Teologia a nauki przyrodnicze” uczynił bardzo trafną uwagę: „Niestety intelektualna rzetelność i uczciwość, która charakteryzować musi dociekania teologiczne, jeśli w ogóle mają być prowadzone, nie zawsze pojawia się w bardziej popularnych wykładach religii chrześcijańskiej - książkowych czy też głoszonych z ambony - w których krytyczne analizy (dokonane w ostatnich stu latach) historycznej i literackiej genezy chrześcijaństwa są notorycznie pomijane. (…) Powszechne nauczanie Kościoła odniesie sukces lub klęskę w zależności od tego, w jakim stopniu spełni kryteria nakładane na każde inne ludzkie przedsięwzięcie utrzymujące, iż poszukuje prawdy i znajduje ją w jakiejś dziedzinie. Szacunek bowiem, jakim cieszy się współczesna nauka, nakazuje wysoko cenić intelektualną rzetelność w przedstawianiu teologii ludziom nowoczesnym - teologia zaś niechybnie przejawia się, ilekroć ktoś wygłasza kazanie, odmawia publicznie modlitwę czy też śpiewa hymn religijny”[17].Powyższy cytat jest stanowi jak sądzę znakomitą ilustrację dla rozważań podjętych w niniejszym artykule. Niestety intelektualnej rzetelności i uczciwości wielu katolikom brakuje…

Odczuwam jednak podwójny dyskomfort: z jednej strony krytyka braci i sióstr w wierze nie należy do rzeczy przyjemnych i łatwo w niej o przekroczenie granicy, którą jest miłość bliźniego. Z drugiej strony odkrycie, że przez ostatnie kilka lat ktoś wkłada ludziom do głowy rzeczy całkowicie nieuzasadnione również jest jego przyczyną. Mam nadzieję, że powyższe rozważania, z konieczności ograniczone, skłonią przynajmniej niektórych do pogłębienia argumentacji bądź odrzucenia po prostu tego, co jest fałszywe. Głębokiej wiary nie zbudujemy na fałszu, bez względu na to jak zgodny z Ewangelią on się wydaje. Sądząc po tym, co się mówi o zagrożeniach duchowych uważam, że kwestia ta wymaga przemyślenia na nowo (nie uważam, że ostatnie słowo należy do o. Posackiego), tak samo jak krytycznego namysłu wymaga to, co głosi się na konferencjach o tychże zagrożeniach.

Marian Pułtuski

Przypisy:


[4] http://newage.pingwin.waw.pl/index.php?tekst=artykuly/Chichot_na_cmentarzu.html

[6] Św. Jan od Krzyża, Dzieła, Kraków 1998, str. 248-251.

[7] tamże, s. 249.

[8] tamże, s. 251.

[9] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Edycja Świętego Pawła, St. Michel Print 2009.

[10] tamże, s. 2267.

[12] Św. Jan od Krzyża, dz. cyt., s. 251-258.

[13] tamże, s. 252.

[14] tamże, s. 252.

[15] tamże, s.253-254.

[16] tamże, s. 256.

[17] A. R. Peacocke, Teologia i nauki przyrodnicze, Kraków 1991, s. 44-45.


 [dsz1]Nawrocka nie dostrzega też, że Rowling bawi się okresloną konwencją literacką, siega po usankcjonownae w tradycjielementy chrakterystyczne dla chociażby bajki magicznej

Komentarze

anonim2014.05.6 10:12
Autorowi dedykuję 1 Tes 5, 21-22 - bo pisząc tekst ignoruje te słowa św. Pawła całkowicie. Natomiast bełkotliwie sofizmaty wypisane przez Pana Pułtuskiego są dużo bardziej niebezpieczne dla przeciętnego odbiorcy, bo nic nie wnoszą, a mogą wzbudzać niezdrową i niepotrzebną nikomu ciekawość, która prowadzi do złych praktyk. A co do Harego Pottera to zachęcam autora do poznania wypowiedzi egzorcystów na ten temat - czy ich kompetencje też Pan Pułtuski zakwestionuje? I na koniec - artykuł Pana Mariana Pułtuskiego bardzo mocno siarką zalatuje....
anonim2014.05.6 10:29
@Nabi nie przesadzaj - są braki, ale temat podjęty słuszny. Z Hello Kitty sam próbuje od dłuższego czasu dojść do źródła tej plotki (bo na razie nie uważam tego za informację).
anonim2014.05.6 10:42
@Tek de Cart Forum Something Awful. Dział Creepypasta. Zawędrowało tam z 4Chan ale tam jest co jakiś czas czyszczenie. Tam jest chyba najstarsza kopia. A co to Creepypasta? Takie nowe straszne historyjki w stylu "Czarnej Wołgi". I weź tu traktuj serio "egzorcystów" którzy nie sprawdzają źródeł... czy takie powtarzanie bzdur nie jest przypadkiem złamaniem 8 Przykazania?. Rozumiem konstruktywną krytykę i pokazywanie prawdziwych zagrożeń ale to już przesada. Podawać zmyśloną internetową historyjkę jako prawdę... Wstyd!
anonim2014.05.6 10:48
Moim zdaniem artykuł jak najbardziej potrzebny. Wiele razy słyszę jak wierzący bracia zamiast szukać Jezusa Chrystusa szukają jakichś duchowych fajerwerków. I potem wchodzą w to jakieś emocjonalne stany. Lepiej mieć racjonalne i suche podejście do tematu niż szukać duchowych odlotów. Piszę to - bo sam miałem duchowe wydarzenia jakby to prosto nazwać - ale na końcu widziałem że nic nie zastąpi relacji z Bogiem takiej szczerej i pokornej gdzie na końcu przychodzi pokój, a nie jakieś paranoiczne szukanie demona wszędzie wokół siebie. Nie negują oczywiście jego istnienia ale Pan Bóg jest tym który prowadzi i on daje światło na życie. Tego życzę wszystkim - szukajcie relacji z Jezusem Chrystusem, on daje pokój i radość. Chrystus zmartwychwstał.
anonim2014.05.6 10:50
Kto ma młotek, ten wszędzie widzi gwoździe. Może zamiast szukać szatana w Harrym Potterze, zwalczający zagrożenia wzięliby się za homeopatię i "bioenergoterapeutów"? Na zagrożeniach duchowych się nie znam, ale te zjawiska z pewnością są dość konkretnymi zagrożeniami cielesnymi.
anonim2014.05.6 10:57
Wreszcie ktoś to napisał, co ludzie dawno chcieli powiedzieć...
anonim2014.05.6 10:58
Problemem jest głównie BEZKRYTYCZNE przyjmowanie wszystkich plotek/insynuacji/historii o działaniu Szatana. Zamiast poświęcić trochę czasu na prześledzenie drogi informacji i jej wiarygodności. Mi ksiądz na religii mówił iż plotka to narzędzie Szatana. I miał rację... Komu służą ci którzy je powielają?
anonim2014.05.6 12:37
Nie ma powodu, aby ukrywać, że prym w demaskowaniu zagrożeń duchownych wiedzie Fronda i na jej forach odbywa się wiele na ten temat przepychanek. Możemy być dumni! Najbardziej jednak poważnym z zagrożeń stało się to, że wszelka merytoryczna dyskusja nt. herezji potteryzmu, hell-o-kittyzmu, wyginania kończyn w stylu jogi czy zabawy z zestawem kinect; że dyskusja ta musiała zejść do podziemi. Groteskowość argumentów przemawiających za demonicznym charakterem powyższych, niedorzeczność wyciąganych wniosków - tak chętnie podchwycona przez tych, którzy Frondę traktują jak portal rozrywkowy, sprawiły iż po pierwsze Potter i Kitty trafiły do wspólnego wora z inspirującymi zagadnieniami ilości diabłów na łepku od szpilki; po drugie zaś - jakikolwiek dyskurs o zagrożeniach duchownych stracił powagę i rację bytu. Zaszył się w salkach katechetycznych i stał niedostępny dla szerokich mas ludu pracującego. Niegodziwcom zresztą należą się ogromne podziękowania, bo znęcając się nad bzdurkami, podnoszą rzeczowość argumentów i jakość publikacji. A przecież nie każdy lubi słuchać ks. Natanka, aby się dowiedzieć, gdzie Dyabeł zarzucił swe sieci, aby zawładnąć naszymi duszami. Nie każdy da wiarę fantazji jakiegoś innego księdza, któremu się uroiło, że kaszel ma związek z grą na PS. To Fronda była i jest miejscem, dzięki któremu umęczony naród podźwignie się moralnie i umocni duchowo, a przede wszystkim otrzyma wiarygodne informacje. Dlatego ŻĄDAMY fachowej, rzetelnej i empirycznej dyskusji nt. zagrożeń duchownych, popartej faktografią, statystyczną znamiennością i klarownym łączeniem przyczyny ze skutkiem. Każda inna dyskusja to li tylko poezja albo zwykła bujda...
anonim2014.05.6 12:57
Wpisy fanatycznych wyznawców lewactwa jak np. Fauxliver,CARTBLANC, grzechol, Shepard, LazarzPrawdziwy dowodzą tylko bezsensu dyskusji na powyższy temat, jak i potwierdzają moją tezę napisana wcześniej. Dla rozumnych i racjonalnych ponownie polecam 1 Tes 5, 21-22, a wymienione wyżej lewactwo i ich towarzysze przekonają się po śmierci i tyle. Co najwyżej ubawią, a może nawet do czkawki ze śmiechu doprowadzą złego krzycząc przecież ciebie nie ma! przecież to średniowiecze i wymyślili cię Katolicy itp. Katolicy po prostu unikają wszystkiego co miałoby choćby pozór zła (a więc nie musi nawet być złem, a tylko ma jego pozór), a nie roztrząsają, kto co powiedział, czy to złe czy nie, czy prawdziwe czy nie itd.
anonim2014.05.6 13:02
@Tek de Cart i na co ci to doceikanie? Jałowe działanie i bicie piany... Sprawa jest prosta - jesteś Katolikiem - słuchaj w tym temacie św Pawła, nie jesteś Katolikiem - to twój problem i nikogo nie obchodzą Twoje dociekania. Jeśli zapytasz Katolika o opinię - odpowie Ci : 1 Tes 5, 21-22 (szczególnie 22) i po temacie.
anonim2014.05.6 13:27
AirWolfio od czasu jak nie wytrzymał ciśnienia i pokazał kim naprawdę jest jak spadła mu maska uznał, że już nie warto udawać i idzie na typowo lewicową całość - ha,ha,ha
anonim2014.05.6 13:35
Brawa dla autora za ten tekst!
anonim2014.05.6 14:45
Drogi Nabi. Nie jestem "lewakiem". Jestem Katolikiem. I nie twierdzę że zagrożenia duchowe nie istnieją... ale powtarzanie plotek/miejskich legend jako "prawdy" sieję tylko zamęt. Odciągając uwagę od PRAWDZIWYCH zagrożeń. Rozumiem merytoryczne argumenty ale mitomania niektórych tylko utrudnia zadanie. Informacje trzeba sprawdzić. Fałszywe świadectwo to prawdziwe narzędzie złego. Rozumiem pana Tomasza (sprawa z reniferem Niko czy jak tam...), tam były rzeczowe argumenty. Bez dowodów można zniszczyć każdego i wszystko. Czy musimy zniżać się do poziomu oszczerców z GW i innych którzy przedrukowują każdą bzdurę która pasuje im do światopoglądu? Czy może stać nas na to żeby być lepszym? Piję tu tylko do powtarzania bzdur o powstaniu "Hello Kitty"... Jedno jest pewne: ten kto napisał tę historyjkę ma teraz ubaw po pachy, przeniknęła też ona do porąbanych protestantów z USA.
anonim2014.05.6 14:46
Świetny tekst!
anonim2014.05.6 16:16
Cofnijmy się do średniowiecza. Rycerze walczyli mieczami w krztałcie krzyża, trzymając je dłuższą częścią do góry. A wy straszycie hello kitty. :)
anonim2014.05.6 16:29
Co do Pottera - słuchajmy specjalistów : o. Joseph-Marie Verlinde o Harrym Potterze: Od 1:31:12 do 1:36:38 http://www.youtube.com/watch?v=jTyjYMGMELs
anonim2014.05.6 16:45
@ Moria A cóż proponowany fragment wnosi nowego i przekonywającego do niniejszej dyskusji? I na jakiej podstawie o. Verlinde jest specjalistą od Harry'ego Pottera?
anonim2014.05.6 18:08
"Zacytowana powyżej wypowiedź, będąca początkiem wykładu Nawrockiej, zawiera charakterystyczny dla wielu podobnych wypowiedzi stopień subiektywności, który, moim zdaniem, zbyt pochopnie i bezkrytycznie przechodzi od absolutnie prywatnych religijnych doświadczeń do formułowania „obiektywnych” tez na temat, w tym wypadku, natury działania szatana." Całkowicie zgadzam się z autorem w tej kwestii. Chrześcijanie, tacy na nowo narodzeni, lubią wspominać właśnie w podobny sposób, jak to przedstawił autor, o walce duchowej. Walka z grzechem, pokusami, i złem oczywiście istnieje i jest to niezaprzeczalny fakt. Trudności, kiedy robimy coś dobrego również się pojawiają i to w nasilonym stopniu. Nie jestem pewna czy mam ochotę bronić "Harrego", ale myślę, że racjonalne podejście do tej powieści jest bardzo wskazane. Przez większą część pewnych letnich rekolekcji słuchałam o pozytywach występujących we wspomnianej powieści od bp Siemieniewskiego. Wskazywał On na piękne przyjaźnie, przygody, poświęcenie dla innych. Myślę, ze to, co mówi o. Joseph-Marie Verlinde jest też ważne. Wspomina On, w filmiku podanym przez Morię, o młodzieży, która chciałaby wstąpić do takiej szkoły. Pomyślałam sobie, że tu może nie chodzić wcale o magię i o okultyzm, tylko o to jak młodzi uczą się w tej szkole, o to jakie przeżywają przygody i przyjaźnie. Dzieciaki- uczniowie narzekają, że szkoła jest nudna. I ja to z całą odpowiedzialnością potwierdzam. Myślę, że kiedy rodzicie rozmawiają ze swoimi dziećmi na tematy zagrożeń mając przede wszystkim z nimi dobre relacje, dzieciom taka powieść nie wyrządzi żadnej krzywdy. Czy laptopy i gry zabieramy, telefony zabieramy? A przecież tu dopiero mamy siedlisko zagrożeń o dużo większej sile rażenia.
anonim2014.05.6 20:01
Panie Marianie, nie znalazłem w pańskim artykule nic, co potwierdziłoby tezę którą pan lansuje na początku tego długiego tekstu, cyt: "...argumentacja w nich stosowana w niektórych wypadkach występuje przeciw regułom duchowego rozeznawania, nie rzadko może zaś prowadzić do radykalnych teologicznych błędów bądź też te błędy zawiera. "..... Natomiast artykuł napisał pan z pozycji wszystkowiedzącego teoretyka. Artykuł jest słaby, bo nie wnosi nic nowego kompletnie do tematu ... Widać, że nie ma pan pojęcia o działaniu złych bytów duchowych i ich strategii - gdyby chociaż raz asystował pan w egzorcyzmach, zamiast teoretyzować, wtedy być może zrozumiałby pan powagę tematu zagrożeń duchowych i realność problemu - a tak spłyca pan temat siląc się na eksperta... współczuję i zachęcam do większej pokory...
anonim2014.05.6 21:24
Szanowny Panie Marianie Pułtuski, gdybym chciał podjąć z Panem rzeczywistą polemikę i wykazać wszystkie Pana sofizmaty, błędy logiczne, niewiedzę teologiczną, myślenie wyobrażeniowe i całą gamę niby-wniosków z gruntu fałszywych, ale pokazujących Pana wybitnie złą wolę musiałbym napisać rozprawę kilkakrotnie dłuższą niż pański artykuł. Forum jednak do takich polemiki nie jest przeznaczone, poza tym nie jest moim celem przekonywanie Pana do czegokolwiek, czy udowadnianie Panu czegokolwiek, a tym bardzie udzielanie korepetycji. Moim celem jest zwrócenie uwagi i ostrzeżenie ludzi myślących, a nieco mniej wyrobionych pod względem wiedzy i rozeznania na to, jak niebezpieczny dla nich może być pański sofistyczny bełkot. Znamienne jest też, kwestionowanie przez Pana - osobę świecką, nieuprawnioną i bez doświadczenia w materii zagrożeń duchowych - doświadczeń i wiedzy egzorcystów. Tego w sumie nie trzeba komentować - w zasadzie mówi wszystko o Panu o pańskich intencjach. Niemniej swoje problemy z duchowością, wiarą itp radziłbym rozwiązywać z mądrym księdzem przy pomocy dobrej literatury, modlitwy i rekolekcji, a nie podejmować próby wprowadzania zamętu swoimi wyobrażeniami nie mającymi nic wspólnego z rzeczywistością. Chce Pan dowodów na działanie osoby złego ducha, jego inteligencji, jego działania w świecie i historii, a odrzuca Pan i kwestionuje, a w najlepszym razie polemizuje, chcąc udowadniać swoje wyobrażenia, zamiast przyjąć to co otrzymuje od kościoła, w tym z doświadczenia od egzorcystów? To proszę nie zwodzić maluczkich sofizmatami, tylko zaczekać do własnej śmierci - dostanie Pan pełne, namacalne i niepodważalne dowody, których Pan oczekuje... Również znamienne jest kwestionowanie przez Pana słów św. Pawła, a przez to magisterium Kościoła, bo 1 Tes jest oficjalnym przyjętym przez Kościół pismem natchnionym jaki pozostałe księgi Katolickiego Pisma Św. Nowego Testamentu. A wyraził Pan to w zdaniu: "Posługuje się Pan cytatem 1 Tes 5, 21-22 ("Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła)" jakby jego sens i wykładnia był tak oczywisty, potwierdzający Pańskie poglądy na temat zagrożeń duchowych, tak, że musimy już tylko ze czcią przed nim klęknąć." Wykładnia i sens słów św Pawła jest właśnie oczywisty, dziwię się że Pan tego albo nie rozumie, albo po prostu odrzuca. Pana szyderstwa ze słów św. Pawła wyrażonego w słowach (ktoś już kiedyś coś podobnego mówił...) : "...na temat zagrożeń duchowych, tak, że musimy już tylko ze czcią przed nim klęknąć." komentował nie będę, bo też świadczą tylko o Panu. I na koniec coś odnośnie rozumienia - rzeczywiście mogłem wielu rzeczy w Pan tekście nie zrozumieć, ale to wynika tylko z niekomunikatywności Pana wypowiedzi, którą nazwałem bełkotem. Jak ktoś przeczyta choćby cytowane przez mnie powyżej Pana zdanie - to zaczynające się od słów "Posługuje się Pan cytatem..." - łatwo zauważy, że dość trudno jest je zrozumieć, choćby z powodu konstrukcji gramatycznej. Ponadto nigdzie Pana nie obraziłem, bo nigdzie nie odnosiłem się do Pana osoby, a jedynie do tego co Pan napisał i przedstawia, a trudno mi sobie wyobrazić, żeby kogoś obrazić odnosząc się nie do niego, tylko do jego tekstu czy poglądów. Warto odrożniać osobę - podmiot od jej produktu - przedmiotu.
anonim2014.05.6 21:31
Drogi Shepardzie jeśli dotknąłem Cię kwalifikując do lewactwa, a nie jesteś - to szczerze przepraszam. Oceniam nie osoby, ale wpisy i Twój wpis jako żywo prezentował typowe spojrzenie dla lewactwa, dlatego tak zakwalifikowałem. A co do Twoje argumentacji wyrażonej słowami "Informacje trzeba sprawdzić" owszem, ale ważniejsze jest unikanie - jak mówi św. Paweł nawet tego co ma pozór zła. Pozór zła nie musi być złem, ale jeśli jest wątpliwość należy unikać i to jest imperatyw. Dalej - po co sprawdzać- jak twierdzisz? Czy sprawdzasz np. czy po wyciągnięciu zawleczki granat który trzymasz rzeczywiście wybuchnie Ci w rękach? rzecz jest analogiczna - można sprawdzić i ....dowiedzieć się jak z tym granatem, tylko co komu po takiej wiedzy?
anonim2014.05.7 13:50
Panie autorze, troszeczkę więcej szacunku dla księży egzorcystów
anonim2014.05.7 16:41
Ogólnie całkiem dobry artykuł, który porusza ważną kwestię "metodologii" wewnątrz samego Kościoła. Mój komentarz poszczególnych ciekawych fragmentów: "Zakładam, że konferencje o zagrożeniach duchowych mają na celu przedstawienie obiektywnej teologicznej i naukowej wiedzy na temat pewnej sfery oddziaływań duchowych." Być może istnieje jakaś "obiektywna wiedza teologiczna", podle której większość wierzących powinna dojść do wspólnych wniosków, ale proszę nie pisać o "naukowej" wiedzy na temat "pewnej sfery oddziaływań duchowych". Egzorcyzmy i teologia to nie są dziedziny naukowe. Z jednej strony, podziwiam pana sceptycyzm i przytomność: "Czy nie jest naiwnością sądzić, że szatan trzyma się sztywno jakichkolwiek reguł i nie dostosowuje się do oczekiwań człowieka, by go zwieść?" Z drugiej strony jednak niewierzący ma obowiązek wytknięcia pewnych problemów: "Proszę także powiedzieć, co jest w stanie zatrzymać człowieka przed mówieniem bzdur, jeżeli raz uwierzył, że szatan atakuje go, gdy głosi poglądy sprzeczne z interesem tegoż. Wystarczy, że szatan, znając ludzkie oczekiwania (z pewnością był na wykładzie Pani Nawrockiej) będzie poprzez pozorowane ataki wzmacniał te wypowiedzi, które są niedorzeczne, by sprawić, że ktoś będzie się kompromitował, ośmieszał siebie i chrześcijańską naukę, z pełną powagą lansował teologiczne nonsensy, będąc przy tym święcie przekonany, że głosi Słowo Boże! No bo przecież szatańskie ataki były, więc o co chodzi!" Pani Nawrocka może odwrócić to myślenie i być przekonana że to pana szatan podpuszcza do ataków na nią. Szatan to w ogóle jest wspaniałe narzędzie dla chrześcijan do utwierdzania w siebie w określonych postawach i antagonizowania nie podzielających naszego rozumienia. Stara się być pan obiektywny i wskazać na to że pani Nawrocka zbyt polega na swoim "szatanie" to potwierdzania swojej wizji świata: "A co z ludźmi, którzy ufając, że mają do czynienia z nauką Kościoła zaczynają również oczekiwać nadzwyczajnych potwierdzeń słuszności swoich działań i pod tym kątem modelują swoje zachowanie?" Jednocześnie, jako fundament swojej własnej relacji i myślenia o szatanie i egzorcyzmach podaje pan nauki jednego ze świętych, św. Jana od Krzyża oraz cytaty Jezusa dokonującego egzorcyzmów. Podważa pan nieomylność egzorcystów co do rozpoznawania działań szatana. I bardzo dobrze, mam z tym tylko jeden problem, problem każdego niewierzącego. Jeżeli można się mylić, to skąd wniosek że problem w ogóle istnieje? Że istnieje coś takiego jak "szatan"? Dalej: "Szatan nie potrafi tworzyć rzeczy ani dobrych ani genialnych." Skąd to wiadomo? "Sugerowanie zaś, że ktoś działa pod wpływem natchnienia szatana, gdy nie ma się na to absolutnie żadnych dowodów, jest najzwyczajniej oszczerstwem." Jaki dowód będzie absolutnie przekonywujący? W oparciu o co wiemy że to "na pewno wina szatana" a nie np. czyjaś choroba psychiczna? "Dlatego uważam, że „Harry Potter” jest znacznie bardziej realnym opisem zmagania się bohatera z własną słabością niż autorka jest w stanie dostrzec." Zgadzam się w pełni. Wiele chrześcijan opisuje jak to uwielbia lektury Lewisa, podczas gdy kuszenie przez zło jest w nich moim zdaniem przedstawione tendencyjnie i nierealistycznie. Od siebie napiszę - pani Nawrocka usiłuje po prostu "zakotwiczyć" wszystko "co dobre" w chrześcijaństwie i skojarzyć chrześcijaństwo jako absolutnie przeciwne magii, nawet w fikcyjnej literaturze. Ma po prostu swoją własną ideologię i spojrzenie na to czym chrześcijaństwo jest / powinno być. Warto pokazywać jej niekonsekwencje na przykładach takich jak właśnie Władca Pierścieni, albo robienie z szatana szablonowego robota. Jeszcze raz powtórzę: artykuł jest dobry, jak na poziom Frondy świetny. @Nabi "Dla rozumnych i racjonalnych ponownie polecam 1 Tes 5, 21-22, " Każdy racjonalny i rozumny człowiek spyta siebie najpierw co to znaczy "pozory złego". Definicji nie ma; termin nie odnosi się do rozumu, tylko do uczuć które ma wywołać w czytelniku - ma sprawić by każdą bzdurę zacząć traktować poważnie i się jej wystrzegać. Ale o tym i o skrupulantach już pan Marian Pułtuski Ci stosownie odpowiedział, więc nie mam zamiaru Cię edukować za niego. "a wymienione wyżej lewactwo i ich towarzysze przekonają się po śmierci i tyle." Lewactwo - z definicji Nabiego - każdy kto pisze inaczej jak on. "Katolicy po prostu unikają wszystkiego co miałoby choćby pozór zła (a więc nie musi nawet być złem, a tylko ma jego pozór), a nie roztrząsają, kto co powiedział, czy to złe czy nie, czy prawdziwe czy nie itd." No tak. Żyją w takiej alternatywnej rzeczywistości gdzie nie roztrząsa się co i jak, tylko się tego unika i już :D :D "Forum jednak do takich polemiki nie jest przeznaczone, poza tym nie jest moim celem przekonywanie Pana do czegokolwiek, czy udowadnianie Panu czegokolwiek, a tym bardzie udzielanie korepetycji." Tu przykład tej alternatywnej rzeczywistości - Forum wcale nie jest po to by pisać do innych, próbować ich przekonywać czy udowadniać im cokolwiek :) "Znamienne jest też, kwestionowanie przez Pana - osobę świecką, nieuprawnioną i bez doświadczenia w materii zagrożeń duchowych - doświadczeń i wiedzy egzorcystów." Pan Marian skrytykował ich nieomylność. To raz. Dwa - nie masz pojęcia o jego doświadczeniu w materii zagrożeń duchowych. Trzy - "wiedza i doświadczenie egzorcystów" to puste terminy. Ja też jestem osobą świecką i mam prawo krytykować egzorcystów z pozycji człowieka wątpiącego w ich słuszność. Ich "doświadczenie i wiedza" to mogą być równie dobrze bajędy o smoku wawelskim. "Tego w sumie nie trzeba komentować - w zasadzie mówi wszystko o Panu o pańskich intencjach." W tej alternatywnej rzeczywistości Nabiego to oczywiście oznacza że szatan manipuluje panem Marianem a nie panią Nawrocką. Ostrzegałem że tak może być - szatan to wygodne narzędzie to tłumaczenia sobie WSZYSTKIEGO. "Chce Pan dowodów na działanie osoby złego ducha, jego inteligencji, jego działania w świecie i historii, a odrzuca Pan i kwestionuje, a w najlepszym razie polemizuje, chcąc udowadniać swoje wyobrażenia, zamiast przyjąć to co otrzymuje od kościoła, w tym z doświadczenia od egzorcystów?" Podał jako przykład nauczanie św. Jana od Krzyża - to nie jest to co "otrzymuje od Kościoła"? "To proszę nie zwodzić maluczkich sofizmatami, tylko zaczekać do własnej śmierci - dostanie Pan pełne, namacalne i niepodważalne dowody, których Pan oczekuje..." Żebym zaraz nie umarł ze śmiechu i nie spotkał w zaświatach Boga który grozi mi placem bo czytałem Harry'ego Pottera i broniłem Hello Kitty :) "Również znamienne jest kwestionowanie przez Pana słów św. Pawła, a przez to magisterium Kościoła, bo 1 Tes jest oficjalnym przyjętym przez Kościół pismem natchnionym jaki pozostałe księgi Katolickiego Pisma Św. Nowego Testamentu." To że coś jest przyjęte nie mówi nam jeszcze dlaczego i w jaki sposób. "Wykładnia i sens słów św Pawła jest właśnie oczywisty, dziwię się że Pan tego albo nie rozumie, albo po prostu odrzuca." Oczywiste DLA CIEBIE. W tej alternatywnej rzeczywistości w której wszystkiego co ma choćby "pozór zła" się unika. Ja też znam "oczywiste" cytaty: "Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła”. (Mat. 5:29-30) Tak oczywiste że Orygenes został eunuchem - a potem przepraszał Kościół za zbyt "oczywiste" rozumienie tego cytatu. Z wypowiedzi do Sheparda: "Dalej - po co sprawdzać- jak twierdzisz? Czy sprawdzasz np. czy po wyciągnięciu zawleczki granat który trzymasz rzeczywiście wybuchnie Ci w rękach? rzecz jest analogiczna - można sprawdzić i ....dowiedzieć się jak z tym granatem, tylko co komu po takiej wiedzy?" Granat można odrzucić. Jeśli nie wiemy co granat robi to skąd ten "pozór zła" ma być nam wiadomy? A jeżeli słyszeliśmy że "granaty wybuchają" to patrz punkt pierwszy. Granat nie ma mocy nad naszą wolą i możemy go swobodnie przecież odrzucić. Podobnie z wszelkim złem.
anonim2014.05.7 17:03
może ankietka na temat gender? https://ankiety.ucntn.umk.pl/index.php/394825/lang-pl
anonim2014.05.7 17:26
Zapraszam do wypełnienia ankiety o gender ! https://ankiety.ucntn.umk.pl/index.php/394825/lang-pl
anonim2014.05.9 10:32
Autor wyraźnie stronniczy: "czytałem (...) niczego tam nie znalazłem". A nie czasem dlatego, że znaleźć nie chciałeś (teoria dysonansu poznawczego) ? Ja również czytałem 5 lub 6 tomów (nie pamiętam dokładnie), a mimo to stwierdzam, że ów książka jest szkodliwa. Oto kilka powodów: 1. Trywializacja podejścia do magii - nie tylko nauczanie w szkole, ale także zabawa na korytarzu, non stop jakieś psikusy wykręcane przy jej udziale. Ogólny obraz magii jako sposobu na dobre spędzanie wolnego czasu (przyjemna rozrywka)... nie! To w ogóle nie jest problemem. 2. Brak antagonistycznego nastawienia: Magia vs Magia (już nawet nie biała!). Z jednej strony mamy ewidentnie szkodliwą magię, z drugiej potencjalnie szkodliwą. Jedyna różnica to taka, że jedna strona "ucierpiała" korzystając z magii, druga zaś dopiero później odczuła bolesne skutki. Mamy tutaj odcienie szarości, a nie tradycyjną biegunowość na linii Dobro vs Zło. 3. Ośmieszenie świata niemagicznego: Mugole to nudziarze, partacze, przygłupie tłuściochy, chciwi egoiści. Po takiej dawce, jedyne co pozostaje to uprzedzenie i niesmak do normalnego świata. Jak tu się wpisać w taki obrzydliwy kanon?! No nic, trzeba uciekać... najlepiej w świat abstrakcji i nonsensu. 4. Formuły magiczne i zaklęcia: Podawanie konkretnych sformułowań (zaklęć), praktyk i budowanie wokół tego otoczki niesamowitości. Po raz kolejny zachęcanie do wejścia w okultyzm i praktyki paramagiczne. Chcesz władzy (pozornej)*, sławy (taniej popularności)* kobiet = oddanego partnera (skakanie ze związku w związek, samotność)*, siły (rozpaczy, depresji, a nawet samobójstwa)*... no to zapraszamy! *W nawiasie prawdziwe oblicze zachęty. 5. Strach: prymitywne straszenie. Bóg nie straszy, przychodzi mówiąc: "Nie lękajcie się!". Tyle wystarczy. A co do Pani Nawrockiej, to odniosę się do samych słów, osoby oceniać nie zamierzam. Wypowiedzi trącają naiwnością (zgadzam się z autorem, bez dwóch zdań), stawia siebie niekiedy w roli niepodważalnego autorytetu - jeśli ja coś odczułam, to znaczy że tak jest, że "mam" lub "nie mam" racji. Co gorsza promuje swoje "wrażenia" jako weryfikowalną wiedzę. Zalatuje mi egzaltacją, fascynacją, z jednoczesnym brakiem powściągliwości i brnięciem w błędy logiczno-merytoryczne. Nawet się tego czytać nie chce, jeden wielki bełkot semantyczno-pragmatyczny. Wiele jej wypowiedzi jest jeszcze w powijakach, a myśli są nieuporządkowane. Biorąc pod uwagę fakt, że autor pewne wypowiedzi poprawiał, upraszczał, wysnuwam wniosek, że w oryginale musiało to wypaść znacznie słabiej. Głoszenie świadectwa trzeba korygować, aktualizować, bo samo powielanie błędów szkodzi. Odsyłam do ekspertów z dziedziny zagrożeń duchowych, teologów, egzorcystów, czy solidnie uformowanych liderów wspólnot. W tym przypadku lepiej słuchać, niż mówić. Jak się wychodzi do ludzi, to trzeba wyjść upewnionym o tym, że to co się mówi jest spójne z nauczaniem kościoła. Słuchać, a nie mówić - wykładów, zajęć, rekolekcji... tego zabrakło P. Nawrockiej. Braków w wiedzy nie powinno nadrabiać się intuicyjnie, czyli dyletancko. Pozdr- MM
anonim2014.05.9 15:08
@Marian Pułtuski "Bardzo dziękuję za Pańskie uwagi! Życzyłbym sobie w przyszłości takich komentatorów jak Pan, którzy i pochwalą i skrytykują a wszystko to w merytoryczny sposób." Dziękuję, nieczęsto zdarza się przeczytać miłe słówko od innych dyskutujących na Frondzie :) "Kwestia pierwsza: naukowość teologii jest z pewnością kwestią problematyczną, ale jak Pan pewnie wie kryteria naukowości są różne." Uważam że ta kwestia została dosyć dobrze zarysowana po Kole Wiedeńskim. Niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić - uważam że jedynymi kryteriami naukowości są logika i empiria. "Zna Pan pewnie podział na nauki typu "science" (fizyka, matematyka, biologia itd.) i nauki typu "arts (filozofia, teologia, psychologia itp.)." Filozofia lub psychologia mogą się cechować "pozytywistycznym" podejściem, przez co nie muszą zostać uznane za "nauki typu arts". Wg. mnie najlepiej problem "nauk sztuki" obrazuje rozróżnienie na takie "nauki" które stawiają tezy możliwe do falsyfikowania / dowodzenia i takie których przedmiot jest niedowodliwy albo których tezy nie mają obiektywnego sensu (logicznego). Na przykład estetyka. "Mimo wszystko będę bronił swojej działki i twierdził (czemu dałem wyraz w podsumowaniu), że teologia czy filozofia jest ważnym przedsięwzięciem intelektualnym, istotnym dla ludzi w nie mniejszym stopniu niż nauki przyrodnicze." Jedyną obiekcję jaką zgłaszam są przesłanki od których teologia wychodzi. Nauki "przyrodnicze" mimo wszystko polegają przede wszystkim na empirii. Teologia może być doskonale logiczna, ba, może być kwintesencją tego co w logice najlepsze - nie zmieni to problemu jakim są niedowodliwe / niespójne logicznie lub nawet całkowicie absurdalne "aksjomaty", czyli dogmaty teologiczne. "Podczas konferencji o zagrożeniach duchowych mogą być obecne elementy nauki w Pańskim rozumieniu, na przykład, gdy analizuje się psychiatryczne czy psychologiczne aspekty rzekomych opętań czy rzekomych zjawisk nadprzyrodzonych." To kwestia czysto metodologiczna. Kiedy wkraczamy na obszar zagrożeń duchowych pojawia się pytanie - jak rozstrzygnąć czy ktoś jest opętany czy po prostu chory psychicznie? To kwestia wykraczająca poza współpracę egzorcystów i psychologów - bo ta współpraca (Bogu dzięki jeśli zachodzi - obie strony mogą spać z czystym sumieniem) to kompromis który nie dąży do naukowego wyjaśnienia problemu opętań. Poza paroma wyciekami do sieci materiałów takich jak z Anneliese Michel egzorcyzmy to "działka" Kościoła w którą nikt nie może się mieszać. To nie pomaga ustalić naukowcom czy rzeczywiście na kogoś oddziałuje coś więcej poza jego własną, sfiksowaną psychiką. "Kwestia trzecia: faktycznie dla niewierzącego istnienie szatana to fikcja. Mój artykuł dotyczy sporu wewnątrzkościelnego, gdzie pewne założenia wyjściowe przyjmuje się na wstępie za oczywiste." Miałem tego świadomość, jednak problem samego rozpoznania działania złego jest problemem w obliczu którego wierzący musi sobie zadać takie same pytania w związku z własną "metodologią" teologiczną jakie zadałby mu niewierzący i jakie ja zadałem komentarz temu oraz w tym. Moje dalsze drążenie ("skoro egzorcysta może się pomylić to skąd pomysł że szatan w ogóle istnieje?") to już inna historia. "Kwestia czwarta: szatan nie tworzy rzeczy genialnych albo dobrych. Jest to znowu argument wynikający z przekonań chrześcijan. Porównanie Boga i szatana zawsze wychodzi dla chrześcijan na niekorzyść tego drugiego." Nie rozumiem takiego mitycznego myślenia. Skąd się to bierze? Na jakiej podstawie? Czy przeciwstawienie sobie doskonałości Boga i marności szatana nie ma raczej ideologicznego charakteru, niż opisowego? Czy to przekonanie o braku uzdolnienia i braku kreatywności szatana bierze się z jakichś obiektywnych informacji o nim, na przykład w Biblii? Czy też jest to antagonizowanie wynikające z przyjętej tradycji? "Uważam, że opętania się zdarzają. Podkreślam jednak, że jest to przedmiot wiary." "Opętanie" to kwestia nazewnictwa - można to równie dobrze nazwać chorobą i stąd owa współpraca z psychologami. Przedmiotem wiary jest istnienie owych duchów które opętują. W "materialistycznej" koncepcji świata jest prawie niemożliwe aby jakiś "niematerialny byt" był w stanie wpłynąć np. na procesy myślowe człowieka. Prawdę mówiąc "duchowe zagrożenia" postrzegam raczej jak zagrożenie dla systemu wartości i systemu moralnego jednostki aniżeli jako jakiś inteligentny eteryczny byt który z rozmysłem nas "opętuje". Również pozdrawiam :) @Szalony "1. Trywializacja podejścia do magii - nie tylko nauczanie w szkole, ale także zabawa na korytarzu, non stop jakieś psikusy wykręcane przy jej udziale. Ogólny obraz magii jako sposobu na dobre spędzanie wolnego czasu (przyjemna rozrywka)... nie! To w ogóle nie jest problemem." Tylko że magia w świecie Harry'ego Pottera jest narzędziem takie jak każde inne w naszym. Może być użyta do złych celów, można nią namalować portrety które "żyją", można robić psikusy. Sama z siebie nie jest zła / dobra / poważna. Jest tak trywialna jak młotek i nie trzeba jej "trywializować". Czytałeś może o Arturze Weasleyu? Tak samo jak my postrzegamy czary tak on postrzegał wynalazki mugoli, jako coś niezwykłego, a nie codziennego i pragmatycznego. Nie widzę więc dlaczego to że magia może być "dobrym sposobem na spędzanie wolnego czasu" w świecie magów ma być problemem. "2. Brak antagonistycznego nastawienia: Magia vs Magia (już nawet nie biała!)." Jest dosyć mocne rozróżnienie - istnieją zakazane czary za których używanie można zostać wyrzuconym ze szkoły albo wtrąconym do więzienia. Istnieje przedmiot szkolny specjalnie dedykowany do obrony przed taką magią. (w założeniu więc jest to magia przeciwna tej złej, można powiedzieć że "dobra", która nie czyni krzywdy tylko chroni) Reszta magii jest "neutralna". Jej zastosowanie może być dobre lub złe w zależności od intencji i efektu. W największym skrócie - magia jest w HP po prostu praktyczna, jest narzędziem którego czarodzieje uczą się używać. Moim zdaniem uosabia "naukę" mugoli, naukę naszego świata. Jest czarodziejom przyrodzona, w przeciwieństwie do mugoli którzy nie są w stanie jej używać. (implikacja: czarodzieje wyglądają jak ludzie i nawet mogą się z nimi mieszać, jednak są inni, kimś u kogo magia faktycznie funkcjonuje, zwykły człowiek NIE MOŻE się jej nauczyć) "Jedyna różnica to taka, że jedna strona "ucierpiała" korzystając z magii, druga zaś dopiero później odczuła bolesne skutki." Kompletnie nie rozumiem sensu, w odniesieniu do kontekstu książki. Mam wrażenie że na siłę usiłujesz znaleźć bohaterów HP którzy sami się kaleczą magią, nieważne czy są dobrzy czy źli. To magia jest dla Ciebie złem i dlatego w tak prymitywny sposób przesiewasz książkę przez swoje "chrześcijańskie" oczekiwania względem niej. "Mamy tutaj odcienie szarości, a nie tradycyjną biegunowość na linii Dobro vs Zło." Gdybyś nie pisał o magii... to miałbyś rację. Magia w HP JEST biegunowa - dobra - neutralna - zła. Natomiast co do fabuły, przesłania, wartości - w HP nie ma bohaterów jednoznacznie dobrych. Jest tak dlatego że fikcja Rowling kreowana jest na realizm (analogicznie świat Dysku Prachetta, tylko że tamten jest satyrą, w dużo większej mierze fantastyczną / groteskową od praktycznej i realistycznej magii Rowling). Świat czarodziejów w HP jest jakby "alternatywnym światem", urządzonym podobnie jak nasz. Światy C.S. Lewisa i Tolkiena tylko do pewnego stopnia zachowują "realizm", w dużej mierze to klasyczna fantastyka gdzie inteligentne smoki śpią na kupie skarbów złupionych nacji, gdzie zło działa bardzo "zero-jedynkowo". U pewnych bohaterów wynika z ich błędów (Edmund), ale u pewnych jest "wrodzone". W HP KAŻDY sam dokonuje wyborów kim jest. W świecie HP smoki są "naturalistyczne" i raczej nie śpią na kupie skarbów, a jeśli już to z jakiegoś przyziemnego, naturalistycznego powodu, bo np. lubią błyskotki, a nie bo personifikują egoizm i żądzę władzy jak u Smauga. "3. Ośmieszenie świata niemagicznego: Mugole to nudziarze, partacze, przygłupie tłuściochy, chciwi egoiści." Po pierwsze, odsyłam do Artura Weasleya, który twierdził inaczej. (a jest to postać z którą wielu czytelników może się identyfikować, można powiedzieć że bardzo pozytywna) Po drugie - w HP przedstawiony jest rasistowski konflikt pomiędzy tymi którzy za takich właśnie mugoli uważają, oraz tymi którzy chcą uchronić mugoli i czarodziei półkrwi od śmierciożerców. Widać że sami czarodzieje mają wady, ba, okazuje się że w rodzinie Harry'ego pełno było szowinistów. Więc wcale nie jest tak że HP jest w głównej mierze krytyką mugolskiej nudy. Świat magii HP jest odskocznią od naszej rzeczywistości, ale nie krytyką - inaczej Rowling nie wybrałaby jako swojej konwencji celowe odwzorowywanie jej poprzez szkoły, ministerstwa etc. Po trzecie - tylko rodzina cioteczna Harry'ego jest tak przedstawiona. W HP jest względnie mało o mugolach, ich świat jest teoretycznie jakby "za ścianą" (peron 9 i 3/4, podróże po Anglii bohaterów) ale jednak jakby "eteryczny", bez śladu żywego ducha. Szczególnie uderzające jest to w filmie. "4. Formuły magiczne i zaklęcia: Podawanie konkretnych sformułowań (zaklęć), praktyk i budowanie wokół tego otoczki niesamowitości." Bzdura. Owe "zaklęcia" to najczęściej łacińskie wymysły Rowling, bardzo dosłowne kalki językowe. Wspomina w wywiadach że dosłownie raz czy dwa przekręciła istniejące już "zaklęcie". (np. aramejskie abrakadabra - w "avada kadaevra", notabene "potępione" zaklęcie które w aramejskim zamierzeniu miało zmieść cel z powierzchni ziemi, dzisiaj strywializowane tak że nawet dziecko może je powtórzyć) "Po raz kolejny zachęcanie do wejścia w okultyzm i praktyki paramagiczne." Każdej książce w której jest magia i która jest interesująca można to przypisać. "Chcesz władzy (pozornej)" Cała książka jest o tym żeby tą władzę odrzucić. Harry na końcu odrzuca przedmioty mogące każdemu dać moc przewyższającą nawet moc czarodziei. Władza powinna wynikać z autorytetu, jednak HP boleśnie ujawnia prawdę że nikt z nas nie jest w rzeczywistości autorytetem (chyba że dla samego siebie) a mądrzy ludzie mają swoje własne mroczne sekrety. Ot, Dumbledore, guru całego cyklu, okazuje się być niegdyś bardzo słabym człowiekiem, który żałował swoich zaniedbań. Okazuje się że ludzie których nie lubimy od początku książki (Snape) mogą okazać się bohaterami którzy poświęcali się dla wyższych celów. Innymi słowy - to że patrzysz na książkę jedynie przez pryzmat magii (która jest w niej zaledwie narzędziem, konwencją) ujawnia jak prymitywny jest Twój osąd. "sławy (taniej popularności)" Sława również jest wyśmiana - Harry od początku jest sławny co mu wcale przeszkadza. "kobiet = oddanego partnera (skakanie ze związku w związek, samotność)" To już nie wiem jak płytkim trzeba być żeby coś takiego napisać o HP. Zaczynam powoli wierzyć że wcale go nie czytałeś. "5. Strach: prymitywne straszenie. Bóg nie straszy, przychodzi mówiąc: "Nie lękajcie się!"." Ale strach w odniesieniu do czego? Kto jest straszącym? Pomieszanie z poplątaniem, nie wiadomo o co Ci chodzi. Też sobie mogę napisać w ciemno "strach" o Biblii i na pewno trafię w jakiś cytat gdzie akurat Bóg straszy. Bo to co piszesz o tym że Bóg biblijny nie straszy to kolejna bzdura.
anonim2014.05.10 13:42
Rozsądny i dobry artykuł(serio, ostatnio średnia wam na portalu w górę idzie - byle tak dalej:) Jest jeszcze jedna strona problemu, nad którą warto się pochylić. Mianowicie o co dokładnie chodzi stronie wierzącej/niewierzącej kiedy dochodzi do dyskusji w omawianym temacie. Mianowicie żadnej ze stron nie chodzi o sensowne przekazanie swoich przemyśleń. "Egzorcystom" nie zależy na uwypukleniu realnego zagrożenia duchowego, "niedowiarkom" nie zależy na doedukowaniu"egzorcystów" w technikach rzeczowego docierania do zamierzonego odbiorcy ostrzeżenia. Każdy jest zainteresowany, tylko i wyłącznie, tym żeby w momencie kiedy opadnie dym dyskusji, stanąć na zgliszczach, rozejrzeć się w okół i z uśmiechem na ustach stwierdzić "moje na wierzchu!". Jakie to daje efekty, można sobie obejrzeć na przykładzie kilkudziesięciu powyższych postów.
anonim2014.05.11 12:33
"Na potrzeby tekstu dokonałem nieznacznych retuszy wypowiedzi Nawrockiej." To znaczy jakich?