Te protesty nie zablokowały wyświęcenia Sarah Mullally na stanowisko honorowego przewodniczącego wspólnoty anglikanów. Teraz, po dwóch miesiącach od objęcia funkcji, arcybiskup Mullally staje się centralną postacią nowej kontrowersji. Pani arcybiskup ogłosiła, że zamierza wydać sto milionów funtów na odszkodowania z racji historycznej odpowiedzialności Kościoła Anglii za udział w handlu niewolnikami. O istnieniu takiej odpowiedzialności mówić ma specjalny raport, który kościół Anglii zamówił na temat historycznych powiązań swego Kościoła w zyskach z handlu ludźmi w XVI, XVII oraz w XVIII wieku. Odszkodowania dla krajów Afryki, skąd porywano tych nieszczęśników, pochodzić mają z funduszu, który otrzymał za zadanie pomagać ubogim kapłanom. Stworzony go w 1704 roku za panowania Królowej Anny. Arcybiskup Mullally ogłosiła, że zadośćuczynienie za interesy związane z niewolnictwem, które przeprowadzał Kościół Anglikański, stanowić będzie realizację tzw. „Czwartego Misyjnego Celu Kościoła Anglii”. Chodzi o: „dążenie do przekształcania niesprawiedliwych struktur społecznych, przeciwstawianie się wszelkiej przemocy oraz dążenie do pokoju i pojednania”.
Tak idealistyczna chęć swoistych finansowych egzorcyzmów wobec brzydkich faktów z przeszłości zaniepokoiła wielu wiernych i polityków angielskich. W sytuacji, gdy wobec spadku ilości wiernych trzeba z trudem ratować istniejąca już sieć kościołów parafialnych, a anglikańskie świątynie trzeba sprzedawać deweloperom – przeznaczenie ogromnych sum na odszkodowania dla państw afrykańskich jawi się jako absolutna nieodpowiedzialność. Głos zabrali też politycy Izby Gmin, którzy wskazali, że fundusz Królowej Anny został stworzony wyłącznie dla pomagania najuboższym kapłanom. Co więcej, posłowie i parowie Izby Gmin wezwali Kościół Anglikański do skupienia się na „wzmacnianiu parafii”, a nie na idealistycznym programie wypłacania odszkodowań ponad 200 lat po oficjalnym zdelegalizowaniu niewolnictwa w Zjednoczonym Królestwie i jego dominiach. Przypomniano, że to właśnie duchowni byli najaktywniejszymi aktywistami ruchu abolicyjnego.
Niektórzy publicyści w kontekście sporu o miliony dla państw afrykańskich w charakterze odszkodowania przypominają, że wiele osób przestrzegało przed wyświęcaniem kobiety na stanowisko arcybiskupa Canterbury i tym samym lidera wspólnot protestanckich na całym świecie. Wtedy odpowiadano im, że ich opory wynikają wyłącznie z niechęci do kobiet. Teraz pomysł arcybiskup Mullaly, by zaplanować fundusz w wysokości 100 mln funtów, przyjmowany jest jako brak odpowiedzialności za powierzoną sobie wspólnotę. Sama pani arcybiskup zapowiada, że nie odejdzie od planów „przerzucania mostów” między anglikanizmem a protestantyzmem. Niektórzy z komentatorów całej tej sprawy przypomnieli wreszcie, że oto spełnia się ich inna przepowiednia. Oto kobiety pastorki, wywindowane na coraz wyższe pozycje w Kościele Anglikańskim, prezentują najbardziej radykalny nurt poprawności politycznej. I ostatni pomysł pani arcybiskup Sarah Mullally dokładnie potwierdza wszystkie te ostrzeżenia.
