16.02.16, 17:30

Oto magiczna recepta na poprawę dzietności w Polsce!

Jedni krzyczą, że program "Rodzina 500 plus" to najgorsze zło na świecie, które zniszczy naszą gospodarkę i sprawi, że już niedługo polskie matki zamiast w pralce, będą musiały prać na tarze. Inni wierzą głęboko w jego cudowną moc, która spowoduje wzrost liczby urodzeń, jakiego nie było od czasów Księgi Rodzaju. A jaka jest prawda?

Tak właściwie, jeśli się nad tym głębiej zastanowimy, prawda nie leży ani po jednej, ani po drugiej stronie sporu o "500 zlotych na dziecko". Myli się również ten, kto sądzi, że prawda leży po środku. Nie, prawda leży tam, gdzie leży. Tylko, że miejsce jej spoczywania to w tym przypadku zupełnie inny obszar. 

Przyjęło się w naszej świadomości, że jednoznacznie łączymy kwestię dzietności i jej braku z kwestią ekonomiczną i brakiem wystarczających środków do życia i godnego funkcjonowania. Tworzymy prostą i jak się wydaje, na pierwszy rzut oka sensowną konstrukcję myślową, w której jeden brak przekłada się na drugi, a stosunek obu jest wprost proporcjonalny. Istotnie, trudne warunki materialne raczej nie motywują do realizacji myśli o pięciorgu dzieci. Co więcej nie trzeba być na granicy ubóstwa, by stwierdzić, że nie ma się wystarczająco dużo pieniędzy, by godnie wychować dziecko (lub dzieci). Rachunki, podatki, kredyty, czynsz... Wszystko to nas nierzadko dobija i tym samym dobija pragnienie posiadania potomstwa. 

Założenie wydaje się więc jak najbardziej logiczne - gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, mielibyśmy więcej dzieci. Ale czy aby na pewno? Tu dochodzimy bowiem do drugiego pytania, wynikającego z pierwszego - ile to jest "więcej"? O ile więcej pieniędzy musielibyśmy mieć, by uznać, że oto teraz jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkie nasze podstawowe potrzeby i możemy sobie pozwolić na wychowywanie dziecka?

Jedzenie, dach nad głową, środki na pokrycie bieżących opłat... Jakie jeszcze potrzeby musimy zaspokoić? Samochód i jego utrzymanie, ubrania... Czy to wszystkie podstawowe potrzeby? No, przydałby się jeszcze telewizor, internet, telefon...

Tak naprawdę powyższa lista może się ciągnąć bardzo długo i rozgałęziać na kolejne obszary. Właściwie może się rozwijać bez końca, bo przecież skoro mamy już mieszkanie, moglibyśmy mieć większe (albo dom z ogrodem), jeśli mamy samochód, przydałby się lepszy itd., itp. 

Gdzie w takim razie znajduje się punkt stanowiący granicę między "Nie mogę sobie pozwolić na posiadanie dziecka" i "Teraz już mogę"? Sęk w tym, że nie znajdziemy go wcale na finansowej skali. To w naszej świadomości istnieje bariera o wiele trudniejsza to przekroczenia niż ekonomiczna. Ta bariera tu kultura. Kultura społeczeństwa zachodniego. 

Społeczeństwa nowoczesnego świata, zwłaszcza w Europie przeżywają kryzys demograficzny i nietrudno zauważyć, że przeżywają je również (a może przede wszystkim) kraje, w których ludzie żyją dostatnio jak Szwecja, czy Niemcy. Oczywiście można zakłamywać rzeczywistość fałszywymi statystykami, rozbudowując dane dotyczące dzietności o muzułmańskich imigrantów, ale to tylko na moment przykryje problem podstawowy - zmianę w świadomości białego człowieka prowadzącą do nieuchronnej zapaści demograficznej.

To zmiana z "my" na "ja", zmiana z podporządkowania nadrzędnym wartościom moralnym mającym korzenie w religii i tradycji, na ukierunkowanie na samorealizację i wolność jednostki. Zmiana, która dokonywała się w świadomości społeczeństw europejskich przez dekady i ostatecznie doprowadziła nas do dnia dzisiejszego, kiedy Europą włada ideologia lewicowo-liberalna negująca wspólnotę i wartości, a w centrum stawiająca egoizm i konsumpcjonizm. 

Powiedzmy jasno - nie ma nic złego w chęci posiadania pięknego domu, dużego telewizora, czy posłania dzieci do dobrych szkół. Ba, przecież te rzeczy możemy dziś uznać wręcz za naturalne potrzeby białego człowieka żyjącego w bądź co bądź rozwiniętej cywilizacji. Wszak choćby dostęp do informacji i szybkiego internetu możemy uznać dziś za jedną z rzeczy absolutnie podstawowych do funkcjonowania we współczesnym społeczeństwie. Problem polega na tym, by hierarchia wartości nie rozpoczynała się od "ja" dążącego do konsumpcji i źle pojmowanej samorealizacji za wszelką cenę, lecz od "ja" skoncentrowanego na wartościach wyższych takich jak Bóg, rodzina, czy kultywowane wartości. 

Łatwo odrzucić tezę, że zmiana optyki zmienia porządek, kiedy siedzimy w mieszkaniu i zamartwiamy się o to, czy starczy nam na rachunek za gaz. Ale zostawiając kraje Europy zachodniej, spójrzmy na niektóre kraje afrykańskie, czy azjatyckie, czy też na wspomnianych wcześniej muzułmanów. Przecież oni nie mają problemu z demografią, nawet jeżeli żyją w krajach średnio rozwiniętych. Ktoś powie - zacofani! Ale czy muzułmanie przestaliby rodzić dzieci, gdyby zaczęli opływać w dostatki? Wątpliwe, bo to leży w ich kulturze i pozostaje wartością nadrzędną. Tak jak kiedyś życie rodzinne było wartością nadrzędną w (jeszcze) chrześcijańskiej Europie. 

Jeżeli ktoś czeka na odpowiedź na pytanie, czy w rezultacie "500 plus" jest dobre, czy złe, to się nie doczeka. Z pewnością każda rodzina ucieszy się z dodatkowych pieniędzy. Być może wprowadzenie innego programu, np. radykalnej zmiany i uproszczenia systemu podatkowego, też pomogłoby rodzinie, uruchamiając gospodarkę. Ale czy zmieniłoby świadomość i naszą kulturę? Czy byt określa świadomość? 

Co więc należy robić, by tę świadomość zmienić? Na to niestety łatwej odpowiedzi nie ma. Najprościej byłoby powiedzieć, że Europa musi wrócić do chrześcijańskich korzeni, ale pytanie o to, jak do nich wrócić i czy to w ogóle jest możliwe, jest jeszcze trudniejsze. Magiczne recepty bowiem nie istnieją, a tytuł felietonu w istocie był ironiczną i smutną zmyłką. Ale trzeba pamiętać, gdzie leży prawdziwa choroba, na którą musimy szukać lekarstwa. 

emde/Fronda.pl

Komentarze

anonim2016.02.16 18:00
Program 500+ miałby szanse na poprawę dzietności w Polsce tylko wtedy, gdyby był dokładnie taki jak go reklamowali w mediach (a nie jest niestety), czyli gdyby kasa na drugie i kolejne dziecko była wypłacana do 18 r.ż każdego z nich ( a nie pierwszego dziecka). Po drugie warto zauważyć, że w społeczeństwach stojących rozwojowo i kulturowo niżej dzietność zawsze była, jest i będzie większa. Na poprawę dzietności w Polsce może wpłynąć tylko i wyłącznie dobra pensja zwłaszcza ojca rodziny. Jak są pieniądze na koncie i nie ma strachu, że nie starczy do pierwszego, to i humor małżonków znacznie lepszy i cierpliwość do dzieci większa. Dlatego mam znacznie lepszy humor, że dzięki programowi 500+ zacznie nam wystarczać do pierwszego przy dwójce dzieci. Prokreacja w naszym przypadku zakończona, program więc w naszym przypadku poniósł porażkę.
anonim2016.02.16 18:02
//Być może wprowadzenie innego programu, np. radykalnej zmiany i uproszczenia systemu podatkowego, też pomogłoby rodzinie, uruchamiając gospodarkę. Ale czy zmieniłoby świadomość i naszą kulturę? Czy byt określa świadomość? // Ten argument przypomina mi mit stworzony przez lewaków, że artysta by tworzyć musi być biedny. Biedny i gnębiony prawem naród może przecież najeść się lewackimi mitami zwanymi przez nich kulturą. Dla pijaka i ideologa każda wymówka jest dobra by zwolnić się od odpowiedzialności za spapranie życia milionom. Kto kryje się pod pseudonimem 'emde''? Matka Kurka?
anonim2016.02.16 18:07
Jest kilka prostych rzeczy które należy wprowadzić aby zwiększyć dzietność: - wyłączać prąd po 21:00 - wprowadzić godzinę policyjną - zakazać sprzedaży środków antykoncepcyjnych (a sprzedających karać jak za przestępstwo) - obniżyć ceny alkoholu - zalegalizować maryśkę i tak przez 3 lata - to naprawdę wystarczy :)
anonim2016.02.16 18:12
@Agnieszka dobra pensja ojca rodziny sprawy nie załatwi i nie tylko dlatego, że są też samotne matki. Sprawa jest prosta: brak stabilizacji. Co z tego, że mąż zarabia 10000 PLN lub więcej, jak z dnia na dzień może stracić pracę? Przykład Niemiec czy UK pokazuje, że tam gdzie jest pewność, tam zwiększa się dzietność (te same Polki w UK rodzą 2x więcej dzieci niż w Polsce). W Niemczech wypowiedzenie po kilku latach pracy jest 6 miesięczne, a dodatkowo dochodzi odprawa. W cywilizowanych krajach są też częściowo płatne urlopy "na wypalenie" (3-6 miesięczne)... Tyle że to wszystko to socjal. Ale z niewolników nie zrobisz przedsiębiorców. A co by przekonało dobrze prosperującą klasę średnią ? Zmniejszenie podatków i brak wtrącania się Państwa w gospodarkę.
anonim2016.02.16 19:00
Muzułmanki i Afrykanki rodzą bo muszą. Kobiety w Europie znajdują się w innej sytuacji społecznej i kulturowej. Europejka nie musi wychodzić za mąż i mieć dzieci aby funkcjonować w społeczeństwie. Obecna sytuacja demograficzna Europy to skutek przemian społecznych które dały kobietom możliwość kształcenia i się i podjęcia pracy. To po prostu uniezależniło je od mężczyzn. Żadne dodatkowe pieniądze, żadne biadolenie na niski przyrost naturalny i straszenie złą sytuacją emerytalna nie poprawi dzietności. Decyzja o dziecku powinna wynikać z potrzeby i miłości, a nie być motywowana uwarunkowaniami społeczno-gospodarczymi. Znam kobiety, którym pierwsze dziecko w pierwszych miesiącach życia dało tak w kość, że na drugie się już nie zdecydowały. Ludzie są wygodni i nic tego nie zmieni.
anonim2016.02.16 19:53
Korwin zdiagnozował problem już dawno: 1. obowiązkowe ubezpieczenia społeczne. W bogatych krajach Azji (tzw. "azjatyckie tygrysy") nie problemu z dzietnością (inaczej niż w Japonii), ale też nie ma obowiązku patrz wyżej 2. Nie pomogą żadne kwoty - pewną poprawę mogłaby dać zmiana systemu podatkowego . prócz tego, że powinien być jak najniższy (więcej kasy w kieszeni) to możliwość rozliczania się wspólnie winno dotyczyć nie tylko małżonka, ale wszystkich członków rodziny Proste. No ale dla naszych najjaśniejszych okupantów widać za proste
anonim2016.02.16 19:56
Zaznaczę tylko, że samorealizacja nie ogranicza się tylko do dóbr materialnych czy pieniędzy. Dodatkowo wartości wyższe dla każdego oznaczają co innego. Aczkolwiek zgodzę się, że samo wsparcie finansowe nie jest gwarantem dla zwiększenia dzietności(niemniej bardzo je wspiera).
anonim2016.02.16 21:09
Gdyby to było takie proste, to można by było sterować rozrodczością. Jak tak popatrzeć na cały świat, to jednak bieda jest najlepszym lekarstwem na ten problem.
anonim2016.02.17 9:18
@BDR "Decyzja o dziecku powinna wynikać z potrzeby i miłości, a nie być motywowana uwarunkowaniami społeczno-gospodarczymi." Dokładnie tak, każdy ma swoje życie do przeżycia, potem nas tu już nie będzie. Nikt nie rozmnaża się z myślą "żeby Polacy nie wyginęli", tylko z myślą, żeby utrzymać i wyżywić swoją rodzinę oraz żeby zapewnić swoim dzieciom wykształcenie i start w życiu. Szczerze mówiąc nie interesuje mnie wogóle co będzie po mojej śmierci w Polsce. Interesuje mnie zapewnienie bytu mojej rodzinie tu i teraz, bo jest naprawdę trudno. Dalsze rozmnażanie też mnie już nie interesuje.
anonim2016.02.17 9:21
@puniak "Jak tak popatrzeć na cały świat, to jednak bieda jest najlepszym lekarstwem na ten problem." Nie sama bieda, tylko brak wykształcenia ludzi w takich społeczeństwach i przede wszystkim wyedukowania ich w kwestii regulacji poczęć. W tym momencie, nawet gdybym nie miała dostępu do żadnych zdobyczy cywilizacji wiem po sygnałach mojego organizmu jak sterować płodnością.
anonim2016.02.17 12:43
1.500 plus jest złe. Zakładając, że jest to program prokreacyjny a nie socjalny zupełnie nie będzie spełniał on swoich założeń. Pary wielodzietne takie jak Państwo Terlikowscy czy ta Pani od bodajże od klubu Warta, której nazwiska i imienia nie pamiętam – kasę wezmą choć jej nie potrzebują – nie spełniając założeń programu i nie dając nic od siebie w zamian (nie zwiększą liczby posiadanych dzieci). Jakby nie patrzeć takie osoby oszukują program/państwo/społeczeństwo biorąc kasę nic (chociaż obie Panie wciąż zachwalają jak wspaniały jest to program prokreacyjny jednocześnie podkreślając, że nie jest to tym samym żadna pomoc socjalna). Pary z klasy tzw. średniej taki dodatek do reprodukcji nie zachęci. Te osoby są już zbyt świadome realiów życia i wiedzą, że kasa szybko się może skończyć i zostaną z dzieckiem bez pomocy. Jeśli zdecydują się na dziecko to nie przez dodatek 500+ tylko dlatego, że będzie to ich zdaniem odpowiedni moment (mają stabilna sytuację w pracy, oszczędności, mieszkanie i pochodne). Na kogo najbardziej zadziała 500+? Na patologię. Dla nich każde 500 zł to niezła sumka do przepicia. Tacy ludzie nie myślą przyszłościowo i zaczną trzaskać dzieci aż miło, żeby przytulic jeszcze więcej dodatków. A co będzie z dziećmi jak program się już zakończy? Wylądują w domach dziecka lub zaniedbane będą włóczyły się po ulicach wykradając złom i generując kolejne pokolenie nierobów itp. 2.Co na pewno poprawi dzietność? Zacofanie i bieda. Wystarczy spojrzeć na najbiedniejsze kraje świata. Tam rodziny i po 20 dzieci mają. Dwójka umrze z głodu, kolejne się narodzi. Jakiś procent przetrwa. Tak działa natura. Im bardziej cywilizowany i bogaty kraj tym większą uwagę do planowania i ograniczenia rodziny przywiązują jego obywatele. 3. Nie rozumiem czemu wszyscy aż tak biadolą nad podatkami jednocześnie zupełnie pomijając kwestie ZUS, który tak naprawdę najbardziej dobija małych przedsiębiorców i skutecznie zniechęca potencjalnych nowych powodując tym samym powiększenie się szarej strefy. Ludzie z reguły chcą pracować, rozwijać się, coś działać. Jesli pozwoli im się rozwinąć skrzydła często wykazują własną inicjatywę. Ale jak zacząć skoro na dzień dobry kiedy powstaje firma i nie mamy jeszcze zleceń lub przechodzi martwy okres bez klientów niezależnie od tego czy firma przynosi jakiekolwiek zyski trzeba zapłacić 1200 zł haraczu. Statystycznie na 10 moich znajomych prowadzących własny interes tylko dwoje prowadzi legalnie działające firmy a cała reszta działa w „podziemiu” tylko i wyłącznie ze względu na wysokość opłat ZUS. Traci na tym Państwo – nie oni bo przez swoją zachłanność kasa z podatków przechodzi im koło nosa. Gdyby obniżono składki i uzależniono ich wysokość od dochodów firmy biznesmeni z szarej strefy wyszli by z ukrycia. Pewnie część z nich zaniżałaby dochody, żeby zminimalizować składki ale wyrównałoby się to w płaconych podatkach. A tak Państwo nie ma z tego nic.
anonim2016.02.17 12:56
A jak moim zdaniem naprawdę zachęcić rodziny do posiadania dzieci? Wystarczy zapewnić im stabilizację finansową i zawodową przez np. Zagwarantowanie pracownikom umów na czas nieokreślony z kilkumiesięcznym wypowiedzeniem i wysoką odprawą. Obniżenie ZUSu i uzależnienie jego wysokości od dochodów firmy aby zmniejszyć koszty pracodawcom i prywatnym przedsiębiorcą (o czym pisałam wcześniej). Obniżenie i zniesienie niektórych podatków. Darmowe żłobki, przedszkola, podręczniki, obiady w szkole Zrobić można naprawdę wiele aby ludzie zachcieli zakładać rodziny ale 500 plus w tym na pewno nie pomoże :/