03.02.14, 22:45fot. M. Brzezińska

O. Rydzyk marzy o własnej wytwórni filmów

„Mamy koncesję, decyzję rezerwacyjną i podpisaną umową z Emitelem, a więc – wszystko. Możemy rozpocząć nadawanie” – powiedziała Lidia Kochanowicz-Mańk, dyrektor finanssowy fundacji Lux Veritatis „Naszemu Dziennikowi”.

Decyzja Urzędu Komunikacji Elektronicznej o rezerwacji częstotliwości zakończyła ostatecznie długie spory Telewizji Trwam z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji i z TVP. KRRiT w 2011 odrzuciła wniosek fundacji Lux Veritatis o miejsce na multipleksie. Miała odpowiadać za to niepewna sytuacja finansowa tejże. Po licznych i głośnych protestach decyzja została zmieniona. Pomimo tego TVP zwlekała – zdaniem o. Rydzyka złośliwie – ze zwolnieniem częstotliwości. W grudniu telewizja zgodziła się zwolnić ją 15. lutego. Decyzję o rezerwacji częstotliwości podjął w zeszłym tygodniu Urząd Komunikacji Elektronicznej. TV Trwam znajdzie się w MUX 1.

Rozpoczniemy od transmisji mszy św. przed Cudownym Obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze, naszej Matki i naszej Królowej. Ona jest dana do obrony Narodu Polskiego, z Nią idziemy ewangelizować.” – powiedział o. Tadeusz Rydzyk w „Naszym Dzienniku”.

Redemptorysta zapewnił, że TV Trwam nie ma żadnego problemu z pozyskaniem reklamodawców. Telewizja będzie też wolna od długich bloków reklamowych i od przerywania programów.

O. Rydzyk dodał, że martwi go, iż na rynku nad filmami katolickimi dominują filmy protestanckie. TV Trwam ma wobec tego ograniczony wybór tego, co może kupić. „Są to filmy chrześcjańskie, ale nie zawsze nam odpowiadają. Czasem są nie do końca zgodne z duchem katolickim” – powiedział redemptorysta.

„Przydałaby się katolicka wytwórnia filmów. Nie ma takiej na świecie. Polacy są zdolni, mogą to zrobić. Mogę zdradzić, że jest to moim marzeniem” – zdradził o. Rydzyk.

Pac/wyborcza

Komentarze

anonim2014.02.3 22:52
protestanci to heretycy odszczepieńcy od nich żadnych filmów nie należy nabywać a tym bardziej emitować w porządnej telewizji trwam. Słusznie ojciec dyrektor Tadeusz Rydzyk zauważył iż potrzeba wytwórni dobrych filmów jednak to plany na przyszłość. Po zmianie władzy na lepsze będzie można nawet uzyskać pewne wsparcie finansowe bo obecnie to liberalno - lewicowe mendy na ateistyczne świństwa jak ideologię gender nasze pieniądze wydają;/
anonim2014.02.3 23:04
Rekkon wolę obejrzeć nawet powtórkę dobrego programu niżeli kilka fałszywych różnorakich materiałów lub też można transmitować owe obłudne treści po czym na bieżącą dementować w telewizji aby każdy widz wiedział dokładnie w jaki sposób protestanci czy inni poganie manipulują.
anonim2014.02.3 23:18
axal13 - niedług pan Sakiewicz będzie musiał wymyśleć swoją własną wersję "Słuchasz, oglądasz, ale czy pomagasz?"
anonim2014.02.3 23:20
JEDYNIE PRAWDA JEST CIEKAWA Józef Mackiewicz
anonim2014.02.4 4:22
@atena... Zanim cos złośliwego napiszesz, to najpierw pomyśl. O. Rydzyk nie jest już młody, a w pewnym wieku człowiek przybiera na wadze niezależnie od ochoty na noszenie paru kilogramów więcej. Jak będziesz w jego wieku, to zobaczysz również u siebie sadełko, którego nie sposób się pozbyć.
anonim2014.02.4 4:24
Sam pomysł o. Rydzyka świetny. Mam kolegę - filmowca, świetnego zarówno scenarzystę, kamerzystę, jak i reżysera, który byłby zainteresowany współpracą z o. rydzykiem w tej dziedzinie. Może kiedyś to przedsięwzięcie wypali. Czego im życzę.
anonim2014.02.4 6:49
Dobry pomysł. Przydałaby się jakaś odtrutka na Wajdę Holland czy Kutza. Najwyższy czas wypromować polskiego reżysera.
anonim2014.02.4 7:29
Brawo! Katolicka wytwórnia to świetny pomysł. Niedawno w rozmowie towarzyskiej stawiałem pytanie dlaczego takowej nie ma. Nie byłoby problemów z funduszami na wartościowe kino, a tematy z naszej historii czekają, czekają...
anonim2014.02.4 7:35
Apso44 - promować należy, jak najbardziej, ale już kilku jest chociażby A.Krauze czy J.Zalewski.
anonim2014.02.4 9:10
Kropelko, "Sam pomysł o. Rydzyka świetny. Mam kolegę - filmowca, świetnego zarówno scenarzystę, kamerzystę, jak i reżysera, który byłby zainteresowany współpracą z o. rydzykiem w tej dziedzinie. Może kiedyś to przedsięwzięcie wypali." To "kiedyś" może być już, ale jak się mogę z Tobą skontaktować ?
anonim2014.02.4 10:49
Buuuhahahahaaaa dyrektor finanSSowy Teraz to wyszedł redakcyji good joke:-)
anonim2014.02.4 14:08
Jakośćobrazu to sprawa drugorzędna. Ważne żęby za pomocąform materialnych kodowaćtreści chrześcijańskie, bo jak nie, to sięniechrześcijańskie, nawet nie wiemy wcisną i zacznąprzemieniaćnaszą mentalność, nawet sięnie spostrzeżemy kiedy. Chodzi o ubiru, przestrezń, symbolikęwschopdu ołtarzyki w chatach, można uczyćo tym jak urządzaćkatolicki dom, bo jak nie to si.ęnam feng szuje i inne szuje wcisną...
anonim2014.02.4 14:24
NO i polecam zastanowićsięczy muzyka, którą pu87szczacie nie ma elementów katolickich .Urzpedzam, słuchałem, ma. W muzyce metalowej podobała mi się moc. Ale trzeba wypreparować tą moc od agresji. Można przejąc metalową moc, otwarte głosy(bo zdzierania zchrypiałych gardeł nie lubię) . Przykład tego jest choćby tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=rQHPszuhlas http://www.youtube.com/watch?v=VjKZacmbQ-g http://www.youtube.com/watch?v=sRogtbUclEE&list=PL9B863DADD26D5B85 W muzyce pop, techno, disco, w przeróżncyh odmianach rocka, są elementy agresywnego transu analogiczne do tego co jewst agresywne w metalu. CZęsto niestety nie mają metalowej mocy, ale słodycz, która czyni całą mieszankę takim oszukańczym przemycaniem dionizyskiego przeżycia, które jest sprzeczne z chrześcijaństwem .występuje ono również w muzyce zwanej chrześcijańską. To nie jest więc problem tylko black metalu, ale bardziej może całej muzyki o dionizyjskim charakterze. Opisuję ten problem tutaj: http://misjakultura.blogspot.com/2013/01/zy-rock.html To jest problem zapomnienia, że formy materialne nie są obojętne, symbolicznie, treściowo, czy moralnie. One znaczą(nie tylko słowa znaczą), i działają. Można mówić o dwóch typach kultu. Ten pierwszy można określić również za F. Nietschem dionizyjskim, a te drugie apollińskim. pierwszy polega m. in. na przeważającej roli doświadczeń transowych, wyzwolenia od porządku-formy, instytucji. Innymi słowy, jak pisała Mary Douglas wiążąc rolę transu z tendencją antyrytualistyczną(sprzeczną z katolicyzmem- bo Msza święta jest Doskonałym Rytuałem- a jednak przez katolików przyjmowaną): „trans, jako forma oddzielenia będzie tym bardziej zaakceptowany i przyjmowany im słabsze będzie ustrukturyzowanie społeczności.” Być może dlatego tak dużą akceptacją cieszą się dzisiaj takie formy kulturowe, które w ową transowość się wpisują, jak choćby koncerty muzyki zbudowanej na bazie doświadczeń ekstatycznych, które zostały uznane przez kard. Ratzingera za sprzeczne z chrześcijaństwem: "Pomyślmy na przykład o dionizyjskim typie religii i jego muzyce, o której mówił Platon ze swego religijnego i filozoficznego punktu widzenia. W niejednej formie religii muzyka służy odurzeniu, ekstazie. Wyzwolenie człowieczeństwa z wszelkich ograniczeń, ku któremu zmierza właściwy człowiekowi głód nieskończoności, ma być osiągnięte poprzez święty obłęd, poprzez szaleństwo rytmu i instrumentów. Taka muzyka obala bariery indywidualności i osobowości; człowiek uwalnia się w niej od brzemienia świadomości. Muzyka staje się ekstazą, wyzwoleniem od własnego „ja", zjednoczeniem z wszechświatem. Zeświecczony nawrót tego typu przeżywamy dzisiaj w muzyce rockowej i pop, której festiwale są idącym w tym samym kierunku antykultem – żądzą niszczenia, zniesieniem barier codzienności i iluzją wyzwolenia od własnego „ja" w dzikiej ekstazie hałasu i masy. Chodzi tu o formy wyzwolenia, które są pokrewne działaniu środków odurzających i z gruntu przeciwstawne chrześcijańskiej wierze w zbawienie. " (Nowa Pieśń dla Pana s.193) "Przejawem podobnej postawy są zielonoświątkowe, „charyzmatyczne” i obecne w niektórych wspólnotach protestanckich „wylania ducha”, w których dochodzi do orgiastycznych scen, konwulsyjnych ruchów ciała i bezładnego bełkotu. Współczesna muzyka rozrywkowa powstała właśnie w takich warunkach: Dla zielonoświątkowców, jak sama nazwa wskazuje, największym darem Ducha Świętego jest dar mówienia językami, który umożliwia rozumienie, dar widzenia przyszłości i uzdrowienie. Paradoksalnie dar języków przejawia się poprzez całkowicie niezrozumiały bełkot i okrzyki „Alleluja”. Im mniej można go zrozumieć, tym bardziej wyraźny to dowód, że mówca stracił świadomość i nie ma kontroli nad tym, co jest mu przekazywane. Brak artykulacji uważa się za dowód boskiej inspiracji. Tak samo, jak „taniec w Duchu”, mimowolne okręcanie się i przytupywanie bez udziału woli, tiki, skurcze, drżenia, są oznaką błogosławieństwa. Michael Ventura w swoim opracowaniu historii muzyki rockowej wyprowadza genealogię terminu z obrzędów czarnych niewolników w południowych stanach USA. Kołysanie /rock/ kaznodziei oznaczało tam ekstatyczny, rytmiczny śpiew psalmów. Uczestniczyła w tym śpiewie cała wspólnota. Od przełomu stulecia a prawdopodobnie o wiele wcześniej istniał termin oznaczający uprawianie muzyki rockowej w kościele. Gdy w kościele śpiewano a nawet wykrzykiwano murzyńskie pieśni, kiedy klaskano zgodnie z rytmem, gdy pot spływał strumieniami a wierni popadali w omdlenie, mówili językami, unosili się i mieli świadomość e są wyzwalani, to było to rozumiane jako przejaw obecności Ducha św., nazywano to rockowaniem w kościele. Uczestnicy liturgii uprawiali kościelny rock. Tego rodzaju muzyka wywoływała w kościele kołysanie,entuzjazm. Na tym rocku, na tej skale był oparty ten kościół /chodzi o denominacje protestanckie amerykańskiego południa/, bardziej ni na skale Piotra. Okrzyki entuzjazmu, które się rozlegały, nie były ani krzykami rozkoszy ani krzykami śmierci, ale zespalały się i dźwięczały w jednym...zarówno śpiew Little Richarda jak i Janis Joplin , Arethy Franklin i Jamesa Browna i Bruce`a Springsteena, wszystkie te krzyki wywodzą się bezpośrednio z tych kościołów.” Wspominany już berliński teolog Rolf Fisher opisał dokładnie występowanie takich” podobnych do upojenia ekstatycznych stanów”, które niegdyś występowały w czasie liturgii a dzisiaj są poszukiwane w koncercie rockowym." (Ks. W. Kulbat, No future, http://wkulbat.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=375 (5.12.2013)) Związek między antyrytualizmem a różnymi przejawami ekstatyczności jest również widoczny w akceptacji dla tańców towarzyskich, w których przekracza się granice dystansów obowiązujące w danej kulturze. Cechą ekstatyczności jest bowiem również zagubienie granic zmysłowości. Można się spierać o to, czy takie zachowania podpadają pod kategorię ”transu”, natomiast widać wyraźnie że ich krytyka, tak samo jak i krytyka naruszeń zasad skromności w ubiorze i zachowaniu ustępuje wraz z umacnianiem się tendencji antyrytualistycznej w Kościele. Pamiętamy krytykę polki, walca, tanga, czy „nowych tańców murzyńskich”., nieskromnych strojów, plażowania, itd. Tańce i dionizyjskie misteria Kościół zwalczał zawsze, ale wraz z utratą kontroli nad kulturą musiał zmierzyć się z problemem ukształtowania jej przez antykatolicki, antyrytualny model, który wygenerował przemiany „szalonych lat dwudziestych”, a także rewolucji obyczajowej lat 60-ych poprzedniego wieku. Nawet w samym Kościele przyjęto te zmiany, czego przykładem jest praktyczna interpretacja tzw. inkulturacji. W jej imię do Liturgii włącza się dziś i te elementy( muzykę, i taniec) różnych kultur ludowych, które wpisują się z ekstatyczne formy religii i dlatego nie są do pogodzenia z katolicyzmem. Widzimy więc, że ma miejsce odrzucanie z kultur ludowych tego, co pomaga wierzyć, a przyjmowanie tego, co z wyznawaną wiarą jest sprzeczne. Obok przyjmowania dionizyjskich form kultu, występuje bowiem jednoczesna krytyka starej pobożności ludowej, jakoby była zakamuflowanym splotem pogańskich wierzeń.