08.06.19, 12:00Fot. Pixabay, CC 0, edytowane

Nie spotkałem szczęśliwego homoseksualisty

Moja matka, która jest bardzo wierzącą osobą, usłyszała, że jest pewien zakonnik, który zna się dobrze na problemach homoseksualizmu. Długo mi o tym opowiadała i w końcu wymogła na mnie, bym spotkał się z tym augustianinem. Do spotkania doszło w Wurzburgu. Okazało się, że zakonnik też jest homoseksualistą. Powiedział mi, że życie jako homoseksualista jest zgodne z wiarą. Według niego, powinienem znaleźć sobie mężczyznę i spędzić z nim życie. Z matką radził mi zerwać kontakty. Po tym spotkaniu wszedłem na całego w środowisko homoseksualistów.

Pierwsze homoseksualne odczucia odkryłem w sobie już bardzo wcześnie, w wieku 14-15 lat. Miałem w tamtym czasie kontakty z moim kuzynem, ale traktowałem to bardziej jako rodzaj zabawy. Dzisiaj wygląda to tak, że on nigdy nie wykazywał skłonności homoseksualnych oprócz tamtego okresu. U mnie skłonności te wzmocniły się. Zainteresowanie męskim ciałem było u mnie większe niż ciałem kobiecym. Pomimo to wiedziałem od początku, że nie było to coś, czego pragnąłem, ponieważ zawsze marzyłem o tym, żeby być normalny, tak jak inni chłopcy w moim wieku. W okresie szkolnym dystansowałem się do nich trochę i na nieszczęście spotkałem niebawem kolegę, który odczuwał podobnie jak ja. Wkrótce nawiązała się między nami wspólnota dusz i trwała bardzo długo, mimo że nie doszło do kontaktów seksualnych.

W domu rodziców, który zawsze był i jest bardzo religijnym domem, nigdy nie rozmawialiśmy na tema t homoseksualizmu. Z dzisiejszego punktu widzenia uważam to za błąd, ponieważ dorastałem pod wewnętrzną presją.

W czasie studiów poznałem swoją późniejszą żonę, chociaż zainteresowanie mężczyznami było silniejsze. Nie starałem się o poznawanie dziewczyn, choć okazji było dużo.

Interesowali mnie właściwie tylko mężczyźni.

 

Z drugiej strony chciałem w przyszłości założyć rodzinę, a do tego potrzebna była oczywiście kobieta. Ponieważ moja przyjaciółka bardzo się mną interesowała, przystałem na to. Miałem wtedy pierwsze doświadczenie z mężczyzną i uważałem to za coś pięknego. Wiedziałem jednak od razu, że nie zostanie to zaakceptowane. Tak więc w pierwszej kolejności zastanawiałem się, co powie rodzina, co powie społeczeństwo. Jest to bardzo typowe dla homoseksualisty, ponieważ w początkowym stadium próbuje on wszystko sobie wytłumaczyć i usprawiedliwić się.

Wtedy zdecydowałem się powiedzieć o swoich homoseksualnych skłonnościach mojej przyjaciółce, że dla mnie to żaden problem, ponieważ mogę je w sobie stłumić i przejdą jakoś z biegiem czasu, jak choroba, która przemija. Zaskakujące, że moja przyjaciółka widziała to w podobny sposób do mnie i nie był to dla niej przypuszczalnie żaden problem. Jak się później okazało, był to problem i przez cały czas trwania naszego związku, a później w trakcie małżeństwa ciągle obserwowała, z jakimi mężczyznami rozmawiam, z kim się spotykam itd. W czasie studiów miałem dobrego przyjaciela, który był homoseksualistą i moja przyjaciółka wiedziała o tym. Nie mieliśmy kontaktu seksualnego, ale odwiedzaliśmy razem wiele dyskotek, co jest typowe dla życia studenckiego. Były to oczywiście dyskoteki dla homoseksualistów. Pewnego razu zabrałem ze sobą moją przyjaciółkę i ona oczywiście stwierdziła, że jest to odrażające. Teraz to widzę zupełnie jasno, ale wtedy nic nie rozumiałem.

W tamtym czasie zdecydowałem się na małżeństwo z przeświadczeniem, że wszystko jakoś samo się ułoży. Wokół mnie inni zakładali rodziny i ja również chciałem to zrobić. Pierwsze dwa lata małżeństwa przebiegły bezproblemowo, przy czym moja żona wymogła na mnie od razu, abym zakończył wszystkie kontakty z moimi homoseksualnymi przyjaciółmi. Tak też zrobiłem, chociaż z ciężkim sercem, ponieważ rozwinęły się już przyjaźnie i nie uważałem tego za całkowicie fair. Można powiedzieć, że homoseksualne skłonności przejawiały się podświadomie obciążały nasze małżeństwo. W domu był to temat tabu, o którym się nie mówiło, i wiem, że dla mojej ówczesnej żony był to duży problem. Po narodzinach dzieci, a raczej po narodzinach pierwszego dziecka, zaczęło być gorzej - jest to ciężka faza w życiu małżeństwa. Skłonności do mężczyzn wciąż we mnie tkwiły. Niestety, podczas drugiej ciąży mojej żony miałem kontakt z mężczyzną i krótką zażyłość. Wniosło to do naszego życia małżeńskiego zgrzyt, dał znać o sobie w następnym roku, ponieważ wtedy powiedziałem żonie, że nigdy jej nie kochałem. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, dlaczego wówczas nie odeszła.

Następne lata małżeństwa były dla nas torturą

Dla niej, ponieważ miała świadomość, że żyje z mężczyzną, który jej nie kocha. Dla mnie, ponieważ nacisk i kontrola z jej strony stały się tak silne, że nie mogłem zrobić kroku bez jej wiedzy; nawet moje spojrzenia były kontrolowane. Chciała wiedzieć, z kim się spotykam, chociaż w tamtym czasie nie miałem już żadnych kontaktów. Doszły do tego jeszcze prywatne problemy, które nie miały nic wspólnego z homoseksualizmem, oraz zrozumienie, że my we dwoje w normalnych warunkach nie moglibyśmy stworzyć udanej pary. Łatwo to było zrozumieć z naszych postaw: ona była zakochana, ja chciałem mieć rodzinę. To sprawiło, że się pobraliśmy. Zona w końcu mnie opuściła, a mój świat się zawalił, ponieważ zabrała ze sobą również dzieci.

Po trudnym dla mnie okresie ośmiu miesięcy zacząłem się z tego otrząsać i akurat wtedy trafiłem na pewnego ojca augustianina. W tamtym czasie powiadomiłem rodziców, że jestem homoseksualistą i miałem kontakty z mężczyznami. Moja matka, która jest bardzo wierzącą osobą, usłyszała, że jest pewien zakonnik, który zna się dobrze na problemach homoseksualizmu. Długo mi o tym opowiadała i w końcu wymogła na mnie, bym spotkał się z tym augustianinem. Do spotkania doszło w Wurzburgu. Okazało się, że zakonnik też jest homoseksualistą. Powiedział mi, że życie jako homoseksualista jest zgodne z wiarą. Według niego, moje przeżycia były znakiem - poprzez rozpad małżeństwa wygrał mój homoseksualizm, tzn. powinienem znaleźć sobie mężczyznę i spędzić z nim życie. Z matką radził mi zerwać kontakty.

Po tym spotkaniu wszedłem na całego w środowisko homoseksualistów, co było dla mnie nowe i bardzo pasjonujące. Bardzo szybko miałem związek z młodym mężczyzną, który trafił tam ze środowiska związanego z narkotykami. Poza tym, że wspierałem go finansowo, i to dosyć znacząco, na początku mój partner twierdził, że mnie kocha. Ja miałem takie wyobrażenie, że nasz związek powinien wyglądać jak między małżonkami. Przekonałem się jednak - i to nie tylko na podstawie tego związku - że wszystko polega jedynie na seksie i powierzchowności. Związek ten rozpadł się po trzech miesiącach.

W tym czasie oddaliłem się i coraz bardziej ograniczałem kontakty z moimi nie-homoseksualnymi przyjaciółmi. Wtedy też, po dwóch lub trzech miesiącach, poznałem kobietę, z którą się związałem, ponieważ marzenie o normalnym życiu cały czas było we mnie obecne. Związek ten rozpadł się bardzo szybko - nie była to miłość, a jedynie chęć bycia znowu z kobietą. Jakieś dwa, trzy tygodnie po tym rozstaniu poznałem znów innego, młodego mężczyznę. Wierzyłem, że w końcu znalazłem prawdziwe uczucie. Częściej mieszkałem u niego niż u siebie w domu. W czasie tego związku, który trwał półtora roku, zdecydowałem się na trwałe życie homoseksualisty, spalenie wszystkich mostów łączących mnie z domem oraz rozpoczęcie nowego życia. Ponieważ moje kontakty z heteroseksualnymi przyjaciółmi, a szczególnie z moją rodziną stawały się coraz rzadsze, byłem bardzo uzależniony od mojego ówczesnego przyjaciela. On był właściwie wszystkim, co mi zostało. Doszło do tego, że nie mogłem myśleć jasno o niczym innym, tylko o nim. W zasadzie, kiedy do niego przychodziłem, całe moje życie, moja praca, rodzina, środowisko stawały się dla mnie okropne. Żyłem tylko chwilami naszego bycia razem, a rano zmuszałem się do powrotu do tego szarego, znienawidzonego życia. Tego się trzymałem. Wydawało mi się, że ta prawdziwa miłość, którą wreszcie znalazłem, odgradzała mnie od zewnętrznego świata. Dzisiaj widzę to oczywiście całkowicie inaczej.

Związek ten rozpadł się po półtora roku z winy mojego przyjaciela. Zresztą wszystkie moje związki rozpadały się z winy innych, nigdy mojej. Ja zawsze troszczyłem się o związki. Kiedy wróciłem do domu po tym rozstaniu, zostałem zupełnie sam. W zasadzie nie miałem już nic, odkąd straciłem jego. W ciągu tych 18 miesięcy prawie straciłem swoją rodzinę, straciłem kontakty z otoczeniem, z moimi przyjaciółmi. Kiedy siedziałem w domu przez następne dwa dni, pozostały mi tylko dwa wyjścia: odebrać sobie życie albo zmienić się całkowicie.

Na szczęście miesiąc wcześniej miałem ostrą sprzeczkę z moją starszą siostrą, która miała wtedy kontakty z Opus Dei. Powiedziała mi, że jest wyjście - można się zmienić, a droga, którą podążam, nie uczyni mnie szczęśliwym, nawet jeśli będę udawał, że jestem szczęśliwy. Po tej rozmowie rozstaliśmy się bardzo źli na siebie. Ale w tym trudnym dla mnie czasie powstała w mojej głowie idea, że może rzeczywiście jest jakaś droga wyjścia. Na trzeci dzień, po dwóch nieprzespanych nocach, zadzwoniłem do niej i poprosiłem o dalszą pomoc. Dała mi adres księdza z Opus Dei, który znał doktora van den Aardwega i do którego natychmiast zadzwoniłem. Niestety, okazało się, że doktor opuścił Niemcy i przeniósł się do Holandii. Mnie było wszystko jedno, byłem gotowy pojechać nawet jeszcze dalej, jeśli znalazł­ bym kogoś, kto mógłby mi pomóc. Zadzwoniłem do niego i umówiłem się na termin, który został wyznaczony cztery tygodnie później.

W międzyczasie kupiłem książkę van den Aardwega pt. „Drama t zwykłego homoseksualisty". Ta książka była dla mnie objawieniem, ponieważ dokładnie opisywała moje życie od dzieciństwa aż do tego punktu, w którym się wtedy znajdowałem. A był to punk t rozstrzygający, który zaważył na tym, że terapia ta wydała się odpowiednia dla mnie . Człowiek, który tak długo zajmował się tą materią, problemem homoseksualizmu, opisał tak dokładnie moją sytuację, że coś musiało być w tej terapii. Pojechałem do niego, ale już z książki wiedziałem, że mój przypadek jest szczególnie ciężki. Na pierwsze oznaki poprawy trzeba było długo czekać, a dla mnie - jako człowieka niecierpliwego - nie była to ciekawa perspektywa.

Wtedy też miał miejsce pierwszy kontakt z Opus Dei, do którego wcześniej byłem nastawiony bardzo negatywnie. Miałem na ten tema t wiele sprzeczek z moją siostrą, ponieważ dla mni e była to sekta, ludzie, którzy byli zbyt surowi, dzielili się na kasty i pozbawiali się każdej przyjemności. To był mój obraz Opus Dei. Zadziwiające, że z takim nastawieniem poprosiłem siostrę o kontakt z nimi. Ciekawe jest, że inicjatywa wyszła ode mnie, nie z zewnątrz - ja sam tego chciałem. Dzisiaj widzę w tym działanie Boga, że dostałem się do ludzi, którzy mogli mi pomóc. Byli otwarci na mój problem, rozmawiali ze mną, nie osądzali, nie mówili: mój Boże, wziąłeś taki ciężar na siebie, że nie podołasz. Dodawali mi odwagi i wspierali - na początku często, a później, gdy nie było to już tak potrzebne, dali mi więcej swobody. Przez to wróciłem również do wiary.

W czasie trwania terapii zdałem sobie sprawę, że w moim przypadku wcale nie chodzi - lub nie chodziło - o seksualną orientację, lecz o zatrzymanie w moim rozwoju osobowym. Inni poszli dalej w rozwoju swojej orientacji i stali się mężczyznami zainteresowanymi dziewczynami. Ja zostałem chłopcem, który był niepewny, który nigdy nie miał odwagi, był raczej typem spokojnym, który nigdy nie chciał się ubrudzić, który zawsze chciał stać w drugim rzędzie, nigdy w pierwszym, który nie chciał rzucać się w oczy. To było całkiem nowe odkrycie, a perspektywa, że można całkowicie zmienić swoją osobowość, była tak kusząca, że powiedziałem sobie: zrobię to.

Na początku terapii byłem sam, tzn. właściwie nie opowiadałem nikomu, nawet rodzinie, o terapii, tylko próbowałem radzić sobie samemu. Zaangażowałem się zawodowo, tak że moja profesja znów sprawiała mi przyjemność. Założyłem agencję reklamową. Przeżyłem wiele trudnych chwil, ale odniosłem sukces. To umocniło mnie wewnętrznie. Wszystkimi konfliktami, które wtedy miałem, dzieliłem się nie z innymi, lecz z Bogiem. To było doświadczenie, którego wcześniej nie miałem. Ze problemy da się rozwiązywać nie przy pomocy innych, tzw. dobrych przyjaciół, ale można próbować robić to samemu, a właściwie razem z Bogiem. Doświadczenie Boga, doświadczenie wsparcia, że w żadnej sytuacji nie jestem sam, sprawiło, że rzeczywiście zdałem się na Niego. Z praktycznego punktu widzenia bardzo pomocne było Opus Dei, w którym znalazłem partnera do rozmowy. Tam można było rozmawiać o doświadczeniu Boga bez wrażenia, że ktoś patrzy na ciebie krzywo.

Jednocześnie zauważyłem, że homoseksualizm nie był już dla mnie tak ważny. Nie było ważne pytanie, czy chcę być teraz z kobietą czy, z mężczyzną, ale ważna była cała moja osobowość. Zauważyłem, że stałem się silniejszy, spokojniejszy. O ile wcześniej poszukiwałem wciąż partnera lub partnerki, z którymi mógłbym być szczęśliwy, o tyle teraz dylemat, czy ma to być kobieta, czy mężczyzna, oddalił się ode mnie, ponieważ byłem tak zajęty tym, co sobie założyłem, że nie miałem czasu na nic innego. Nie miałem czasu na zawieranie nowych znajomości, a już na pewno nie homoseksualnych. Kiedy powiedziałem mojemu staremu przyjacielowi, również homoseksualiście, o terapii, jaką przechodzę, natrafiłem oczywiście na niezrozumienie. Wiele ze mną dyskutował i był pewnie rozczarowany, że nie udało mu się odwieść mnie od tej drogi, ale w końcu to zaakceptował - ciekawość była większa niż niechęć. Dzisiaj nawet dzwoni do mnie i pyta o powodzenie terapii. To też upewnia mnie, że wybrałem właściwą drogę. A także przeświadczenie, że wszyscy szukają tej drogi, ale nie mają odwagi, aby nią pójść.

Na początku nie byłem zbyt zadowolony z terapii. W pierwszych czterech, pięciu miesiącach nie przebiegało to zbyt szybko. W czasie wolnym, czyli w niedziele, nie wiedziałem co ze sobą robić. W pierwszym tygodniu wszystko było w porządku, ale później wydawało mi się, że się cofam. Nie byłem już tak spokojny i pewny. Skontaktowałem się znów z doktorem van den Aardwegiem i zapytałem, czy nie powinienem zrobić czegoś innego. Odpowiedział mi, że problem leży w tym, że troszczę się tylko o siebie, że moja osoba jest cały czas w centrum, że JA jestem najważniejszy.

Przemyślałem to i stwierdziłem, że pójdę pracować do hospicjum. Hospicja są stosunkowo mało znane, mało popularne, ponieważ ludzie wyobrażają je sobie jako ciemne miejsce, dom śmierci. Na początku coś mówiło mi, że jestem zbyt słaby, zbyt wrażliwy, aby opiekować się śmiertelnie chorymi ludźmi. Również mój przyjaciel z Opus Dei sugerował, bym to sobie dobrze przemyślał, ponieważ takie miejsca są odpowiednie dla silniejszych charakterów. Podjąłem sam decyzję i powiedziałem sobie: zrobię to. Zadzwoniłem tam i pojechałem. Przepracowałem jeden dzień na próbę w hospicjum przyjmującym pacjentów chorych na raka, którym pozostały tylko trzy miesiące życia. Wiedziałem już po pierwszym dniu, chociaż był bardzo ciężki, że zostanę tam. Pracuję do dziś. Praca, opieka nad śmiertelnie chorymi ludźmi zbliżyła mnie bardzo do Boga.

Niedługo potem spotkałem moją dzisiejszą przyjaciółkę, ma m nadzieję, że przyszłą żonę, która znała mnie wcześniej, kiedy byłem homoseksualistą i żyłem z moim poprzednim partnerem. Już wtedy zakochała się we mnie, ale było oczywiste, że ta miłość nie jest możliwa. Nasze kontakty były luźne, telefonowaliśmy do siebie przez kilka miesięcy. Później powiedziałem jej, że jestem homoseksualistą i jestem w trakcie terapii. Zainteresowała się tym. Poza tym w hospicjum, w którym obecnie pracuję, przed paroma laty zmarła jej matka. To zaowocowało głębokim porozumieniem, które później rozwinęło się, ale w dłuższym czasie. Nie odbyło się to tak, jak zawsze się spodziewałem, czyli trzask - i ludzie zakochują się w sobie. Nic takiego się nie stało. Wszystko przebiegało luźno i, jak myślę, jest to zdrowe, że dorastamy razem. Praktycznie wypracowaliśmy naszą miłość. Ten rozwój wciąż odbywa się w naszym związku, tzn. czuję od dwu i pół roku - co jest najdłuższym związkiem od czasu rozwodu z moją byłą żoną - jakbym dzisiaj dopiero się zakochał. Mam też wrażenie, że jest to zdrowy związek.

Dzisiaj jeżdżę już bardzo rzadko do profesora van den Aardwega. Tylko na określone terminy, dwa razy w roku, ze względu na długą drogę: dwie godziny tam, dwie godziny z powrotem i dwie godziny terapii. Ale widzę już jasno swoją sytuację, znam swoje słabe strony, wiem, jak je zwalczać. Nie jestem jeszcze heteroseksualny. Dzisiaj jestem w takim położeniu, że nie jestem już obciążony, jestem wolny. Nie miałem żadnych kontaktów homoseksualnych oprócz kilku telefonów od moich starych przyjaciół, ale mają one miejsce bardzo rzadko. I kiedy spotykamy się, stoję na neutralnym gruncie, co jest respektowane. W ostatnim roku, jak sobie przypominam, miały miejsce dwie, trzy rozmowy telefoniczne i jedno spotkanie. Zauważam, że te dwa światy coraz bardziej oddalają się od siebie.

Rzeczy, które opowiadają mi homoseksualiści, w ogóle mni e nie interesują; uważam je za powierzchowne. Zauważyłem zresztą to już, kiedy prowadziłem aktywne życie homoseksualisty. Chodzi o powierzchowność relacji, niepewność w życiu każdego homoseksualisty oraz niezadowolenie ze swojej osobowości. Jestem mocno przekonany, że nie jest to problem społeczny, jak to się przedstawia. Mówi się, że społeczeństwo jest przeciwko homoseksualistom, że nie pozwala się im kochać. Nie zgadza się to z rzeczywistością, jeśli zbadać to dokładniej, ponieważ nigdy homoseksualiści nie mieli takiej wolności jak dzisiaj, a pomimo to niezadowolenie wśród nich jest takie samo. Nie znam żadnego homoseksualisty, który byłby w pełni szczęśliwy.

Obecnie pomagam mojemu dobremu przyjacielowi, a przynajmniej staram się go przekonać, żeby zaczął terapię. Jest teraz w punkcie, w którym nie opłaca się dalej żyć. Jest przekonany, że nie znajdzie szczęścia w życiu. Czasami myślę, że jest taki punk t w życiu każdego homoseksualisty, w którym ma on wątpliwości, czy będzie kiedykolwiek szczęśliwy.

W USA powstało na szczęście dużo inicjatyw zajmujących się tym problemem. Żałuję bardzo, że Niemcy są białą plamą pod tym względem. Sam przyłączyłem się do grupy internetowej „People can change", która pomaga homoseksualistom chcącym się zmienić, pokazuje różne środki wspierające tę drogę, różne formy terapii. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wybieram się na spotkanie z pewnym człowiekiem mieszkającym we Frankfurcie, którego poznałem jako pierwszego Niemca w tej grupie internetowej, i który również chce zacząć terapię. Jest nieszczęśliwy i chce porzucić homoseksualizm.

Kristoff N. Moenchengladbach, kwiecień 2003

Pismo Poświęcone Fronda, nr 30 (2003 r.) 

Komentarze

anonim2019.06.9 11:14
Mönchengladbach (do 1960 München-Gladbach, M. Gladbach) – miasto na prawach powiatu w Niemczech, w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia. Typowy dla frond wszelkiego rodzaju stek kłamstw, bzdur i przeinaczeń. Z równym powodzeniem i wiarygodnością portal racjonalista.pl mógłby zamieścić list Jean-Paula Paris "Nie spotkałem szczęśliwego katolika".
r123452019.06.9 12:55
Od kiedy ktoś nie może się tak nazywać jak miejscowość? To się zdarza. Nawet ten twój przykład: jest mnóstwo ludzi, którzy nazywają się Paris. Ashley Paris (born 1987), Women's National Basketball Association player. Aimé Paris (1798–1866), French music educator and stenographer. Barry Paris (born 1948), author. Blanca París de Oddone (1925-2008), Uruguayan historian. Bubba Paris (born 1960), American football player. to tylko klika nazwisk, więcej w linku poniżej. https://en.wikipedia.org/wiki/Paris_(surname)
anonim2019.06.9 19:38
Zgadza się. Taki Gdański czy Poznański też istnieje w Polsce. Ale w przypadku frondy na pewno jest to wymyślony przypadek i jedn o wielkie kłamstwo.
Tadeusz2019.06.8 21:54
@Polak Ateista Dumny Gej Polak Ateista Dumny Gej 26.5.19 19:54 Gra muzyczka szampan się chłodzi, Pysio szykuje kieliszki czekamy na 21:00 wielkie zwycięstwo normalności. Wszystko wskazuje na to, że PiSdzielce zostaną zmiażdżeni dzisiejszego wieczora: "Wymowny komentarz Piaseckiego o frekwencji. "Będzie rekord. Raczej oczywiste komu to sprzyja"" https://natemat.pl/273925,kto-wygra-wybory-do-pe-2019-wymowny-komentarz-piaseckiego-o-frekwencji Szykujcie się prawackie kuurwy na największą porażkę w waszych nudnych marnych żywotach. Polacy powiedzieli wam DOŚĆ. Gdzie jesteś lewacka kuurwo?Nachlaj się z kumplami z czerskiej. A jak już będziesz pod stołem to rzygaj i wyj o zwycięstwie.Bolszewicka onuco.
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 17:59
http://pts-seksuologia.pl/sites/strona/59/stanowiskopts-na-temat-zdrowia-osob-o-orientacji-homoseksualnej https://pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksualizm Wolność od religii. Masz prawo nie wierzyć ---> https://wolnoscodreligii.pl/ Instrukcja wystąpienia z sekty kocioł katolicki http://www.apostazja.info/index.php/procedura-b
Urszula2019.06.8 21:06
Mam pecha. Chciałam wystąpić z tej sekty, ale nie wiem gdzie byłam chrzczona, a co za tym idzie, nie mogę otrzymać świadectwa chrztu. Moi rodzice wielokrotnie zmieniali miejsce zamieszkania - taki charakter pracy miał mój ojciec. Oboje już nie żyją, nie żyją też chrzestni i członkowie rodziny, którzy mogliby mieć jakieś rozeznanie. Tkwię więc w KK choć mi nie po drodze z nimi.
Ukasz2019.06.9 0:03
Jeśli jesteś ateistką to powinno Ci to zwisać. A skoro nie zwisa to nie jesteś ateistką.
Jestem w Kościele2019.06.8 15:10
Terapia: https://homoseksualizm.edu.pl/terapia Świadectwa byłych gejów https://homoseksualizm.edu.pl/terapia/sukcesy-terapii/swiadectwa-exgejow Świadectewa byłych lesbijek https://homoseksualizm.edu.pl/terapia/sukcesy-terapii/swiadectwa-exlesbijek
andrzejhahn32019.06.8 14:43
Od tego koszernego podlego jedzenia mam ustawiczne zatwardzenie. Dlatego probuje dostac sra.... na blogach. Czy moze ktos otworzyc kurek z Zyklon B?
z Bródna2019.06.8 13:47
MIAŁES BYĆ NA PARADZIE PEDALE KREMLOWSKI, ALE WIZY NIE DOSTAŁEŚ !!! GDZIE W POLSCE JESTEŚ PEDALE ??? Putinowskie q ...., trolle na polskich blogach są wszędzie. Tu najlepszym dowodem jest "polski gej" i nie tylko on. Prawda o "polskim geju". W jakim miescie jesteś "polski geju"? No powiedz, napisz. Tego nie zrobisz bo się boisz, że ktoś o szczegóły zapyta. 𝐍𝐢𝐞 𝐦𝐚 𝐭𝐞𝐣-𝐭𝐲𝐜𝐡 𝐬𝐮𝐤 𝐰 𝐏𝐨𝐥𝐬𝐜𝐞! A jaki jest na to dowód? Ich IP adres, oto on jeden z ich proxy: 𝐈𝐏 𝟐.𝟔𝟑.𝟐𝟓𝟓.𝟐𝟓𝟓. - 𝐬𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐛𝐚 - 𝐑𝐎𝐒𝐉𝐀 Każdy może to sprawdzić. Nie dajcie się nabrać na ta sowiecka sukę !!! Suki nie mają nic wspólnego z Polską !!! MIAŁES BYĆ NA PARADZIE PEDALE KREMLOWSKI, ALE WIZY NIE DOSTAŁEŚ !!! GDZIE W POLSCE JESTEŚ PEDALE ???
Oświecony w wierze Mega Węża 92019.06.8 13:41
Znów ten tekst z 2003? :DDD
Moly2019.06.8 13:32
Ciekawe. Ja NIGDY nie spotkalam szczesliwej osoby z zaburzreniem homofobii.Nigdy! Natomiast spotalam szczesliwe ossoby homoseksualne.
Dudek2019.06.8 13:35
Po okresie fascynacji przychodzi otrzeźwienie i homoseksualni budzą się z obrzydzeniem do partnera/rki/ z ręką w nocniku .
Urszula2019.06.8 20:56
Z własnego doświadczenia to wiesz? No i jak było najpierw zanim obudziłeś się z obrzydzeniem z ręką w nocniku? Podobało się? :D Opisz tu, chętnie poczytamy doświadczonego homo/hetero.
Dudek2019.06.8 13:28
Homoseksualizm to chory stan duszy osoby nie mogącej zaakceptować swej odrębności płciowej w środowisku heteroseksualnym,- w wiecznej pogoni za samoakceptacją wewnętrznej i wiecznej nienawiści do samego siebie!Najgorszym okresem dla homoseksualnych jest okres przekwitania 50-60 lat kiedy ciało więdnie i nie jest już atrakcyjne dla siebie czy partnerów. Jest to objaw dwubiegunowej afektywnej choroby psychicznej. "Choroba dwubiegunowa typu I jest przewlekłą chorobą psychiczną, przebiegającą z powtarzającymi się epizodami manii, depresji lub epizodami mieszanymi i stanowiącą poważne źródło niesprawności"
baba-jaga2019.06.8 14:14
Pelno pedofilow, ukrytych pedalow i dziwkarzy nie mowiac o zlodziejach maja we wlasnej organizacji KK, ale tracic energie na walke z LGBT tym skur...nom nie brakuje. Zajmijcie sie pouczaniem i nawracaniem waszych upadlych biskupow i kardynalow. LGBT sra na wasze madrosci i napomnienia, czy moralna histerie.
Dudek2019.06.8 14:39
Zmienność twego nastroju i wulgaryzmy świadczą o niezrównoważonej psychice, co jest zgodne objawami twej przewlekłej choroby psychicznej! Prawda w oczy kole!
baba-jaga2019.06.8 16:03
Leczcie z choroby psychicznej waszych zboczencow kardynalow i biskupow specjalistow od ruchania dzieci i mlodziezy i innych poboznych rzeczy. Z kazdego te katolskie ku.wy chca zrobic psychikow, to jest znane i potwierdzone.
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 13:19
❤️To już dziś kochani!❤️ 🌈 https://www.PARADAROWNOSCI.eu/pl/ 🌈 Kto z frondy prócz mnie wybiera się na Gay Pride? 🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈❤️🌈
baba-jaga2019.06.8 12:53
A ja spotkalem szczesliwego homoseksualiste, i to niejednego. Niektorzy katole, jak widza takiego, to uciekaja, bo sie zgadza z zalozeniami ich ideologii. No coz mozna to zrozumiec.
Dudek2019.06.8 13:34
Po okresie fascynacji przychodzi otrzeźwienie i homoseksualni budzą się z obrzydzeniem do partnera/rki/ z ręką w nocniku .
baba-jaga2019.06.8 14:07
Nie martw sie o moje czy swoje obrzydzenie partnerem-ka. Rozmawianie z frondelkami nie ma sensu, tak jak dialog z ks. Oko o homoseksualnosci. Frondelki niech bardziej zabiegaja o wlasny dobrostan, geje sobie poradza bez waszego boga-milosci.
Dudek2019.06.8 14:13
Do geja tobie daleko- jesteś pospolitym pedałem.
anonim2019.06.8 20:34
Dudek jasowidzem. Hahahahaha
Smok wawelski2019.06.8 14:49
Won!!!Dzieci straszyć z kurzej stopki!
Artur2019.06.8 12:27
Homoseksualizm to wielkie nieszczęście. Jednak poza współczuciem powinniśmy także dbać o młodzież i dzieci. Jawna demoralizacja jak ta, która odbywa się dziś jest również naszą winą. Tego typu marsze i promocje niemoralnych zachowań nigdy nie powinny mieć miejsca. Jeśli dalej pozostaniemy obojętni to wkrótce może stać się tak, że normalność zostanie nazwana nienormalnością a homoseksualizm uznany zostanie za normę. Już dziś pod fałszywymi hasłami próbuje się zwalczać zgodne z naturą podejście do spraw płciowości i zachowań społecznych.
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 12:38
Dla mnie homo to wielkie szczęście. Za nic w świecie nie chciałbym być hetero. Nie ma to jak chłopaki😍
polak2019.06.8 12:58
to dlaczego istniejesz --zboku --zrób swemu mężowi dziecko
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 13:14
skąd w twojej chorej łepetynie zrodziła się potrzeba płodzenia dzieci między facetami? nie wiesz jak się dzieci robi degeneracie?
anonim2019.06.8 20:15
Polak, wytłumacz po co ma zrobić swojemu mężowi dzieci ?????????????
anonim2019.06.8 20:26
polak, dlaczego ma nie istnieć, przecież mówi, że jest szczęśliwy. Ty natomiast wyglądasz na bardzo nieszczęśliwego na Frondzie. Plujesz ciągle jadem i żółcią, na wszystkich co nie wyznają, twoich wielbionych nauk kościelnych. Napewno nie możesz spać w nocy z tego powodu, więc po co istniejesz.
Chrzescijanin2019.06.10 14:13
Piszesz dokładnie jak alkoholik ,który mówi,że uwielbia pić i za nic by z tego nie zrezygnował podczas gdy tak naprawdę go to niszczy. Gdybyś był szczęśliwy nie było by w tobie tyle agresji ,nienawiści i obrażania innych.Szczęśliwi ludzie emanują miłością i dobrem -pomyśl o tym
Maria Blaszczyk2019.06.8 13:44
Homoseksualizm to norma. I jest zgodny z naturą. Z punktu widzenia osoby homoseksualnej niezgodny z naturą to jest seks z osobą odmiennej płci. A cóż to są zgodne z naturą zachowania społeczne? Bo jak dla mnie w jedzeniu nożem i widelcem nie ma nic zgodnego z naturą.
Chrzescijanin2019.06.10 14:18
Niestety ale Pani sie myli.Z całym szacunkiem HOMOSEKSUALIZM NIE JEST NORMA .Nawet jesli w naturze występuje to w niej występuje także wiele innych dewiacji i odstępstw. Czy się to komuś podoba czy nie homoseksualizm jest formą zaburzenia .Zgadzam się,że nie należy osób o tej skłonności wyśmiewac ,obrażać szykanować itp.Ale nie można też zgodzic się na kurs który proponują środowiska lbgt czyli uznanie homoseksualizmu za normę inp takie rzeczy jak adopcja dzieci przez te pary co jest już szczytem wszystkiego
Hahaha wyrzucili ziemniakiewicza haha2019.06.8 12:26
BĄDŹ KATOLEM, PLUJ NA HOMOSEKSUALISTÓW, MÓW ŻE NIE SPOTKAŁEŚ NIGDY SZCZĘŚLIWEGO. Ciekawe ilu twoich kuzynów i wujków to geje ;) Ja nigdy nie spotkałem szczęśliwego katolika. Rodzicie się i od razu macie grzech pierworodny, potem musicie swojego bożna za wszystko przepraszać, a na koniec jeszcze klecha musi uznać że to on może wam przebaczyć wasze złe rzeczy.
Jestem w Kościele2019.06.9 1:57
A potem żyjemy wiecznie.
anonim2019.06.9 2:54
W układzie pokarmowym robaków !!!!!!!!!!!!!!!!
Albert2019.06.8 12:25
A co Krzysiu, chodzisz po ulicach i wypytujesz każdego, kogo spotkasz, czy jest homo, czy hetero? A co cię to 𝚔𝚞𝚛𝚠𝚊 w ogóle obchodzi?
michu2019.06.8 12:25
Wbrew tytułowi ks. Charamsa dał świadectwo szczęśliwości przed całym światem ;). Co prawda z punktu widzenia religii katolickiej jest zdemoralizowany, ale jak sam twierdzi szczęśliwy ;)
ROCCO2019.06.8 12:24
a arcybiskup Peatz....???? wygląda na szczęśliwego...
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 12:14
Ja natomiast spotykam dwa typy katolików 1. katol pogodzony z katoideologią, bezkrytycznie i bezrefleksyjnie przyjmujący wszystkie jej smutne i zbereźne aspekty, człowiek wielce nieszczęśliwy i za wszelką cenę starający się swoim nieszczęściem zarazić innych 2. katolik nieświadomy całości katoideologii i tego co się kryje za fasadą pozornie dobrotliwej pokojowej religii, naiwny, często niepraktykujący, traktujący kościół tradycjonalistycznie
a.2019.06.8 12:26
Już w swoim nicku zawierasz sprzeczność. Poza tym jesteś chory psychicznie. Leczenie ofensywne może co pomóc.
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 12:39
tobie pomoże tylko apostazja i całkowita separacja od ideologii katolicyzmu, widać, że ci na łeb padło
andrzejhahn32019.06.8 12:09
nie spotkalem inteligentnego katola
Katolik2019.06.8 13:48
Piszesz że nie spotkałeś inteligentnego "katola". No dobrze,a tak z górnej półki, czy zatem tacy ludzie jak papież Franciszek, Ratzinger,Jan Paweł II, św Tomasz z Akwinu czy św. Augustyn oraz inni ludzie tego pokroju byli nieinteligentni? Inni ludzie jak ateiści, gnostycy, buddyści, jehowi, hinduiści są inteligentni? Coś dziwnie szufladkujesz ludzi
andrzejhahn32019.06.8 14:28
szanowna istoto ..Pan lub Pani....................tomasz to prawdziwy kretyn wystarczy przeczytac jego pisma ............augustym podobnie .prosze przeczytac chociazby jego panstwo boze ... .podam przyklad jego kretynizmu w tej pracy.................opisuje np.bitwe miedzy Gotami a Rzymianami pisze dalej ze Gotow bog pokaral i dlatego ze strony GOtow zginelo 100.000 A ZE STRONY RZYMIAN NAWET JEDEN ZOLNIERZ NIE ZOSTAL RANNY .................polecam wpierw nieco poczytac pisma tych rzekomych ojcow kosciola a przekona sie Pan .Pani JACY TO KRETYNI
andrzejhahn32019.06.8 14:30
no ale ciemna zacofana masa katolicka nie czyta jeno jak pelikany i to zglodniale lykaja wszystko co koscielne nieby im wmawiaja.OD SETEK LAT
maniek2019.06.8 13:56
Widocznie obracasz się w środowiskowym dnie moralnym Podnieś poziom swego otoczenia! Może któryś z katolików cię zaakceptuje?
Szcżśliwiec2019.06.8 18:28
To się nazywa mieć pecha. A jak wiadomo: "Kiedy człek pechowy to ma zmartwień kupę, złamie sobie rękę wycierając ..."
Mateusz2019.06.8 12:06
Jakaż wspaniała propaganda katolska. Goebbels byłby z wasz dumny.
polak2019.06.8 12:56
opanowali wypowiedzi dewianci,zboki,żydokomuniści i zwyrodnialcy
Mateusz2019.06.8 13:16
Jeśli chciałeś mi dowalić, to źle trafiłeś, nie jestem żadnym z powyższych. Ale do was najprostszy przekaz nie dociera foliarze, więc nie spodziewam się ''cudów''. Lepiej poczytaj sobie historię twojej sekty, tam znajdziesz, dużo zwyrodnialców, zboków. Różnych tego typu odchyleń.
Dudek2019.06.8 14:30
Podaj tytuł tego "dzieła"!
Mateusz2019.06.8 15:54
Skoro potrafisz wyszukać w Google ten chory portal, jestem pewien, że nie sprawi ci większego problemu wyszukanie hasła ''Historia Kościoła Katolickiego'', w gąszczu wojująco-ateistycznej, i katolickiej propagandy powinieneś znaleźć choć krztę prawdy. W której części mojego komentarza określiłem to jako ''dzieło''?.
andrzejhahn32019.06.8 13:41
kolejny poganski sekciarz katolicki co to pluje na zydow a do zyda sie modli wy katole to dziwne jestescie istotki...........OT CIEMNA ZACOFANA MASA
Mateusz2019.06.8 14:10
Andrzeju nie denerwuj się, szkoda nerwy na nich psuć.
Historyk2019.06.8 18:39
Ignorancja to broń nieuków: Goebbels - podobnie jak cały niemiecki narodowy socjalizm (podobnie jak i komunizm i inne światopoglądy "uszczęśliwiające ludzkość"), były zawsze antychrześcijańskie. Nie miejsce tu na dłuższe rozważania. Ale w tym wpisie występuje logiczna sprzeczność: J. Goebbels byłby dumny z propagandy katolickiej? Może byłoby warto poczytać co nieco na temat historii III Rzeszy, no ale to wymaga - u niektórych - sporo intelektualnego wysiłku. Cbdu - jak mawiają matematycy po rozwiązaniu równania...
Mateusz2019.06.8 19:45
Komuniści zwalczali, nie naziści, drogi historyku.
anonim2019.06.8 12:04
Nie spotkałem szczęśliwego katolika! wszystko co przynosi normalnym ludziom radość czy szczęście dla nich jest grzechem i złem!
polak2019.06.8 12:55
masz coś z dawnej m o --to poziom umysłu idioto
mordechaj2019.06.8 12:03
Dlaczego ? Homoseksualiści w PiS wyglądają na szczęśliwych ludzi.
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 12:51
Dokładnie, a jeszcze szczęsliwsi będziemy po wywalczeniu pełnej równości w prawie!😍
polak2019.06.8 12:54
twój żydokomunistyczny rodowód rodziców ,którzy na stalinowskich czołgach przyjechali do Polski ma duży wpływ na poziom twego debilizmu
Polak Ateista Dumny Gej2019.06.8 13:13
Nie piierdol fałszywy polaczku o ruskiej mentalności. Moja rodzina i znajomi nie mają z Żydami nic wspólnego (i nic przeciwko nim nie mamy), a wszyscy w mniejszym lub większym stopniu popierają równość dla społeczności LGBT