29.11.15, 20:04

Ach, ci nieszczęśliwi hedoniści !

„Dzisiaj można odnieść wrażenie, że ludzie często stają się nieszczęśliwi, ponieważ pragną być szczęśliwi za wszelką cenę”. Tę paradoksalną opinię wyraził przed laty Karl Rahner SJ, mając na myśli ludzką bezradność wobec niemożności doświadczenia wszystkiego w jednej chwili. Nie zważając na ograniczenia czasu i przestrzeni, ludzie pragną „wchłonąć” jak najwięcej. Równocześnie obawiają się, że coś może przejść im koło nosa. Jednakże życie ciągle kwestionuje ich wygórowane oczekiwania, budząc w nich niepokój i frustrację. Dzieje się tak, ponieważ rodzaj ludzki nie chce przyjąć do wiadomości, że szczęście zakłada również rezygnację i umiarkowanie. Tyle niemiecki jezuita.

Niezgoda na taki bieg rzeczy nakręca spiralę konsumpcji, która stawia cielesną przyjemność na piedestale, czyniąc ją namiastką spełnienia. Nasz wiek oferuje nieprzebrane możliwości zaspokojenia nawet najbardziej wyszukanych potrzeb. To wielka różnica w stosunku do poprzednich pokoleń. Jednakże dzisiejszy rynek i nowoczesne technologie, które generują te możliwości, patrzą na człowieka przez pryzmat podaży, popytu i zysku. Nic dziwnego, że aby sprzedać produkt należy uprzednio rozbudzić potrzeby lub je stworzyć. To pole do popisu dla współczesnych reklam, które opierają się na bardzo okrojonej koncepcji osoby ludzkiej.

I tak, aby zachęcić klienta do kupna określonego towaru trzeba odwołać się do jego pragnień lub instynktów, trywializując ich znaczenie. Widok uśmiechniętej rodziny, która siedząc przy stole, delektuje się pysznym dżemem, budzi przyjemne uczucia. Podświadomie wydaje się więc, że wystarczy go nabyć, by rozkoszować się domową sielanką. Roznegliżowana pani zachwalająca najnowszy model samochodu również wywołuje przyjemne doznanie. Reklama proponuje więc drogę na skróty. Podsyca iluzję, że rzekomo niewielkim kosztem można zagwarantować sobie dobre samopoczucie i rodzinny błogostan.

Wybiórczość nam nie pomaga

Wskutek tego mechanizmu w potocznej świadomości przyjemność najczęściej kojarzy się z cielesnym przeżyciem związanym z piciem, jedzeniem i seksem. Oczywiście, jak świat światem ludzie zawsze pożądali przyjemności. I nie ma w tym pragnieniu nic złego. Tak zostaliśmy stworzeni. Sęk w tym, że przyjemność mieni się różnymi barwami, o których większość reklam nie wspomina, bo nie leży to w interesie sprzedających.

Myślę, że każda forma zawężenia przyjemności do jednej kategorii, nieuchronnie rodzi w sercu człowieka dążenie do nadmiaru, a także przyczynia się do uwikłania w rozmaite uzależnienia. Zbytek prowadzi do przesytu i idącego w ślad za nim zmęczenia. Obsesyjne przywiązanie do jakichkolwiek dóbr stworzonych pozbawia radości w życiu, gdyż bogata paleta przyjemności zostaje zastąpiona brakiem umiarkowania. Z kolei chorobliwa zależność od zmysłowego doświadczenia poważnie ogranicza inne działania człowieka, które również owocują przyjemnością, ale są niedostępne ze względu na ich zagłuszenie. I tak koło się zamyka. Jednak wyłania się z niego pewien paradoks: można stać się niewolnikiem przyjemności, jeśli doświadcza się jej w niepełnym wymiarze.

Skąd taka konstatacja? Myśl ta zaświtała w mojej głowie po przeczytaniu fragmentu summy teologicznej św. Tomasza z Akwinu na temat uczuć, do których zalicza się przyjemność. Już nieraz przekonałem się, że warto powracać do przeszłości, by zachwiać naszym idealistycznym mniemaniem, że wskutek osiągniętego postępu, nie potrzebujemy już mądrości naszych przodków. Wbrew pozorom nie wszystko, co stare, trąci myszką. Spróbujmy więc spojrzeć na przyjemność – ważną część naszego życia – inspirując się refleksjami jednego z najwybitniejszych przedstawicieli wieków średnich.

Bez wątpienia św. Tomasz wiele przejął od Arystotelesa. Niemniej niektóre jego intuicje, pobudzane Słowem Bożym i pismami Ojców Kościoła, przewyższają odkrycia greckiego myśliciela. Chociaż filozoficzna terminologia, obowiązująca na uniwersytetach XIII wieku, brzmi obco w naszych uszach, liczą się fenomenalne obserwacje Doktora Kościoła, mogące zaskoczyć niejednego współczesnego czytelnika. W jaki sposób ów wybitny dominikanin postrzega przyjemność? Co jest jej źródłem i jaką funkcję pełni ona w naszym życiu?

Powołani do radości

W przeciwieństwie do wielu niechrześcijańskich myślicieli, Akwinata bardzo przychylnie spogląda na przyjemność. Kluczowe w podejściu św. Tomasza jest założenie, że to miłe przeżycie wypływa z osiągnięcia dobra i uświadomienia sobie, że się je zdobyło. Odczuwa się je w formie zadowolenia w ciele i duszy, bądź tylko w duszy, jako swoistą nagrodę wieńczącą dobre działanie. Przyjemność przypomina „bicie dzwonu ogłaszającego, że bitwa została zakończona i wygrana” – jak pisze Walter Farrell OP. Staje się ona rozkosznym naddatkiem, przejawem doskonałości, sygnałem obecności dobra, zauważonym przez nasze zmysły i rozum. Przyjemność nie jest zatem celem samym w sobie, lecz znakiem osiągnięcia celu po przejściu pewnej drogi.

Jednakże czy zjedzenie kawałka tortu postawilibyśmy na równi z serdeczną rozmową z przyjacielem? Odpowiedź narzuca się sama. Dlatego św. Tomasz wyraźnie odróżnia przyjemność cielesną od przyjemności intelektualnej (duchowej), nie w celu zdyskredytowania tej pierwszej, lecz by ukazać bogactwo i głębię pragnień osoby ludzkiej. W ścisłym sensie radość nie jest tym samym co zmysłowe zadowolenie, typowe również dla zwierząt. To bardziej wysublimowane uczucie odnosi się tylko do istot obdarzonych wolą i rozumem. Także aniołowie i Bóg doświadczają radości, chociaż bez jej cielesnej komponenty.

Radość polega na „prostym poruszeniu woli”, któremu nie zawsze towarzyszy doznanie zmysłowe. Jak to się objawia w życiu? Niecielesna przyjemność to podniesienie na duchu, ufność, wzmocnienie wiary we własne możliwości, poczucie bycia kochanym i cenionym, nagłe zrozumienie i wgląd, zadowolenie z ukończenia jakiegoś dzieła, czy miłosne zjednoczenie z ukochaną osobą. Delikatność i subtelność tej formy przyjemności sprawia, że nieraz uchodzi ona naszej uwagi. Traktujemy ją jak powietrze.

Na co dzień bardziej „rejestrujemy” przyjemności zmysłowe i do nich lgniemy. Dzieje się tak, twierdzi św. Tomasz, ponieważ są one bardziej oczywiste i częste. Łatwiej też dostrzegamy „namacalną” zmianę w naszym ciele, niż w duszy. Ponadto, zazwyczaj „używamy” ich jako remedium na nasze przykrości i smutki. Wyobraźmy sobie dziecko, które wybucha płaczem po stracie ukochanej zabawki. Czasem niewiele trzeba, aby załagodzić tego rodzaju ból. Wystarczy zaoferować loda lub cukierka. I od razu nastrój się zmienia.

Gwałtowność i chwilową intensywność przyjemności cielesnej można pomylić z głębią i trwałością przyjemności intelektualnej, co wśród ludzi zdarza się dosyć często. Tymczasem im coś spokojniejsze i prostsze, tym bardziej doskonałe i satysfakcjonujące. Dlatego przyjemności duchowe są zawsze umiarkowane i opanowane, a zmysłowe dążą do przesady. Oznacza to, że mnożenie wrażeń niekoniecznie czyni nas bardziej spełnionymi. Przeciwnie, „ci, którzy mają w bród przyjemności, nie odczuwają ich, lecz raczej czują do nich niechęć”. Co za dużo, to niezdrowo. Nadmiar przyjemności cielesnej może stać się uciążliwym nawykiem prowadzącym do zmysłowej nieczułości. Inaczej smakują lody, jeśli się je raz na tydzień, a inaczej jeśli pojawiają się na stole codziennie. Dlaczego ludzie ulegają pokusie nadmiaru? Ponieważ, kontynuuje św. Tomasz, oczekują zbyt wiele od przelotnych zmysłowych doznań. Nie da się ich potęgować w nieskończoność, a ludzkie pragnienia nie pozwalają się nasycić jedynie dreszczykiem emocji i cielesną rozkoszą.

To prawda, że Akwinata przedkłada przyjemności intelektualne nad cielesnymi, twierdząc na dodatek, że są one dostępne cnotliwym osobom. Z drugiej strony św. Tomasz sprzeciwia się Stoikom, którzy z podejrzliwością podchodzili do przyjemności, potwierdzając konieczność cielesnych doznań, nawet jeśli w ten sposób leczymy swoje niepowodzenia i rany. Sugeruje również, że w naszej obecnej kondycji przyjemność cielesna jest miłosiernym darem niebios, przynoszącym pokrzepienie utrudzonemu człowiekowi. Pisząc na temat małżeństwa uważa, że w raju, przed upadkiem, przyjemność była jeszcze bardziej intensywna.

Gdzie ukrywa się przyjemność

Powiązanie przyjemności z dobrem oraz wyodrębnienie jej dwóch podstawowych form: radości i przyjemności cielesnej pozwala na lepsze zlokalizowanie jej źródeł w życiu. Pierwszym z nich jest każde działanie, które angażuje cały potencjał człowieka. Na przykład, błysk radości rozjaśnia naszą twarz po ukończeniu podjętej pracy. Ugotowanie smacznego obiadu, napisanie książki, posprzątanie mieszkania, nawet wykopanie przydrożnego rowu, rodzi zadowolenie. Dlatego bezrobocie, (to już moja własna uwaga) pozbawiające twórczego zajęcia gasi ducha, wpędzając nieraz w różne nałogi, czy zwykłe rozleniwienie. Brak radości z tworzenia rodzi jej przeciwieństwo, czyli smutek, nazwany przez św. Tomasza „utratą dobra”. Działanie jest szczególnie przyjemne jeśli pochodzi z wrodzonych zdolności. Oprócz pracy należy również wspomnieć hobby, rozwijanie własnych pasji, uprawianie sportu, będącego często odskocznią od produktywnego działania.

Innym źródłem przyjemności są wszelkiego rodzaju zmiany. Jesteśmy istotami podlegającymi różnym wpływom, co niekoniecznie oznacza niedoskonałość. Jeśli zimno przeszywa mnie do szpiku kości, wystarczy, że się ubiorę i od razu czuję się lepiej. Jeśli nie mam siły, aby kontynuować pracę, kładę się spać. Co pewien czas muszę opuścić miejsce zamieszkania, pójść na spacer, wybrać się na przejażdżkę rowerową lub dłuższy urlop. Jakże krzepiące są odwiedziny znajomego i pogawędka na mniej lub bardziej poważne tematy. Wszystko po to, by zaczerpnąć sił i zapomnieć na chwilę o codziennych troskach. Słowem, niektóre zmiany mają na nas pozytywny wpływ, pozwalają zachować równowagę i dystans wobec życia. Co więcej, gdybyśmy nie byli podatni na zmianę, moglibyśmy zniszczyć samych siebie.

Pamięć i nadzieja również może obudzić w nas radość. Według św. Tomasza wspomnienie wyzdrowienia, oswobodzenia z opresji, przetrwania wypadku uświadamia nam kres czegoś przykrego. Jednakże to nie wspomnienie zmartwień rodzi w nas przyjemność, lecz uwolnienie od nich. W skali społecznej różne święta i rocznice narodowe polegają na upamiętnianiu ważnych wydarzeń, wygranych bitew, upadku reżimów, chociaż nie były one przyjemne. Zło wprawdzie pozostaje w tle, ale liczy się to, że zostało przezwyciężone. Z kolei nadzieja oznacza spodziewanie się czegoś dobrego w przyszłości. Poznanie czegoś, czego się jeszcze nie posiada, ale już dostrzega na horyzoncie, również napełnia nas radością.

Najbardziej uderza, że św. Tomasz dostrzega główne źródło przyjemności w miłości, czyli w budowaniu i podtrzymywaniu relacji z Bogiem i ludźmi. Przyjemnie jest nam wówczas, kiedy doświadczamy czyjegoś dobra. Jednakże aby to mogło stać się faktem, musimy być zdolni do przyjęcia daru, pochwały, życzliwości. A z tym różnie bywa. Otwierając się na przychylność drugiej osoby, jak w lustrze dostrzegamy w niej również własne dobro. Bardziej doceniamy naszą wartość. Cieszymy się, że ktoś jest nami zainteresowany. Dlatego tak niebagatelną rolę odgrywają w życiu przyjaźnie, mniej lub bardziej zażyłe relacje.

Drugą stroną miłości jest dobro, które wyświadczamy innym osobom. Wszelka pomoc udzielona bliźnim: zrozumienie, ukojenie w bólu, wysłuchanie, wsparcie materialne rodzi przyjemność nie tylko w obdarowanym, lecz także w obdarowującym. Poświęcając czas strapionej osobie, ja również spodziewam się, że gdy będę w opałach, ktoś posłucha mojej opowieści. Ponadto, jak pisał św. Tomasz More, „wiedza, że działałeś właściwie oraz pamięć o życzliwości i dobrej woli tych, których obdarzyłeś miłością, dadzą ci więcej duchowej przyjemności niż rzeczy, których się pozbawiłeś”. Ten wymiar miłości czyni nas szczęśliwymi z powodu możliwości dzielenia się z innymi darami, które otrzymaliśmy za darmo.

Wiatr w żagle

Jak widać przyjemność nie jest, zdaniem Doktora Anielskiego, jedynie przypadkowym dodatkiem w życiu człowieka. Towarzyszy jego najgłębszym aktom i zasadniczo wspiera w rozwoju duchowym i psychicznym. Zapytajmy się jednak bardziej konkretnie, cóż takiego dzieje się w nas, kiedy doświadczamy radości i zadowolenia w życiu?

Do najważniejszych skutków przyjemności św. Tomasz zalicza rozszerzenie serca, czyli poszerzenie horyzontów, rosnące pragnienie życia i poznawania. W smutku wszystko się ścieśnia i zawęża. Depresja zamyka człowieka w warownej twierdzy, z której pozornie nie widzi wyjścia. Ponadto, dzięki przyjemności spostrzegamy, że osiągnęliśmy pewną doskonałość, uprzytamniamy sobie, że czegoś dokonaliśmy lub doświadczyliśmy czyjejś dobroci. W ten sposób rośnie nasza ufność i zakorzenienie w dobru, które na przekór wszystkiemu rozprzestrzenia się w tym świecie.

Przyjemność nie tylko jest owocem działania, ale również je doskonali. Jeśli ktoś odczuwa radość podczas pracy lub innej formy aktywności (co nie oznacza braku zmęczenia czy trudu), będzie ją wykonywał bardziej sumiennie. Przygotowanie do maratonu nie odbywa się bez potu i pokonania wielu oporów, ale uczestnictwo w biegu daje dużo satysfakcji z odniesionego sukcesu. Człowiek czerpiący radość z działania usilniej przykłada się do swoich zadań. Jeśli lubimy swoje zajęcia, zwykle robimy je lepiej, wkładamy w nie więcej serca. Bardzo ryzykowne wydaje się więc obciążenie kogoś przez dłuższy czas zadaniem, do którego kompletnie się nie nadaje, gdyż nie współgra ono z jego upodobaniami i zdolnościami.

Dzięki towarzyszącej naszym działaniom przyjemności, koncentrujemy się lepiej na przedmiocie i unikamy rozproszenia. Tak dzieje się, na przykład kiedy wciągnie nas jakaś książka. Jej lektura pochłania nas do tego stopnia, że czasem zapominamy nawet o jedzeniu i piciu. Przestajemy również myśleć o innych rzeczach. Czujemy się zaintrygowani historią. Czas płynie wówczas bardzo szybko. Taką przyjemność można utożsamić ze skupieniem, bardzo miłym, chociaż spokojnym przeżyciem. Wiemy, jak w codziennym zagonieniu trudno osiągnąć taki stan. Ale takie chwile się zdarzają. Skupienie jest przeciwieństwem nudy, która „wydłuża” czas niemiłosiernie, paraliżując nasze działanie.

Św. Tomasz twierdzi, że cielesne przyjemności mogą zahamować twórcze myślenie lub je zakłócić. Nie dlatego, że są złe, ale ponieważ kosztują wiele energii, której nie da się rozproszyć równocześnie na myślenie i doznawanie zmysłowe. Rzeczywiście, trudno rozmawiać z pełnymi ustami. Przesadne przyjemności cielesne na chwilę „wyłączają” rozum. Zdaniem Akwinaty szczególnie przyjemność seksualna „znosi” działanie rozumu.

Wielu antycznych i średniowiecznych myślicieli uznało tę przypadłość za oznakę niedoskonałości człowieka. Ale św. Tomasz, z właściwą sobie dozą realizmu, dystansuje się od poglądów poprzedników. Mówi: „Nie przesadzajmy, człowiek nie może na okrągło myśleć. Niekiedy bowiem sam rozum wymaga, by wstrzymać jego używanie”. Przyjemność cielesna służy również temu, aby dać wytchnienie myśleniu, bez względu na to, jaką formę by ono przybrało. Nie chodzi tutaj jedynie o intelektualistów. Rozum musi mieć „przerwę” w działaniu, aby mógł lepiej funkcjonować. Poza tym, przywołując Tomaszowy akcent na miłość w życiu ludzkim, człowiek to nie tylko racjonalność. Zjednoczenie w miłości otwiera drogę do innego rodzaju poznania.

Akwinata łagodniej ocenia przyjemność cielesną, zwłaszcza seksualną, niż Arystoteles czy św. Hieronim. Stoicy wprost potępiali zmysłowe doznania. Na co św. Tomasz odpowiada, że „nikt nie może żyć bez jakiejś zmysłowej i cielesnej przyjemności”. „Spoczynek, zabawy i tym podobne rzecz, są nam przyjemne, gdyż usuwają przykrości związane z trudem pracy”. Czy na innym miejscu: „Ludzie cierpiący na depresję pożądają przyjemności, aby odpędzić smutek”.

Krytykując wrogów przyjemności, Doktor Kościoła utrzymuje, że unikanie wszelkiego zadowolenia cielesnego jest naiwnością, bazującą na nieznajomości natury ludzkiej. Pośrednio twierdzi również, że ci, którzy głoszą, iż przyjemności są złe, sami prędzej czy później im ulegają, dając przykład własnej niespójności i samooszukiwania.

Przyjemność seksualna, której doświadczają małżonkowie, jest szczególnym przypadkiem jedności ducha i ciała. Wzajemna miłość kobiety i mężczyzny prowadzi do cielesnego zjednoczenia. Z kolei przyjemność wypływająca z tej unii, wzmacnia ich jedność i zwiększa pragnienie zjednoczenia, które rozciąga sie także na inne dziedziny ich wspólnego życia. W tym sensie akt małżeński, jeśli wypływa z miłości, rodzi podwójną przyjemność: cielesną i duchową, gdyż dobro jest przyjemne, a nie tylko trudne i mozolne. Dlatego długotrwałe powstrzymywanie się małżonków od współżycia może osłabić ich więź.

Czerpać życie pełnymi garściami

Na koniec powróćmy do początkowej tezy. To oczywiste, że nie znajdziemy doskonałej recepty na ludzką skłonność do nadmiaru, czy tendencji do uzależnienia się od przyjemności cielesnych. Św. Tomasz zdaje sobie sprawę, że pomimo najszczerszych chęci ogarnia nas słabość. I jest wobec niej wyrozumiały. Niemniej zaleca pewne środki zapobiegawcze. Aby nauczyć się umiarkowania, nie należy walczyć z przyjemnością, ani jej ubóstwiać, lecz uznać, że jej potrzebujemy oraz być na nią otwartym w duchu i w ciele.

Przykładowo, jeśli ktoś nie uprawia żadnego sportu lub nie interesuje się kulturą, rozmową z drugim, będzie wówczas szukał surogatów przyjemności, która wypływają z tych aktywności. Stres rozładuje w inny sposób, a odcinając się od ludzi pod pozorem ogromu zajęć lub, co gorsza, braku jakichkolwiek oczekiwań od innych, zacznie popadać w coraz większą samotność. Rychło jednak znajdzie doraźne lekarstwo na uśmierzenie tego bólu.

Przyjemność wiąże się zarówno z naszymi pragnieniami duchowymi jak i z naturalnymi potrzebami ciała. Obu nie sposób oszukać, ani zastąpić czymkolwiek, gdyż taki zabieg doprowadziłby do przekreślenia naszej najgłębszej istoty. Jedyną formą ucieczki przed nimi jest mnożenie tych przyjemności, które się zna. Ale nie tędy droga do osiągnięcia pokoju.

Chrześcijaństwo nie wzywa do porzucenia przyjemności, lecz ukazuje ją w szerszym kontekście ludzkiej osobowości. Z przyjemności się nie korzysta, raczej przeżywa się ją jako owoc dobrych działań. Wtedy będzie nas ona uskrzydlać. Wypicie szklanki soku jest dobre, bo podtrzymuje życie. Przeczytanie wartościowej książki jest godne pochwały, gdyż wzbogaca doświadczenie, daje więcej punktów odniesienia, co w jakiś sposób pomaga podejmować lepsze decyzje.

Przyjemności nie trzeba panicznie szukać w życiu, jeśli żyje się prawdziwie, w pełni, twórczo. Przyjemność pomaga, jest oznaką miłosierdzia, dodatkową energią pobudzającą do działania, a nie celem działania. Nie zastąpi ona dążenia do dobra, które nieraz łączy się z trudem i mozołem. Hedonizm szuka jedynie samej przyjemności, przez co pomija konieczność działania. Próbuje przeskoczyć pośrednie etapy, dlatego ostatecznie rozczarowuje człowieka.

Chociaż pragnienie przyjemności zostało nam wszczepione przez Stwórcę, św. Tomasz przekonuje, że sama cielesna przyjemność nie przyniesie nam pełnego zadowolenia. Trzeba ją zintegrować z duchem, gdyż jako ludzie pragniemy czegoś więcej niż pokarm, napój i seks. Ale nawet największa przyjemność intelektualna nie ukoi naszego niespokojnego ducha. Dążymy bowiem do ekstazy, do wyjścia z siebie, do zjednoczenia z Bogiem, którego każda ziemska przyjemność jest nikłym przedsmakiem.

Dariusz Piórkowski SJ

Dariusz Piórkowski, jezuita, studiuje obecnie filozofię na Boston College w USA.

Komentarze

anonim2015.11.29 20:13
Żeby zejść na ziemię: jeśli masz wszystko, to tak, jakbyś nie miał nic.
anonim2015.11.29 20:27
Pełnię szczęścia może dać jedynie Bóg - pisał o tym na przykład Święty Augustyn. Dążenie do Boga, otwieranie się na Jego Łaski jest zatem zarazem dążeniem do szczęścia. W tym życiu jest ono nieosiągalne, ponieważ ogranicza nas natura skażona grzechem - świętość oznacza jej porzucenie, a zarazem wchodzenie wchodzenie w Życie Boże, które jest Miłością.
anonim2015.11.29 21:48
I tak Doktor Anielski odkrył zjawisko tolerancji. Mózg łechtany dawkami neuroprzekaźników w końcu się znieczuli a kolejne dawki nie będą go pobudzać. Mózg nie potrafi wytwarzać więcej serotoniny, dopaminy i różnych fenetyloamin, niż wytwarza. I słusznie, bo gdyby mógł - popełniłby samobójstwo. Jak ktoś nie wierzy Św. Tomaszowi Akwinacie, to niech uwierzy zwyczajnej, szkolnej biologii.
anonim2015.11.30 0:53
Niech sobie ten artykuł przeczytają polscy księża i biskupi, bo patrząc na nich i czytając doniesienia o ich zboczeństwach odnoszę wrażenie że zbyt skupiają się na niektórych cielesnych uciechach-także tych seksualnych.
anonim2015.11.30 9:12
@Pokręć 100/100 Czyli zwykły próg tolerancji na bodźce...
anonim2015.11.30 12:43
No i dobrze. Przyjemność jest O.K. i nie należy jej sobie odmawiać bo i po co? Każdy ma prawo do szczęścia, tylko mam głupie pytanie: dlaczego na świecie jest tylu nieszczęśliwych i "niezrealizowanych" ludzi? I nie piszę tutaj o wiecznie niezadowolonych i sfrustrowanych "kwękaczach".