28.01.15, 08:33Joachim Gauck (fot. Wikipedia)

Niemcy: Nigdy więcej Auschwitz!

W niemieckiej prasie dominują dziś relacje z wystąpienia prezydenta RFN w Bundestagu. Joachim Gauck przemawiał z okazji 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Przegląd prasy publikuje stacja "Deutsche Welle".

„Frankfurter Allgemeine Zeitung“: „Rocznice, jak powiedział Gauck w Bundestagu, skłaniają społeczeństwo do refleksji nad wspólną historią. Te refleksje, jak na to wskazuje wiele debat na temat przeszłości Niemiec, nie zawsze prowadzą do pogłębienia wspólnoty. W społeczeństwach otwartych nie jest to ani możliwe, ani też nieodzowne. Konieczny jest wszakże zasadniczy konsens w sprawie wartości cechujących społeczność. W centrum tekstu ustawy zasadniczej umieszczono godność człowieka. Kto chciałby zrozumieć, dlaczego jest ona najwyższą wartością prawa konstytucyjnego, co to pojęcie oznacza i jakie zobowiązania są z nim związane, musi zająć się przeszłością; musi zająć się Auschwitz, ale też epoką oświecenia”.

„Badisches Tagblatt” (Baden-Baden): „Jeżeli można mówić w odniesieniu do Angeli Merkel o jednej stałej wartości przeplatającej się przez prawie dekadę jej rządów, to jest nią szczególna odpowiedzialność za Izrael oraz zajmowanie się Holokaustem. Tak przekonująco nie wstawia się za prawie za niczym. Za rok, w związku z 50-leciem stosunków dyplomatycznych z Izraelem, może to mieć istotne znaczenie. Poza tym w większym stopniu niż Gauck, Merkel daje do zrozumienia, że demokracja, wolność czy tolerancja, na które się powołujemy, są kruchymi wartościami”.

„Heilbronner Stimme“: „Nie ma niemieckiej tożsamości bez Auschwitz, jak twierdzi Gauck? Czy były pastor zamierza każdego Niemca i wszystkich nowo narodzonych naznaczyć piętnem Kaina? To prawda, że Auschwitz, Holokaust są nieodwołalnie częścią niemieckiej historii i symbolizują monstrualne pogwałcenie dorobku cywilizacji. Ale jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało: Auschwitz nie miał miejsca 5 lat temu a 70 lat temu. Niemcy są dziś zupełnie innym krajem. Zmianie uległa również tożsamość narodu”.

„Stuttgarter Zeitung“, że: „Nie może być końca pamięci i refleksji, przemówień i wyciągania wniosków. Jesteśmy to winni ofiarom. I jesteśmy to winni sami sobie. Bo bez przypominania nie pokona się zła, powiedział kiedyś Roman Herzog (były prezydent Niemiec, red.)”.

„Der Tagesspiegel“ (Berlin): „To nie pustosłowie: to, co mówi prezydent, jest autentyczne i ważne. Tak jak nigdy nie osiągniemy na Ziemi stanu wszelkiej szczęśliwości, tak nigdy nie spełni się nam całkowicie powiedzenie „nigdy więcej”. Choć jako nakaz moralny, jako wewnętrzny kompas czy maksyma życiowa pozostanie jednak nieodzowne. Bo pracować na rzecz sprawiedliwego, cywilizowanego współistnienia oznacza pracować nad urzeczywistnieniem pojęcia „Nigdy więcej”.

 bjad/deutsche welle

Komentarze

anonim2015.01.28 8:54
Nigdy więcej niemieckiego ekspansjonizmu. Niemieckie awantury to nie tylko II wojna światowa. Dziś wykupują Ziemie Zachodnie (dzięki temu, że wchłonęli dawne "enerdowo" ten proceder trochę osłabł, podobnie jak kupowanie "Niemców" za DM) oraz szczują Polaków przeciw sobie wmawiając Ślązakom, ze śląska tragedia to tylko 1945 a 1939 to juz wielka "łaska" ze strony odwiecznych przyjaciół. A skutki (także to długofalowe) II wojny to wina wcale nie wywołanej przez nich wojny tylko wina ... kraju najbardziej poszkodowanego - POLSKI !!
anonim2015.01.28 9:13
Niemiec to Niemiec i nic już tego nie zmieni. Teraz zapłaćcie nam za wojnę!!
anonim2015.01.28 9:14
@observer1920 Niestety to już fakt dokonany. Banki, media (90% prasy lokalnej), montownie niemieckich produktów - eufemistycznie nazywane - fabrykami.
anonim2015.01.28 9:57
Coś sensownego znalazłam: "Brak dowodów pamięci ofiar powoduje taki skutek, ze ludzie tracą spójność jako jeden naród i nie potrafią się zjednoczyć w okresach zagrożenia. 27 styczeń tego roku był dla mnie specjalnym dniem nie tylko dlatego, że jest to rocznica moich urodzin, lecz także dlatego mój ojciec Jan, był więźniem niemieckiego obozu Auschwitz – Birkenau, który w tym samym dniu, 70 lat temu został wyzwolony. W związku z tym w ostatnią niedzielę uczestniczyłem w Mszy Św. za ojczyznę i ofiary KL. Auschwitz z okazji 70-tej rocznicy jego wyzwolenia. Mój ojciec był w nielicznej grupie, której udało się przeżyć nieludzkie warunki w Auschwitz-Birkenau i w kopalni granitu Gross-Rosen Gablonz. Na przedramieniu miał wytatuowany numer więźnia 2854. Pod koniec pracy w kamieniołomach udało mu się przekazać mojej mamie swe zdjęcie w pasiaku, opatrzone krótkim grypsem: „Jestem blisko śmierci”. Pod koniec wojny Niemcy wysyłali coraz więcej żołnierzy na rosyjski front i nie mieli rąk do pracy na roli. Jak wiadomo armia nie może walczyć z pustym żołądkiem. Dlatego wybierali ludzi z obozów, którzy byli wychowani na wsi. I tak mój ojciec został przyznany niemieckiej wdowie, aby jej pomagać w gospodarstwie, co uratowało go od pewnej śmierci. Kiedy skończyła się wojna, wdowa chciała go zatrzymać, ale ojciec wrócił do mojej mamy w Polsce. Po powrocie do swej rodziny we wsi Tymianki Pachoły, gdzie uważano go za straconego w obozach zagłady, dowiedział się o smutnym losie swoich braci: Stanisława (22) i Konstantego (20). Obaj byli partyzantami w lasach Łomżyńskich – zostali aresztowani podczas wizyty w pobliskim Nurze. Niemcy skatowali moich wujków i wywieźli z Nura ciężarówką. Jak się potem okazało obaj zostali spaleni żywcem. Mój ojciec nie chciał wiele mówić o swoim pobycie w niemieckich obozach zagłady. Jedyne, co pamiętam to to, że Niemcy najgorzej traktowali jeńców rosyjskich. Poznałem w swoim życiu kilku ludzi, którzy tak jak mój ojciec przeżyli niemieckie obozy koncentracyjne i oni też nie mogli o tym mówić. Kiedy próbowali, to łzy im ciekły po policzkach z powodu wielkiego wzruszenia. Powrót mego ojca do Polski nie był szczęśliwy, ponieważ w 1950 roku znowu znalazł się w więzieniu za to, że przy świadkach powiedział, że Stalin to drań i trzeba go wykastrować. Dostał za to wyrok dwóch lat więzienia. Najwięcej o życiu i śmierci więźniów w niemieckich obozach zagłady dowiedziałem się z książek, między innymi z biografii autorstwa Adama Cyra pt. „Rotmistrz Pilecki - ochotnik do Auschwitz”, którego już po wojnie zamordował zdominowany przez Żydów i usłużny sowietom aparat Urzędu Bezpieczeństwa. Po wojnie cała Polska stała się obozem pracy - granice były tak szczelne, że tylko niewielu udało się wydostać na zewnątrz kraju. Za posiadanie książki „Myśl w obcęgach” można było dostać 7 lat ciężkiego więzienia. Takie wyroki serwował młody (23 lata) wojskowy prokurator Stefan Michnik. W tak młodym wieku skazywał na karę śmierci za „odchylenie nacjonalistyczne”, bo tak wtedy traktowano naszych patriotów. Dlatego jako syn byłego więźnia niemieckich obozów zagłady uważam za niesłuszne oddanie organizacji obchodów 70-tej rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau w ręce organizacji żydowskich. Nigdy by na to nie pozwolił rząd, który dba o interesy Polaków. A to dlatego, że 6 milionów naszych rodaków zostało zamordowanych przez Niemców w czasie wojny, a media mówią tylko o 6 milionach ofiar żydowskich. W Polsce przy okazji 70-tej rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, polski rząd za żadną cenę nie powinien przekazywać odpowiedzialności obchodów pamięci ofiar tego obozu w obce ręce, ponieważ jest to okazja do zachowania w pamięci 6-ciu milionów zamordowanych Polaków. Haniebne jest ignorowanie Rosjan jako wyzwolicieli tego obozu przez ministra MSZ Grzegorza Schetynę, który ostatnio powiedział, że wdzięczność należy się np. Ukraińcom. Według Rosjan w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej na Ukrainie z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło 850.000 Żydów, 220 tysięcy Polaków, ponad 400 tysięcy jeńców radzieckich i jeszcze około 500 tysięcy cywilów, mieszkańców Ukrainy. Zostało zabitych 20 tysięcy żołnierzy i oficerów Armii Radzieckiej oraz funkcjonariuszy organów ścigania. Dla mnie zawsze było jasne, że bez udziału Rosji, która poniosła ogromne straty w walce Niemcami, alianci nie mogliby wygrać II Wojny Światowej. Chyba żeby zrzuciliby na Berlin bombę atomową, jak na Hiroszimę i Nagasaki. Przypominam, że to Rosjanie pierwsi weszli do Berlina, aby zawiesić swoją zwycięską flagę na budynku Reichstagu. Przez wiele lat dziwiło mnie dlaczego mój ojciec, który wiele ucierpiał i prawie umarł w niemieckich obozach koncentracyjnych, a dwóch jego braci zostało bestialsko zamordowanych, nie nosił w sobie nienawiści do Niemców. Jako były rusznikarz, a potem radiotechnik miał nawet do nich szacunek za wysoki poziom technologii. Może dlatego, że my Polacy w czasie wojny zabijaliśmy Niemców, a oni nas. A może dlatego, iż przedwojenna Europa była jak beczka prochu i wystarczyło pokazanie się Adolfa Hitlera na scenie politycznej, aby podpalić lont i rozsadzić całą, pełną koterii, Europę. Przyczyną tego były nierealne postanowienia zwycięzców I-ej Wojny Światowej, kiedy to z kolonialną mentalnością nałożono na Niemcy tak wielkie koszta reparacji, że kraj ten dusił się z powodu bezrobocia, inflacji i biedy. W pewnym okresie na zachodzie Niemiec Francuzi strzelali z broni maszynowej do strajkujących górników. Ironią losu było zwycięstwo bolszewików nad Niemcami w II wś., ponieważ w czasie I wś. to Niemcy sfinansowali Lenina, aby stworzył w większości żydowski, bolszewicki rząd w Rosji i odciążył ich wschodni front. Dzięki temu mogli skoncentrować wszystkie swoje siły na Zachodzie, co i tak zakończyło się ich klęską. Pod koniec lat 80-ch zwiedziłem Auschwitz w drodze do Krakowa i byłem zaskoczony jak niepozorny i zaniedbany był pawilon żydowski. Wyobrażałem sobie zupełnie inaczej symbol zagłady Żydów. Od tamtego czasu holocaust stał się maszyną do zarabiania pieniędzy, aż doszło do tego, że w Warszawie stanęło imponujące muzeum kultury żydowskiej w większości sponsorowane z podatków Polaków. Budynek zaprojektowany w tym celu przed fińskiego architekta jest symbolem siły i władzy żydowskiej w Polsce. Nie ma natomiast podobnego obiektu upamiętniającego martyrologię 6 milionów Polaków zamordowanych przez Niemców w czasie okupacji oraz kilkuset tysięcy zamordowanych przez rezunów Bandery na Ukrainie oraz ofiar zdominowanego przez Żydów Urzędu Bezpieczeństwa. Co więcej, inicjatywy upamiętnienia holokaustu Polaków są dyskryminowane przez obecne władze do tego stopnia, że Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego od kilku lat nie może postawić na cokole pomnika ofiar rzezi wołyńskiej z powodu braku pozwolenia architekta Warszawy. Jest to dowód na to, iż Polacy nie są panami swego domu i przypominanie o zagładzie naszych przodków jest zabronione przez obecne władze. Brak dowodów pamięci ofiar powoduje taki skutek, że ludzie tracą swoją spójność jako jeden naród i nie potrafią się zjednoczyć w okresach zagrożenia. Jest to pomniejszanie wartości naszych męczenników. To tak jakby ich śmierć była niczym, a przecież oni umierali z miłością do naszej ojczyzny i pragnieniem wolności dla wszystkich Polaków. To dlatego swoimi akcjami narażali się na cierpienia i śmierć aby nasz naród uwolnił się od okupantów. Wielu w momencie śmierci krzyczało „niech żyje wolna Polska”. Obecnie hedonistyczny styl życia narzucony przez „liberałów” stawia szczęście jednostki ponad dobrem narodu, aby nas niszczyć w odizolowaniu od reszty naszej społeczności. Dlatego stale trzeba przypominać o naszych walecznych rodakach, którzy byli męczeni i mordowani z przekonaniem, że ginęli w walce o przetrwanie całego polskiego narodu. Inaczej będziemy nowoczesnymi metodami opresji zmanipulowani, sponiewierani i upodleni jak to zwykle bywa z ludźmi bez szacunku do własnej historii. I drugie: Cytat z "Mit 6 mln" Wolna Polska "...intrygujące jest pochodzenie mitycznej liczby “6 mln”. Żydzi uparcie podkreślali ją w propagandzie horroru od roku 1890 do 1945. Druga wojna światowa zakończyła się w 1945 roku, i od tego czasu ta kabalistyczna liczba zdobyła pozycję świętości, dzięki lichej i oszukańczej kampanii wielokrotnego mówienia o holo-oszustwie w wiadomościach i przemyśle rozrywkowym z ośrodkiem w żydowskim Hollywood. Jak kiedyś powiedział żydowsko-komunistyczny morderca, Władimir Lenin, “wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą”. Ta kampania żydowskiego oszustwa potęgowała się na przestrzeni lat. Kiedy Żydzi wyczuwają wśród gojowskiej opinii publicznej wzrost świadomości swojej zdrady i globalnych zbrodni przeciwko ludzkości (naturalna reakcja oburzenia i wrogości), tym głośniej zaczynają lamentować o wymyślonym przez siebie holokauście w kontrolowanych przez nich ośmiorniczych mediach. To dlatego zawsze mierzą puls opinii publicznej. Światowi przywódcy, prezydenci, premierzy, królowie i królowe, papieże, księża i święte osoby wszystkich religii, na klęczkach czołgają się w szacunku do mitycznych “6 mln Żydów”, którzy nie zginęli w “nazistowskich komorach gazowych”, bo takie komory nie istniały i były niemożliwe (zobacz VHO, IHR, CODOH, WSMOT, Zundelsite, Nazi Gassings Never Happened) Badania pokazują, że powód tej dziwnej żydowskiej obsesji związanej z liczbą 6 mln bierze się ze starożytnego proroctwa religijnego w Torze. Według pewnych źródeł, proroctwo to przewidziało, że zanim naród żydowski będzie mógł wysunąć roszczenia i zdobyć Palestynę, by ustanowić żydowską ojczyznę zwaną “Izrael”, musi zginąć 6 mln Żydów w ofierze całopalenia (czyli holokauście), jako ofierze złożonej ich żądnej krwi boskości, YHWH. (Zobacz Weintraub, Ben. The Holocaust Dogma of Judaism: Keystone of the New World Order. Washington, D.C.: Cosmo Pub., 1995.) Żydowski autor Benjamen Blech potwierdził to w książce “The Secrets of Hebrew Words”..."
anonim2015.01.28 11:04
szwaby kurews...kie zabijały żydów
anonim2015.01.28 12:30
,,Nigdy więcej obozów !" krzyknął ktoś na poprzedniej rocznicy,a zapomniał że istnieje kraj który jest jednym wielkim obozem zagłady- Korea Północna