13.04.18, 08:45

Ustalenia podkomisji Macierewicza zbyt 'kontrowersyjne'? Sakiewicz dla Frondy

Fronda.pl: Jak Pan sądzi - dlaczego Telewizja Publiczna poświęciła wczorajszemu wystąpieniu Antoniego Macierewicza, który zaprezentował wyniki dotychczasowych prac podkomisji ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, raczej dość skąpy czas antenowy? Czy może pojawiło się jakieś nowe stanowisko Prawa i Sprawiedliwości w sprawie informacji prezentowanych przez byłego szefa MON?

Tomasz Sakiewicz, red. naczelny „Gazety Polskiej”: Nie wierzę w to, TVP jest niezależną telewizją.

Skąd zatem taka decyzja Telewizji Publicznej- dlaczego TVP nie transmitowała wystąpienia, a nawet w „Wiadomościach” poświęcono mu zaledwie minutę

Trudno powiedzieć, ale oglądalność w Republice wzrosła kilkakrotnie, bo my to wystąpienie transmitowaliśmy.

Niektórzy komentatorzy sugerują, że były szef MON jest w „niełasce” lub że Prawo i Sprawiedliwość, a zatem i telewizja publiczna, którą zarządza polityk związany z tą partią, będzie starało się „schować” Antoniego Macierewicza przed zbliżającymi się bardzo powoli, ale jednak, wyborami

Warto zwrócić uwagę, że minister w rządzie Prawa i Sprawiedliwości mianował Antoniego Macierewicza szefem komisji. Jarosław Kaczyński, na Krakowskim Przedmieściu, osobiście dziękował Antoniemu Macierewiczowi. I takie są fakty. Wszystko inne to tylko teorie.

A może uznano, że ustalenia podkomisji mogą być zbyt „kontrowersyjne” dla Polaków. Antoniemu Macierewiczowi i PiS wciąż zarzuca się szukanie „na siłę” dowodów na zamach

Akurat nie taka była konkluzja raportu, który ogłoszono. Powiedziano tylko tyle, że przyczyną katastrofy była eksplozja, nie podano natomiast jej przyczyny. Na tym poziomie nawet nie musi to aż tak bardzo odbiegać od wersji poprzednich komisji badających tę sprawę. No, może odbiega, ponieważ z prac podkomisji Antoniego Macierewicza wynika, że nie był to zwykły wypadek. Ustalono, że była eksplozja, nie ustalono natomiast jej przyczyny.

Skąd zatem to ciągłe dyskredytowanie wszystkiego, co PiS robi w sprawie katastrofy smoleńskiej, dyskredytowanie Antoniego Macierewicza i jego podkomisji, zarzucanie byłemu szefowi MON, że wraz z członkami komisji powtarza tezę o zamachu?

Powinniśmy jeszcze raz spojrzeć na to, co stało się osiem lat temu. Wydaje mi się, że wówczas Polska po raz pierwszy padła potężną ofiarą wojny informacyjnej, wojny hybrydowej, która wywołała niewyobrażalne szkody, a także zaskoczenie i strach, ale tak się dzieje na całym świecie i straty są nieporównywalnie większe w sytuacji, gdy ludzie nie spodziewają się takich ataków.

O samych przyczynach katastrofy nie wiemy zatem jeszcze wszystkiego, mamy natomiast wreszcie, po ośmiu latach, pomnik ofiar katastrofy. W tym roku opozycja atakuje już nie tylko sam pomnik, Jarosława Kaczyńskiego oraz PiS, ale niektórzy jej przedstawiciele czy autorytety posuwają się nawet do ataków na nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Waldemar Kuczyński na Twitterze wprost nazwał Śp. Lecha Kaczyńskiego „współwinnym” śmierci 95 osób. Z kolei Stefan Niesiołowski chciałby przenosić pomniki smoleńskie do Kozłówki... Budowa pomnika zakończyła przecież miesięcznice, które wielu osobom tak przeszkadzały. O co tym razem chodzi totalnej opozycji?

Komentowanie wypowiedzi Waldemara Kuczyńskiego wydaje się trochę niecelowe. Człowiek ten posuwa się bowiem naprawdę bardzo daleko w obrażaniu innych ludzi i przekraczaniu wszelkich norm. Natomiast jest takie bolszewickie powiedzenie: żeby zniszczyć człowieka, trzeba zniszczyć jego ciało i zatrzeć całą pamięc o nim. Samo zabicie nie wystarcza. Stąd były profanacje ciał poległych czy próby zatarcia pamięci. To jest walka na sposób wschodni, to metody bolszewickie.

Politycy opozycji zarzucają PiS "robienie polityki na Smoleńsku", czy to poprzez chęć ponownego zbadania przyczyn katastrofy, czy to poprzez pomniki, mówią o podziale Polski i o szarganiu pamięci zmarłych, zwłaszcza Śp. Lecha Kaczyńskiego. Czy zakłócanie miesięcznic, bojkotowanie uroczystości odsłonięcia pomnika i tym podobne zachowania, nie są również szarganiem pamięci lub robieniem polityki?

Jako dziennikarz mam pewien problem, ponieważ z jednej strony powinienem komentować wszystko, natomiast z drugiej, jako dobrze wychowany człowiek, nie powinienem zniżać się do komentowania wypowiedzi ludzi bez honoru. W takich sytuacjach naprawdę nie wiadomo, co powiedzieć. Ciężko to bowiem zostawić bez komentarza, a odniesienie się do tego, co mówią w tej sprawie ci ludzie, byłoby absolutnym dyshonorem.

Czy to, że Śp.. prezydent Lech Kaczyński, Pierwsza Dama Maria Kaczyńska oraz pozostałe ofiary katastrofy smoleńskiej doczekały się godnego upamiętnienia, w samym sercu Warszawy, można nazwać sukcesem?

Tak, choć powiedziałbym, że to taki raczej gorzki sukces, ponieważ dotyczy jednak osób, których już wśród nas nie ma, które zginęły. Z drugiej jednak strony, choć po wielu latach, doczekali się godnego upamiętnienia. Widać więc, że walka ma sens, że warto walczyć.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.