Getto w Łodzi różniło się od tego w Warszawie – było przede wszystkim zapleczem produkcyjnym dla III Rzeszy. Funkcjonowały tu warsztaty, własna waluta i administracja, na czele której stał Chaim Rumkowski, określany jako „przełożony starszeństwa Żydów”. W cieniu niemieckiej kontroli powstawał system, który miał dawać złudzenie przetrwania poprzez pracę.
Latem 1942 roku zapadła jednak decyzja o redukcji liczby mieszkańców getta. Niemcy zażądali deportacji dzieci i osób starszych. Wtedy padły słowa, które do dziś brzmią jak echo tragedii: „Oddajcie mi swoje dzieci”.
Po tym wystąpieniu w getcie wybuchła panika. Rodziny próbowały ratować bliskich, zmieniając dokumenty i fałszując metryki. Nadzieja ścierała się z rozpaczą. Wkrótce wprowadzono tzw. „szperę” – całkowity zakaz opuszczania domów. Żydowska policja, działając pod przymusem okupanta, przeszukiwała mieszkania i odbierała dzieci rodzicom.
W wyniku tych działań ponad 15 tysięcy osób zostało wywiezionych do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Dla wielu był to wyrok śmierci. Getto łódzkie od tego momentu stało się w praktyce obozem pracy przymusowej.
Szacuje się, że z dziesiątek tysięcy ludzi, którzy przeszli przez getto, wojnę przeżyło zaledwie kilka tysięcy. Sam Chaim Rumkowski trafił w 1944 roku do Auschwitz, gdzie – według relacji – zginął z rąk współwięźniów.
Historia „wielkiej szpery” pozostaje jednym z najbardziej bolesnych świadectw Holokaustu. Pokazuje, jak w warunkach terroru i systemowego zła ludzie stawiani byli przed wyborami, które nie miały dobrych rozwiązań.
