22.05.17, 13:30screenshot Youtube

Wolność, równość, tolerancja wg 'polakożercy' Hartmana

"W Nowym Jorku jest 'Spajderman', w Gotham City jest Batman, a w Krakowie- Hartman"- tak rozpoczął się spot wyborczy kandydata Twojego Ruchu w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku.

Filozof i etyk w spocie wyborczym odsłania poły marynarki, ukazując koszulkę ze swoim nazwiskiem i sercem. W tym samym spocie łapie pluszowe, czerwone serce. Polityka miłości? Niekoniecznie. Na pewno nie wobec tych, którzy poglądów prof. Hartmana nie podzielają, a więc katolików i szeroko pojętej "polskiej prawicy". Niedoszły europoseł Twojego Ruchu ma na swoim koncie również wypowiedzi co najmniej "kontrowersyjne". Za jedną z nich został nawet usunięty z partii, ale nie z uczelni, na której wykłada. Oto zbiór pełnych miłości i tolerancji wypowiedzi profesora UJ.

 

1.A może by tak... Zalegalizować kazidrodztwo?

Niemcy (w osobie Rady Etyki, czyli organu doradczego rządu tego kraju) rozpoczęły niedawno dyskusję nad legalizacją związków między "przyrodnim rodzeństwem, które nie wychowywało się razem", więc czemu by nie pomyśleć o czymś takim u nas?- zastanawiał się w 2014 roku krakowski filozof i etyk. Jan Hartman na łamach tygodnika "Polityka" cieszył się wówczas, że "upada tabu" wokół związków kazirodczych.

"Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?"- pyta były kandydat Twojego Ruchu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. "Jak dotąd drażliwa sprawa spoczywa jednak prawie wyłącznie na barkach artystów. Pomijając greckie i nie tylko greckie mity, mamy więc odważne interwencje artystyczne, otwierające nas na tę tematykę i dodające odwagi debacie publicznej, której bodajże jednak nigdy, aż do dziś, na serio nie podjęto"- stwierdza. Zdaniem Hartmana, "Jeśli nawet przyjąć argument mówiący, że kazirodztwo zagraża poczęciem dziecka z wadami genetycznymi (jest to zresztą argument niewygodny, bo ściśle eugeniczny), to w dobie skutecznej antykoncepcji czas postawić sobie pytanie: co właściwie może dziś służyć za usprawiedliwienie zakazu kazirodztwa?" Felietonista "Polityki" przekonuje, że w wolnym społeczeństwie nikt nikomu nie narzuca praktykowania takich czy innych obyczajów ani nie wymaga, aby "od tego czy owego się powstrzymywał". Dlatego też "Zgorszenie możliwe jest tylko co najwyżej publicznie"- stwierdza Hartman, zastrzegając na końcu felietonu, że sam nie jest za legalizacją kazirodztwa, uważa jednak, że "warto rozpocząć dyskusję na ten temat". Tekst zniknął z sieci, jednak jego fragmenty cytowały liczne portale, ponieważ felieton wywołał prawdziwą burzę. W następnym felietonie Jan Hartman uskarżał się, że padł ofiarą nagonki, ponieważ nie zrozumiano jego intencji. Broni się, że kazirodztwo nie powinno być tematem tabu, bo takie związki są częste, co więcej, upiera się, że "Argumeny stojące za karalnością związków kazirodczych mają naturę religijnę (prawo naturalne) bądź eugeniczną (zwiększone ryzyko wad wrodzonych). W demokratycznym państwie prawa nie stanowi się prawa w oparciu o takie przeslanki" i jeszcze raz podkreśla, że nie jest za legalizacją kazirodztwa. Cóż, najwyraźniej nie zrozumiano go nawet w partii Palikota oraz w jakże nowoczesnym, postępowym rządzie Platformy Obywatelskiej- etyk został usunięty z Twojego Ruchu oraz Komisji etyki przy Ministrze Zdrowia.

2. "Polski cham" zabił mi psa!

Można zrozumieć, że utrata ukochanego zwierzęcia naprawdę boli (zwłaszcza, jeśli jest to "już trzeci pies przez ostatnie 25 lat", a śmierć zwierzęcia była męcząca, czy jednak upoważnia to do plucia na cały naród? Na początek dostaje się myśliwym, profesor Hartman twierdzi, że ktoś na pewno zabił zwierzę specjalnie, z premedytacją. Dalej twierdzi, że myśliwy, który zastrzelił jego psa, to na pewno "Polak-Katolik".

„Oj, znam ja cię, wsi moja sielska, anielska. O, znam ja te gadki małych, zawistnych i okrutnych ciemniaków, pełnych pychy i złości na świat, cwaniaczków i chciwców, patrzących tylko swojej korzyści. Tych, co to śmiecie do lasu wywiozą, dotację wyłudzą, na podaniu o zapomogę bez wstydu nałżą, kocięta potopią, psa zastrzelą."- pisze w felietonie zatytułowanym "Ty chamie, polski chamie!"

"Polacy-Katolicy" tak przecież mają: "Zawsze święci i zadowoleni z siebie. Na spowiedzi mówią, że trochę pili, babie przyłożyli, a więcej grzechów nie pamiętają. Dostają rozgrzeszenie i dalej swoje – w codzienną obrzydliwość prostackiego, chamskiego życia, o którego grzeszności nikt im nawet nie wspominał."- pluje jadem filozof. Dalej przechodzi do ataku na księży, bo to chamstwo "polskiego chama" to w zasadzie ich wina, ponieważ "Miałby ksiądz zniżać się i o jakichś parszywych kundlach w kościele mówić? Miałby może o śmieciach gadać? A może miałby wiernych upominać, żeby haracz tym złodziejom, k…, Tuskom, ruskim agentom, płacić? A niby za co? Co chłop z tego ma? Nic, k…, tylko ta sama bieda ciągle. I tak dalej”. Hartman przypomina, że takich "chamów, polskich chamów" są w Polsce miliony. "I co my mamy z wami zrobić"?- Zastanawia się. "My", czyli zapewne "elyta", czyli ludzie myślący w taki sam sposób, jak etyk i filozof z Krakowa. Otóż, zdaniem filozofa, należy takiego "polskiego chama" uszlachetnić!

„Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest „prawdziwą” i „wierną” jest. I narodzi się Polska ludzi przyzwoitych, kulturalnych, wiedzących coś o świecie i zdolnych do myślenia społecznego i obywatelskiego. Brzydzących się okrucieństwem i przemocą. I ja o taką Polskę będę walczył, jak potrafię. Tak pomszczę swojego psa”- zapowiada.

3. Wstydźcie się, zacofani fanatycy! Zapłacicie za okrucieństwo!

Profesor Hartman hektolitry jadu wylewa na katolików, księży i Kościół. W 2014 roku ostro zaatakował lekarzy, którzy za namową profesor Wandy Półtawskiej przyjęli na Jasnej Górze "Deklarację wiary". Jego zdaniem jest to „żałosna fanatyczna elukubracja, rodem z czasów inkwizycji i stosów”
„Oto miara waszego zacofania i waszej zdrady wobec obywatelskiej powinności. Czytajcie i wstydźcie się”- rozpoczyna swój felieton. Przestrzega lekarzy, którzy podpisali "Deklarację Jasnogórską" przed opłakanymi skutkami ich "średniowiecznej umysłowości": „Może zobaczycie dziś albo jutro ten ocean (ocean krwi ofiar nietolerancji i prześladowań religijnych), który dzieli was, z waszą średniowieczną umysłowością moralną, od współczesnego stadium moralnego rozwoju cywilizowanej ludzkości”. Atakuje katolickich lekarzy za "religijną egzaltację", która prowadzi do nieszczęść, cierpień i "przedkładania posłuszeństwa biskupom nad "obowiązujące prawo, zdrowy rozsądek i zwykłe człowieczeństwo”. W pewnym momencie filozof stwierdza, że "Jeśli Bóg istnieje", sygnatariusze "Deklaracji Jasnogórskiej" "zapłacą za swoje okrucieństwo".

4.Masakra w Orlando to wina polskiej prawicy. I jeszcze te bojówki Macierewicza...

W ubiegłym roku światem wstrząsnęła krwawa masakra w gejowskim klubie w Orlando. Jan Hartman w stylu typowym dla lewactwa, obwinił za nią tych, którzy takich praktyk nie popierają. Oto, co pisze w felietonie zatytułowanym "Orlando i Podła Zmiana":

"W tej zbrodni spotkały się dwie prawice i dwa konserwatyzmy. Pierwszy z nich to prymitywne, archaiczne wierzenia w rzekome zło, jakim jest homoseksualizm(...)A więc spotkały się w Orlando dwie dzikości: ta od nienawidzenia pedałów i ta od strzelania do frajerów, którzy wejdą na nieswój teren."- dalej wyraża nadzieję, że w Stanach Zjednoczonych wreszcie pójdą po rozum do głowy i "odbiorą ludziom broń". Filozof straszy, że w Polsce tendencja jest odwrotna, ponieważ... "Macierewicz tworzy bojówki". Co więcej, zamierza wyposażyć je w karabiny... "Paramilitarne (a wkrótce jak najbardziej militarne) organizacje, tak miłe pisowskim sercom (bo i przed ruskim obronią, a jak trzeba, to i przed lewakami), nie słyną specjalnie z wrażliwości na homofobię."- przestrzega Hartman. Dalej zaczyna się stara śpiewka o "homofobicznych kazaniach kościelnych"- kto wie, czy żołnierz Obrony Terytorialnej, "wyposażony przez Macierewicza w karabin i wychowany na homofobicznych kazaniach kościelnych dwudziestolatek nie wpadnie do klubu gejowskiego w Warszawie i nie zacznie strzelać? Nie mamy żadnej gwarancji"

Co z tym zrobić? Hartman zachęca ruch LGBT w Polsce do zmiany retoryki. W jaki sposób? "(Ruch LGBT w Polsce)powinien w obliczu Podłej Zmiany podwoić swoje wysiłki i być może zmienić swą retorykę. Dziś stawia na radosne manifestowanie swojej tożsamości, na radość, muzykę i zabawę. Może ta formuła już się wyczerpała? Może czas na to poważniejszy. Pozwalam sobie poddać tę myśl pod rozwagę działaczy."- pisze na końcu niedoszły europoseł. Nic to, że PiS odcina się od tzw. "skrajnej prawicy", nic to, że nie wiadomo było wówczas do końca, jakie poglądy miał człowiek, który strzelał do gości gejowskiego klubu. Wszystkiemu winne PiS!

5.Czarny Protest i "dzień bez seksu"
Profesor Jan Hartman, jak można było się spodziewać, w październiku ubiegłego roku dołączył do tzw. "Czarnego Protestu". Kobiety uczestniczące w tym wydarzeniu lub wspierające tę inicjatywę, są skłonne dopuścić mężczyzn do debaty na ten temat. Pod jednym warunkiem: musi je popierać. Jeżeli wypowiada się krytycznie o idei Czarnego Protestu lub wyrazi pogląd, że aborcja powinna być całkowicie zakazana, odpowiadają najczęściej krzykiem: "A masz macicę? Przecież nie jesteś kobietą!" Kiedy jednak mężczyzna wesprze kobiety w czerni, z parasolkami, jest to zawsze dla nich cenny głos w dyskusji. Nie dziwi, że Hartman postanowił wesprzeć tę grupę kobiet. "W jaki sposób pokazać, że zakaz aborcji stoi w sprzeczności z odpowiedzialną prokreacją i godzi w prawa mężczyzn? Ano wzmocnijmy poniedziałkowy strajk, ogłaszając poniedziałek Dniem bez Seksu(...) Polskie kobiety mówią dość ideologicznemu dyktatowi i moralnemu szantażowi, jaki próbuje stosować wobec nich władza świecka i kościelna"- przekonuje. Co więcej, filozof cieszy się, że w tym "największym antykatolickim wystąpieniu od czasów reformacji" uczestniczą... "tysiące katoliczek". Jak okazać solidarność z protestującymi kobietami? Profesor Jan Hartman proponował uczynić październikowy "czarny poniedziałek"... dniem bez seksu! "W jaki sposób pokazać, że zakaz aborcji stoi w sprzeczności z odpowiedzialną prokreacją i godzi w prawa mężczyzn? Ano wzmocnijmy poniedziałkowy strajk, ogłaszając poniedziałek Dniem bez Seksu. Niechaj poniedziałek, 3 października, będzie w całym kraju dniem wolnym od prokreacji i tego, co do niej prowadzi. Wspólną wolą i wysiłkiem mężczyzn i kobiet. Niechaj życiodajne soki pozostaną na jeden dzień w czeluściach męskich organizmów, a jeśli nie będzie to możliwe, niechaj idą na marne. Ogłaszam poniedziałek Dniem Bez Seksu – The Onan’s Day!"

6.Przyjdź na Wawel przywitać "dyktatora"!
Choć wyrzucono Jana Hartmana z partii Palikota, a sam Twój Ruch może jeszcze gdzieś tam istnieje, niedoszły europoseł kultywuje "tradycję" upadłej partii. Pamiętamy, co skrzyknięci przez Palikota "młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków" wyczyniali przed Pałacem Prezydenckim krótko po katastrofie smoleńskiej? Kilka lat po zakończeniu ataków na ludzi modlących się przy krzyżu ustawionym przez harcerzy, Hartman zwołuje kolejnych zadymiarzy, tym razem u siebie, w Krakowie. Na Wawelu jest bowiem pochowany wraz z małżonką Ś.P. prezydent Lech Kaczyński, a prezes PiS często odwiedza grób brata. Często w rocznice czy miesięcznice pochówku tragicznie zmarłej Pary Prezydenckiej, czyli 18. dnia miesiąca. "O 17 Kaczyński w Krakowie. Przyjdź o 17 pod Wawel przywitać godnie Prezesa!"- napisal na Twitterze filozof i etyk. Co ma wspólnego z godnością zachowanie osób zakłócających miesięcznice i rocznice smoleńskie oraz odwiedziny prezesa PiS na grobie brata i bratowej? Cóż, chyba niewiele... Co ma wspólnego z etyką (Hartman, jak wynika z planu zajęć w uczelnianym systemie USOS, w bieżącym roku akademickim prowadzi lub koordynuje na Uniwersytecie Jagiellońskim cały szereg zajęć uniwersyteckich poświęconych temu zagadnieniu) popieranie takich inicjatyw i w dodatku nawoływanie do tego rodzaju praktyk? Raczej też niewiele... Oto, jak niedoszły europoseł tłumaczył się później na Facebooku:

"W związku z zarzutami, jakoby nie wypadało utrudniać Jarosławowi Kaczyńskiemu prywatnej wizyty na grobie brata oświadczam co następuje:

1. Dyktator, łamiący konstytucję i prawa obywatelskie, posługujący się każdego dnia, z pełną premedytacją językiem kalumnii i najpodlejszych oszczerstw, nie zasługuje na żadne względy dla swej prywatności. To on jest agresorem, a krzywdzone przez niego społeczeństwo ma pełne prawo wykorzystywać każdą okazję dla wyrażenia swego słusznego gniewu.Nie widujemy Kaczyńskiego w Krakowie każdego dnia - będziemy korzystać z tych sposobności, jakie się nadarzą, aby wyrażać swój protest przeciwko zamachowi stanu, jakiego wraz ze swoją partią dopuszcza się Kaczyński wobec państwa polskiego i narodu.
2. Dzisiejsza wizyta na Wawelu nie była prywatna, lecz była partyjnym konwentyklem, z udziałem kilku polityków reżimu, w tym (wedle niepotwierdzonych informacji) premiera.
3. To nie my naruszamy pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej, lecz Jarosław Kaczyński, który stale i uporczywie od sześciu lat znieważa 96 zmarłych 10 kwietnia 2010 r., siejąc paranoiczne oszczerstwa, jakoby padli oni ofiarą zamachu, w którym brał udział premier RP. Wszystkie akty żałobne związane z katastrofą smoleńską służą Kaczyńskiemu do osiągania korzyści politycznych kosztem pamięci ofiar i smutnej prawdy o wypadku w Smoleńsku i jego doskonale poznanych przyczynach.
4. Nasza akcja służyła uświadomieniu Kaczyńskiemu, że policzkowany przez niego każdego dnia, lżony najwstrętniejszymi epitetami naród (z wyłączeniem elektoratu PiS) ma dość i nie będzie biernie patrzył na przywracanie autorytarnych rządów a la PRL. Kaczyński musi wiedzieć, że Polacy się nie boją i nie pozwolą sobie odebrać wolności. W wojnie polsko-kaczyńskiej zwycięzca może być tylko jeden.
5. W dzisiejszej akcji brali udział członkowie KOD, ale nie tylko oni. Naszym celem było wykrzyczenie naszych haseł i zatrzymanie samochodów na kilkadziesiąt sekund, tak jak uczyniliśmy to wobec samochodu Terleckiego. Zupełnie zbędna interwencja policji sprawiła, że niektóre osoby zaczęły siadać na ziemi, co przedłużyło naszą akcję. Miała trwać ok. pół minuty - trwała minut dziesięć. Następnym razem wystarczy trochę mniej nerwowych reakcji policji i przejedziecie szybciej. KOD nigdy nie uciekał się do żadnych form przemocy i nigdy tego nie uczyni! Na codzienne zniewagi, na codzienne kłamstwa i kalumnie, na zastraszanie i pogróżki, które otrzymujemy każdego dnia odpowiadać będziemy zawsze bez lęku i z godnością. Wolność! Równość! Demokracja!"

"Miłość, pokój, wolność, równość i tolerancja" w wykonaniu lewicy jest znana od dawna. Ogranicza się tylko do tych, których poglądy odpowiadają takim jej autorytetom, jak profesor Jan Hartman. Przykre jednak, że ktoś taki wykłada etykę na jednej z największych i najlepszych polskich uczelni (Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński w kolejnych rankingach wzajemnie depczą sobie po piętach), że dla wielu jest uznawany za autorytet. Hartman deklaruje się jako ateista, czy jednak na pewno w nic nie wierzy? Jego wiara w antypolonizm i antykatolicyzm jest wręcz fanatyczna...

Źródła: Większość cytatów pochodzi z bloga Jana Hartmana na portalu "Polityka.pl". Cytaty z felietonu o kazirodztwie, który został usunięty, pochodzą z portali: Fronda.pl, naTemat.pl, Dziennik Gazeta Prawna. W punkcie szóstym zacytowano wpisy Jana Hartmana z Facebooka i Twittera

yenn/Fronda.pl