23.04.15, 15:43

Spotkać Boga w Słowie

Regularnie odwiedzam przychodnię psychiatryczną, gdzie moja mama w podeszłym wieku leczy się na Alzheimera. Na korytarzach mijamy rzesze młodych ludzi. Piękne, zgrabne dziewczyny, zadbanych, dobrze ubranych chłopaków. Wszyscy smutni, nieszczęśliwi, ze spuszczonymi głowami, wymieniającymi się spostrzeżeniami na temat działania leków.

Znak czasów. Gabinety psychiatrów i psychologów pełne. Kościoły puste. Jeszcze 20-30 lat temu było odwrotnie. Gdyby ludzie zaufali Bogu i w Niego naprawdę uwierzyli, nie potrzebowaliby nic innego. Zmienić życie, nadać jemu sens, w pełni dać łaskę uzdrowienia potrafi tylko Jezus Chrystus. Czasem jednym słowem.

Oczywiście rozumiem, że ludzie cierpią, chorują. Jednak przeważnie szukają tylko ukojenia, nie radykalnej zmiany. Chcą czuć się po prostu dobrze, aby realizować swoje egoistyczne plany. Tymczasem Bóg daje chwile słabości właśnie po to, aby dokonać głębokiej refleksji nad swoim życiem.

Znalazłem ostatnio bardzo ciekawe świadectwo mężczyzny. Przyznaje, że czuł się niespełniony, nieszczęśliwy, a to co go niszczyło to życie w nieustannym lęku przed chorobą i śmiercią. Nie zrobił tak jak podpowiada świat, nie poszedł do lekarza. Spotkał Chrystusa w Słowie Bożym. 

Pisze on: „W Biblii jest napisane, że mam wyznać Bogu swoje grzechy, poprosić o wybaczenie i poprosić Pana Jezusa aby stał się Panem mojego życia. Zrobiłem to myśląc, że stanie się coś niezwykłego –  ale nic się nie wydarzyło. Jednak od tej chwili zacząłem zauważać, jak delikatnie Bóg zaczął zmieniać moje życie. Gdy mam kłopoty modlę się i Bóg zawsze pomaga. W skrócie mogę powiedzieć, że Pan Jezus uwolnił mnie od wielu złych nawyków, pomaga finansowo, w pracy, uzdrowił m.in. z choroby żołądka i wątroby. No i najważniejsze - przestałem bać się śmierci. Obecnie nie wyobrażam sobie życia bez Boga”.

Nic dodać, nic ująć na ten Tydzień Biblijny.  

Tomasz Teluk

Komentarze

anonim2015.04.23 16:18
Bardzo madry artykul. Musze dodac, ze zycie bez Boga poprostu nie ma celu jest smutne. Ludzie szukaja radosci w np alkoholu czy nawet u psychologa. Ale czy to moze nadac zyciu sens. Jesli czlowiek nie nada zyciu glebszego sensu, nie bedzie szczesliwy. I tylko Bog moze dac nam prawdziwa radosc. Z Bogiem : )
anonim2015.04.23 16:42
A ja mam jasną prostą odpowiedź na pytanie zawarte w artykule. Kościół daje nam sakramenty a więc i łaskę Boga (z której staram się regularnie korzystać) jednak przykazanie miłości zawiera dwa elementy: miłość Boga i bliźniego. W Kościele niestety nie ma często miłości, ba, nawet zwykłej zyczliwości czy zainteresowania się drugim człowiekiem, brak poczucia wspólnoty, poczucie, że ktoś o mnie pamięta, że ktoś mnie potrzebuje, że ktoś może mi pomóc w bardzo konkretny sposób i ja mogę pomóc drugiemu. To dlatego często ludzie szukają pomocy u psychiatry czy psychologa. Ja to akurat rozumiem choć sceptycznie się odnoszę do tej dziedziny medycyny. Czasem potrzeba zwyczajnie pomóc sobie jakimś lekiem czy terapią, żeby nie zniszczyły nas jakieś doświadczenia czy odzywające się zranienia z dzieciństwa, na przykład, z którymi nie poradziliśmy sobie. W KK często ludzie czują się samotni, bo nie ma więzi z innymi ludźmi. Często wiara ludzi jest powierzchowna. Nic więc dziwnego, że o drugim się nie myśli, a jeśli do tego dodać jakiegoś niewydarzonego księdza, który jest zwyczajnym urzędnikiem..., to nic dziwnego, że ludzie zwiewają z Kościoła nie mając żadnego doświadczenia bliskości Pana Jezusa, no bo i co wtedy ma ich przyprowadzić do tego Kościoła...? Płytki ten artykuł.
anonim2015.04.23 16:50
Dobry artykuł, pomoże nie jednemu młodemu z kolejki u psychoterapeuty.
anonim2015.04.23 17:53
Dziwi mnie przyzwolenie, czy pochwała Kościoła dla psychologii/psychiatrii, natrętna i nadmierna psychologizacja przesłania biblijnego. Tu jest potrzebna duża ostrożność, a nie tylko podkreślane często rzekome rozgraniczenie sfer zainteresowań psychologii i duchowości. Choć Pan Jezus przenikał tajemnice ludzkiej duszy, mądrze i z wielkim wyczuciem podchodził do ludzi to nie psychologizował, w sposób nam dziś znany, to nie jego metoda. Pan nie powiedział kobiecie cudzołożnej: spójrz na swą wartość/godność i szukaj zdrowych, a nie toksycznych relacji, ani nawet: jesteś dzieckiem Bożym, zważ na swą godność i nie czyń tego. Nie powiedział też Piotrowi np. pracuj nad sobą, a faryzeuszom: uważajcie na negatywne emocje. Czujemy, że to nie jest metoda Pana Jezusa, nie tylko ze względu na zmianę języka i pojęć, którymi się dziś posługujemy. Tymczasem psychologia, to często duch czczej gadatliwości, zwodniczy duch skupienia się na doczesności, tworzenia doskonałych relacji, sprawnego działania, znalezienia szczęścia i komfortu. Duch takiej kobiecej wyrozumiałości, stroniący od moralizowania, czy mówienia o sprawiedliwości, nie mówiąc o eschatologii, tego co właściwe wierze. Dla psychologii chęć urządzenia się w życiu, minimalizowanie cierpienia, czy wręcz jego deprecjacja, bycie asertywnym i umiejętne stosunki z innymi, niezależność i radzenie sobie w życiu, to są wszystko nierzadko sprawy pożądane, jeśli nie najważniejsze. Inaczej w chrześcijaństwie, gdzie są raczej podejrzane: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je… I szeroko znana piramida potrzeb Maslowa też nijak ma się do Chrystusowego „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego...” Wydaje mi się, że w ramach dzisiejszych schematów, terminologii i teorii trudno o chrześcijańską psychologię. Szeroko dziś używane pojęcia, jak np. emocje, powstały niejako w opozycji do chrześcijaństwa i nieprzypadkowo się mówi, że nie ma złych, czy dobrych emocji. Tymczasem np. w chrześcijańskiej duchowości mieliśmy już w kilka wieków po Chrystusie pojęcia, pati, pożądliwości, które odsyłają do świata duchowego, które nie są neutralne. To dosyć znamienne, ze dawne łacińskie, czy greckie czasowniki odnoszące się do cierpienia, czy zadowolenia są w stronie biernej, odsyłają poza człowieka.
anonim2015.04.23 18:22
@Jarosław_Kociemba Co konkretnie ma mi Pan do zarzucenia, albowiem cel tych insynuacji pozostaje dla mnie niejasnym??
anonim2015.04.23 18:49
Oczywiście powinno być: Jego. I penie wielu świętych, gdyby miało nieszczęście trafić do psychologa, czy psychiatry nie trafiłoby do Nieba. Duch przeciętności skierowałby ich na odpowiednią terapię, albo zaaplikował prochy. Mawiano kiedyś o psychologach: alieniści bodajże.
anonim2015.04.24 7:41
https://www.youtube.com/watch?v=lssBfTtETS0 tu jest odpowiedź na wszystkie pytania dlaczego zło na świecie się rozprzestrzeniło.
anonim2015.04.24 7:47
Tak wszyscy niedowiarkowie żyjcie w tym pędzie ,dajcie się korporacjom wyciskać a potem do psychologów ,którzy z reszta sami maja problemy biegajcie SUPER czasy nastały .Co taki psycholog uleczy dusze -nie zagłuszy tylko sumienie i tak powoli w znieczuleniu szatan będzie toczył wasze ciała i dusze .współczuje zaćmienia.
anonim2015.04.24 21:14
@Jaroslaw_Kociemba To, iż w sztuce erystyki nie jest Pan biegłym, to wiemy... Uparcie domagam się jednak przedstawienia konkretnych zarzutów... Styl mego pisarstwa w niczym nie przypomina tych, jakże nieudolnych i prymitywnych, prób prezentowanych chociażby przez niejakiego @majestica, @nabiego i innych wymienionych. Stawianie mnie w jednym szeregu z tymi, istotnie, "odpychającymi", jak to Pan określił, od katolicyzmu, przyrównałbym do stawiania Polski w jednym szeregu z Niemcami, jako odpowiedzialnej za zbrodnie niemieckiego okresu WWII... Cóż... Wybitnie żałosne...