23.07.13, 22:01Marta Brzezińska-Waleszczyk (fot. archiwum prywatne)

To już więcej zrozumienia mam dla zwykłych prostytutek...

Za swoje „usługi” dostają dużo więcej, niż przeciętna prostytutka z burdelu albo tzw. tirówka. Kwoty idą w tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy (czasem złotych, zdarza się, że nawet euro). Wszystko zależy od pojemności kieszeni klienta, jego hojności i oferty „damy do towarzystwa”. I wcale nie chodzi tylko o walory fizyczne czy wyszukane umiejętności, gwarantujące zadowolenie w łóżku ale także o wykształcenie. Mają sprawiać nie tylko przyjemność w sypialni, ale budzić pełne podziwu spojrzenia biznesowych partnerów. Po prostu błyszczeć.

Opakowanie piękne, a w środku gorzej niż pusto. Zwykłe (przepraszam, ale nie znajduję innego słowa) k... . Najnowszy „Newsweek”, który na swoich okładkach wypromował już chyba wszelkie możliwe dewiacje, od związków jednopłciowych, przez praktyki sado-maso aż po poliamorię, czułym okiem spogląda na dziewczyny, które oddają się za kasę (i to grubą kasę).

W tekście Anny Szulc nie znajdziemy wprawdzie chwalenia sponsoringu wprost, ale autorka wyraźnie daje do zrozumienia, że seks za pieniądze to nic złego. Bohaterki, które wypowiadają się w „Newsweeku” nie mają żadnych wyrzutów sumienia. Co z tego, że ich klientami bywają mężowie i ojcowie dzieci. Co z tego, że zwykle zaczynało się od jednorazowej przygody. Wszystko „gra”, póki facet płaci. A im płaci więcej i zabiera na luksusowe wyprawy do Singapuru, Tajlandii, Chin czy Australii, tym lepiej. Panie nie czują się pokrzywdzone, bo a.) przecież lubią seks, b.) nikomu nie robią krzywdy (pozornie!), c.) dostają za swoją pracę należne wynagrodzenie.

I to właśnie o pieniądze wszystko się rozbija. Bo życie w luksusie szybko uzależnia. Piękne mieszkanie, świetny samochód, luksusowe kosmetyki, markowe ubrania, zagraniczne podróże... To wszystko kosztuje, a jeśli nie umie się na to zarobić inaczej, niż najłatwiejszym z możliwych sposobów... Dziewczyny, uprawiające sponsoring, jak ognia unikają nazywania rzeczy po imieniu. Podobnie zresztą, jak autorka tekstu w „Newsweeku”. Usprawiedliwiają się tym, że przecież w małżeństwie też uprawia się seks „za spokój, ciszę w domu, wakacje”.

Najbardziej bulwersujące jest to, że Anna Szulc pokazała jedynie jasne strony sponsoringu (o ile takie w ogóle mogą być). Pomijając już ogromne korzyści materialne, wyeksponowana jest kwestia seksualnego wyzwolenia, niezależności czy nawet życiowej zaradności... Nie ma ani słowa o tym, jakie poczucie własnej wartości mają te dziewczyny, kiedy po latach kończą pracę w branży .. Ani słowa o tym, że klient, który za weekend płaci kilkanaście tysięcy euro może ze swoją „księżniczką” zrobić dosłownie wszystko... Jest wprawdzie drobna wzmianka o Ani, którą sponsor chciał pobić, ale się nie dała, bo trenuje krav magę i damskiemu bokserowi rozkwasiła nos. Najbardziej kuriozalny jest komentarz „Newsweeka”: „Zapewne gdyby była cichodajką pracującą na kasie w supermarkecie, nie miałaby ani czasu, ani pieniędzy na uprawianie sztuki walki”. To już bliższa prawdy była w swoim filmie „Sponsoring” Gośka Szumowska, która choć w jednym epizodzie napomknęła o tym, jak ciężki jest los „luksusowych dam do towarzystwa” i pokazała makabryczną scenę gwałtu butelką po szampanie...

I na tym w sumie kończyła się prawdziwość filmu „Sponsoring”, który celnie podsumował Rafał A. Ziemkiewicz: „Wszyscy zostaliśmy przez Małgorzatę Szumowską zrobieni w konia, bo jej film nie jest o żadnym sponsoringu, tylko o zwykłej prostytucji. Zresztą oryginalny tytuł "Elles" nawiązuje do cyklu obrazów impresjonisty Henriego de Toulouse’a-Lautreca przedstawiającego paryskie prostytutki. Ze "sponsoringiem" nie ma to nic wspólnego. W filmie widzimy młode dziewczyny, które ogłaszają się przez Internet, podają telefon, klienci dzwonią, uzgadniają stawkę... Co to ma wspólnego z układem bogaty kochanek – utrzymanka?”.

Niestety, w dyskursie publicznym mało kto nazywa rzeczy po imieniu, a wokół sponsoringu panuje politycznie poprawna zmowa milczenia. A może nie tyle milczenia, co po prostu aprobaty dla takiego sposobu zarabiania. Najbardziej kuriozalna była wypowiedź czołowej polskiej feministki Kazimiery Szczuki, która stwierdziła, że sponsoring jest formą życiowej zaradności, dzięki której dziewczyny mogą zarobić na przykład na studia. I ani słowa o tym, że nawet jeśli facet płaci za seks kilka tysięcy złotych, to kobieta wciąż jest dla niego takim samym przedmiotem, jak gdyby zapłacił za nią pięć dych. Ot, towar z wyższej półki.

Więcej zrozumienia mam dla prostytutek z burdeli czy tirówek, które czasem naprawdę chwytają się ostatniej deski ratunku, żeby zarobić parę groszy na utrzymanie rodziny albo przemocą są zmuszane do nierządu. Dziewczyny, które robią „to”, żeby kupić sobie lepsze auto albo zapłacić czynsz za luksusowej mieszkanie nie sięgają im do stóp. To, co one robią to nie żaden „sponsoring”, ale zwykłe k...

Marta Brzezińska-Waleszczyk

Komentarze

anonim2013.07.23 22:05
Mam dziwne wrażenie, że p. Lis ma spore deficyty w sferze seksu...
anonim2013.07.23 22:14
Hmmm.....nie wyobrażam sobie żebym musiał płacić za seks i prostytucja wydaje mi się zjawiskiem odpychającym i jednocześnie upadlającym dla kobiet. Oczywiście w całej masie uprowadzonych, bitych, więzionych czy po prostu zmuszonych do takie profesji warunkami ekonomicznymi kobiet znajdą się i takie, które nie mają z tym problemu i faktycznie robią to w pełni dobrowolnie. Ale to mniejszość. Problem jaki Pani podnosi jest jednak szerszy - bo gdy pisze Pani o przedmiotowym traktowaniu prostytutki to zastanawiam się czy tak samo przedmiotowo nie są traktowane kasjerki w supermarketach, sprzątaczki w biurach czy dziewczyny pracujące na recepcji w wielkich korproacjach. Czasami widzę jak traktują je przełożeni (albo przełożone!) i myślę sobie, że to podobny brak szacunku. A jeszcze na marginesie - sądzę, że nie można nikomu zakazać handlowania własnym ciałem. W końcu należy do tej osoby. Problem w "pośrednikach", alfonsach.
anonim2013.07.23 22:26
@Apologetyczny Szanowny Czytelniku, nie bardzo wiem, do czego miałabym się ustosunkować. Tekst o Pazurze i Radwańskiej był całkowicie pozbawiony moich opinii. Praktycznie w całości składał się z tego, co znalazłam na stronie wzywającej do usunięcia Pazury z akcji "Nie wstydzę się Jezusa". Strona ta bynajmniej nie jest żadną prowokacją - znam osobę, która ją założyła, ale że sama nie ujawniła ona swojego nazwiska, to ja nie czułam się zobowiązana do tego, by to robić. Nie karze się posłańca za to, że przynosi złe wiadomości, no ale jak widać, na F wszystko jest możliwe, a mnie oberwało się tylko za to, że poinformowałam, że taka inicjatywa jest. To wszystko, co mam do napisania w tej materii.
anonim2013.07.23 22:33
Ależ pani Marto, przecież te panie jednie "pokazują" mężczyznom "nieco więcej" niż Agnieszka Radwańska na korcie tenisowym. Wczoraj Pani broniła nagości i ludzi którzy się rozbierają dla zysku (i naprawdę - nieważne czy zysk jest finansowy, czy PR-owy), a dziś Pani potępia prostytucję? To tak jakby jednego dnia bronić pijaństwo, tylko po to żeby następnego dnia potępiać jazdę po pijaku. Jedno jest konsekwencją drugiego. Jeśli dziś młode kobiety są gotowe na takie układy jak opisane w Newsweeku, to właśnie dlatego że od kilku dekad wmawia im się że ciało jest po prostu kolejnym "zasobem" który przedsiębiorczy człowiek może wykorzystać do osiągnięcia swoich celów. Różnica między pozowaniem do nagich zdjęć czy występowaniem nago w przedstawieniu, a braniem pieniędzy za seks jest zaledwie jakościowa - ot, że tak brzydko to ujmę, w tym drugim przypadku penetracja jest głębsza. Ale prostytutka jest prostytutką nawet jeśli jest "partner" zadowoli się samym patrzeniem na jej nagie ciało.
anonim2013.07.23 22:34
Miałem nic nie napisać, ale od dziennikarzy i dziennikarek jednak wymaga się więcej... zdarza nie pisze się przez z z kropką (trzecia linijka artykułu, nawias).
anonim2013.07.23 22:37
ad eMBe Pani tekst o wiadomej stronie na FB co do sedna był uczciwy i rzetelny (gdyż nie wiernie relacjonował argumenty na niej zawarte). Myślę jednak, że pani adwersarzom bardziej chodzi o fakt używania w owym artykule emocjonalnych wyrażeń (np. "inkwizytorzy"), które w łatwy sposób mogły być odczytane jako próba dyskwalifikacji za ich pomocą idei owej strony Ps. Osobiście to my się chyba nie znamy :)
anonim2013.07.23 22:38
@eMBe - nie, pani Marto. Pani nie oberwała za przekazywanie wiadomości, a jedynie za to że Pani skompromitowała się zupełnie wyśmiewając na rzekomo katolickim portalu jak najbardziej logiczne i katolickie postępowanie. Wygłupiła się Pani zupełnie udając że nie ma nic złego z rozbieraniem się w przedstawieniu pod warunkiem że osoba która to robi bierze udział w jakichś tam franciszkańskich akcjach. Zasadniczo, Pani przedstawiła ten sam punkt widzenia co swego czasu bodajże Kazimierz Kutz czy Stefan Niesiołowski (nie pomnę który), skandując że przecież "artystom wolno więcej", w obronie senatora-artysty który przy okazji był ćpunem i dziwkarzem.
anonim2013.07.23 22:47
Jeszcze mała uwaga do eMBe Niezależnie od tego, czy zgadza się Pani z ideą tej strony czy nie, myślę, że tak czy inaczej widzi Pani, że przynajmniej jest ona konsekwentna. Dlatego trzymam Panią za słowo i mam nadzieję, że będzie pani "przyciskać" ludzi z SKCh i Krucjaty Młodych, by jasno odpowiedzieli, czy: 1. Zamierzają usunąć p. Pazurę tak jak wcześniej usunęli panią Radwańską? 2. Jeśli nie zamierzają usunąć pana Pazury, to czy chcą w takim razie przeprosić p. Radwańską?
anonim2013.07.23 23:54
''Ciało i umysł kobiety należy do niej samej i może sobie z nimi robić co jej się podoba'' Bo Ty tak mówisz czy masz na potwierdzenie tej tezy akt własności albo prawa autorskie? Obładować się plastikiem i iść na dziecięcy plac zabaw również może ?
anonim2013.07.24 0:24
Dziękuję.
anonim2013.07.24 1:00
Poivre 'A niby do kogo należy, jeśli nie do niej samej? Czy Ty jesteś czyjąś własnością? Myśli też masz nie swoje?' Ja rozumiem co Ty co mnie mówisz.Ciało należy do kobiety i nikomu nic do tego/Pytam o co innego.Skąd to wiesz,że do niej? Bo jeżeli spojrzymy na jakiegoś twórcę,autora czy konstruktora to musi on jakoś potwierdzić,że coś jest jego własnością prawda? Daczego nie musi tego robić gdy chodzi o niego samego? Czyżby nie wszystko jednak można robić ze swoim ciałlem?
anonim2013.07.24 1:41
Dowcip w temacie. Podchodzi elegancki facet do samotnej kobiety w dobry lokalu: - Przepraszam, że pytam, nie wiem czy można, ale czy odda mi się pani za milion złotych? - Jak pan śmie! - krzyczy oburzona dama - cóż to za propozycja!? - Proszę pani, ale milion złotych - nalega. - Ale co pan! - Proszę pani, za milion złotych, w gotówce - powtarza. - Przepraszam, za milion złotych, tak!? - Tak. - No, za milion, to ewentualnie... - A za 100? - pyta facet. - Za 100!? Za kogo mnie pan uważa! - krzyczy oburzona dama. - Tośmy już ustalili - odpowiada spokojnie - teraz się targujemy..
anonim2013.07.24 6:11
@poivre Skoro zadaje Pan/Pani takie pytanie: "A niby do kogo należy, jeśli nie do niej samej? Czy Ty jesteś czyjąś własnością? to wnosze ze jakiekolwiek argumenty powolujace sie na religie (jakakolwiek) nie zainteresuja Pani/Pana. Moja odpowiedzia na to pytanie bez uzycia argumentow religijnych jest: "Nalezy do tej tej osoby, jej rodziny, przyjaciol, sasiadow, kolegow z pracy, przelozonych i podwladnych, ..." Wymienieni "wspolwlasciciele" maja udzial (w roznych proporcjach oczywiscie) w kazda decyzje danej osoby bo maja w stosunku do tej osoby jakies zobowiazania a ta osoba ma do nich. Podobnie z pytaniem : "Myśli też masz nie swoje?" Kazdy z wymienionych wspolwlascicieli jest po czesci autorem mysli danej osoby (w roznych proporcjach oczywiscie).
anonim2013.07.24 6:40
@miks Panski/Pani "dowcip" mialby jakis sens gdyby w pierwszym zdaniu bylo napisane "oddalaby" zamiast uzytego "odda". W obecnej wersji to nie dowcip a jedynie historia o jakims facecie ktory nie dotrzymuje danego slowa - a z opinia takich facetow nie wart sie liczyc.
anonim2013.07.24 8:15
Zapomniała Pani napisać, że najboleśniejszym skutekim "sponsoringu" jest rozpad małżeństw. Klientami owych dam do towarzystwa bywają najczęściej żonaci mężczyźni i ojcowie dzieci. W Polsce rozpada się już co czwarte małżeństwo, a tak się to zaczyna, od łamania przykazania "nie cudzołóż"
anonim2013.07.24 9:01
Czy jeśli jutro jakiś dureń znowu włoży rękę do sedesu i opisze swoje spostrzeżenia i odczucia, to trzeba będzie udowadniać, że jest inaczej? Dlaczego tak łatwo Wami sterować?
anonim2013.07.24 9:56
Szkoda, że autorzy tekstów nie biorą udziału w dyskusji i polemice. Napiszą tylko to co mają napisać i znikają. Szkoda. Swoją drogą praktykantka po opierniczu od naczelnego pisze artykuły z dbałoscią o kulturę języka pisanego. Co do merytoryki i sposobu to musi się jeszcze podciągnac.
anonim2013.07.24 12:21
partie polityczne też były sponsorowanie przez różne zagraniczne fundacje
anonim2013.07.24 15:52
Jak zwykle na Frondzie osobiste frustracje życia osobistego redaktorów przelewane są na papier w postaci nienawiści wobec innych. Cóż, można się przyzwyczaić, ale smutne to.
anonim2013.07.24 16:58
Są tylko faceci, mężczyzn już nie ma... Mężczyźni korzystający z usług prostytutek wcale się nie upadlają? Tak? To nie są dzieci Boże, tylko jakiś motłoch?
anonim2013.07.24 21:27
Owo "kurestwo" szerzy się dzięki facetom, ojcom rodzin, którzy tak chętnie płacą za usługi młodych dziewczyn. To najczęściej głupiutkie, nieświadome nastolatki, których trzeba żałować. Atakując je, tylko podtrzymujemy przekonanie facetów, że mają prawo do takich uciech, że to nie oni są winni tylko te podstępne dziwki, które sprowadzają ich na złą drogę, a oni tak bardzo chcieli być wierni żonom i te tysiące wydali jakoś tak przypadkiem, omyłkowo. Obudźcie się. Żyjemy w gospodarce wolnorynkowej. Powodem wszystkiego jest popyt! To on poprzedza podaż!
anonim2013.07.25 0:31
Bardzo trafny artykuł. Właściwie nic dodać, nic ująć. Mnie też denerwuje usprawiedliwianie zjawisk, które powinny być uważane za negatywne i relatywizowanie ich. A co Pani sadzi o pielgrzymce papieża Franciszka? Może następny artykuł będzie o tym? Pozdrawiam serdecznie.
anonim2013.07.25 0:33
I dlaczego nie udaje się umieścić komentarza?
anonim2013.07.25 1:30
poivre ''Należy do siebie, ponieważ nie ma innego podmiotu we współczesnym świecie, który mógłby mieć takie roszczenia. '' Ależ pan apodyktyczny i kategoryczny,niczym Hegel pan przemawia.Podmiotów we współczesnym świecie ,które mają takie roszczenia jest bez liku.Nawet się zdarza po wielekroć ,że kilka podmiotów równocześńie rości sobie takie prawa w odniesieniu do jednej osoby. Nawet jeżeli tak by było jak pan przedstawia -jest oczywiśice przeciwnie-to wciąż pan mi pokazuje pewną pańską strukturę myślową odnośnie stanu jaki jest ,a ja się konsekwentnie pytam skąd pan to wie,że tak jest Każdy autor chcąc udowodnić ,że coś jest jego własnością musi ten dowód pokazać.Samo stwierdzenie ,że to moje czy nawet ,że nikt się o prawa autorskie nie ubiega- nie wystarczają ''Chodzi mi o prawo do wolności osobistej i sumienia, które jest zapisane w polskiej konstytucji.'' Sam zapis konstytucyjny już powoduje ,że umysł dostosowywuje się do jakiegoś prawa stanowionego.Musi te prawo respektować,w dodatku z odpowiednim ideologicznym wskazaniem co to jest ta wolność sumienia.Uważa pan ,że jakiekowiek prawo stanowione nie ogranicza woności osobistej? '', a ja mam prawo twierdzić, że wręcz przeciwnie, należę wyłącznie do samego siebie.'' Sprawa bardzo dyskusyjna ,od mnóstwa czynników zależy czy tak możesz powiedzieć,ale ja wciąż nie pytam się o Twoje prawo do mówienia o czymś tylko o to dlaczego twórca jakiegoś dzieła czy nawet posiadacz jakiejś rzeczy musi udowodnić ,że jest tego prawnym właścicielem,jakieś prawa autorskie,zapisy testamentowe itp a nie musi żadnych dowodów przedstawiać odnoście wy który może w związku z tym egzekwować wspomniane wyżej prawa. łącznych praw do swojej osoby? '' . który może w związku z tym egzekwować wspomniane wyżej prawa.'' W ''
anonim2013.07.25 1:35
Poivre '' który może w związku z tym egzekwować wspomniane wyżej prawa.'' Tylko,że my mówimy o prawach ,które są sprzeczne wewnątrz siebie ,sprzeczne etycznie ,sprzeczne kulturowo i to nawet nie w obrębie jednego państwa a jednej rodziny a nawet w obrębie jednego człowieka..Więc jak je egzekwować\?Proponuje pan rozwiązania siłowe czy ideoogiczne?
anonim2013.07.25 1:39
'', a ja mam prawo twierdzić, że wręcz przeciwnie, należę wyłącznie do samego siebie.'' Sprawa bardzo dyskusyjna ,od mnóstwa czynników zależy czy tak możesz powiedzieć,ale ja wciąż nie pytam się o Twoje prawo do mówienia o czymś tylko o to dlaczego twórca jakiegoś dzieła czy nawet posiadacz jakiejś rzeczy musi udowodnić ,że jest tego prawnym właścicielem,jakieś prawa autorskie,zapisy testamentowe itp a nie musi żadnych dowodów przedstawiać odnoście wyłącznych praw do swojej osoby? Tak miało być
anonim2013.07.25 1:45
A i odnośnie tego materiału wysokoenergetycznego.Można go na swoje ciało zakładać gdzie się chce i jak się chce,albo np mając nagły kaprys dokonać aktu megamasturbacji np w czasie uroczystości pogrzebowych?
anonim2013.07.25 22:34
'' Poproszę o przykłady'' Np moja mama w stosunku do mnie .Proszę mi udowodnić ,że jestem wyłącznie sam właścicielem swojego ciała a moja mama nie wie co gada.Tyko proszę o dowody bo ,ze tak mówisz to rozumiem '' niczego nie trzeba udowadniać zapisem testamentowym.'' Powiadasz,że niczego nie trzeba udowadniać,że niewazne są dowody jednoznacznie wskazujące,że to ja jestem właścicielem swojego ciąła? Ok to ja wraz z całą moja rodziną twierdzimy coś przeciwnego.Proszę mi udowodnić,że wasza ''prawda'' ma obowiązywać w moim kraju a nie ''nasza'' '',sprzeczne wewnątrz siebie ,sprzeczne etycznie ,sprzeczne kulturowo i to nawet nie w obrębie jednego państwa a jednej rodziny a nawet w obrębie jednego człowieka''. np prawo do tzw aborcji.są udzie ,którzy cae życie będą toczyć wewnętrzną walkę o słuszności bądż niesłuszności swojej decyzji.Poza jednego człowieka nawet nie wybiegam
anonim2013.07.25 22:38
Bo jakby z jednej strony poczui się wlascicielami tylko swojego ciała ,a z drugiej strony również innego ciała