Od kiedy Jarosław Kaczyński ogłosił, że prof. Przemysław Czarnek będzie kandydatem PiS na premiera, politycy rządzącej koalicji i ich sympatycy skupiają swoje ataki na osobie parlamentarzysty. Ta „brudna kampania” przybiera często wyjątkowo absurdalny charakter. Zarzut przeciwko politykowi próbuje się kreować nawet z tego, że małżeństwo jego córki pobłogosławił „niemiecki kardynał” Gerhard L. Müller. Zarzutem wobec kandydata PiS na premiera ma też być to, że… zamontował panele fotowoltaiczne w swoim domu. Sam prof. Czarnek przyznał, że nie jest zadowolony z tej instalacji. Teraz dziennikarka Onetu postanowiła zapytać ministra energii Miłosza Motykę, czy poseł PiS zdemontuje panele.

- „Nie zdejmie. Do 2026 roku nie zdejmie, bo musiałby oddawać dotacje unijną - bo jeszcze wziął na to środki unijne. Z Unii, którą tak krytykuje, co ona dofinansowuje”

- oznajmił minister.

Na skalę skandalu, jaką jest ujawnienie takich informacji przez ministra, uwagę w mediach społecznościowych zwraca użytkownik podpisujący się jako John Bingham.

- „Mamy tutaj do czynienia z przestępstwem przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistej - politycznej. Należy też sprawdzić czy przedstawiciele grupy rządzącej uzyskiwali nielegalnie dostęp do danych innych polityków opozycji z zasobów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodne”

- zauważył.

Działania ministra Motyki porównał z działaniami urzędniczki Urzędu Skarbowego ze Szczecina, która sprawdzała, ile zarabia prezydent Karol Nawrocki i jego najbliżsi.