08.09.13, 16:51fot. miamiamia/sxc.hu

Świadectwo Tomka: „Czułem jakby dwustukilogramowy bokser kazał oddać mi ciało i duszę, a ja nie miałbym siły się obronić…”

Cała sprawa zaczęła się w latach 90-tych. Studiowałem wtedy w Krakowie. W tym czasie bardzo popularne były kursy jogi, hipnoz i różnych innych metod poprawiających pamięć i koncentrację. Natomiast ja ciągle poszukiwałem czegoś, co da mi „kopa”. Ponadto  w czasie studiów człowiek jest spragniony samorozwoju na różnych płaszczyznach. 

Byłem wierzący, ale na zasadzie „niedzielnego” katolika. I na tym się kończyło moje zainteresowanie Bogiem. W technikum byłem blisko Niego, ale potem ta relacja została nadszarpnięta. Jako właśnie taki „letni” katolik natrafiłem na kursy, które pokazywały niesamowite „możliwości” – obiecywały polepszenie pamięci, zdobycie łatwości w nawiązywaniu nowych kontaktów, instruowały, co robić, aby poczuć się pewniejszym siebie. To wszystko wyglądało bardzo zachęcająco.

Nie miałem pojęcia, ze mogą stanowić jakieś zagrożenie dla duszy człowieka, bo były to lata, gdy jeszcze nawet w Kościele nie ostrzegało się przed takimi rzeczywistościami . Na dodatek Kurs Silvy, na który zacząłem uczęszczać,  był przedstawiany w bardzo pozytywny sposób: „Chcesz wzmocnić pewność siebie, lepiej się uczyć, to zapraszamy do nas”! Same „dobre” rzeczy, których jest spragniony młody człowiek.

Idąc się zapisać jednak wciąż dręczyły mnie różne wątpliwości: „Czy to jest na pewno w porządku?” Czy nie ma w tym niczego złego i podejrzanego?”.  Jednak moje wątpliwości zostały stłumione przez panie, zapisujące na kurs, zapewniające, że nawet papież skończył takie szkolenia i posiada z nich „certyfikaty”!  Człowiek na studiach chce spróbować wszystkiego i te „tłumaczenia” szybko mnie przekonały. Mimo wciąż dręczących  wątpliwości w sercu, zapisałem się.

Na początku przewijały się ogólne informacje o fizjologii człowieka i jego snu. Jednak z biegiem czasu trenerzy „schodzili” coraz niżej.  Coraz częściej pojawiały się tematy z pogranicza medycyny. Trener tłumaczył na przykład, że w chwilach relaksu tak, a tak funkcjonuje świadomość człowieka,  a że za pomocą pewnych technik  można to wykorzystać to osiągnięcia głębokiego relaksu. Na dodatek w tych „głębokich” stanach można czynić „pewne” rzeczy. Najbardziej zaniepokoił mnie moment, w którym człowiek za pomocą tych technik mógł zaglądnąć w myśli drugiej osoby. Przez moją głowę przewinęło się wtedy tysiące pytań: „Czy człowiek może czytać myśli drugiej osoby, jak otwartą księgę? Jeżeli by tak było to przecież byłby prawie bogiem?”.  Nikt nawet wtedy nie pomyślał o etycznej stronie takich czynów, natomiast wszyscy byli zafascynowani obietnicami , jakie dawały takie metody. Pamiętam jeszcze jedną technikę, w której  wchodziło się w taki stan świadomości, że można było nie tylko „przejrzeć” myśli drugiego człowieka, ale także go „uzdrowić”.

Na szczęście to wszystko bardzo mnie przerażało i pomimo fascynacji miałem opory, aby w pełni się w to zaangażować. W końcu skończyłem kurs i z pozoru nic złego się nie działo. Jednak we mnie powstawało całe morze pytań: „Jak to jest, że w mocy człowieka jest kogoś „uzdrowić” i „przejrzeć” myśli drugiej osoby? To wtedy człowiek byłby bogiem!” Byłem po tym wszystkim wewnętrznie rozbity.

Kilka tygodni po tym kursie leżałem  sam w pokoju w akademiku.  Była noc. W pewnym momencie poczułem, że muszę zmierzyć się z siłą, która jest sto razy silniejsza ode mnie. To wywołało we mnie ogromne przerażenie. Czułem, jakby bokser siedział mi na szyi i dusił mnie, a ja nie miałem żadnej możliwości manewru. Owładnął mnie paraliżujący lęk. Wiedziałem, że ktoś chce mi odebrać nie tylko ciało, ale także i duszę. Trwało to kilka przeraźliwych minut, które jednak  wydawały się wiecznością.

Po tym doświadczeniu zacząłem szukać kogoś, przed kim mógłbym się wypowiedzieć, bo tak bardzo gnębiło mnie to, co przeżyłem. I tak trafiłem do dominikanów, gdzie wyspowiadałem się. Od tego momentu zaczęło się moje prawdziwe nawrócenie. Już nie szukałem spełnienia w technikach, które na pozór wydają się wspaniałe, a naprawdę doprowadzają człowieka do lęku i rozpaczy. Zacząłem szukać go w Bogu. Tak natrafiłem na wspólnotę  założoną przez dominikanów, w której akurat rozpoczynało się seminarium odnowy w Duchu Świętym, które prowadził znany charyzmatyk – o. Badeni.  Podczas niego na nowo doświadczyłem ogromnego wewnętrznego pokoju i zrozumiałem, co to znaczy, ze Jezus daje wolność. To jest tak, że dwustukilogramowy bokser przychodzi do ciebie i mówi, że musisz  oddać m ciało i duszę, a ty nie masz żadnych sił, aby mu się opierać. Żadnych. Jest to uczucie, jakbyś był niewolnikiem kogoś. Na szczęście jest Jezus, który przychodzi i staje w twojej obronie. To On daje ci wolność. Nie musisz być niewolnikiem nikogo. Największym kłamstwem Szatana jest wmówienie człowiekowi, ze Bóg Cię ogranicza i zniewala. Jest na odwrót – to On staje w obronie twojej wolności. Wtedy dobitnie to zrozumiałem.

Mam obecnie szczęśliwą rodzinę, wspaniałe dzieci i jestem we wspólnocie, ale do dzisiaj pamiętam tamto wydarzenie i ten bagaż czasami daje się we znaki. Myślę, że Bóg zapieczętował nasze serca i jeżeli naruszymy tę pieczęć , to ten bagaż może potem ciągnąć się za nami latami, dlatego teraz wiem, że pewnych rzeczy nie warto próbować. Na szczęście jest Jezus, który przychodzi z darem swojej odkupieńczej miłości, i za to Jemu chwała!

Tomek

Oprac. Natalia Podosek

Komentarze

anonim2013.09.8 17:28
Takich świadectw potrzeba!
anonim2013.09.8 17:47
Autorowi świadectwa podpowiem tylko, że ten "dusiołek" co siedział na nim i go dusił, to nic innego jak porażenie przysenne. Towarzyszą temu często tego typu odczucia, oraz nieraz halucynacje. Gdy śpimy, mamy wyłączoną możliwość poruszania się aby nie zrobić sobie krzywdy przez sen. Czasem następuje sytuacja, przy zasypianiu lub przy wybudzaniu się, że mamy świadomość, ale nie mamy władzy nad motoryką, bo jedno z drugim się nie zgrało. Wrażenie, że ktoś chciał autorowi świadectwa zabrać duszę i ciało to jedynie (pewnie) rojenia wrażliwej osoby, która szukała sobie miejsca w życiu przy okazji (dzięki złym lub głupim osobom - nazwijmy ich nauczycielami) nabierając świadomości o własnej wielkości i wyjątkowości.
anonim2013.09.8 18:39
Re:Tmwstw Jesteś psychiatrą? Badałeś tego człowieka?
anonim2013.09.8 20:50
@Tmwstw, GajewskiDominik Ja się pytam, gdzie w opisie porażenia jest wskazane żródło ''narkolepsjii'', ''zespołu chorobowego'', ''anomalii''? Nawet te nazwy są sprzeczne. To amatorszczyzna nie nauka i widać, jak ateiści nie mogą poradzić sobie z tym, co teologia doskonale zna, diagnozuje i leczy i ma stuprocentowe efekty, o ile pacjent poddał się terapii. Medycyna opisuje tylko objawy psychiczne i wegetatywne, ale nie zna ani przyczyny, ani sposobu wyleczenia tej ''choroby''. Co to za nauka, której wystarczy opis objawów zjawiska do tego, by definicję nazwać naukową, a siebie naukowcami? Kiedy opiszę jak wygląda wiatr już jestem meteorologiem?
anonim2013.09.8 21:01
Jako dwudziesto jedno letnia kpbieta,za namową znajomego, kupiłam sobie książkę z ćwiczeniami jogi. Po upływie krótkiego czasu praktykowania jogi zostałam zniewolona przez coś złego. Oczywiście na to zniewolenie złożyły się jeszcze inne czynniki ale to właśnie ćwiczenia jogi otworzyły na dobre moja duszę na zniewolenie. Niestety uwolnianie się od tego złego trwa do dzisiaj. Uważajcie na siebie.
anonim2013.09.8 21:26
@Bubu64 A co to ma do rzeczy? Jeśli chodzi o to zjawisko duszenia przez demona, to zupełnie nie jest problem psychiatryczny, jest to jeden z figli, który może nam spłatać układ nerwowy. Jeśli chodzi Ci o moją ocenę osoby ze świadectwa, to też nie jest to problem psychiatryczny, tylko jak już osobowościowy. Ewidentnie bohater świadectwa trafiając na tę metodę Silvy pokazał, czego mu w życiu brakuje (a co mu miał dać udział w tych zajęciach). Opierałem się na tekście, nie na moich wyobrażeniach czy badaniach. Bogu dzięki trafił do Kościoła, na mądrych ludzi, którzy mu pomogli uporać się samemu ze sobą pewnie. Chłopak poszedł po rozum do głowy i dopiero wtedy trafił na ścieżkę rozwoju, której tak szukał. Mi się też przytrafiła w życiu taka przygoda. Cierpiałem na bezdech senny i często się wybudzałem ze snu. Raz się obudziłem, ale nie mogłem złapać oddechu ani ruszyć nawet palcem, próbowałem krzyczeć, ale nie byłem w stanie. Siedziała na mnie czarna postać i dusiła mnie. Po złapaniu oddechu czarna postać zniknęła, a ja uniosłem się na 2 metry i lewitowałem nad łóżkiem i swoim ciałem, będąc połączony z ciałem srebrną nitką. A potem wróciłem do swojego ciała. Dlaczego o tym piszę? Bo spotkałem się z czymś, wobec czego byłem bezsilny, zobaczyłem czarną postać i nitkę łączącą moją duszę z ciałem dwa metry pode mną. I nie wierzę w to, że to demon mnie dusił. Skąd to wiem? Wiem to, ponieważ spotkałem się z pewnymi rzeczami o których nie będę wspominał, a były prawdziwsze, i czasem dobre, czasem ciekawe, a czasem bardzo złowrogie. Bez kontaktu z sektami, new age, satanizmem, itp. rzeczami zbliżyłem się do drzwi, których lepiej nie otwierać, i jeśli istnieją jakieś zdolności paranormalne to z rozsądku je zdusiłem i zabiłem w sobie :)
anonim2013.09.8 22:19
@Tmwstw "Wrażenie, że ktoś chciał autorowi świadectwa zabrać duszę i ciało to jedynie (pewnie) rojenia wrażliwej osoby, która szukała sobie miejsca w życiu przy okazji (dzięki złym lub głupim osobom - nazwijmy ich nauczycielami) nabierając świadomości o własnej wielkości i wyjątkowości." >>rojenia wrażliwej osoby<< - zapewne chodzi Ci o osobę ufną w dobro otaczającego świata i ludzi. To co napisałeś, świadczy o tym, że jesteś mocnym sceptykiem, więc nie poddasz się zagrożeniom, takim jak opisywane. Też byłem sceptykiem, ale ponad 20-25 lat temu, pod wpływem długotrwałych emocji, wróciłem do jogi (którą poznałem dość dobrze, ale tylko teoretycznie), mając nadzieję, że spowoduję pewne zdarzenia, wpływając na pewną osobę. Zdaję sobie sprawę, że zdarzenia, które następowały później mogły być tylko przypadkiem, ale zbiegły się z moimi jogistycznymi zabiegami. To nie było dobre co się działo, wręcz fatalne. Gdy to się skończyło, a skończyło się niedobrze, stwierdziłem, że raczej trzeba zwrócić się do Boga, poznanego w dzieciństwie. Prawie przez 20 lat odrzucałem istnienie Boga i te zdarzenia oczywiście to nie było tak, że wróciłem od razu, ale w końcu wróciłem i już na pewno nie jestem sceptykiem. A wszystkim szukającym w sobie, w swoim umyśle, w swojej duszy(?) więcej niż potrzeba do dobrego życia radzę: nie szukajcie, bo znajdziecie i to może strasznie boleć.
anonim2013.09.9 8:20
Słabe
anonim2013.09.9 9:20
nie można poznać myśli drugiej osoby , tylko BÓG to może. szatan jedynie może podejrzewać myśli kogoś na podstawie jego dotychczasowego życia , które zna. Ja byłem w jodze (rok) i hare kriszna (na szczęście tylko wstępnie) nie będę opisywał szczegółów mojego cierpienia , które trwało długie lata (ponad 10) można o tym poczytać . Dzięki Bogu za wyzwolenie!
anonim2013.09.9 10:44
Popieram wypowiedź Leunarda. A co z ludźmi którzy od wielu lat (czy w przypadku niektórych joginów - całe życie) zajmują się joga, medytacjami i tego typu "szatańskimi" wynalazkami i jakoś nie sa opentani, nikomu nie wyrządzają krzywdy BA nawet nie raz pomagają i uczą innych? Ktoś gdzieś ładnie powiedział, że liczba opentań jest wprost proporcjonalna do popularności chrzescijaństwa w danym regionie.
anonim2013.09.9 13:28
@...eee "Ja się pytam, gdzie w opisie porażenia jest wskazane żródło ''narkolepsjii'', ''zespołu chorobowego'', ''anomalii''?" Jest opisane. Mózg zazwyczaj wyłącza motorykę organizmu przed zaśnięciem, żeby człowiek nie uszkodził się podczas snu, następuje jednak anomalia i mózg wyłącza motorykę PRZED zaśnięciem, czyli kiedy jeszcze nie śpimy. "Nawet te nazwy są sprzeczne." Och, ale próbuje dowalić tym ateuszom, zobaczcie :D "To amatorszczyzna nie nauka i widać, jak ateiści nie mogą poradzić sobie z tym, co teologia doskonale zna, diagnozuje i leczy i ma stuprocentowe efekty, o ile pacjent poddał się terapii." Paraliż senny to nie choroba, zacznijmy od tego. Po drugie, teologia nie zajmuje się żadnym leczeniem czy diagnostyką. "Medycyna opisuje tylko objawy psychiczne i wegetatywne, ale nie zna ani przyczyny, ani sposobu wyleczenia tej ''choroby''. Co to za nauka, której wystarczy opis objawów zjawiska do tego, by definicję nazwać naukową, a siebie naukowcami?" Jesteś głupi czy trollujesz? Nauka zajmuje się OPISEM stanu rzeczy, tak było ZAWSZE. Nauka nie szuka wszędzie diabła bo opisuje tylko te rzeczy które jest w stanie zweryfikować. "Kiedy opiszę jak wygląda wiatr już jestem meteorologiem?" Jeśli opiszesz jak działa to owszem.
anonim2013.09.9 21:27
Jedna rzecz: jest szansa na pokój w Syrii. Dużo większa niż jeszcze tydzień temu. Sprawił to nie kto inny niż Bóg, za sprawą modlitw o które prosił Papież. Czy to nie jest dobre świadectwo? Bóg daje to co chcemy. Dzięki jednemu dniu modlitw może ocaleć dziesiątki tysięcy ludzi.
anonim2013.09.9 21:41
@Jaro966: Najwyraźniej bóg nie lubi Japończyków, skoro pozwolił na śmierć kilkunastu tysięcy podczas tsunami. Albo źle się modlili. Albo nie do tego boga co trzeba.
anonim2013.09.9 21:49
@Snowball Snowball, nie kpij sobie.
anonim2013.10.4 22:23
Dobrze jest móc opowiedzieć o swych doświadczeniach innym ludziom. Przeważnie nie dzielimy się nimi, by nas nie wzięto za nadwrażliwych,bądź sensatów. Pamiętajmy jednak, że wypada wysłuchać innych z szacunkiem, bez oceniania. Możemy przecież rozmaicie interpretować nasze przeżycia, co w głównej mierze zależy od przyjętego systemu wartości i wiedzy o otaczającym nas świecie. Nie wszyscy konfabulujemy. Mocne przeżycia często zmieniają w danej osobie hierarchię ważności spraw, wybijają ją bowiem z rutyny życia i każą się poważniej zastanowić nad niezwykle mocnym, tajemniczym doświadczeniem życiowym. O kontakcie z nieznanym i sposobach oswajania rzeczywistości przeważnie w szkole nie uczyli.