25.11.20, 19:52Fot. via: Pixabay

[ŚWIADECTWO] Rachunek za aborcję zapłaciłam po 10. latach

O tym, jak wielkim nieszczęściem w życiu kobiety jest aborcja i jak tragiczne powoduje ona konsekwencje, mówi świadectwo Carolyn, opublikowane w książce Aborted Women. Silent no more.

To było 10 lat temu. Zaszłam w ciążę. Byłam rozwiedziona i faktycznie samotna. Pierwszą moją reakcją była panika. Miałam już 4-letnią córkę, pracowałam tylko dorywczo, więc niewiele zarabiałam. Ojciec dziecka, kiedy się dowiedział, że jestem w ciąży, wycofał propozycję małżeństwa. Byłam bez środków do życia, bez ubezpieczenia i nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy...

Kiedy zwracałam się do znajomych, każdy mi mówił coś innego: "Z czego się utrzymasz przy twoich zarobkach?", "Przecież masz już jedno dziecko do wyżywienia", "Z czego zapłacisz za poród i pobyt w szpitalu?"... Miałam okropny zamęt w głowie, nikt mnie nie wsparł, nie zapytał, co czuję, nie przytulił. A wystarczyłaby choć odrobina miłości czy wsparcia...

Znajoma, która 25 lat wcześniej poddała się nielegalnej aborcji, pierwsza podsunęła mi to rozwiązanie: "Przecież teraz aborcja jest już legalna i »bezpieczna«". I choć ona sama na skutek aborcji nie mogła mieć dzieci, bardzo mnie do niej namawiała. Czułam się jak w potrzasku. Nie było czasu na myślenie...

Byłam kompletnie zdezorientowana i ogłupiona, nie wiedziałam, co robić. W tej sytuacji moi znajomi postanowili się zająć wszystkim sami. Czułam się jak ktoś patrzący na to wszystko z zewnątrz, jakby to w ogóle mnie nie dotyczyło, jakby chodziło o kogoś innego... Nie oskarżam teraz nikogo, oni po prostu robili to, co uważali za najlepsze. Dlatego teraz wiem, że tak ważne jest, by ludzi uczyć i uświadamiać w tym, co naprawdę jest dobre!
Znalazłam się w Cleveland, u znajomych, którzy zawieźli mnie do kliniki aborcyjnej. Moje serce mówiło mi wtedy, że robię źle, jednak rozsądek tłumaczył to, do czego namawiali inni.

Zostałam sama w klinice. Wzięto ode mnie pieniądze, poddano testowi ciążowemu i przydzielono metalową szafkę, taką jak na pływalni. Dostałam papierową jednoczęściową piżamę. Wszystko wokół było zimne, personel zachowywał się w sposób mechaniczny i formalny. Żadnego współczucia, żadnego wsparcia... Jak w jakiejś fabryce. Kazano mi czekać na wywołanie w małej poczekalni. Potem przeprowadzono mnie do innego pomieszczenia, kazano położyć się na stole i włożyć stopy w coś w rodzaju strzemion. Wszystko było tak zimne, że miałam dreszcze.

Jeszcze nigdy tak się nie bałam i nie byłam taka samotna. Okazało się, że zabieg, który miał być bezbolesny, wcale taki nie był. Kiedy wyrywano ze mnie dziecko, ból stał się tak nieznośny, że z oczu popłynęły mi łzy. Kazano mi leżeć spokojnie i obiecywano, że "to zaraz się skończy". Po aborcji kazano mi przejść do innego pokoju, gdzie pozwolono mi położyć się na pół godziny, po czym kazano wstać i pójść. Poszłam do szafki i ubrałam się. Miałam się zgłosić do lekarza rodzinnego za sześć tygodni. Zapytałam, czy mogę zadzwonić po kogoś. Odpowiedziano, że szpital nie ma telefonu na użytek pacjentek i że mogę zadzwonić z budki na zewnątrz.

Wyszłam na ulicę. Był zimny, listopadowy dzień. Kiedy czekałam przed kliniką na samochód, byłam zmarznięta, czułam nudności, zawroty głowy, samotność i pustkę. Podjechała po mnie znajoma ze swoją przyjaciółką. Jechały właśnie na lunch do restauracji, więc byłam zmuszona im towarzyszyć. Chciałam po prostu z kimś być. Po dwóch dniach ktoś ze znajomych odstawił mnie z powrotem do domu i dosłownie zostawił przed drzwiami mieszkania... Ciekawe, że tyle osób było gotowych, żeby mi doradzać przed aborcją, a po wszystkim zostałam kompletnie sama...

Wszystko, co nastąpiło później, przypominało bardziej koszmar niż rzeczywistość. W nocy śniło mi się moje własne, zabite dziecko... Zaczęłam pić, doszłam do pięciu butelek alkoholu tygodniowo. Czasem nie jadłam przez kilka dni, a potem, zmusiwszy się do jedzenia, wymiotowałam wszystko, co wcześniej zjadłam. W końcu poszłam do lekarza i okazało się, że po aborcji wdała się infekcja dróg rodnych. Lekarz zaczął mnie leczyć, lecz nic nie skutkowało. Kiedy opowiedziałam mu o nocnych koszmarach i o moim rozstrojeniu nerwowym, zapisał środki uspokajające. Żadnej pomocy, żadnej rady - po prostu tabletki...

Brałam tabletki uspokajające na noc, żeby móc spać, i tabletki pobudzające na dzień, żeby się jakoś trzymać. Cztery razy świadomie przedawkowałam, próbując się zabić. Nie sądzę, żebym naprawdę chciała wtedy umrzeć, po prostu chodziło o to, żeby mną się ktoś zajął, wysłuchał, wsparł. Chciałam, żeby to cierpienie się wreszcie skończyło. Lekarz próbował leczyć poaborcyjną infekcję coraz to nowymi sposobami, ale bez skutku. Zmieniałam lekarzy jednego po drugim i w końcu musiałam się poddać operacji chirurgicznej, bo infekcja uszkodziła szyjkę macicy. Na krótko poczułam się lepiej.

W końcu poznałam mężczyznę, który dzisiaj jest moim mężem. Dzięki jego miłości i wsparciu zaczęłam swoje życie jakoś składać na nowo. Razem zaczęliśmy chodzić do kościoła, gdzie wreszcie spotkałam Chrystusa, mojego Zbawcę. On bez zwłoki przebaczył mi to, co zrobiłam, ale upłynęło wiele czasu, zanim byłam zdolna wybaczyć sama sobie. Po długim okresie duchowej śmierci i doświadczenia prawdziwego piekła powróciłam wreszcie do życia.

Fizyczne skutki aborcji dawały jednak ciągle znać o sobie: spadek odporności, ciągle nowe infekcje, guzki, endometrioza... W końcu lekarze stwierdzili, że wyleczenie jest niemożliwe, i dlatego byłam zmuszona poddać się operacji usunięcia macicy. Po 10 latach zapłaciłam wreszcie swój "rachunek" za aborcję.

Kiedy spoglądam wstecz, myślę, że jeśli wtedy znalazłabym wokół siebie miłość, zrozumienie i wsparcie, a przede wszystkim rzetelną znajomość faktów związanych z aborcją, nigdy bym się na nią nie zdecydowała. Aborcja boli, boli już na zawsze. Sądzę, że stowarzyszenia kobiet, które poddały się aborcji, powinny być dużo głośniejsze. Mamy prawo ostrzegać przed tym bólem.

A świadomość, że miliony kobiet przeżywają ten sam koszmar, który ja przeszłam, rozdziera mi serce.

Źródło: Miłujcie Się

Komentarze

pp2020.11.26 13:49
Ktoś wierzy w te bzdury? Serio pytam.
Olek2020.11.26 21:43
W twoje bzdurne pytanie, to napewno nikt nie uwierzy! Głupio pytasz....!
Anonim2020.11.26 10:14
Jak pokazują badania, 64% aborcji jest wymuszonych presją, zaszczuwaniem lub jawną przemocą otoczenia. Szczególnie zakłamane i agresywne są kobiety, które w przeszłości zabiły swoje dziecko. W przypadku kobiet przymuszonych do aborcji praktycznie zawsze dochodzi do syndromu poaborcyjnego. W przypadku pozostałych 36% aborcji, do syndromu dochodzi w 2/3 przypadków. Co prawda wg "badań" robionych na zlecenie osób i firm popierających aborcję, podobno "syndromu nie ma", ale jak wiadomo, mecenas płaci - mecenas wymaga. Tak długo "badają" aż syndromu nie znajdą.
pp2020.11.26 13:49
Pokaż te badania.
Anonim2020.11.26 19:00
Kłamcom? Po co? Ludzie którzy, dla przykładu, wbrew wszelkim faktom upierają się, że LGBT to są "naturalne, normalne itp" orientacje seksualne, nie posiadają elementarnej zdolności do oceniania jakichkolwiek badań. Rozmowa z kolesiami, którzy na widok białej kartki mówią "szara", "ciemnoszara", i w końcu "czarna", jest błędem. Nie rzuca się pereł przed wieprze.
Dam2020.11.26 7:01
To jest proste, jeżeli ktoś nie chce aborcji i chce donosić ciążę, niech sobie jej nie robi. Jeżeli ktoś czuje się źle na myśl o aborcji, najprawdopodobniej nie będzie się po niej czuł lepiej. Ale poza takimi przypadkami syndrom poaborcyjny nie istnieje, co potwierdzają wieloletnie badania.
Anonim2020.11.26 10:09
Badania robione przez proaborcyje bydło? Im zawsze wychodzi to co ma wyjść.
Dam2020.11.26 14:35
Rozumiem, że jedyne badania jakie akceptujesz są robione przez przeciwników aborcji? A wszyscy inni to "proaborcyjne bydło"?
Anonim2020.11.26 19:13
Oczywiście że bydło, ponieważ po sprawdzeniu podstaw ideologicznych luminarzy prochoicerów okazuje się, że tym co ich napędza jest RASIZM. To jest słabo skrywana motywacja fundatorów, dyrektorów, polityków i celebrytów tworzących "kulturę aborcyjną". Rasiści, ohyda. Ponieważ nie wypada obnosić się z jawnym rasizmem, ubrali go w inne szatki. Nie wypada mordować podludzi wprost, więc namawiają podludzkie kobiety do spędzania "płodów".
Dam2020.11.27 9:20
Niezłego chochoła żeś sobie wyprodukował.
Lutek2020.11.27 11:58
Witamy Pana w krainie dobili. Qq na muniu
Nina2020.11.26 10:19
Istnieje rozmawiałam z wieloma osobami które poddały się aborcji, do końca życia sobie tego nie mogły wybaczyć. Psychicznie te osoby już nigdy nie będą czuły się normalnie. W PRL ponoć można to było robić tak jak ich do tego namawiali, że to podobnie jak wyrwanie zęba, ale były już w starszym wieku i odchodziły na emeryturę, a to ciągle w nich tkwiło i nie dawało im spokoju.
Dam2020.11.26 14:37
Jakie jest pochodzenie społeczne tych osób? Są wierzące? Były przekonywane przez rodzinę/znajomych/Kościół, że aborcja jest morderstwem? Bo możliwe, że poczucie winy zostało im wmówione, a możliwe, że gdyby jej nie wykonały, byłyby w znacznie gorszym stanie psychicznym.
Anonim2020.11.26 19:05
Masz rację, osobniki którym skutecznie wmówiono że np tacy Słowianie czy żydzi to podludzie, słabo doświadczają wyrzutów sumienia po wystrzelaniu klasy szkolnej. Dalej idąc, człowiek naturalny, pozbawiony Kultury, zabija jak małpa i zjada żywcem, bez cienia wzruszenia. Wszelkie zasady są narzucone. natura nie zna takiego pojęcia jak "wyrzut sumienia", natura pozwala bić, gwałcić, obdzierać ze skóry i mordować, jeśli tylko Instynkt szepnie - zrób to.
Dam2020.11.27 7:37
A osobniki, którym wmówiono, że niewierni/poganie/innowiercy są gorsi też nie mają wyrzutów sumienia kiedy ich zabijają/napadają/obrażają. Czy to dowodzi, że Chrześcijaństwo przez setki lat wychowywało małpy? W końcu wtedy nawracano mieczem, rabowano i gwałcono. A skoro normy kulturowe są narzucone, może warto ostrożnie przemyśleć, czy wszystkie normy działające setki lat temu w zupełnie innych warunkach wciąż mają rację bytu, czy istnieją jedynie dlatego, że istnieją. Może nie warto kazać rodzić się dzieciom bez czaszki po to, aby po kilku godzinach męczarni umarły dając rodzicom dodatkową traumę.
Anonim2020.11.26 19:39
Powiem ci jakie jest pochodzenie. Jeśli chcesz myśleć, usłyszysz. Jak wiadomo. powołują się na to lewicowcy, z badań wynika, że "polskie katoliczki" statystycznie częściej przyznają się do dokonania w przeszłości aborcji. Nie neguję, są takie dane. Tyle tylko, że większość indagowanych kobiet młodość (okres gdy popełnia się błąd aborcji) ma już za sobą. Wtedy nie były "katoliczkami", tylko ZSMP-ówkami pod wielkim wpływem propagandy PRL, która aborcję promowała i czyniła szeroko dostępną. To było państwo lewicowe. Wybito im z głowy myśl o "wyrzutach sumienia" i pouczono jaką ciemnotą jest Wiara i jaką jasnota jest ateizm, najlepiej wojujący. Po latach demony młodości wracają i dzisiaj te kobiet leczą swoje rany. Dzisiaj są katoliczkami, po części dlatego, że widzą krew na swoich rękach. Są nawróconymi grzesznikami.
Dam2020.11.27 9:22
Wygląda mi to tak, jakby przeszły spod jednej propagandy pod drugą propagandę. Gdyby żadnej nie doświadczyły w tak wielkim stopniu, byłoby lepiej.
admin2020.11.29 22:05
Aby cię Bóg pokarał tak mawiano na ludzi złych, którzy niosa szatana.......
Anonim2020.11.26 10:27
Przecież sami lewacy twierdzą, że "nikt nie popiera aborcji bo to zawsze trudny wybór". Czyli, wg samych lewaków, prawie każda kobieta na myśl o aborcji czuje się źle, tylko "musi". Czyli, biorąc wypowiedzi lewaków serio, syndrom poaborcyjny występuje prawie zawsze.
Dam2020.11.26 14:34
To jest trudny wybór, ale prawie zawsze dokonanie aborcji zostawia kobiety w lepszej kondycji psychicznej, niż donoszenie ciąży. Niezależnie czy aborcja została przeprowadzona "dla zachcianki" (takich nie popieram), czy z poważniejszych powodów.
Anonim2020.11.26 19:08
Wszelkie badania, oczywiście zrobione uczciwie, pokazują, że jest inaczej. Badania robione nieuczciwie pokażą co ma być pokazane. Wszystkie badania jakie robią propagatorzy aborcji, po bliższej analizie, są mniej lub bardziej sprytnie zafałszowane.
Dam2020.11.27 9:23
Przydałyby się jeszcze przykłady tych uczciwych badań i przykłady fałszowania. Niestety konsensus naukowy jest raczej po stronie, że syndrom poaborcyjny nie występuje, a już na pewno nie w takim stopniu jak mówi Kościół i nie z takich przyczyn.
Jagoda2020.11.25 21:40
Z całego serca ci współczuję i wierzę w to co napisałaś! .......Tak się dzieje po aborcji, jak piszesz!...... Moja siostra też to samo zrobiła...! Nalegał na to jej mąż! ....Powodem były rany na łydce po długo nie gojących sie żylakach. .....Powiedział, że przez ciążę rany zrobią się jej jeszcze większe, bo trzeba dziecko wynosić! ....Więc nie będzie pielęgnował żony, ewentualnie na wózku, a na drugim wózku urodzone dziecko! ... Nie powiedziała mi o tym ! Nie chciała usunąć, płakała...Mieli już jednego syna, ale nie dał jej wyboru! W szpitalu też jej nikt tam nie pocieszył,...... traktowali jak przedmiot ! Minęło już od tamtej pory ponad 20 lat! .......... Nie może sobie dać rady z tą myślą...........! Wie, że to był drugi syn...! Co dziwne.... jej mąż też zaczął po wszystkim żałować.....! Bywa że często się zamyśla w domu, ..... jest jakby nieobecny...! Po chwili mówi: ....nasz syn miałby już prawie 20 lat...! Żałuję, ale za późno....! Ta trauma ich nie opuszcza......!Ja dziękuję Bogu, że nie usunęłam żadnego dziecka. Mam troje wspaniałych już dorosłych, wykształconych dzieci!
Iza2020.11.25 22:40
Pokazałaś, jak łatwo zmyślać takie historie.
Jagoda2020.11.26 1:21
Izo" ! JA NIE ZMYŚLAM! Mnie nie obchodzi, czy w to uwierzysz, czy nie ! ... JA NAPISAŁAM PRAWDĘ O MOJEJ RODZONEJ SIOSTRZE BOŻENIE! ...NIE ZALEŻY MI CO SOBIE POMYŚLISZ!?.... NIE ZNAM CIEBIE I NIE CHCĘ ZNAĆ! Nie pisałam przecież konkretnie do ciebie! ....Pisałam z odruchu serca na wstawiony artykuł !...Więć bądż łaskawa i się nie "wymądrzaj"! Nie wierzę też, że jako kobieta musisz używać tu takich wulgaryzmów na "k"! To nie pasuje do kobiety! Przecież tu nie jesteś ani na wiecu, ani na jakiejś "kobiecej" .....demonstracji! A swoją drogą, to uważasz, że jak sama zmyślasz, to i mnie o to posądzasz, ! Niestety , mylisz się ! Uważasz, że nie warto tu pisać prawdę! ?
Iza2020.11.26 7:35
To ja jestem Iza! Nie podszywaj się pode mnie! Jagodo - dziękuję za świadectwo o siostrze i przestrogę.
Anonim2020.11.26 13:04
Jagódko współczuję siostrze i szwagrowi,nikt nie mówi właśnie o mężczyznach ,a i oni mają wyrzuty sumienia ,to przecież też ich dziecko ,też znam taki przypadek podobny przypadek.
Iza2020.11.25 21:08
Kto to k..a pisał? Widać, że to fejk- wyrywali dziecko, jakaś wzmianka o Jezusie, o kościele. Klasyka kłamstwa i manipulacji.
Karol2020.11.25 21:50
Lechu, ---"Izo".!... Bez domyślnych inwektyw na..."k...a," proszę! Wiem, że "Iza", to twój stary nick, pisałeś pod nim kilka m-cy temu, przyznając się i wymieniając swoje nicki we wpisie! Więc się nie wyprzesz! Otóż tej sytuacji nie zrozumiesz! ------To trzeba przeżyć! ------Nie miałeś przecież nigdy rodziny, dzieci, żony..., tylko jesteś homo-niewiadomo! Niestety!
Iza2020.11.25 22:38
Ależ Karolku jesteś głupi i wierzysz w teorie spiskowe. Nie jestem żadnym Lechem. Faktycznie mam na imię Iza, mieszkam na Śląsku, jestem feministką i ateistką. Mam dzieci i męża. Jestem hetero.
Palindrom2020.11.26 0:58
Piszesz o sobie «jestem»… Nie nadużywasz przypadkiem tego słowa? W pustce brzmi ono głucho i nieszczerze.
abc2020.11.26 10:11
Iza współczuję twoim dzieciom,takiej matki jak ty.Matki która by je spuściła w kiblu jakby tylko badania coś wykazały. I ty patrzysz na siebie w lustro.
Anonim2020.11.26 13:07
Ja bym się bał takiej matki ,tylko współczuć dzieciom .
Anty...2020.11.26 21:40
Nie wierzę ci w to co piszesz, ani za grosz...!
Remek2020.11.26 21:42
Ja też ci Izo, nie wierzę!...Jestes bardzo skręcona na ...lewo...!