23.04.18, 15:00

Ks. prof. Robert Skrzypczak dla Frondy: To potop - Kościół zalewa brudna woda. Trzeba budować arki

Fronda.pl: Papieska adhortacja Gaudete et exultate to w ocenie wielu komentatorów tekst tyleż piękny, co kontrowersyjny. Zacznijmy od piękna. Dostrzega je ksiądz profesor?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Ten tekst jest bardzo osobisty, o ogromnej prostocie. Ma postać listu, który kierownik duchowy pisze do swoich uczniów. Papież ustawia się w pozycji bliskości. Jest to tekst ładny, tak, jak pierwsza część poprzedniej adhortacji, Amoris laetitia. To żywa katecheza papieska dotycząca bardzo ważnego tematu, nie jest pisana ze stanowiska teologa.

Fronda.pl: Jakie są najważniejsze tematy adhortacji?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Papież zwraca uwagę na kilka bardzo cennych rzeczy. Wydobywa różne cechy doświadczania świętości w życiu. Pisze o znaczeniu pokory w życiu chrześcijanina oraz o umiejętności przyjmowania upokorzeń mogących służyć pogłębianiu relacji z Chrystusem i odświeżaniu sensu bycia chrześcijaninem w świecie. Pokory nigdy dosyć. Przepiękny jest też przedostatni rozdzialik poświęcony modlitwie, przeżywaniu jej jako prymatu szukania Boga. Wszystko, co robimy – od wstawania rano przez pracę i zarabiania pieniędzy, a nawet ich wydawania – potrzebuje pewnego fundamentu poszukiwania woli Boga i znajdowania w Nim oparcia i odpoczynku. Wreszcie papież zwraca też uwagę na walkę duchową. Przypomina, że naszej walki nie toczymy przeciwko stworzeniom z ciała i krwi, ale przeciwko duchom ciemności, które zamieszkują ten świat. Chrześcijanin nie zmaga się tylko z własnym ciałem i zewnętrznymi warunkami życia, ale przede wszystkim z wrogiem zbawienia. Papież Franciszek od początku swego pontyfikatu, tak samo jak wcześniej Paweł VI, bardzo często zwraca uwagę na obecność metafizycznego, osobowego zła, demona. Ojciec Święty przypomina, że to nie jest metafora, ale osoba, która zrobi wszystko, aby odwieść nas od spotkania z Chrystusem.

Fronda.pl: Przejdźmy do kontrowersji. Papież w swoim tekście piętnuje dwie herezje, pelagianizm i gnostycyzm. Pisze wprost na przykład o nadmiernym jego zdaniu przywiązaniu do „pewnych tradycji kościelnych” oraz do litery prawa. Te słowa są interpretowane jako bardzo wyrazisty i ostry atak na jego krytyków, zwłaszcza tych, którzy postrzegają Amoris laetitia jako dokument zrywający z Magisterium. Kogo zwalcza papież Franciszek?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Papież sięgnął po dokument przygotowany ostatio przez Kongregację Nauki Wiary pod nowym już kierownictwem, a dotyczący rozeznania dwóch rodzajów herezji, od samego początku silnie niszczących kerygmat chrześcijański i rozumienie dzieła Chrystusa w świecie. Chodzi o gnozę i pelagianizm. Franciszek poświęcił im drugi rozdział swojej adhortacji, nazywając je dwoma wrogami lub truciznami świętości. Są rzeczywiście tacy czytelnicy adhortacji, którzy odczytują ten rozdział na zasadzie inwektyw mnożonych przez Ojca Świętego w stosunku do jego krytyków. Zostawiłbym to na boku. Ktoś dopatrzy się zarzutu pelagianizmu wobec miłośników tradycyjnej liturgii, ktoś wobec prawników w Kościele... Są wreszcie i fragmenty, którym można by przypisać krytykę różnych ruchów i wspólnot. Uważajmy jednak, by nie przypisać Franciszkowi za dużo oraz by nie odczytać jego dokumentu jako regulowania rachunku. Mamy trudne czasy, są poważne napięcia, dochodzi do zderzeń. Jesteśmy dwa niemal lata po Amoris laetitia, po niewysłuchanych dubiach kardynałów, po petycjach pisanych przez katolików – także z Polski, po synowskim upomnieniu. Niektórzy martwią się, że może dojść w Kościele do schizmy. Ja jednak skupiłbym się w odczytywaniu omawianego rozdziału na tym, co jest jego istotą.

Fronda.pl: To znaczy?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Herezje są rodzajem pewnego wirusa, który od samego początku, odkąd tylko była głoszona Ewangelia, próbował ją zdeformować i uczynić nieskuteczną w życiu ludzi. Obok misterium świętości istnieje w Kościele od zawsze także misterium nieprawości. Zarówno gnoza jak i pelagianizm lubią powracać w historii Kościoła w zmutowanych wersjach. Warto poznawać ich sedno, nawet jeśli w papieskim dokumencie tylko sygnalizuje się ich istnienie i nie ma dogłębnej analizy obu tych niebezpieczeństw. Papież Franciszek ujął temat raczej w kontekście dzisiejszego duszpasterstwa, wskazując, że gnoza jest przesadnym uwielbieniem własnego intelektu, a pelagianizm – chciejstwem, stawianiem na pierwszym miejscu własnej woli. Obie te herezje wymagają większej uwagi i warto, by czytelnik adhortacji pogłębił jeszcze swoje rozumienie tych zagrożeń. Gnoza na przykład od setek lat obecna jest w postaci masonerii, teozofii, antropozofii, różnych propozycji przyjmowanych na przykład w postaci szkół steinerowskich czy wychowania alternatywnego, mającego przygotować adeptów do przyjęcia wizji masońskiej.

Fronda.pl: Czy można papieską adhortację rozumieć jako odpowiedź krytykom? Jednoznaczne stwierdzenie, że ci, którzy walczą z chaosem wywołanym choćby w sprawie rozwodników w nowych związkach, powinni zdaniem Franciszka zamilknąć, bo rzekomo heretyzują?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Jeśli adhortacja miałaby stanowić formę odpowiedzi na zarzuty krytyków i postulaty jasności w używaniu pewnych pojęć, to miałoby to słabe powodzenie. Byłbym bardzo ostrożny w przypisywaniu dokumentowi Franciszka głównie intencji polemicznej. Szkoda byłoby sięgać po tak ważny temat, jakim jest świętość, by zatracić go w takiej walce. Dziś przeżywamy moment, gdy mówi się o świętości chrzcielnej, o świętości każdego chrześcijanina – nie tylko tego, który wybrał życie konsekrowane. Kanonizowane są obecnie małżeństwa. Dlatego obawiałbym się takiej polemicznej interpretacji. Może przyzwyczailiśmy się do franciszkowego języka z Domu św. Marty, gdzie niekiedy używających takich inwektyw rozprawia się z krytykami swoich poczynań. Mnie osobiście trudno byłoby zgodzić się z myślą, że papież poświęcił adhortację takiemu celowi.

Fronda.pl: Jaka będzie teraz debata o Kościele? Czy Gaudete et exultate może zakończyć spory o Amoris laetitia?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Debata będzie toczyć się w sposób dramatyczny i bolesny. Osobiście jestem tym bardzo zmartwiony. Dyskusja otwarta przez wystąpienie kardynała Waltera Kaspera na konsystorzu w roku 2014, swój finał mająca w posynodalnej adhortacji Amoris laetitia, niesie ze sobą bardzo wiele niepokoju. Niektóre episkopaty przyjmują arbitralne rozstrzygnięcia w kwestii przystępowania do Komunii świętej osób żyjących w nieregularnych sytuacjach. W Niemczech domaga się dziś uznania ziaren prawdy i uświęcenia w związkach homoseksualnych. Na Katolickim Uniwersytecie Gregoriana ksiądz profesor Maurizio Chiodi mówi o konieczności reinterpretacji Humanae vitae Pawła VI w świetle Amoris laetitia, wyciągając wniosek o dopuszczalności a nawet niekiedy powinności moralnej sięgania przez małżeństwa po sztuczne środki antykoncepcyjne. Jego wykład nie tylko został wygłoszony na katolickim uniwersytecie, ale nie spotkał się z żadnym sprostowaniem; mało tego, został wydrukowany we włoskim „L’Avvenire”, dzienniku należącym do konferencji episkopatu Włoch. Otwiera się dziś tak wiele pól, które wydają się triumfem relatywizmu.

Fronda.pl: Gaudete et exultate wydaje się to tylko wzmacniać. Papież pisze w tekście o tym, że doktrynę można rzekomo interpretować na różne sposoby. To przywołuje słowa watykańskiego rzecznika ks. Grega Burke’a, który w lutym tego roku po posiedzeniu Rady Kardynałów doradzającej papieżowi powiedział o daniu „pewnego autorytetu doktrynalnego” episkopatom. Nadchodzi więc prawdziwa rewolucja, a papież Franciszek nowym tekstem toruje jej drogę. A może jest inaczej?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Poprzedni szef Kongregacji Nauki Wiary kard. Gehrard Müller skrytykował propozycję przydania episkopatom autorytetu doktrynalnego jako drogę wiodącą do realnej schizmy w Kościele. Konferencja episkopatu jest tworem nowym, kanonicznie ustanowionym w epoce posoborowej. Przekazanie im kompetencji doktrynalnych jest bardzo niebezpieczne i grozi czymś, co ja nazywam archipelagizacją Kościoła. Interpretować doktrynę musi papież lub sobór, od tego jest prymat Piotra. Biskupi na całym świecie spoglądają dziś na siebie, szukając drogi wyjścia z impasu. Aktualny biskup Rzymu zadaje pytania o najlepszy sposób głoszenia Ewangelii współczesnemu człowiekowi. Z drugiej strony podnosi się bardzo ważne pytania o ciągłość tradycji i nauczania Kościoła. Są niepokoje, by jeden dokument nie zaprzeczał drugiemu lub by nowe teksty nie wyciszały poprzednich. Istnieją obawy o relatywizację nauczania Kościoła. Ludzie, którzy będą tonąć w zamęcie, mogą odwrócić się od nauczania Kościoła, uznając go za coś niepewnego.

Fronda.pl: Zmiana wydaje się przesądzona, decentralizacja Kościoła dzieje się już teraz. Co wobec tego powinien robić Kościół w Polsce? Stawiać na swoistą wyjątkową tożsamość polskiego katolicyzmu?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Ja jestem bardziej przekonany do tak zwanej „opcji Benedykta”, którą zaproponował przed dziesięciu laty w Stanach Zjednoczonych Rod Dreher, a wcześniej jeszcze Asladair MacIntyre. Mamy w tej chwili do czynienia z konfrontacją świata chrześcijańskiego z otaczającą go cywilizacją postmodernistyczną, gdzie wszystko jest płynne. Kościół znajduje się w sytuacji potopu. Brudne wody wlewają się do nauczania chrześcijańskiego, naszej wyobraźni, parafii, fakultetów, rodzin. Albo będziemy gromadzić worki z piaskiem, mówi Dreher, albo będziemy robić to, co zrobił Noe. Budować arki. Potrzeba więc wzmacniać małe wspólnoty chrześcijańskie, które będą intensywnie żyć życiem Chrystusa, próbując przechować na lepsze czasy wszystkie skarby chrześcijańskiego nauczania i duchowości. „Opcja Benedykta” to nawiązanie nie do papieża Benedykta, ale do świętego Benedykta z Nursji. Według Drehera Kościół przeżywa dziś trudności analogiczne do tych, jakie przeżywał w VI wieku, kiedy pod naporem barbarzyństwa zalewającego Europę pojawiło się ryzyko zniszczenia dorobku przepowiadania kerygmatu apostolskiego. Ludy barbarzyńskie niosły inną wrażliwość moralną, inne pojęcia religijne, inny styl życia – i dlatego w tamtych czasach pomysłem na przetrwanie Kościoła było dzieło św. Benedykta z Nursji, tworzącego mocne środowiska wiążące wiarę z życiem, środowiska ludzi, którzy kochają Chrystusa i przemieniają swoje życie na sposób reguły podyktowanej przez Ewangelię. Dzisiaj, powiada Dreher, trzeba wzmacniać środowiska o wiele mniejsze, niż kościoły typu narodowego czy kontynentalnego. Małe struktury, biorące w obronę przede wszystkim rodzinę chrześcijańską. Być może czasami trzeba przemyśleć też naszą dzisiejszą relację do kultury, techniki i środków masowego przekazu, tak, by umieć bronić też siebie samych i swoje własne rodziny przed wypłukiwaniem tego, co jest w nas chrześcijańskie, zapalając silne ognie chrześcijańskiej miłości i nadziei, przekonania, że Chrystus jest zmartwychwstały. Tak długo, aż przyjdą takie czasy, gdy będzie można znowu postawić stopę na lądzie.

Fronda.pl: To wizja katastroficzna. Nie można już według księdza profesora, nawet w Polsce, ocalić Kościoła, jaki znamy?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Odniosę się do wizji Józefa Ratzingera z 1969 roku, zwanej proroctwem Ratzingera. Ówczesny młody teolog bawarski, który wrócił z II Soboru Watykańskiego i przeżył trzęsienie ziemi, jakim był ‘68 rok w świecie zachodnim, wygłasza konferencje dla Radia Fulda. Jedną z ostatnich poświęcił przyszłości Kościoła i chrześcijaństwa. Jak mówił, Kościół w obecnej strukturze nie przetrwa zetknięcia z postmoderną, która nie ma szacunku dla fundamentalnych pojęć, gdzie wszystko jest zmienne i płynne. Trudno jest prowadzić dialog ze światem, w którym nie ma pojęcia natury, substancji, osoby, nie ma odniesienia do transcendencji. Józef Ratzinger mówił, że Kościół będzie zmuszony do utraty części stanu posiadania i przywilejów, będąc zmuszonym do powrotu do małych wspólnot, sprowadzonych nawet do wymiaru katakumb. Te wspólnoty stracą wiele, ale zyskają na jednoznaczności, żyjąc bardzo blisko Chrystusa i Jego nauki. Cywilizacja zachodnia będzie tymczasem rozwijać swoje technologie, mnożąc zabezpieczenia życia w postaci nowych polis ubezpieczeniowych. Nie poradzi sobie jednak z jednym problemem, z problemem samotności. Przyjdzie taki czas, w którym ludzie zwrócą się do tych wspólnot, znajdując tam odpowiedź, na którą od dawno czekali. Trafiamy dziś na grząski grunt. Nie możemy już liczyć na taki komfort, jaki zapewniał nam Kościół od strony struktur, gdy była jednoznaczność w nauczaniu i przekazywaniu wiary. Papież Benedykt wrócił jeszcze do przytoczonego wcześniej obrazu w liście wysłanym po śmierci swojego przyjaciela, jednego z autorów dubiów, kardynała Joachima Meisnera. Pisał, że trudno było kardynałowi odchodzić z tego świata, bo był bardzo zmartwiony sytuacją Kościoła, zalewanego brudnymi wodami. Chrześcijanie tracą dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa, ulegając często sami fluktuacji dzisiejszego świata. Co może zdziałać sprawiedliwy, kiedy palą się fundamenty? - pyta psalmista... Można załamywać ręce i poddawać się pesymizmowi. Można to wszystko odczytywać jednak także jako pewien trudny moment, z którego Kościół wyjdzie w postaci mniejszej i uboższej, ale wzmocnionej, być może jako Kościół męczeństwa – fizycznego i duchowego. Tu potrzeba świętości. Papież Franciszek zwraca na to uwagę w swojej adhortacji. Albo Kościół sięgnie po świętość i świętość go uratuje, albo podzieli losy tej cywilizacji. Mam osobistą nadzieję, że Kościół to nie tylko te struktury, ale także święci, którzy są po tamtej stronie, którzy będą nas wspierać i nam pomagać. Że przyjdzie jakaś pomoc z wysoka. Nie mówmy, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Budujmy arki.

Rozmawiał Paweł Chmielewski