15.12.13, 10:27Fot. personalfx/sxc.hu

Czy Kościół musi zajmować się gender?

Mówienia i pisania o gender mamy już powoli dosyć. A to dopiero początek. Napór tej ideologii zaczyna się bowiem nasilać. Kolejne państwa wprowadzają do swojego ustawodawstwa trzecią obok męskiej i żeńskiej płeć: nieokreśloną. Umożliwia ona ustawianie się w roli mężczyzny lub kobiety w zależności od chwilowego widzimisię. Wybranie płci nieokreślonej jest nagradzane różnymi przywilejami, o czym wiedzą nawet więźniowie, bo im akurat gwarantuje to choćby pojedynczą celę.

Praktyki te zaczynają przenikać również do Polski, chociaż nie mają u nas podstaw prawnych. Nie tylko w ankietach zagranicznych firm, ale również w niektórych instytucjach podległych Ministerstwu Zdrowia pojawia się już możliwość wybrania tej trzeciej, nieokreślonej płci. Jeśli w ślad za tym pójdą przywileje i ułatwienia, to liczba osób deklarujących płeć nieokreśloną będzie gwałtownie rosnąć, co z kolei dostarczy argumentów do zmiany prawa. Do tego dążą ci, dla których płeć nie jest określona przez naturę, ale wyłącznie przez kulturę, w której jedni podejmują się ról uznawanych za męskie, a inni ról uznawanych za kobiece. W parlamencie jest złożony projekt ustawy o „uzgadnianiu płci”. Takie „uzgadnianie” miałoby być dostępne już dla trzynastolatków, bez zgody rodziców.

Nietrudno sobie wyobrazić, że manipulowanie płcią może być kamuflażem dla tych, którzy mają skłonność do seksualnych perwersji. Czy jeszcze można będzie zabronić obnażania się w damskiej przebieralni komuś, kto „tylko” fizycznie pozostaje mężczyzną? Kto ośmieli się choćby go za to krytykować? W wielu krajach już przecież obowiązują ustawy antydyskryminacyjne. Również u nas prace nad taką ustawą trwają i jeśli wejdzie ona w życie w proponowanej postaci, to ograniczy wolność słowa i wolność religijną.

Żonglowanie płcią może być pomysłem na obchodzenie prawa tam, gdzie nie pozwala ono na zawieranie tzw. małżeństw jednopłciowych. Ale nie tylko. Przed paroma miesiącami niemiecka prasa już rozpisywała się o pierwszym „mężczyźnie”, który urodził dziecko. Tyle że ów „mężczyzna” był biologicznie stuprocentową kobietą, która najpierw poddała się sztucznemu zapłodnieniu, a potem zdecydowała się na poród domowy, aby lekarze zgodnie z wiedzą medyczną nie wpisali w dokumentach dziecka jej jako biologicznej matki. Figuruje więc jako ojciec. Tylko co to ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem? Na tym właśnie polega ideologia. W ideologii gender wcale nie chodzi o zwykłe równouprawnienie kobiet i mężczyzn, ale o całkowite zatarcie różnic między płciami, choćby wynikały one z samej natury człowieka. Jest to więc uderzenie w człowieka, w jego tożsamość i powołanie do życia w rodzinie. W tym znaczeniu jest to część dyktatury relatywizmu, której celem jest realizacja utopii tzw. społeczeństwa otwartego.

Czy Kościół musi się tym wszystkim zajmować, podobnie jak zajmuje się aborcją, eutanazją czy in vitro, zamiast skupić się wyłącznie na modlitwie i głoszeniu Jezusa Chrystusa? Niestety, musi! Chociaż to Chrystus, a nie gender ma być w centrum nauczania Kościoła. Bylibyśmy całkowicie przegrani, gdybyśmy skupili się na samych tylko zagrożeniach, a zapomnieli o Chrystusie. Z wiary w Niego wyrastają przecież nasza godność, powołanie i akceptacja dla norm moralnych. – Człowieka – mówił Jan Paweł II – nie można zrozumieć bez Chrystusa. Ale przypominał też, że „człowiek jest drogą Kościoła”. Dlatego nie można przestać ostrzegać przed tym, co grozi zniszczeniem człowieka w samej jego istocie. Bo zniszczony człowiek to w konsekwencji zniszczona rodzina i zniszczony Kościół.

Ks. Henryk Zieliński

Felieton ukazał się na stronie tygodnika "Idziemy"

Komentarze

anonim2013.12.15 10:50
Jak nie Kościół, to czas zweryfikuje lewackie ideologie. Było tak z marksizmem i będzie z genderyzmem. Szkoda tylko ze społeczeństwa nie uczą się na błędech.
anonim2013.12.15 10:51
Po obejrzeniu wykładu ks.Bortkiewicza i programu "Bliżej" z jego udziałem postanowiłam wejść na gender studies UG. Przeczytałam dwa feministyczne artykuły i mi się odechciało. Te teksty, nie wiadomo na ile wymyślone, na ile oparte na faktach, wg mnie są głęboko uwłaczające godności kobiety, gdzie jest ona przedstawiona jako przedmiot, którym można pomiatać. Niestety autorka nie tylko opisuje sytuacje poniżające godność kobiety, ale zaraz potem sama odbiera tę godność zawężając jej wartość tylko do cielesności. To chłam, którego czytać się nie da. Wg mnie gender, abstrahując od tego, że jest to dzieło szatana, bo człowiek sam z siebie chyba nie jest aż taki głupi, żeby to wymyślić, jest głęboką nieakceptacją naturalnego porządku, w jakim żyjemy. To dążenie do chaosu, który już niedługo przyniesie tragiczne skutki - coraz więcej zagubionych ludzi. Na szczęście mamy Kościół, Biblię, Sakramenty, mamy wiarę, i tego się trzymajmy.
anonim2013.12.15 10:59
Panie Piogal, zyjemy w państwie demokratycznym i kazdy bzdurzyc moze, troche lepiej lub gorzej, Pan rowniez. Tylko dlaczego postanowil Pan zasmiecac forum Frondy? Pańska ciemnota, brak zdolnosci do jakiejkolwiek refleksji i prymitywizm mentalny sprawia, ze nawet fundamentalizm katolicki zdaje sie byc bardziej oswiecony od panskich antyklerykalnych bredni.
anonim2013.12.15 11:11
Czy Kościół musi zajmować się gender? Nie tylko musi ma obowiązek. Kościół to my, społeczeństwo z pełnymi prawami obywatelskimi. Naszą wolą jest wychowywać i żyć w duchu chrześcijańskim a nie marksistowskim. Rządzący wywodzą się ze społeczeństwa i nie mogą się alienować wobec społeczeństwa. Wprowadzając wrogie idee wobec tego społeczeństwa.
anonim2013.12.15 11:24
Gender jest oszustwem PŁEĆ MÓZGU, O PRAWDZIWEJ RÓŻNICY MIĘDZY MĘŻCZYZNĄ A KOBIETĄ W tej książce dowiedziałem się co to jest homoseksualizm pierwotny a homoseksualizm wtórny. Pierwszy wynika z braku hormonu męskiego w okresie prenatalnym, potrzebny do uformowania struktury neuronowej mózgu męskiego i jest nie do wyleczenia. Drugi wynika z braku hormonu męskiego w pewnej części mózgu. Po uzupełnieniu tego hormonu można wyleczyć z homoseksualizmu. Książka porusza wiele wątków związanych z biologią, chorobami, różnicami relacjami, mężczyzny i kobiety. Dr Anne Moir proponuje na bazie biologi mózgu, poznanie i zrozumienie obojga płci a nie walkę, jak to chcą feministki. Pleć wynika z biologi a nie kultury. http://chomikuj.pl/nbogdanus/E-BOOKI+KATOLICKIE =========================== Dziennik Zachodni Śląsk odrzucił gender http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/987722,rownosciowe-przedszkole-nie-na-slasku-ala-to-nadal-dziewczynka-a-jas-chlopiec,2,id,t,sa.html ================= Oficjalna strona Fundacji Edukacji Przedszkolnej Uczą jak deprawować dzieci str 24 Poradnik dla nauczycieli - Jak stosować zasadę równego traktowania kobiet i mężczyzn.pdf http://www.maleprzedszkola.pl/Pobieralnia
anonim2013.12.15 11:35
@UtulonyWpanu Oczywiscie, ze jest to jak najbardziej realne zjawisko. Prof. J. Butler, ideolog gender wymienia bodajze sześć czy siedem wariantow "płci". Wszystko prawda, pytanie podstawowe, to takie, czy mamy sie dac ta rzeczywistoscia tyranizowac, czy stosowac do tej rzeczywistosci kategorie moralne. Otóż ja osobiscie jestem za tym, zeby to, co jest anomalia nazywac anomalia, a co zdrowe i przyszlosciowe - popierac prawnie. Ludzie-hermafrodyci są osobnikami uposledzonymi i nieszczęśliwymi. To sa ludzie kalecy, ktorym nalezy pomoc najdalej, jak mozna, a nie wprzegac ich w charakterze uczestnikow ideologicznych, jarmarcznych przedstawien p.t. Wybieramy sobie plec, a inni maja nam bic brawo.
anonim2013.12.15 11:36
"Zanarkand Gru 14, 2013, 7:44 po południu usuńcie ten komentarz! Anno, ja do zdecydowanej większości katolików nic nie mam, a jeśli są oni wierni swoim zasadom i ich przestrzegają, to bardzo mi się to podoba"
anonim2013.12.15 12:16
Dla mnie osoby wierzącej książka ta jest wiarygodna, chociażby ze względu na dr Anne Moir, naukowcem akademickim, na Uniwersytetcie Oxfordzkim z zakresu badań genetycznych, która prawdopodobnie jest ewolucjonistką niewierzącą w Boga. Podoba mi się u niej szczerość, nie zawsze zgodna z moimi poglądami, być może i waszymi. Mimo to zachęcam do przeczytania tylko zakończenia książki. PŁEĆ MÓZGU, O PRAWDZIWEJ RÓŻNICY MIĘDZY MĘŻCZYZNĄ A KOBIETĄ http://chomikuj.pl/nbogdanus/E-BOOKI+KATOLICKIE ZAKOŃCZENIE Kiedy nasza przyjaciółka - znana feministka - usłyszała o tej książce, oczy jej się zwęziły i, nie bez groźby w głosie, powiedziała: „Niech no tylko spróbuje być niedobra.” Założyła ona, podobnie jak wiele innych osób, że ponieważ jest to książka o różnicach seksualnych, musi być ona w jakiś sposób skierowana przeciw kobietom. Rozplątując te z góry przyjęte założenia (bo jesteśmy przekonani, że jest to okropna plątanina), dochodzimy do wniosku, że pogląd społeczny i polityczny głoszący, że kobiety i mężczyźni powinni być tak samo traktowani, jest w pewnym sensie oparty na przekonaniu, że kobiety i mężczyźni są tacy sami. Tak jednak nie jest. Nie ma już żadnego innego usprawiedliwienia, poza lenistwem umysłowym, by wierzyć, że wiele z powszechnie uznawanych różnic między płciami co do ich roli, temperamentu, nie mówiąc już o statusie, ma naprawdę podstawy bardziej kulturowe niż biologiczne.343 Ta książka nie podaje recept. Wyjaśnia jedynie, co różni mózgi obu płci, i stara się powiązać te różnice z dającymi się zaobserwować odmiennościami w zachowaniu kobiet i mężczyzn - które to odmienności kobiety i mężczyźni wysławiają lub przeklinają od stuleci. Jednakże włączenie nauki do debaty dotyczącej płci nieuchronnie oznaczać będzie więcej takiego chaotycznego myślenia, jakie przywiodło amerykańską feministkę Betty Friedan do stwierdzenia: Nawet jeżeli jedynym przejawem upośledzenia kobiet jest brak testosteronu, w tym stadium ewolucji człowieka dążenie do równości w społeczeństwie jest dla nich nieuchronną koniecznością.344 Betty Friedan nie dostrzega, że brak testosteronu oznacza, iż wiele kobiet może nie chcieć dążyć w żadnym szczególnym kierunku, a więc i nie uważają się one za upośledzone. Jak pisze Michael Levin, profesor filozofii w City College w Nowym Jorku, sportowcy mogą być w gorszej sytuacji z powodu błotnistej bieżni czy słabych ścięgien podkolanowych, ale nie można powiedzieć, że są w gorszym położeniu z racji własnej obojętności wobec zwycięstwa. Komentując feministyczny pogląd, że w rzeczywistości kobiety powinny chcieć rywalizować z mężczyznami, pisze on: [...] pogląd taki nie ma sensu dosłownego, a jedynie pewien sens emocjonalny dla tych, którzy widzą tak ogromną wartość w męskich dążeniach, że nie mogą uwierzyć, iż kobiety nie chcą tego, czego chcą mężczyźni.345 Nawet gdy istnienie różnicy zostanie zaakceptowane, przewidujemy gniewne reakcje tych, którzy są przekonani, że różnica między płciami jest produktem warunkowania społecznego. Jednakże mający kilka godzin noworodek płci żeńskiej zachowuje się odmiennie od noworodka płci męskiej w tym samym wieku, a z pewnością społeczeństwo nie działa aż tak szybko. To nie społeczeństwo powoduje, że oczy kobiety są wrażliwsze na długie fale widma świetlnego. W wieku jednego tygodnia dziewczynki, ale nie chłopcy, mogą odróżnić płacz niemowlęcia od ogólnego hałasu o tym samym natężeniu. Także w tym przypadku społeczeństwo nie prowadziło korepetycji nad kołyską. W gruncie rzeczy tam, gdzie spodziewamy się stwierdzić oddziaływanie dorosłych, wydaje się ono mieć skutki przeciwne. Niemowlęta płci męskiej otrzymują od swoich matek znacząco więcej uczucia i bezpośredniego kontaktu fizycznego, ale mimo to wolą przedmioty od ludzi, a rozwój mowy jest u nich powolniejszy. W wiele mówiącym przykładzie widzieliśmy, jak pewne chore dzieci rodzą się z wyglądem dziewczynek, są wychowywane jak dziewczynki - jednakże gdy zaczynają dojrzewać, ujawnia się ich męskość i zachowują się jak mężczyźni. Gdy pojawiają się u nich męskie genitalia, imprint społeczeństwa znika, jak gdyby był na wodzie pisany. Imprint hormonów z okresu płodowego jest natomiast niezniszczalny. Dla kobiet oznacza to, że będą wrażliwsze od mężczyzn na dźwięk, zapach, smak i dotyk. Kobiety z większą łatwością wyłapują niuanse głosu i muzyki, a dziewczęta nabywają sprawności językowej, wykształcają pamięć i płynność wysławiania się wcześniej niż chłopcy. Kobiety są wrażliwsze na kontekst społeczny i osobisty, umiejętniej odbierają informacje dodatkowe zawarte w mimice czy gestach i szybciej przetwarzają informacje zmysłowe i werbalne. W mniejszym stopniu czują się związane regułami. Mężczyźni wykazują się większą sprawnością w tym, co wymaga uzdolnień przestrzennych. Są agresywniejsi, pewniejsi siebie i chętniej współzawodniczą. Potrzebują hierarchii i reguł, ponieważ bez nich nie zdołaliby stwierdzić, czy są w czołówce, czy nie - a dla większości mężczyzn ma to zasadnicze znaczenie. Różnice te mogą tłumaczyć kontrowersyjne twierdzenie, że „w szachach, matematyce, komponowaniu muzyki i innych zajęciach, w których zdolność myślenia na wysokim poziomie abstrakcji jest konieczna, nie było kobiet genialnych, a bardzo niewiele było utalentowanych”. Niektórzy szukają wyjaśnienia tego zjawiska w historycznej, seksistowskiej tyranii społeczeństwa. Jednakże to tyranizujące ze względu na płeć społeczeństwo „pozwoliło” na rozwój kobiecego geniuszu w innych dziedzinach, które nie są związane z myśleniem abstrakcyjnym, takich jak literatura czy teatr. Przy okazji możemy także spokojnie odrzucić koncepcję, że kobiety odnoszą na tym polu „niepowodzenia”, ponieważ brak im męskiego zapału w dążeniu do sukcesu. Dlaczego w takim razie „kobiety dorównują mężczyznom, a nawet ich przewyższają we wszystkich testach poznawczych nie związanych z myśleniem matematycznym i pokrewnymi umiejętnościami”? Kobieta, która nie pojmie logiki tego wywodu, jest z wszelkim prawdopodobieństwem żywym dowodem na jego słuszność. Spór o istnienie różnic między mózgami obu płci został wygrany. Dziwne, że taką walkę trzeba było w ogóle prowadzić, jeśli mężczyźni i kobiety są tak oczywiście różni pod względem fizycznym i w zachowaniu: Dalsze zaprzeczanie istnieniu różnic miedzy mózgami kobiet i mężczyzn wydaje się oderwane od rzeczywistości. Podobnie jak istnieją różnice fizyczne między kobietami i mężczyznami (rozmiar, kształt ciała, szkielet, zęby, wiek dojrzewania itd.), występują też równie wyraźne różnice w funkcjonowaniu mó' zgu.346 Mamy pewne i zgodne ze sobą świadectwa pochodzące od naukowców z całego świata, że wpływy biochemiczne w łonie matki determinują i ukierunkowują strukturę oraz działanie mózgu. Pod wpływem hormonów komórki mózgu „otrzymują kształt [...], który z trudem poddaje się zmianom po narodzinach”. Hormon męski kształtuje rozwijający się mózg wedle wzorca męskiego prowadzącego do męskich zachowań. Brak hormonu męskiego oznacza, że mózg pozostaje przy wzorcu żeńskim, co daje w rezultacie zachowania kobiece. To ukształtowanie mózgu według męskiego lub kobiecego układu włókien nerwowych jest trwałe. Może ono być zmodyfikowane jedynie przez zmiany w środowisku hormonalnym łona matki. Jak wykazaliśmy, dziewczynki, które były poddane działaniu hormonów męskich w okresie płodowym, są pewniejsze siebie i mają większą wiarę we własne siły, wolą też jako dzieci towarzystwo chłopców i aktywne zabawy na wolnym powietrzu. Mniej niż ich siostry interesują się lalkami, zabawami z udziałem wyobraźni, opowiadaniem bajek czy rozmowami z innymi dziewczynkami - a później są mniej zainteresowane macierzyństwem. Zachowania chłopców poddanych w okresie płodowym działaniu hormonów żeńskich zbliżone są do kobiecego modelu. Są oni mniej agresywni, pewni siebie i wysportowani. Istnieją także różnice morfologiczne między mózgami kobiet i mężczyzn - to znaczy różnice pod względem struktury i formy. U mężczyzn mózg jest bardziej zwarcie i wydajnie zorganizowany w celu przetwarzania informacji wzrokowych i przestrzennych oraz do myślenia matematycznego. Mężczyźni, mający w tych umiejętnościach przewagę, odwołują się do nich w swoim stosunku do świata - analizując i teoretyzując. Podobnie mózgi kobiet lepiej są ukształtowane do umiejętności związanych ze szczegółami i z płynnością językową oraz do zadań ciągłych. W konsekwencji obraz ich „świata” nie przypomina śmiałych abstrakcyjnych płócien mężczyzn; jest raczej podobny do oglądanej z bliska miniatury. Kobiety mają więcej połączeń między dwiema półkulami mózgowymi. Pozwala to na lepszy wzajemny kontakt między umiejętnościami lewo- i prawostronnymi. Czasami ta właśnie „wymiana zdań” między obu półkulami może być myląca i nie sprzyja wydajności - coś podobnego do próby koncentracji, podczas gdy ktoś rozmawia w tle - ale korzyścią jest zwiększona zdolność do dostrzegania, wiązania z sobą i komunikowania emocji oraz informacji werbalnych i niewerbalnych. Podczas gdy płeć mózgu zostaje zdeterminowana w okresie kształtowania struktury komórek nerwowych w życiu płodowym, różnice między mózgami obu płci ujawniają się dopiero w okresie, gdy hormony dorastania wchodzą do akcji. Wtedy przypływy i odpływy hormonów aktywizują i podkreślają te różnice. W przypadkach skrajnych pcha to mężczyzn do przemocy, a kobiety do irracjonalnych i destrukcyjnych zmian w nastroju i zachowaniu. Częściej daje to mężczyznom więcej wiary w siebie, umiejętności koncentracji i skupienia na jednym celu oraz przetwarzania agresji na motywację i ambicję. U kobiet natomiast pobudzi potrzebę i pragnienie tworzenia i utrzymywania bliższych więzi z otaczającymi je ludźmi. U mężczyzn poziom hormonu męskiego w okresie dojrzewania wpływa także na wydajność mózgu. Poziom zbyt wysoki lub zbyt niski wpływa hamująco na zdolności przestrzenne i matematyczne, podobnie jak zbyt bogata lub zbyt uboga mieszanka paliwa powoduje, że silnik działa mniej wydajnie. Geniusz matematyczny ma prawdopodobnie średni poziom hormonu męskiego. W starszym wieku, kiedy źródła hormonalne zaczynają wysychać, te właśnie podkreślane przez nie różnice w mózgu zaczynają też tracić wyrazistość. Kobiety często stają się pewniejsze siebie i agresywniejsze, ponieważ hormony żeńskie tracą swoją siłę, a także moc neutralizowania hormonów męskich obecnych u wszystkich kobiet: istnieje biologiczna podstawa stereotypu wąsatej i zdziwaczałej starej kobiety. Mężczyźni, gdy spada u nich poziom testosteronu, stają się mniej agresywni, mają też mniejsze możliwości neutralizowania własnych, naturalnie się pojawiających hormonów żeńskich. Kontemplując ogródek dziwią się, dlaczego zmarnowali tak wiele czasu walcząc o awans zawodowy. Nauka może więc dostarczyć wyjaśnienia, jak dochodzi do tego, że kobiety i mężczyźni stają się odmienni. Niektórzy politycy zajmujący się sprawami płci odmówią nauce słuszności. Co prawda, będą i tacy naukowcy, którzy twierdzić będą, że polityka w dziedzinie płci dyskredytuje samą naukę. Pewien autor utrzymuje347, że tak dalece jesteśmy uwarunkowani płciowo i że atmosfera wokół spraw płci jest tak silnie naładowana, iż - świadomie czy nieświadomie - badacze (a zatem i ich badania) są stronniczy: tysiące badań klinicznych są bez znaczenia, morfologiczne różnice między mózgami są pozbawione znaczenia, niezliczone artykuły naukowe to jedynie mnóstwo zmarnowanych drzew przerobionych na papier, by uwiecznić błąd nauki. Inni są przekonani, że nawet jeśli nauka mówi prawdę, prawdy tej nie wolno powiedzieć głośno ze względu na ryzyko jej nadużycia. Norweski psycholog ubolewa nad obiema postawami: [...] wydaje się jednakowoż przerażające, że ludzie wykształceni, nawet tacy, którzy osiągnęli najwyższe szczeble naukowej kariery, wykazują ignorancję wobec elementarnych faktów biologicznych albo wydają się im po prostu zaprzeczać. Niektórzy [...] reprezentują pogląd, że nawet jeśli różnice w zachowaniu między płciami byłyby po części rezultatem różnic biologicznych, nie należy dopuszczać dyskusji naukowych na ten temat ze względu na ryzyko dostarczenia rasistom i elementom niedemokratycznym uzasadnienia dla ich poglądów. 348 Autor cytowanej pracy jest przekonany, że nauka ma obowiązek przeciwstawiać się takiemu poglądowi. Po pierwsze - ponieważ jest on nienaukowy, a po drugie - ponieważ krępuje nasze poczucie sprawiedliwości, do którego można dążyć jedynie przez zrozumienie naszych biologicznie zdeterminowanych możliwości i ograniczeń. Lekceważenie podstawowych faktów dotyczących natury ludzkiej może być co najmniej tak samo niebezpieczne jak ryzyko fałszywej ich interpretacji. Można postawić tezę, i my się pod nią podpisujemy, że jest bardziej prawdopodobne, iż udoskonalimy dany nam świat w chwili gdy zrozumiemy, jak jest on skonstruowany, niż gdy podejmiemy próby skonstruowania świata, jakiego chcemy, z materiałów, o których nic nie wiemy. Niewiedza na temat różnic czy też zaprzeczanie im sprawiły, że świat jest miejscem dla kobiet gorszym. Amerykański antropolog profesor Lionel Tiger twierdzi349, że niemal powszechnie akceptowane przekonanie o równości kobiet i mężczyzn doprowadziło w praktyce do większej nierówności. Jeżeli odrzuca się świadectwa różnic między płciami, wtedy zarazem nie zmienia się instytucji ani struktur w taki sposób, by załagodziły te różnice. Tak więc „w tej chwili to kobiety muszą się dostosować i zaprasza się je do współzawodniczenia z mężczyznami w zorientowanych na mężczyzn instytucjach. Rezultatem tego jest nieprzerwana deprywacja kobiet, a także ich wzrastająca uraza i niepokój.”350 Tiger podaje znaczący przykład: wyniki osiągane przez młode kobiety na egzaminach spadają aż o 14% w zależności od synchronizacji z cyklem menstruacyjnym. Niektóre mózgi kobiece pierwszej kategorii skazane zostają przez własną biologię i przypadek kalendarza na wyniki drugiej kategorii. To w żadnym wypadku nie może być uznane za sprawiedliwe. Jednakże wiele kobiet gotowych jest raczej zaakceptować tę niesprawiedliwość, niż nastawać na wprowadzenie systemu egzaminacyjnego, który uznawałby i brał pod uwagę tę ich niekorzystną sytuację biologiczną. Gdyby mężczyźni cierpieli z powodu podobnego utrudnienia, można się założyć, że w tej chwili mielibyśmy już ustawodawstwo łagodzące jego skutki. Jeżeli przyzna się, że różnice między płciami istnieją, a następnie uznaje za godne potępienia, krzywdzące i niesprawiedliwe - istnieją sposoby, by je wyeliminować. Nie nastąpi to jednak dzięki edukacji, propagandzie czy naukom moralnym. (Przecież od dwóch tysięcy lat główną rolę w zachodniej cywilizacji odgrywa pewna intelektualnie rygorystyczna, moralnie koherentna, dobrze umotywowana filozofia; niemniej pozostało jeszcze nieco do zrobienia, zanim chrześcijaństwo przekona nas do powszechnej miłości bliźniego, zanim wyrzekniemy się zawiści i cudzołóstwa, a „cisi odziedziczą ziemię”.) Jeżeli chcemy wyeliminować różnice między płciami, musimy przede wszystkim użyć środków, które stworzyły te różnice; musimy zmienić biologiczny koktail Stworzenia. Jesteśmy, jak to się mówi, w posiadaniu potrzebnej do tego technologii. Wprowadzimy wyselekcjonowaną spermę do odpowiednich jajeczek w klinicznie czystych warunkach. Po ustaleniu, jaka powinna być nasza społeczna norma (mężczyźni mniej agresy wni albo kobiety bardziej; kobiety mniej wrażliwe na wymagania rodzicielstwa albo mężczyźni bardziej), możemy zaopatrzyć rozwijający się umysł w okresie płodowym w relewantne hormony syntetyczne. Możemy także podjąć decyzję co do odpowiedniego modelu seksualizmu społeczeństwa - możemy dokonać wyboru, czy pozwolimy istnieć homoseksualizmowi, możemy zapewne wyeliminować najskrajniejsze perwersje seksualne, możemy także prawdopodobnie chemicznie przekształcić podwzgórze u mężczyzn i kobiet tak, by doprowadzić do większej zgodności libido obu płci. (Oprócz tej przebudowy mózgu potrzebować będziemy regularnego podawania dodatkowych hormonów albo czynników neutralizujących hormony.) Absurdalność tego wysiłku ilustruje absurdalność całego przedsięwzięcia. Jednakże pełni dobrych chęci politycy i działacze oświatowi są nadal zdecydowani, niechby i przy użyciu mniej drastycznych środków, doprowadzić do zniknięcia stereotypów płciowych. W postępowej klasie szkolnej dzieci czytają o księżniczce zabijającej smoki i ratującej księcia, a książeczki z obrazkami przedstawiają strażaków i kierowców ciężarówek płci żeńskiej. Antyseksistowskie materiały szkoleniowe dla nauczycieli sugerują, żeby zadawać klasie zadania takie, jak napisanie pozbawionego seksizmu wypracowania zaczynającego się od słów: „Nadine włożyła rękawice bokserskie i wstąpiła na ring.” Dziewczynek nie powinno się chwalić za schludność ani chłopców częściej ganić za nieposłuszeństwo - „chyba że ich zachowanie wyraźnie uzasadnia taką reakcję”. „Pozbawione seksizmu nauczanie jest procesem totalnym. Powinno obejmować wszystkie aspekty środowiska szkolnego.”351 Pojawiają się tu dwa problemy. Po pierwsze, wiąże się to w sposób nieunikniony z mówieniem kłamstw pod szyldem oświaty - a co gorsza, będą one namacalnie rozpoznawane przez dzieci jako kłamstwa. Po drugie, „proces totalny” wydaje się pozostawiać niewiele czasu na naukę czegokolwiek innego. Najbardziej chyba bezmyślnym przykładem zacierania odmienności płciowych jest edytor tekstów, który automatycznie wstawia „albo ona” po każdym napisanym przez użytkownika „on”. Zapewnia to automatyczną likwidację seksizmu w pisaniu: ostateczne mechaniczne usymbolicznienie całej kwestii. Jeżeli tym, o co się kłopoczemy, jest sprawiedliwość społeczna - a powinniśmy się o nią kłopotać - nieskończenie bardziej sensowne zdaje się zreformowanie naszego systemu edukacyjnego tak, by uznawał podstawowe różnice miedzy płciami i się do nich adaptował. Jeśli równość szans cokolwiek znaczy, to z pewnością znaczy ona jednakowe szansę na indywidualną samorealizację. Alternatywą jest system przeszkód, w którym dzieci najzdolniejsze przymusowo nauczane są mniej albo na czas egzaminu otrzymują pióra wymagające napełniania atramentem co dziesięć minut. Istnieją praktyczne sposoby, dzięki którym możemy do pewnego stopnia przywrócić równowagę biologiczną. Jeśli szczerze chcemy zachęcić kobiety do inżynierii i uczynić matematykę dostępniej szą dla dziewcząt w szkole, możemy z pewnością znaleźć metodę uczenia jej w sposób lepiej przystosowany do kobiecego mózgu. Być może nie będzie to w pełni skuteczne, ale można by w ramach eksperymentu wprowadzić metody bardziej werbalne, a mniej symboliczne - matematyka bez tablicy. Ze względu na relatywną obojętność kobiet wobec przedmiotów, ich budowy i zasad funkcjonowania, a biorąc także pod uwagę kobiecą skłonność do tego, co osobiste i zbiorowe, być może należy zachęcać dziewczynki w bardzo wczesnym wieku do badania struktury i działania urządzeń mechanicznych raczej w grupach niż indywidualnie. Mamy przecież dowód na to, że dzieci mogą przezwyciężyć początkowe upośledzenie: chłopców krzywdzi w pierwszych latach szkoły edukacja nieświadomie nastawiona na potrzeby dziewczynek. Jednakże w końcu uczą się czytać, pisać i mówić płynnie, ponieważ nastają na to ich rodzice, którzy się martwią jeśli nie nabywają oni tych umiejętności we wczesnym wieku. Ale „podobny nacisk nie skłoni kobiety, by poznała relacje przestrzenno-mechaniczne. Tak więc osobnik płci męskiej przezwycięża początkowe upośledzenie szkolne, ale gdy program nauczania wymaga określonych umiejętności przestrzennych, osoba płci żeńskiej może być już za stara, by je nabyć.”352 Nad tą sprawą powinni się zastanowić specjaliści od oświaty. Ale jedno jest pewne - nic się nie zmieni, jeśli nauczyciele trwać będą w złudzeniu, że dziewczęta są z natury matematykami, a ich talenty są tłumione przez pewien rodzaj powszechnej w społeczeństwie etyki matematycznej o charakterze macho, której wpływ, zdumiewającym zbiegiem okoliczności, wydaje się korespondować z przypływami i odpływami dziewczęcych hormonów. Dopiero uznając te różnice możemy zacząć je kompensować. Jeżeli, na przykład, przyznamy, że chłopcy są z natury bardziej niesforni, samolubni, agresywni i dominujący niż dziewczęta, możemy próbować modyfikować ich naturę poprzez przykład, ograniczenią kary lub przekupstwo. Ale musimy najpierw zaakceptować, że chłopcy będą chłopcami, a jeśli tego zapragniemy, ich naturalna charakterystyka będzie musiała zostać zmieniona. Ale, jak już powiedzieliśmy, książka nasza nie jest zbiorem zaleceń - z wyjątkiem tego jednego, byśmy zaakceptowali to, jacy jesteśmy, zanim zaczniemy się spierać, jacy powinniśmy być. Ignorujemy różnice płciowe w mózgu, ryzykując tym samym pomieszanie biologii z socjologią i myślenia życzeniowego z faktami naukowymi. Pytanie nie brzmi: „Czy istnieją różnice między mózgami?”, lecz raczej: „Jaka będzie nasza reakcja na te różnice?”353 Albo, jak to sformułowała dr Alice Rossi, amerykański socjolog: Ideologia, która nie staje twarzą w twarz z tym podstawowym problemem, jest ćwiczeniem w myśleniu życzeniowym, a nauka społeczna, która nie stawia mu czoła, jest jałowa.354 Ignorowanie różnic niesie z sobą jeszcze jedno ryzyko - że powodować będzie głęboki i niepotrzebny gniew oraz frustrację. Bo ca będzie, jeśli zostaniemy wychowani w przekonaniu, że wszystkie kobiety i wszyscy mężczyżni są zdolni do doskonałości w każdej dziedzinie, a potem stwierdzimy - a tak z pewnością będzie - że to nie jest prawda? Kobiety niemal na pewno nie osiągnęły wszystkiego, co są w stanie osiągnąć. Mogą jednakże nadejść czasy, kiedy wszystkie ograniczenia społeczne znikną, wszystkie uprzedzenia zostaną zlikwidowane, a kobiety nadal nie będą dawały sobie rady „tak dobrze” jak mężczyźni. Tak właśnie stało się w przypadku stabilizacji wyników kobiet i mężczyzn w tenisie i biegu maratońskim. Jeśli chodzi o przepaść między płciami, to „w żadnym sporcie wymagającym siły, skakania i rzucania nie doszła do istotnego jej zmniejszenia, poza sytuacjami, kiedy kobiety zmaskulinizowały swoje ciała za pomocą sterydów [...]”. Tak więc, przy najlepszych wysiłkach wszystkich zainteresowanych, może nadal dziać się tak, że mężczyźni będą technokratami, mechanikami i wynalazcami w naszym społeczeństwie - 99% zgłaszanych dziś wniosków patentowych rejestrowanych jest przez mężczyzn i trudno przewidzieć, co mogłoby zmniejszyć tę liczbę do 50%. Zupełnie możliwe, że okaże się, iż obecny podział pracy wśród zatrudnionych odpowiada naturalnym predyspozycjom, nie jest natomiast sztucznym zniekształceniem tkwiących w nas możliwości. Być może jest prawdą, że kobiety byłyby lepszymi neurochirurgami niż mężczyźni, a z pewnością jest prawdą, że w przeszłości nie było wielu kobiet neurochirurgów, ponieważ był to zawód męski. Ale by osiągnąć najwyższy poziom w zawodzie o takim charakterze, konieczne jest skoncentrowanie się na pragnieniu, by być w czołówce, a na każdą kobietę, która rzeczywiście chce być w czołówce neurochirurgów, zawsze przypadać będzie dziesięciu mężczyzn, którzy także naprawdę chcą być najlepsi. Można usunąć każdą przeszkodę na drodze do sukcesu, ale nie można zagwarantować, że ludzie rzeczywiście tę drogę wybiorą. Można zachęcać w dążeniu do czegoś, ale nie można podawać ambicji w zastrzykach. Tak czy inaczej, większości ludzi, tak kobiet, jak i mężczyzn, nie udaje się wejść do czołówki. Sukces zazwyczaj wymaga mieszaniny talentu i agresji, a jest to kombinacja nader rzadka. Większość mężczyzn jej nie ma - bardzo, bardzo niewielu jest dostatecznie utalentowanych, by zostać wybitnymi uczonymi, kapitanami przemysłu, premierami czy prezydentami. Większość kobiet także pozbawiona jest tego nieuchwytnego połączenia. A dodatkową przeszkodę stanowi dla nich fakt, że te ich odmienności, które mogą zapewnić im obfitość talentów, zazwyczaj nie obdarzają ich agresywnością, ambicją ani obsesyjną dążnością konieczną do jego ostatecznej realizacji. W rzeczywistości kobieta polityk ma równie silną motywację jak jej męski odpowiednik, podobnie jak kobieta mierząca metr dziewięćdziesiąt jest równie wysoka jak mierzący metr dziewięćdziesiąt mężczyzna - i, oczywiście, równie rzadko spotykana. Zdanie, że „kobiety i mężczyźni inwestują swój ludzki kapitał odmiennie”355, jest znaczące. Dla większości kobiet sukces materialny i zawodowy jest relatywnie nieistotny - życie to coś więcej niż wspinanie się po szczeblach kariery. To nie oddziaływanie społeczeństwa doprowadziło je do sformułowania tego doskonałego, rozsądnego i uczciwego spostrzeżenia. W rzeczywistości w tej chwili największy wpływ mają kobiety, które odniosły sukces, a one twierdzą, że ich towarzyszki powinny się czuć winne, iż nie idzie im lepiej. Niektóre feministki twierdzą, że różnice między kobietami i mężczyznami mogą zostać zmniejszone przez rozmyślne „odkształcenie” społeczeństwa. Kobiety i mężczyźni mogliby, na przykład, współzawodniczyć w maratonie na równych warunkach i z takim samym sukcesem, jeśli linia mety dla kobiet byłaby o 11 % bliżej linii startu. Na tym w końcu polega aktywna polityka w zakresie działań popierających kobiety i mniejszości (affirmative action) i może to być bardzo rozsądna strategia. To, co chcemy osiągnąć, to nie rekompensata, ale poprawa pozycji kobiet, tak by społeczeństwo stało się wobec nich sprawiedliwe; w gruncie rzeczy najlepszą drogą do osiągnięcia tego celu jest mianowanie na ważne stanowiska kobiet, które są w tej pracy gorsze od konkurujących z nimi mężczyzn.356 Argumentacja ta opiera się na założeniu, że więcej kobiet będzie sobie dobrze dawało radę, kiedy zobaczą, jak dobrze kobiety mogą sobie dawać radę - bo niewątpliwie, jeśliby kobiety mogły osiągnąć wysokie stanowiska bez konieczności walki o nie, wykonywałyby swoją pracę znakomicie. Sztucznie wprowadzone wzory ról poszerzyłyby horyzonty kobiecych aspiracji. Byłoby to, oczywiście, niesprawiedliwe wobec mężczyzn, ale niektórzy znowu powiedzieliby, że mężczyźni byli niesprawiedliwi wobec kobiet przez bardzo długi czas, a tak w końcu nastąpi sprawiedliwy przydział niesprawiedliwości. Sztucznie wprowadzony system limitów powodowałby pewne zmniejszenie wydajności. Tylko około jednej piątej amerykańskich dziewcząt w pierwszych klasach szkoły podstawowej osiąga wyniki równe przeciętnym wynikom chłopców w testach zdolności przestrzennych37 - a według US Employment Service wszystkie rodzaje inżynierii i większość zawodów związanych z nauką i techniką wymaga zdolności przestrzennych na poziomie najlepszych 10% populacji. Musielibyśmy więc zgodzić się na samochody i statki kosmiczne, które byłyby jeszcze gorzej zaprojektowane niż obecnie. Czy pozwolilibyście swoim dzieciom latać linią lotniczą affirmative action? Ale zanim udamy się tą drogą za daleko - a społeczeństwo Zachodu już nią pewien kawałek przeszło i znajduje się pod presją, by pójść dalej - być może powinniśmy sobie zadać następujące pytanie: czy nie jest możliwe, lub choćby wyobrażalne, że mamy już społeczeństwo, w którym każdy, kto chce być wybitnym inżynierem i każdy, kto ma zdolności, by być wybitnym inżynierem, może już prawdopodobnie być wybitnym inżynierem? Czy nie osiągnęliśmy poziomu dającego kobietom edukację rzeczywiście równą edukacji mężczyzn, a one po prostu nie chcą naśladować mężczyzn w ich dążeniach? I jeżeli cokolwiek przeciw takiemu naśladowaniu przemawia, to są to raczej trudności finansowe, a nie wynikająca z płci deprywacja? Że być może smok, którego należy zabić, to nie uprzedzenia płciowe, ale dobre, stare społeczne upośledzenie? Zanim jednak Święty Jerzy pod kobiecą postacią weźmie się do dzieła, warto zapytać, czy ta misja jest rzeczywiście potrzebna - czy smok nie jest przypadkiem widmem. W końcu taka miara wartości - moja praca jest ważniejsza niż twoja - to w zasadzie sport męski, a większość kobiet nie brała go nigdy zbyt poważnie. Ostatecznie możliwe jest, że samice szczurów osiągają gorsze wyniki w labiryncie dlatego, że wyścigi szczurów nie są najprzyjemniejszym zajęciem, w jakim można uczestniczyć. Większość kobiet wykonuje ogromną pracę w domu, a większość mężczyzn wykonuje inny rodzaj pracy w biurze albo w fabryce i naprawdę jeden rodzaj pracy nie jest koniecznie „lepszy” od drugiego. Tak się dzieje, że jeden z nich jest płatny, ale nie powinno to czynić tej właśnie pracy bardziej zaszczytną. Prostytutki są opłacane, ale nie uznajemy przez to ich pracy za lepszą od pracy matek. Istnieją praktyczne przyczyny, dla których kobiety i mężczyźni nie mogą podejmować tej samej pracy. Nie ma natomiast powodu, dla którego nie moglibyśmy cenić odmiennej pracy kobiet i mężczyzn jednakowo. Dowodzono już, że podczas gdy mężczyźni opłacani są za swą zdolność przekształcania wiedzy z dziedziny mechaniki w skomplikowane budowle i maszyny, kobiety powinny być docenione za swoje umiejętności w rozumieniu i przewidywaniu ludzkich działań oraz za swoje zdolności do wyczuwania motywów i emocji. „Tak umiejętności w komunikowaniu się, jak i umiejętności przestrzenno-mechaniczne - jeśli użyte logicznie i inteligentnie — są równie niezbędne dla zachowania ludzkiej cywilizacji.”358 Moglibyśmy zatem spróbować znaleźć w świecie biznesu sposób na to, by cenić i wykorzystywać umiejętności percepcji, w których przodują kobiety. W jaki dokładnie sposób ten wyjątkowy wkład miałby zostać wykorzystany i rozwinięty - jest już nieco mniej jasne. Jest w tej chwili natomiast pewne, że nawet w inteligentnych, pozbawionych seksizmu przedsiębiorstwach kobiety są zwykle awansowane zależnie od tego, w jakim stopniu potrafią uczestniczyć w męskiej grze i tłumić swoje specyficzne kobiece umiejętności. Istnieje niebezpieczeństwo, że kobieta zyska podziw swoich kolegów i przełożonych płci męskiej ze względu, na przykład, na to, że stawia firmę ponad obowiązki domowe (w końcu jak często mężczyźni szukają porady, jak pogodzić małżeństwo i karierę zawodową?). Ale walory kobiet w sferze emocjonalnej są same w sobie korzystne i nie powinny być odsuwane na plan dalszy dla rzekomego dobra firmy. Myśląca firma powinna zadać sobie pytanie, dlaczego marnuje wyjątkowe umiejętności 50% swoich pracowników i jak mogłaby na nich zyskać. Nie potrafi wykorzystać podstawowej przewagi kobiet, jaką jest ich wiedza i rozumienie świata ludzi. W przypadku nie wynagradzanej pracy w gospodarstwie domowym jej wartość musi być doceniana przez mężczyzn, ale, co ważniejsze, także przez same kobiety. Nie traktujemy jej tu w prymitywnych kategoriach wartości pieniężnej ścielenia łóżka, robienia zakupów i karmienia piersią ale w relacji do poczucia własnej wartości, które można wyrazić tylko w podstawowej walucie, jaką jest zadowolenie i satysfakcja. Levin pisze (z odrobiną przesady), że „można przeczytać całość feministycznego pisarstwa nie dowiadując się, że większość kobiet znajduje największą satysfakcję w macierzyństwie”359. Większość kobiet nie tylko znajduje więcej radości w rodzicielstwie niż większość mężczyzn, ale też lepiej się one w tej roli spisują. Są niewątpliwie lepiej do rodzicielstwa przygotowane. Karmienie, ubieranie i kształcenie następnej generacji jest zadaniem równie szlachetnym co zarabianie pieniędzy, którymi płaci się za żywność, odzież i naukę. Jest ono też, w ostatecznym rachunku, równie satysfakcjonujące, ale większość mężczyzn musi poczekać, aż zostaną dziadkami, aby docenić ten fakt. Ktoś mógłby sądzić, że napisaliśmy tu usprawiedliwienie konserwatyzmu i utrzymywania status quo w odniesieniu do płci - i byłby w błędzie. Nie uświęcamy tego, co naturalne, jedynie dlatego, że jest biologicznie prawdziwe. Mężczyźni, na przykład, mają naturalną skłonność do zabijania i promiskuityzmu, co nie jest receptą na szczęśliwe trwanie społeczeństwa. Jeśliby ta książka miała być przepisem na cokolwiek - choć nie taki jest nasz zamiar - to chyba na radykalne przemyślenie stosunków między płciami, stosunków, które możemy nareszcie oprzeć na faktach, a nie na teorii. Bogatsi o wiedzę o tym, kim jesteśmy i dlaczego, możemy oczyścić pejzaż z mnóstwa nonsensownych uprzedzeń. Nie mają, na przykład, sensu prawa i teorie edukacyjne zaprzeczające istnieniu różnic między płciami i równocześnie starające się je zacierać. Możemy też oczyścić atmosferę z wzajemnych kpin i zarzutów. Kobiety nie powinny oskarżać mężczyzn o swoje rzekome niepowodzenia, a mężczyźni nie powinni obawiać się ani wyśmiewać kobiet próbujących pobić ich w ich własnej grze. A kiedy atmosfera zostanie oczyszczona, możemy mieć nadzieję, że mężczyźni i kobiety będą bardziej szczerzy co do swych prawdziwych uczuć i że będą naprawdę sobą. Odetchną z ulgą, że nie muszą już dążyć do nieuchronnego rozczarowania czymś, co w głębi duszy i tak uważają za daremne i iluzoryczne. Wyzwoleni przez szczerość, a nie uwięzieni w samooszustwie, odważą się ustalić własną równowagę między miłością i ambicją, czułością i dążeniem do sukcesu. Możemy mieć nadzieję, że nastąpi kres sloganów, bo slogany nie zmieniają faktów, ustanie jałowy pościg za sztuczną równością; że odstąpimy od mozolnego i nienaturalnego procesu zaprzeczania, a zamiast tego cieszyć się będziemy naszym naturalnym ,ja”. Możemy mieć nadzieję na rozkwit nowego typu związków między kobietami a mężczyznami, na świętowanie różnicy.
anonim2013.12.15 12:33
@habukak Po Twoim wpisie widać od razu jaki jesteś napalony. Właśnie tak agresywnie reagują fanatyczni obrońcy tzw.gender - zarzucić bezpodstawnie kłamstwo i wywindować ideologię gender do miana czegoś wartościowego skoro uważasz, że jeśli nie trawię tego typu tekstów, to nie mogę niczego innego czytać. Powtarzam: to CHŁAM, do którego nawet nie podam linku, a kto chce niech se poszuka.
anonim2013.12.15 14:00
A czym się ma zajmować? Płaceniem podatków? Bezpłatnym leczeniem? Czyszczeniem swoich szeregów? Wspomaganiem ubogich ze SWOJEJ kieszeni? Chyba żartujecie ...
anonim2013.12.15 14:31
@Zanarkand Proszę przejrzeć moje wcześniejsze wpisy. To że Śląsk, poznańskie odrzucają gender to fakt. Rodzice po zapoznaniu się z tą doktryną, nie życzą sobie jej w przedszkolach. A więc czy to jest wina Frondy, nie. To jest zdrowe podejście rodziców w obronie swoich dzieci. Wy mówicie swoje, my swoje, społeczeństwo wybiera. Mogę też podać, jak w Niemczech rodzice zostali ukarani więzieniem, że nie zgodzili się na przymusowe uczenie gender dziecka w przedszkolu. W waszym programie (równościowym) jest przymus w stosunku do dzieci. Więc nawet nie śmiejcie pisać, że jest to uczciwe, demokratyczne wobec niewinnych dzieci. Idź się wypłakać gdzie indziej, na tym portalu na łzy nas nie nabierzesz.
anonim2013.12.15 15:33
@swojski_lewak "1000 lat ewangelizacji na nic. przyszło jakieś gender" Dżemder "umrze" wcześniej jak ty.
anonim2013.12.15 15:48
@Tonia Tak, tak, a tobie bardzo zleży na uczciwej ewangelizacji.
anonim2013.12.15 20:18
@Zanarkand Dlaczego udajesz idiotę że nie rozumiesz o czym tu piszą. W tym poradniku jest więcej pouczeń jak łamać wolę dzieci. A może jesteś tak bardzo nierozgarnięty że nie rozumiesz. Program deprawacji i seksualizacji dzieci w przedszkolu. Jest to oficjalna strona Fundacji Edukacji Przedszkolnej. http://www.maleprzedszkola.pl/Pobieralnia Poradnik dla nauczycieli str. 24 Oto fragment "Równościowego przedszkola": "Po pół roku w przedszkolu czterolatek dostaje płeć. Odgórnie, bez możliwości zmiany, nagięcia, bez szans na rys indywidualny. Wpływ domu jest bez znaczenia. Posyłasz do przedszkola miłą androginiczną istotę nieświadomą wartości metek; której obojętne jest, czy wkłada majteczki w wyścigówki, czy z kokardkami, o ile tylko nie spadają ani nie wbijają się w pupę. (...) A kogo odbierasz? Dziewczynkę w różowej baletowej spódnicy (zdejmowanej wyłącznie do snu i kąpieli), w białych skarpetkach z falbanką (mogą być brudne), świadomą swoich umiejętności i możliwości (...). Jeśli posłałaś do placówki chłopca, odbierasz chłopca. (...) Dziś chłopiec prosi o T-shirt ze Spidermanem i transformersa, choć Bóg ci świadkiem, nawet nie pomyślałaś, by dziecko o istnieniu Spidermana poinformować. Twój pięciolatek rechocze grubym głosem i informuje cię, że chłopaki nie bawią się z dziewczynami. Dlaczego? Nie, bo nie".
anonim2013.12.15 20:52
Zgoda na to, że Kościół musi także zwracać uwagę na doraźne zagrożenia i bolączki. Jednak musi być zachowana właściwa proporcja: fundamentem nauki Kościoła jest Ewangelia, mówiąca o usprawiedliwieniu człowieka przez wiarę w Chrystusowe Odkupienie i związana z tą Ewangelią tradycja. Zaś wszelkie bieżące bolączki należy brać pod rozwagę, ale tylko w kontekście niewystarczającego odniesienia ludzkiego życia do przekazu Dobrej Nowiny.
anonim2013.12.15 21:24
@Tonia Czy nie lepiej poczytać oficjalnych dokumentów KK. Przynajmniej będzie większe prawdopodobieństwo że nie zbłądzisz. http://chomikuj.pl/nbogdanus/E-BOOKI+KATOLICKIE BIBLIA TYSIĄCLECIA Z KOMENTARZAMI KATOLICKA NAUKA SPOŁECZNA 1775 - 2009