27.07.15, 11:39

Terlikowski: A Bóg Was i tak kocha i zaprasza do Kościoła

Nazwiska hejterów są ogólnie znane. I nie ma powodu, by ponownie – wystawiając je na nasz prawicowo-katolicki hejt – je powtarzać. Nie mam też dość siły, by przypominać wciąż te same zarzuty (homoseksualizm, pedofilia, pazerność, polityczne uwikłanie itd. itp.), formułowane zresztą przez ludzi, którzy sami mogliby sobie – przynajmniej w kwesiach osobistych – niemało zarzucić. I dlatego dziś zamiast polemiki krótkie przypomnienie, że krzyk, hejt, niechęć do Kościoła nie powinna nam przesłonić kilku prawd, które są niezmienne, a które tak się składa, że Kościół wciąż głosi.

Pierwsza z nich jest absolutnie oczywista. Otóż Bóg nie tylko Jest (to właśnie jest Jego imię), ale też jest bliski, czuły, otwarty na nas, i wreszcie kocha nas miłością szaleńczą. I nie ma znaczenia, kim jesteśmy. On kocha zarówno Tomasza Lisa, jak i Tomasza Terlikowskiego, niezależnie od tego, kto i jak zgrzeszył (bo że zgrzeszył to absolutnie jasne). On kocha rodziców dzieci z in vitro i dzieci także. I każdy, w każdym momencie może się do Niego zwrócić. Nie ma takiego grzechu, który by to uniemożliwił. Ale… no właśnie, tu dochodzimy do drugiego elementu. Otóż w świecie istnieje także grzech. Mój, ale także innych. Tej trudnej i niewygodnej (szczególnie jeśli chodzi o uznanie mojego grzechu, bo ten innych jest jakoś lepiej widoczny) nie da się zakrzyczeć. Grzech ludzi Kościoła (oczywiście, że obecny) nie usprawiedliwia mojego grzechu. A jakby tego było mało ja nie będę sądzony za to, co zrobił mój proboszcz, biskup czy nawet arcybiskup Wesołowski. To sprawy  między nimi a Panem Bogiem, i On ich będzie sądził. Ja zaś stanę na sądzie z własnymi grzechami.

Z grzechami, z których każdy jest godzien piekła i potępienia. Jeśli zatem będę zbawiony, to nie dlatego, że jestem świetny albo nawet święty, ale dlatego, że ktoś wziął na siebie moje grzechy, i swoją śmiercią i zmartwychwstaniem odkupił je. Odkupił wszystkie grzechy, a uwierzenie, zawierzenie Mu jest drogą odkupienia grzechów. Zakrzykiwanie ich, skupianie się na wadach i winach ludzi Kościoła, a czasem instytucji nic nie zmieni. Ono nie ma mocy odkupieńczej, i choć może – na moment sprawić – że poprawi nam się nastrój, to nie zmieni faktu, że jesteśmy grzeszni, i że sami z naszym grzechem nie możemy sobie poradzić. To, że inni grzeszą nie niszczy mojego grzechu, a wieczne porównywanie się do innych, nie uczyni ze mnie świętego. Dlatego – kochani hejterzy – zamiast wciąż krzyczeć, atakować dajcie sobie szansę na wiarę, zawierzcie się Jezusowi, poproście Go o wejście w Wasze życie. On przyjdzie.

Jak to zrobić? Felek Alkoholik (Rafale Porzeziński jeszcze raz dzięki za tę płytę) dał kiedyś prostą odpowiedź. Nawet jeśli się nie wierzy, trzeba zasłonić okna, klęknąć i zacząć się modlić. Przezwyciężyć opory, niechęć, pokusy. Klęczeć i się modlić. A On przyjdzie. Może po dniu, a może po miesiącu, ale przyjdzie i da nam nowe życie. Odrodzi małżeństwo, wybaczy zdradę, pomoże pojednać się z rodzicami. I na koniec da Ducha, który będzie nas prowadził, gdy tylko będziemy chcieli być Jemu posłuszni. Duch zaś zaprowadzi nas do Kościoła, który jest nie tylko szpitalem polowym dla poranionych na wojnie ze światem, ale także wspólnotą świętych i grzeszników (a często świętych grzeszników). Kościoła, który nie jest wspólnotą polityczną, ale miejscem, gdzie każdy znaleźć może miłość (niekiedy trudną, ale nie ma przecież prostej, bezbolesnej miłości), wybaczenie, Boga. Gdy w Niego wejdziemy, gdy pozwolimy wybaczyć sobie grzechy (a nie  je zrozumieć i zaakceptować), gdy doświadczymy spotkania z Żywym Bogiem wtedy dopiero zrozumiemy, dlaczego Kościół nie może dać nam świętego spokoju, dlaczego wciąż przekonuje do pewnego stylu życia, a inny odrzuca, i dlaczego wciąż przypomina o pewnych fundamentalnych normach.

Wiem, że to niełatwa droga, że łatwiej jest hejtować i kwestionować, ale także z własnego doświadczenia wiem, że lepiej pójść tą drogą, niż wciąż dreptać w miejscu wykrzykując antykatolickie hasła. I wcale nie chodzi o piekło, ale o to, by osiągnąć szczęście już tu na ziemi. Pełne szczęście, które pozwala w Krzyżu (a nie ma życia bez Niego) dostrzec zmartwychwstanie. Jak na ikonie San Damiano, gdzie Chrystus na Krzyżu jest już triumfujący.

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze

anonim2015.07.27 11:51
Po raz pierwszy w większości zgadzam się z panem. Spora część tekstu jest piękna i daje w pozytywny sposób do myślenia. Nie byłby pan jednak sobą, gdyby nie wmontował w tekst "ePISkopatu", prawda? Przy tym to przecież Fronda przoduje w dziecinnym wrzucaniu liter "PO" w tytuły artykułów. Jak to było z tą belką w oku?
anonim2015.07.27 12:19
No i proszę, ma chłop umeblowane w głowie. Ale wyrazistość poglądów i to że nie jest taką ciepłą kluchą i tak zapewni mu nieustannie wrogów.
anonim2015.07.27 12:26
Chociaż może Terlikowski to świetym Aleksym nie jest, bo tamtem miał upodobanie jak na niego pomyje wylewano z własnego domu... A czy to jest w Kościele tylko jedna droga do świetości? Mnie się bardzo podoba droga apologii.
anonim2015.07.27 12:29
"...nie powinna nam przesłonić kilku prawd…" Radosne zakładanie prawdziwości własnych wierzeń religijnych to nie jest wydajna strategia nawracania bezbożników, antyklerykałów ani innowierców, panie redaktorze.
anonim2015.07.27 13:00
nie tylko Pan nie ma sił, Panie Terlikowski... tyle tylko, że ja mogę ich nie mieć, ale Pan MUSI je mieć... to jest, jak z żołnierzem, broniącym tego, który nie jest w stanie bronić się sam
anonim2015.07.27 13:19
Przezabawna teza: grzech jako przyczyna antyklerykalizmu. I jak tu dalej hejtować?
anonim2015.07.27 13:19
Także uważam tekst za świetny. I dodam jeszcze - trochę nawiązując do wpisów campeador - że nie powinniśmy się ani dziwić, ani być zaskoczeni, ale raczej przygotowani. Wystarczy przypomnieć sobie choćby słowa z Mt 10, 16-23 czy nieco dalej Mt 10, 34-38 oraz 42. I już samo to wystarczy, żeby odważnie, z pogodą ducha i uśmiechem na ustach iść drogą naszego Pana, nie przejmując się otaczającym nas jazgotem.
anonim2015.07.27 13:21
kaszubianin jeśli jesteś Katolikiem, to też jesteś żołnierzem Pana... :-)
anonim2015.07.27 14:18
Panie Terlikowski! ! W Pełni z Panem się zgadzam ! I co do Pańskiego artykułu nie ma nic do dodania, ani ujęcia ! A co do tych - "Świętych Doktorów" od komentowania i krytykowania, no cóż ? Są w stanie znaleźć negatywy wszędzie. W próżni znajdą brudy. Judasz widząc swój błąd, nie był w stanie uderzyć sie wobec Boga w piersi i żałować i prosić o litość, wolał się powiesić, powodując całkowitą swoją zgubę. Tam było dwunastu apostołów, i wśród nich znalazł się jeden nikczemnik. Więc jeżeli weźmiemy proporcjonalnie do naszego narodu to powinno być więcej niż trzy miliony - Judaszów. Tak, że niema co się dziwić treści komentarzy tu, szczególnie na Frondzie, która jest przez nich / pseudo polskich, judaszy/ szczególnie na tapecie. Panie Terlikowski = ZGADZAM SIĘ Z PANEM W NIE 100%, ALE 300%!!! Dla mnie i mojego otoczenia Fronda to biblijna MANNA Z NIEBA. Panie Redaktorze - ja też jestem cały czas na tapecie. Umieją mi nawet usunąć z pod nosa stronę, albo komentarz w trakcie pisania. Dla tego musiałem zmienić sposób zabawy z panami od pilnowania społeczeństwa.. Taka zabawa w kotka i myszkę. Panowie PŁATNI PISARCZYKOWIE KOMENTARZY - i tak jesteście na STRACONEJ POZYCJI, bo społeczeństwo nie jest tak zaciemnione, jak wy i pseudo władza. Społeczeństwo choć powoli, ale zaczyna widzieć, z kim ma do czynienia. Tak że pustą głową muru nie przebijecie, propagandziści ciemnoty. Jeszcze raz - MY POLACY, JESTEŚMY Z PANEM PANIE TOMASZU ! ! !
anonim2015.07.27 19:34
Bardzo dobry wpis. Pokazujący istotę chrześcijaństwa. Jezus zawsze wyciąga do nas rękę. Możemy być w totalnym bagnie, brudni i śmierdzący, Chrystus wyciąga rękę by nas z tego szamba wyciągnąć. Od nas zależy czy złapiemy tą Pomocną Dłoń. A jeśli już sami nie mamy siły aby dosięgnąć tej Pomocy, to jeszcze możemy krzyczeć (gorliwie modlić się), a Bóg sięgnie po nas i wyjmie nas z bagna. Życzę Wszystkim (i sobie), abyśmy unikali bagien, a jeśli już zaczynamy grzęznąć, abyśmy zawsze potrafili szybko chwycić Jezusa i trzymać z całych sił.
anonim2015.07.28 9:08
Tekst pełen patosu, religijnych zaklęć, banałów i demagogii. Nie sądzę, by mógł kogokolwiek zachęcić do wiary, a jeszcze mniej do instytucji Kościoła. Bo ta religia i ta instytucji się stacza - powoli ale systematycznie. I nie pomogą jej ani histeryczne działania biskupów, ani rządy PiS, ani nawiedzone teksty Terlikowskiego. Nawiasem mówiąc ten ostatni sam robi sporo, by to powolne staczanie nieco przyspieszyć.
anonim2015.07.28 13:07
Tomku nareszcie rozdzieliłeś co cesarskie od tego co Boskie.Jak przestajesz być politykiem a jesteś dzienikarzem chrześcjańskim to czyta się tego z pokojem w sercu. Bo gdy nie raz pewnie wyprowadzony z równowagi zaczynasz politykować i wprowadzać wojowniczy katolicyzm to gdzieś w gębi słychać dawno wypowiedziane słowa " Przyszedł do swoich a swoi Go nie poznali" Pozdrawiam