24.04.16, 11:30

Niemiec jest panem, a Polak niewolnikiem

Nasza polityka Volkstum zrodziła się z narodowych i rasowych potrzeb. Między Niemcami i Polakami nie może być współistnienia. Germanizacja Polaków, poza nielicznymi wyjątkami, jest nie tylko niepożądana, ale także niewłaściwa w narodowosocjalistycznym rozumieniu. Polak nie może i nie powinien być zgermanizowany.  (Arthur Greiser, gauleiter Kraju Warty )

Los Polaków po wygranej przez Hitlera wojnie był właściwie przesądzony. Niemcy zamierzali w pełni zdominować zajęte tereny. Jednocześnie nie planowano asymilować podbitej ludności. Zdawano sobie sprawę z tego, że germanizacja nie pójdzie zbyt łatwo. Polacy niejednokrotnie potrafili się jej skutecznie przeciwstawić. Nie udało się to kanclerzowi Bismarckowi pomimo prowadzenia konsekwentnej polityki kulturkampfu. Należało więc zastosować bardziej drastyczne metody nieograniczające się jedynie do zakazania używania języka polskiego. Najskuteczniejszym sposobem osiągnięcia zamierzonego celu stuprocentowego zniemczenia odwiecznych polskich ziem było wyrżnięcie ich mieszkańców. 

W pierwszych miesiącach wojny wymordowano kilkadziesiąt tysięcy osób. Niemcy wiedzieli, że na tym nie mogą poprzestać. Liczyli się z tym, że przelana krew wzbudzi opór Polaków. Maszyny śmierci nie można było zatrzymać nawet na chwilę. Musiała ona przemielić całe polskie społeczeństwo. Takie mordercze przedsięwzięcie należało jednak rozłożyć na lata. Wcześniej zaplanowano rozwiązanie kwestii żydowskiej, co wiązało się z unicestwieniem kilkumilionowej populacji. Dopiero po pozbyciu się tego problemu zamierzano przystąpić do dalszego oczyszczania ziem polskich z ich prawowitych mieszkańców. Nie wszędzie jednak Niemcy z tą samą zaciekłością realizowali plan germanizacji zajętych terenów. Po zajęciu Polski na większości jej obszaru utworzono Generalne Gubernatorstwo z panującym tam niepodzielnie gubernatorem Hansem Frankiem, z wykształcenia prawnikiem, a z zamiłowania jednym z wiernych Hitlerowi morderców, decydującym zza biurka o losie swych poddanych. Pozostałe tereny przyłączono bezpośrednio do Niemiec, tworząc między innymi tak zwany Kraj Warty Warthegau. Namiestnikiem tej prowincji został gauleiter Arthur Greiser. Jego także można scharakteryzować jednym słowem – morderca. Był on zaciekłym wrogiem Polaków. 

Na Kraj Warty i to, co się tam działo w okresie rządów Greisera, warto zwrócić szczególną uwagę. Ziemie te w pierwszej kolejności zamierzano zgermanizować. Niem- cy dawali sobie na to 30 lat. Po tym czasie na terenach w większości dawnego województwa poznańskiego słowo Polak miało już mieć znaczenie tylko historyczne. Kraj Warty był więc specyficznym poligonem doświadczalnym. To, co sprawdziłoby się tu po zakończeniu wojny, oczywiście uwieńczonej sukcesem hitlerowskich Niemiec, można będzie z powodzeniem wdrożyć w innych częściach okupowanej Polski. 

Prześledźmy, jaki był los Polaków w rządzonym przez Greisera Kraju Warty, a dowiemy się, co miało czekać nasz naród po zwycięstwie Niemców. 

W 1939 roku na terenie tworzącym Warthegau mieszkało ponad 4 miliony Polaków, co odpowiadało 85,1 pro- centa ludności. Niemcy w liczbie 325 tysięcy stanowili jedynie 6,6 procenta mieszkańców. Nieco więcej było Żydów – 400 tysięcy. Kraj Warty obejmował niecałe 50 pro- cent obszaru ziem polskich włączonych do III Rzeszy. Już na pierwszy rzut oka widać, że proporcje te były bardzo niekorzystne dla Niemców. Należało więc przedsięwziąć drastyczne środki dla osiągnięcia zamierzonych celów. Dla Greisera były nimi: deportacje, przesiedlenia i maso- we mordy. Żadna asymilacja ras uznawanych za niższe nie wchodziła w rachubę. „Germanizacja dotyczy ziem, a nie ludzi”. Od tych słów zawartych w Mein Kampf Adolfa Hitlera nie było odwrotu. Przymusowa deportacja Polaków, w tym także żydowskiego pochodzenia, miała umożliwić przesiedlenia i napływ Niemców z innych podbitych rejonów. Tak zwany Pierwszy Plan Krótkotrwały przeprowadzony w niecałe pierwsze trzy tygodnie grudnia 1939 roku zakładał deportację blisko 90 tysięcy Polaków na teren Generalnej Guberni. Niemcy w tym wypadku ograniczyli się do wypędzenia mieszańców z ich domów, załadowania na ciężarówki, zgromadzenia w obozie przejściowym. W końcu wywiezienia ich wszystkich. 

Rano policja niemiecka wpadała do mieszkań Polaków i wybudzonym ze snu, przerażonym ludziom nakazywano w ciągu kilku minut spakowanie dokumentów i niezbędnych do podróży rzeczy. O zabraniu pozostałego dobytku nie było mowy. Miał on poczekać na nowych niemieckich lokatorów. 

Głodni, wycieńczeni – deportowanym nie zapewniano bowiem żadnego wyżywienia – jechali w bydlęcych wagonach w nieznane. Po przyjeździe do Generalnej Guberni wyrzucano ich z pociągu na nieznanej stacji. Odtąd mieli sobie sami radzić. Większość przeżyła dzięki życzliwości rodaków, którzy przygarnęli ich, dali dach nad głową i otoczyli opieką. 

<<< DOWIEDZ SIĘ PRAWDY O HOLOKAUŚCIE! OBALAMY MITY !!! LEKTURA OBOWIĄZKOWA >>>

Deportacje Polaków z Kraju Warty prowadzono do maja 1941 roku. Do tego czasu przymusowo wywieziono ponad 270 tysięcy prawowitych mieszkańców, niepożądanych na zniemczanym obszarze. Akcję przerwały przygotowania do wojny z Rosją sowiecką. Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni, niechętnie przyjmował nowych Polaków na zarządzanym przez siebie terenie. Musiał jednak podporządkować się decyzjom zwierzchników i samego Hitlera. 

Przybysze z Kraju Warty stanowili poważny problem i gdyby losy wojny potoczyły się inaczej, Niemcy z pewnością rozwiązaliby go po swojemu. Tak jak kwestię żydowską, z którą uporano się w komorach gazowych i krematoriach. To było najlepsze z możliwych rozwiązań, czemu nie miano by skorzystać ze sprawdzonej metody? 

Greiser już w 1942 roku zamierzał w ten sposób uporać się z 35 tysiącami Polaków chorych na gruźlicę. W tej sprawie pisał do Himmlera: „Nawet jeśli w Starej Rzeszy nie możemy przedsięwziąć tak drastycznych środków przeciwko pladze publicznej, to sądzę, że mogę usprawiedliwić zaproponowanie Panu, by w Warthegau przypadki otwartej gruźlicy u polskiej ludności zostały wyeliminowane”. Szef policji i SS nie miał żadnych zastrzeżeń co do rozwiązania problemu chorych Polaków poprzez eks- terminację. Polecił Greiserowi, by w tej sprawie zwrócił się do policji bezpieczeństwa i wspólnie załatwili to bez rozgłosu. 

Greiser posiadał pełną władzę na zarządzanym przez siebie terenie. Decydował także o losie Żydów znajdujących się na podległym mu obszarze. W jednej z rozmów Hitler zapewnił go, że może z nimi postępować według uznania. Żyd czy Polak – nie stanowiło to dla Greisera żadnej różnicy. Obu nacji musiał się pozbyć ze swojego Warthegau. Masowe mordy były jedną z najskuteczniejszych metod prowadzących do zmniejszenia populacji obu uznanych za niepożądane narodów. 

Pierwszy obóz zagłady, a właściwie miejsce masowego uśmiercania Żydów, powstał w Kraju Warty w Chełmnie nad Nerem, miejscowości oddalonej o około 55 kilometrów od Łodzi, gdzie znajdowało się drugie pod względem wielkości getto na ziemi polskiej. Od 8 grudnia 1941 roku do marca 1943 roku w Chełmnie zamordowano 150 tysięcy osób. 

W tym czasie Polaków nie zabijano na masową skalę. Nie zamykano ich także w odosobnionych miejscach. W Warthergau antypolska polityka miała ogólne zastosowanie. Jej przejawy można było dostrzec na każdym kroku. „Niemiec na tym terenie jest panem, a Polak niewolnikiem” – pisał Greiser. 

Niewolnik w Kraju Warty miał otrzymać podstawową edukację. Ograniczała się ona do opanowania prostych działań arytmetycznych w zakresie liczbowym do pół tysiąca oraz umiejętności pisania własnego nazwiska. Uczniom wpajano bezwzględne posłuszeństwo. Wobec Niemców należało być uczciwym, dobrym i pracowitym, co, jak uczono, wiązało się z nakazem boskim. Polak na każdym kroku miał sobie uświadamiać, że „na tej ziemi panują Niemcy”. Jednocześnie polecono Niemcom zachowanie osobistego dystansu wobec osób narodowości polskiej. Kontakty miano ograniczyć tylko do sfery zawodowej. 

Zgodnie z zarządzeniem wyższego dowódcy SS i policji „mężczyźni narodowości polskiej, mijając funkcjonariuszy niemieckich, mają obowiązek pozdrowić ich zdjęciem kapelusza”. Trudno przywołać wszystkie zakazy i ograniczenia ze względu na olbrzymią ich ilość. Odnotujemy tylko te najbardziej kuriozalne. Polskie dzieci otrzymywały imiona z ustalonej listy, ponadto wszystkim polskim chłopcom nadano imię Kazimierz, dziewczynkom – Kazimiera. Polaków pozbawiono prawa do własności. Zakazano im kupowania owoców, warzyw takich jak szparagi, kala or, cebula, a także mąki pszennej, ciast i innych wyrobów zawierających mąkę pszenną. Od 1943 roku w urzędach i różnego rodzaju instytucjach dozwolony był tylko język niemiecki. Kto go nie znał, musiał przychodzić z tłumaczem. Dzieci, które ukończyły 14 rok życia, zmuszano do ciężkiej pracy. Polacy otrzymywali niższą płacę i musieli płacić wyższe podatki. Pozbawiono ich wszelkiej pomocy, ubezpieczenia, zasiłków oraz świadczeń rodzinnych. Miało to doprowadzić do zmniejszenia liczby urodzin. Polacy nie mogli wysyłać telegramów, korzystać z telefonu. W rejonie poznańskim musieli uzyskać zgodę na przejazd autobusem lub koleją. Regulacji prawnej podlegała także jazda rowerem. Wszystko to służyło polityce segregacji. 

Od samego początku okupacji w Kraju Warty dotkliwym represjom poddano także Kościół katolicki. Dla Niemców Warthegau stał się modelową prowincją III Rzeszy do przeprowadzenia eksperymentu obejmującego regulację kwestii wyznaniowych. W ramach tych działań drastycznie zredukowano liczbę kościołów. Zamknięto 1300 świątyń, ponad 500 zamieniono na magazyny. Spośród 441 kościołów w archidiecezji poznańskiej jedynie 30 było nadal czynne dla Polaków, a 15 dla Niemców. W samym Poznaniu, gdzie przed wojną było 30 kościołów, tylko dwa z nich pozostały otwarte dla Polaków i jeden dla Niemców. W katedrach w Gnieźnie, Poznaniu i Włocławku urządzono sale koncertowe. W samej tylko diecezji włocławskiej na 318 kościołów 300 zamknięto, a 17 zburzono. Przedmioty kultu skon skowano. Szaty liturgiczne i bieliznę kościelną, których zebrano w sumie około 60 ton, przekazano na przemiał do produkcji papieru. Bezpowrotnie zniszczono między innymi stare, o wyjątkowym znaczeniu historycznym ornaty. Represje dotknęły także katolików niemieckich, którym pod karą więzienia zabroniono uczestnictwa w nabożeństwie odprawianym w kościele polskim. 

W poważny sposób uderzono także w polskie duchowieństwo. Księży zamykano w obozach koncentracyjnych znajdujących się na terenie Niemiec. Najwięcej z nich umieszczono w KL Dachau, gdzie zmuszono ich do ciężkiej, wyniszczającej pracy, a także poddawano różnego rodzaju eksperymentom pseudomedycznym. Od grudnia 1940 roku do tego obozu trafiali również duchowni z innych krajów podbitej Europy. Najcięższym represjom podlegali jednak Polacy, którym zabroniono jakichkolwiek praktyk religijnych. Z Kraju Warty do obozu tra ło 1092 księży, z tego 662 zginęło śmiercią męczeńską. 

Walka z katolikami nie ograniczyła się tylko do zamykania kościołów i duszpasterzy. W Kraju Warty usunięto także niektóre święta religijne, między innymi Wielki Piątek oraz święto Wniebowstąpienia Pańskiego. 

Warthegau miał być krainą o charakterze wyjątkowo ateistycznym. Niemcy na otwartą walkę z wiarą nie mogli pozwolić sobie na swym terytorium, dlatego na eksperyment zmierzający do całkowitego wyeliminowania Kościoła katolickiego wybrali teren nieistniejącego państwa polskiego. Po odniesionym zwycięstwie, kiedy już nikt nie śmiałby im w tym przeszkodzić, Kościół katolicki i jego wierni zniknęliby z całego terenu tysiącletniej Rzeszy. To jednak nie mogło się powieść. 

Nienawiść Arthura Greisera do Kościoła katolickie- go można powiązać z jego przynależnością do masonerii. Z wolnomularstwem związał się w 1921 roku prawdopodobnie za namową brata, który rok wcześniej wstąpił do loży w Inowrocławiu. W 1923 roku Greiser uzyskał stopień mistrza w gdańskiej loży występującej pod nazwą „Twierdza na Wschodzie”77. W 1925 roku został już współzałożycielem nowej loży masońskiej, którą połączył ze swoją macierzystą. Karierę masońską zakończył w 1929 roku krótko przed wstąpieniem do NSDAP. Pomimo swych masońskich korzeni Greiser w szybkim tempie pchał się po szczeblach nazistowskiej kariery. A może właśnie po- wiązania z wolnomularstwem mu to ułatwiły?

Fragment książki Dariusza Walusiaka pt. WINNI. Holokaust i fałszowanie historii, Wydawnictwo RAFAEL 2016

<<< DOWIEDZ SIĘ PRAWDY O HOLOKAUŚCIE! OBALAMY MITY !!! LEKTURA OBOWIĄZKOWA >>>