26.02.15, 18:00

Wielkopostne myśli wielbłąda co utknął w uchu igielnym

Także katolicy nie są wolni od pokusy oddawania czci pieniądzowi, nawet gdy deklarują, że pieniądz służy im wyłącznie do zabezpieczenia rodziny, ewentualnie do realizacji jakiś wyższych celów. Czy tego chcemy, czy nie – pieniądz jest bogiem tego świata, dlatego bardzo łatwo wpaść w pułapkę robienia wszystkiego dla pieniędzy.

Na rynku roi się od ofert tzw. etycznego inwestowania. Globalny rynek tego typu inwestycji jest już wart grubo ponad 10 bln euro i stale rośnie. O dziwo, inwestycje, które można w jakiś sposób etycznie uzasadnić, wcale nie przynoszą ponadprzeciętnych zysków. Zwroty z kapitału są porównywalne do inwestycji tradycyjnych. Czy to się więc opłaca?

Zależy, co przez to rozumiemy. Rozmaite fundusze czy firmy doradcze, które proponują inwestowanie środków, zgodne z etyką katolicką, powołują się na wybór firm, które przestrzegają zasad przejrzystości, uczciwości, odpowiedzialności. W praktyce zaś stosują selekcję negatywną: odrzucając np. firmy zbrojeniowe, pornograficzne czy farmaceutyczne (szczególnie te, które mają w swojej ofercie środki wczesnoporonne, antykoncepcyjne czy aborcyjne).

Niektóre przedsiębiorstwa stosują jeszcze bardziej rozszerzoną listę. Na indeksie są więc także firmy uderzające w tradycyjny model rodziny, biotechnologiczne (te, które zbytnio ingerują w Boże plany), dyskryminujące kobiety, a nawet te, które produkują zbyt dużo gazów cieplarnianych.

Jak nietrudno zauważyć kryteria są płynne i subiektywne.

Zdecydowanie łatwiej od katolików mają protestanci i Żydzi, dla których bogactwo może być potwierdzeniem Bożego wybrania. Skoro bogactwo pochodzi od Boga, nie można go odrzucać, ani potępiać. Można jednak bardzo łatwo przekroczyć tę cienką granicę, za którą gromadzenie staje się celem samym w sobie i zaczyna przesłaniać Stwórcę.

Wracamy więc do sedna: czy możliwe jest takie zarządzanie majątkiem, które nie jest bałwochwalstwem? Wszystko zależy od intencji serca i naszego realnego stosunku do pieniądza.

Bardzo trudno przyznać się, jak wielką władzę ma nad nami bogactwo. W końcu trzeba się siebie zapytać, czy całą nadzieję pokładamy w Bogu czy w kupowanych polisach ubezpieczeniowych, zakładanych lokatach na trudne czasy, albo kompulsywnym kupowaniu losów w nadziei, że odmienią na lepsze na życie?

Jeśli jesteśmy zadowoleni z tego co posiadamy, będąc jednocześnie świadomymi, że wszystko, co mamy zawdzięczamy nie sobie, lecz Bogu, uwolnimy się od wielu trosk. W czasie Wielkiego Postu jest szansa na zmierzenie się z tym problemem. Jałmużna zakrywa wiele grzechów. Czasem też uświadamia, jak bardzo w rzeczywistości jesteśmy niewolnikami mamony.   

Tomasz Teluk

Komentarze

anonim2015.02.26 18:46
Pewien biskup powiedział w jednej z homilii wielkopostnych: "Weźcie pod stałą opiekę człowieka chorego, cierpliwie i pokornie mu pomagajcie, a Bóg szybko doprowadzi was do świętości". Taka wytrwała służba drugiemu człowiekowi własnymi siłami i majątkiem jest prawdziwie wąską ścieżką do Nieba. Tylko ci, co tego doświadczyli, to rozumieją...ta droga uwalnia od przywiązania do pieniędzy, wygody i egoizmu. Oczyszcza duszę aż do "szpiku".
anonim2015.02.26 19:47
Pan Bóg dla nas nie chce biedy .Bieda nie pochodzi więc od Boga. Sami poprzez grzechy ją tworzymy. Ja jestem na takim etapie, że postanowiłam w niedługim czasie modlić się o duże pieniądze. Mam plan i jeśli tylko Panu Bogu on się spodoba to mi da tyle ile chcę.