03.02.16, 17:00

Terlikowska: Samotna matka wyrzutem sumienia PiS-u? Czy na pewno

Temat samotnych matek wrócił w związku z programem 500 plus. Samotna matka z jednym dzieckiem niełapiąca się na próg dochodowy jest ponoć przez program PiS-u poszkodowana. Za to pieniądze dostaną bogacze, tylko dlatego, że mają co najmniej dwoje dzieci. Takimi przykładami szarżuje „Gazeta Wyborcza”, by pokazać, że rządząca partia nie chce pomagać najbardziej potrzebującym. Przykre jest to szczucie jednych na drugich przez media. Przykre to podsycanie nienawiści do tych, którzy mają lub planują większą niż standardowa liczbę dzieci. I do tych, którzy dziś sobie radzą (co nie znaczy, że pewnego dnia nie staną po tej drugiej stronie. Wypadek, choroba, utrata pracy i nagle życie na dobrym poziomie przestaje takim być i konieczne okazuje się wsparcie państwa).

Ustalmy jednak pewne fakty. Program 500 plus to nie program socjalny, a prorodzinny, adresowany przede wszystkim do tych rodzin, które mają jedno dziecko. 54 procent polskich rodzin to model 2 plus 1 i to te rodziny rząd chce skłonić to posiadania kolejnych dzieci. Z punktu widzenia gospodarki, demografii, edukacji, wychowania to najgorszy z możliwych scenariuszy (pomijam sytuację, kiedy więcej dzieci dana para mieć po prostu nie może, bo to też coraz częstszy problem). Dlatego tak ważne jest wspieranie tych rodzin w decyzji o kolejnych dzieciach. I zabezpieczanie ich finansowo, nawet jeśli to tylko 500 złotych. To już konkretna suma pozwalająca kupić pieluchy czy jedzenie dla dziecka, jeśli mama z jakiegoś powodu nie karmi dziecka piersią.

Samotne matki, jeśli znajdują się w trudnej sytuacji, mogą liczyć na pomoc socjalną. I jeśli ktoś znalazł się w takiej sytuacji, niewątpliwie państwo winno mu pomóc. To nie ulega wątpliwości. I nie mam wrażenia, że nie pomaga. To samotny rodzic może się choćby z podatku rozliczać z dzieckiem czy dziećmi. Takich przywilejów nie mają rodziny pełne, bez względu na liczbę posiadanego potomstwa. Samorządy, chociażby podczas rekrutacji przedszkolnej czy do żłobków, dają samotnym rodzicom pierwszeństwo, z miejsca dostają oni znacznie większą liczbę punktów niż rodziny z obojgiem pracujących i płacących podatki rodziców. I dobrze, że najbardziej potrzebujący to wsparcie dostają, pod warunkiem, że preferencje nie prowadzą do patologicznych nadużyć. A takie sytuacje w pewnym momencie stały się niestety normą. Okazało się bowiem, że samotna matka to ta faktycznie samotnie wychowująca dziecko, zostawiona przez męża czy partnera, i ledwo wiążąca koniec z końcem, bo zasądzonych alimentów tatuś płacić nie zamierza. Ale samotną matką była też kobieta żyjąca w konkubinacie, celowo nie zawierająca małżeństwa, dobrze zarabiająca, podjeżdżająca pod przedszkole wypasionym samochodem. Dodatkowo ojciec dziecka nie ma ograniczonych praw, mieszka z dzieckiem, odbiera je, ale jako że mężem nie jest, można z preferencji skorzystać, przecież i tak nikt tego nie sprawdzi. To „Gazeta Wyborcza” opisywała owo „kłamstwo przedszkolne” choćby we Wrocławiu: „Historia powtarza się co roku. Zastępy matek udają samotne, by zdobyć punkty i zapisać dziecko do przedszkola. Wszyscy o tym słyszeli, ale nikt nie umie temu zaradzić. Magda, 30-letnia specjalistka od reklamy: - Przyznaję, skłamałam, że wychowuję dziecko samotnie, choć żyjemy z partnerem. W inny sposób do najbliższego przedszkola bym się nie dostała”. Owe „samotne matki” nie raz śmiały się w twarz małżonkom, że niby one takie zaradne, a reszta to frajerzy. I nagle najbardziej poszkodowaną grupą okazywały się małżeństwa z jednym czy dwojgiem dzieci. Był czas, że grupa przyjętych do przedszkola dzieci składała się wyłącznie z tych wychowywanych przez „samotne matki” (cudzysłów jest celowy). W pewnym momencie i dyrektorzy, i samorządy postanowili to kombinatorstwo ukrócić, choćby umożliwiając kontrole na wniosek burmistrza. I tak „samotne matki” kombinatorki rzuciły cień na te faktycznie potrzebujące pomocy. Tylko że z nieufnością zaczęto już patrzeć na wszystkie kobiety korzystające z preferencji. Dzięki postawie innych matek.

Problem samotnego macierzyństwa narasta. Coś co powinno być marginalnym zjawiskiem (nie da się go wykluczyć, choćby przez zgony matek czy ojców) nabiera ogromnych rozmiarów. Liczby szokują. Coraz częściej w wielu szkołach są klasy, w których nie ma ani jednego dziecka wychowywanego w pełnej rodzinie. I nie są to sieroty czy pół sieroty, tylko dzieci, których rodzice żyją, tyle że często w nowych związkach. Serwis biqdata.pl podaje, że najwięcej niepełnych rodzin jest w Sopocie, Łodzi i na Dolnym Śląsku. W samej tylko Warszawie jest ponad 109 tysięcy matek samotnie wychowujących dzieci, w Łodzi blisko 57 tysięcy.

Pytanie, czemu jest ich tak dużo? Czy wpływ na to mają przemiany kulturowe i społeczne aprobujące rozwody, a wręcz namawiające do nich? Czy może promocja konkubinatów i związków partnerskich, które statystycznie są znacznie mniej trwałe niż małżeństwa? A może brak odpowiedzialności za własne dzieci, w imię przyjemności i egoizmu? Należy także zwrócić uwagę na fakt, że to przemiany społeczne i kulturowe powodują, że coraz częściej to nie mężczyzna odchodzi czy zdradza, ale kobieta. I to też kobiety częściej wnoszą sprawy o rozwód, bo – … im się to często ekonomicznie opłaca. Smutne to, ale prawdziwe. Tracą na tym nie tylko małżeństwa, rodziny, ale przede wszystkim dzieci. „Rodziny "porozwodowe" znajdują się w dość specyficznej sytuacji, którą dobrze określa termin "rodzina rozbita". Nie jest to bowiem sytuacja, w której ojca albo matki w ogóle brakuje (jak w wypadku wdowieństwa). Jest ojciec, jest i matka, ale żyją osobno: jedno "na stałe", drugie najczęściej "na przychodne". Fakt ten stwarza dość skomplikowany układ: matka - dziecko - ojciec. Niektóre matki próbują z tego układu w ogóle wyeliminować ojca. Niekiedy jest to konieczne, aby uwolnić się od dotychczasowego prześladowcy. Ale nie tylko w takich skrajnych przypadkach matki utrudniają ojcu kontakt z dzieckiem. Bywa, że rodzice prowadzą swoistą wojnę o dziecko, by odegrać się na sobie za doznane krzywdy, upokorzenia, rozczarowanie. Urazy tym spowodowane zostają udziecka na całe lata” – przekonywał w tygodniku „Niedziela” Antoni Szymański.

Dlatego w obliczu lawiny rozwodów, rozpadającej się ogromnej liczby małżeństw, należy wspierać każde działanie wspierające rodzinę. A nic tak rodziny nie cementuje jak dzieci. „Prawdopodobieństwo rozwodu zmniejsza: o połowę drugie dziecko w rodzinie, czterokrotnie – trzecie dziecko, siedmiokrotnie – czwarte dziecko. Z małżeństw z jednym dzieckiem pochodzi prawie połowa dzieci rozwiedzionych rodziców, a tylko co siódme dziecko wychowywało się przed rozwodem w rodzinie z trojgiem lub więcej dzieci” – wskazują autorzy raportu na temat rozwodu przygotowanego przez Fundację Mamy i Taty. Z badań GUS wynika zaś, że spośród małżeństw z czwórką i więcej dzieci rozpadło się w roku 2009 zaledwie 0,97 procent małżeństw, a tych z jednym dzieckiem rozpada się blisko 40 procent (dokładnie 38,55 procent). Może więc program 500 plus uratuje przed rozpadem wiele małżeństw. I dlatego warto go wdrażać i realizować.

Małgorzata Terlikowska

 

Komentarze

anonim2016.02.3 17:18
Skoro prorodzinny a nie socjalny, to po co nawoływania do bogatych i namawianie do rezygnacji z programu? Zdecydujcie się wreszcie! :-D
anonim2016.02.3 17:25
Przykro to stwierdzić, ale "Gazeta Wyborcza" ma rację - powinien być próg górnej granicy dochodów. Choć głosowaliśmy za PiS - to naszych głosów już nie dostaną.
anonim2016.02.3 18:42
a my bedziemy glosowac na PIS a ci z czerskiej niech sobie pisza co chcą. Żadna partia tak nie dba o rodziny jak PIS i to jest fakt!.
anonim2016.02.3 18:42
„Prawdopodobieństwo rozwodu zmniejsza: o połowę drugie dziecko w rodzinie, czterokrotnie – trzecie dziecko, siedmiokrotnie – czwarte dziecko. Z małżeństw z jednym dzieckiem pochodzi prawie połowa dzieci rozwiedzionych rodziców, a tylko co siódme dziecko wychowywało się przed rozwodem w rodzinie z trojgiem lub więcej dzieci” Tylko co jest skutkiem, a co przyczyna?
anonim2016.02.3 18:47
Zawsze się zastanawiam czy Pani czyta to co pisze. O co Pani właściwie chodzi? Z jednej strony pisze Pani o tym że tradycyjne małżeństwa są trwalsze a za chwile powołuje się na lawinowo rosnącą liczbę rozwodów. Mówi Pani , że w Sopocie i Łodzi jest najwięcej niepełnych rodzin by za chwilę przywołać dane i porównać samotne matki z Łodzi - 57 tys i z Warszawy- 109 tys. Nie wiem skąd Pani bierze te dane ale już na oko widać że w Warszawie jest prawie dwa razy tyle co w Łodzi, więc jak najwięcej może być w Łodzi? Kolejna spawa to kwestia cementowania małżeństwa. Ani dziecko ani pieniądze nie scementują ludzi którzy nie chcą ze sobą być. W swoim najbliższym otoczeniu znam co najmniej kilka rodzin z dwójką czy trójką dzieci które nie przetrwały próby czasu. Poprawą dzietności nie będzie ani 500+ ani nawet 1000 . Zmieniają się czasy i ludzie ewoluują, tak to właśnie wygląda i trzeba się z tym pogodzić.Taka jest natura. Owszem sytuacja być może uległa by poprawie gdyby młodzi ludzie mieli szanse na mieszkanie od państwa na normalnych warunkach i w miarę stabilną sytuację zawodową , a pensja byłaby na takim poziomie który pozwalałby na godne utrzymanie siebie i dziecka (mam na myśli jedno dziecko na jednego rodzica ), oraz system wsparcia dla rodzin z większą ilością dzieci , ale system mądry i odczuwalny, bo 500+ nie spełni pokładanych w nim oczekiwań i jest niestety rażąco niesprawiedliwy. Weźmy taki przykład : rodzina z trójką dzieci. Jedno studiuje na drugim roku stacjonarnych studiów, drugie właśnie skończyło 18 lat ale uczy się w technikum więc jeszcze przez rok chodzi normalnie do szkoły, a trzecie jest uczniem gimnazjum. I co ? I nic dla programu 500+ rodzina wychowująca te dzieci jest rodziną z jednym dzieckiem a takim nic się nie należy nawet jeśli ich dochód będzie bardzo niski albo będzie tę trójkę dzieci wychowywał samotny rodzic. Zanim więc po raz kolejny zabierze się Pani za krytykę samotnych cwanych matek , czy udawanych niepełnych rodzin niech się Pani dobrze zastanowi.
anonim2016.02.3 19:26
Ja niestety ,mam złe zdanie ,na temat współczesnych kobiet ,samotnie wychowujących dzieci.
anonim2016.02.3 19:51
@OZ Niby dlaczego ma być górny próg? Znowu ci co płacą największe podatki mają być za to karani? Ich drugie i kolejne dzieci są gorsze?
anonim2016.02.3 20:02
marto........... przerwij swój słowotok, niestety mam to nieszczęście obracać się wśród zmanierowanych pseudo dam, znam takie które poszły jeden raz do łóżka żeby je zapłodniono, z założeniem ,że ojca mają w głębokiej studni; pokrzywdzone - nie rozśmieszaj ; pełną gębą egoistki i nie strasz mnie opowieściami o poniewieranych kobietach z czasów sufrażystek, współczesne wiedzą komu dać dupy żeby mieć kasę ( i żeby przy okazji za bardzo się nie pomarszczyła bo jeszcze się przyda), albo jak tę kasę od chłopa wycyckać
anonim2016.02.3 20:08
nie pamiętam w jakim filmie kobiety doklejają kolejne nazwiska kolejnych mężów jak trofeum
anonim2016.02.3 20:10
tak marto7, skończ swój słowotok i nie rzucaj pereł przed wieprze... tak mi się wydaje że Kamykowa nie pojmie o czym piszesz.
anonim2016.02.3 20:29
niestety samo życie , baby bez serc , bynajmniej nie perły ,ale wieprzów dużo
anonim2016.02.3 21:09
@Kamykowa* To nie wina samotnych matek, że obracasz się w takim a nie innym środowisku. Przyjaciół dobieramy sobie sami. Proponuję porozmawiać z matkami niepełnosprawnych/przewlekle chorych dzieci, bo mężczyzn niestety bardzo często przerasta opieka nad dziećmi, które wymagają więcej opieki.
anonim2016.02.3 21:58
hm, powiedziano, że patologie nie mogą przysłonić szczytnego celu, czyż nie? więc skoro wybacza się pijaczkom to innym chyba też trzeba... a ci naprawdę niezaradni i tak mają nielekko
anonim2016.02.3 23:09
Niestety problem leży właśnie z dochodem na głowę. Tylko, że Gazeta Wyborcza po prostu chrzani z czym zgadzam się z Panią Terlikowską. Gdyby GW podała przykład dwóch małżonków z dzieckiem, którzy mają oboje najniższe wynagrodzenie gdzie dochód przekraczałby osiem stów na głowę to bym zrozumiał. Bo problem leży właśnie z tym nieszczęsnym dochodem na głowę na co zwracano w poprzednich latach przy innej okazji.
anonim2016.02.3 23:40
No to jeżeli taka ta ustawa prorodzinna to dlaczego nie wspiera rodzin które mają na utrzymaniu np dwóch studentów i jednego gimnazjalistę? Nie ma w tym nic poza wybrnięciem z nadmuchanej obietnicy wyborczej. Po co dorabiać do tego jakieś dziwne filozofie prawda jak zwykle brzydka - po trupach do władzy a teraz jakoś trzeba wyjść z twarzą. Szkoda tylko że jak widać po postach ustawa podzieli matki na "lepsze" i gorsze" i dzieci w taki sam sposób. Przykre.
anonim2016.02.4 1:59
@Vittoriana Bo dla pisu i kościółka kobieta, która ma dziecko w wieku "studenckim" jest już za stara na "rozpłodowca" więc w kontekście misji zaludniania kraju jest bezwartościowa.
anonim2016.02.4 9:16
Widać że kamykowa dawno nie "dawała dupy" jak to sama ślicznie określiła. Może stąd te złogi vagoru i fluxu?
anonim2016.02.4 9:42
Wróg z [email protected] dupa Kamykowej ,nie jest naszą wspólną sprawą ,dlatego niech każdy pozostanie przy swojej.
anonim2016.02.4 9:50
[email protected] pozostawię Cię całą w wątpliwościach ,co do mojej edukacji.
anonim2016.02.4 10:23
[email protected] nie dramatyzuj wcale nie napisałam ,że każda ,ale znam takie którym chodzi wyłącznie o kasę albo o dziecko bez zobowiązań ( w końcu dziecko to taka zabawka ,tyko bez baterii). Ty też znasz takie przypadki ,tylko udajesz w pąsach ,że nie. W mojej chrześcijańskiej głowie takie kwiatki się mieszczą, twoja natomiast, nie jest w stanie ogarnąć kochającego się małżeństwa, nie biednego, gdzie wykształcona kobieta może zostać z dziećmi w domu z własnej woli, mieć udane życie seksualne bez prochów , depresji i najważniejsze lubić swojego męża i szanować go. Takie kuriozum istnieje. I kto to jest ograniczony ,bo ja mam wrażenie ,że sama zorganizowałaś konkurs i chcesz go wygrać.
anonim2016.02.4 15:08
"To nie wina samotnych matek, że obracasz się w takim a nie innym środowisku. Przyjaciół dobieramy sobie sami."Trudno mówić w tych wypadkach o przyjaźni z wielu powodów tez dlatego ,że bezwzględnie wypowiadam swoje zdanie na ten temat. "Proponuję porozmawiać z matkami niepełnosprawnych/przewlekle chorych dzieci, bo mężczyzn niestety bardzo często przerasta opieka nad dziećmi, które wymagają więcej opieki." Czy mam nad tymi matkami zastanawiać się pod kątem programu 500+ , czy w jakimś innym kontekście? Współczuję takim mamom ,ale statystycznie, nie jest to chyba podstawowy problem rozstań, w naszym społeczeństwie. Niestety ja stawiam, może niesłusznie, widząc jednakże stosunek kobiet do mężczyzn ,na wygodnictwo pań.
anonim2016.02.4 15:50
@kamykowa nie trzeba mieć chrześcijańskiej głowy by mieściły się w niej różne "kuriozum", ale wypadałoby mieć głowę myślącą, a sądząc po twoich wpisach więcej w niej złości i kompleksów. Człowiek z natury jest zwierzęciem stadnym i rzadko decyduje się na bycie samotnym, a zwłaszcza samotnym rodzicem z wygodnictwa czy egoizmu. Tylko, że to trzeba w człowieku widzieć, a nie tylko oceniać po pozorach. To że ktoś nie stęka i nie narzeka nie znaczy, że ma taki dobrobyt.
anonim2016.02.4 18:53
Według mnie nie ten program wcale NIE ZACHĘCA do powiększania rodziny. Zachęcałby tylko i wyłącznie wtedy, gdybyna drugie czy trzecie dziecko dostawało się te 500 zł od urodzenia dziecka do jego 18 urodzin, tymczasem wcale tak nie będzie! Ten program nie zachęca więc do powiększenia rodziny a jest wspierający finansowo rodzinę przez pewien okres czasu. Jeśli kobieta ma np. 12-letnie dziecko, to jeśli urodzi teraz drugie dziecko to pieniądze na to drugie otrzyma tylko przez 6 lat, więc w takiej sytuacji na pewno się taka kobieta nie zdecyduje drugie dziecko.