29.01.17, 18:30

Świadkowie Jehowy - diabelskie nieszczęście świata

Pragnę podzielić się problemami, które głęboko leżą w moim sercu. Dziękuję za modlitwy w intencji mojej żony - świadka Jehowy. Myślę, że życie przy boku kogoś z organizacji Strażnica, oprócz cierpień, jest też cennym doświadczeniem. Mnie osobiście dało to bardzo dużo. Po pierwsze: sięgnąłem po Biblię zaintrygowany wypowiedziami świadków Jehowy. Po drugie: ogromna chęć udowodnienia im błędów i fałszerstw sprawiła, że sam głęboko zacząłem rozważać teksty święte.

Dopiero teraz widzę bogactwo przesłań Jezusowych, sens dogmatów wiary, rzeczywistość sakramentów, mnogość darów Eucharystii. Po trzecie: życie katolika, to nie tylko chodzenie do Kościoła, ale głoszenie i świadczenie, odważne świadczenie o Jezusie wszędzie, gdzie jesteśmy: w sklepie, na ulicy, w pracy. Po czwarte: to świadkowie Jehowy swym ciągłym atakowaniem i poniżaniem Matki Bożej, zmusili mnie do rozmyślań. Skutek jest taki: oddałem się osobiście pod Jej opiekę. Chcę Jej macierzyńskiego ciepła, niech w prośbach swoich wstawia się u Swego Syna, bo któż zna Go lepiej, jak Matka.

To Ona cierpiała wspólnie pod krzyżem, to Ona była wierna Jezusowi do końca, to Ona objawiła się w Lourdes, Fatimie, Gietrzwałdzie, a teraz w Medjugorie, to Ona wzywa do modlitwy i pokuty. Teraz wiem, jak byłem biedny bez Niej.

Po piąte: od dwóch lat uczestniczę w spotkaniach grupy modlitewnej, prowadzonej przez dwóch wspaniałych księży. Tej radości nie da się po prostu opisać. Jak dobrze jest wspólnie wielbić Boga. Reasumując: odpowiedź na to wszystko może być jedna - Pan Jezus mnie kocha, pragnie, abym stał się żywy w żywym Jego Kościele. Nagina On moją pychę, lenistwo... i sam jeszcze nie wiem co, bym szedł i siał ziarno Jego Ewangelii.

Z tego miejsca gorący apel do wszystkich ludzi będących w rozpaczy, a których najbliżsi wstąpili do organizacji Strażnica (czytałem o takich nieszczęściach w "Effacie"). Nie załamujcie rąk, Pan Jezus to wszystko widzi, a skoro pozwala, by świadkowie Jehowy obrażali Go, to znaczy, że chce się nimi posłużyć dla nawrócenia wielu. Hiob też stracił wszystko, co miał na ziemi, a potem to odzyskał z woli Bożej. To prawda, że serce pęka na taki widok, gdy dwie moje córki (4 i 6 lat) mówią: "Bogiem tatusia jest szatan" i chcą chodzić z mamusią na zebrania świadków. Kiedy poszedłem z nimi do kościoła - nie uklękły ze

mną i nie przeżegnały się, a po wieczornej modlitwie, młodsza dumnie powiedziała: "Ja i tak do Jehowy się modliłam". Moja odpowiedź na to wszystko brzmi: "Bądź wola Twoja, Panie!" Ja i tak będę je kochał do końca, jak Chrystus kocha swój Kościół. Stwierdzam, że świadkowie są wielkim nieszczęściem dla całej ludzkości, lecz - poprzez cudowny plan Boży, może dla mnie i dla wielu staną się błogosławieństwem? Chwała Chrystusowi za każde doświadczenie.

Lech S., Olsztyn.

fragm. książki "Siewcy kąkolu"