14.11.18, 18:37Adam Jones, Flickr.com

Jak władza wykrada Białorusinom ich tożsamość

Podczas gdy Polska hucznie świętuje 100. rocznicę odzyskania Niepodległości, przywództwo Białorusi o ogłoszeniu w marcu 1918 roku Białoruskiej Republiki Ludowej woli nie pamiętać. Z pompą za to obchodziło stulecie setnej rocznicy powstania Komsomołu, komunistycznej organizacja młodzieży w Związku Radzieckim.

Przypomnijmy, że celem powstałego w 1918 roku Komunistycznego Związku Młodzieży, była indoktrynacja młodzieży w Związku Radzieckim ideałami komunistycznymi.

Jak przypomina białoruski politolog Paweł Usow na portalu belaruspartisan.by, dziś, wszystko to co sowieckie stało się integralnym elementem „ruskiego miru”, a kultywując sowiecką spuściznę, Moskwa infekuje swoją ideologię. Jednak ani Łukaszenka, ani jego otoczenie zdają się tego nie zauważać.

Zachowują się tak, jakby właśnie ta organizacja i to wydarzenie były czymś znaczącym i istotnym dla rozwoju białoruskiego państwa, świętym dla białoruskiego społeczeństwa, jakby to „świętowanie” miało służyć wzmocnieniu narodowych tradycji i świadomości narodowej, umacnianie suwerenności kraju.

Tymczasem Komsomoł i inne organizacje, święta, symbole związane z ZSRR, są po prostu zaprzeczeniem białoruskiego państwa narodowego. Nic dziwnego, że obecny rząd przywiązuje taką wagę do całego Związku Radzieckiego, uważa się przecież za spadkobiercę kraju radzieckiego i święcie przestrzega wszystkich tradycji politycznych.

Na Białorusi nie ma narodowej elity politycznej, klasa rządząca nie dostrzega więc zagrożenia płynącego z sowiecko-ruskich wpływów i ich obecności w przestrzeni informacyjnej kraju.

Zresztą o czym my mówimy, jakie może być zagrożenie, gdy w kontekście intensywnych ataków hybrydowych Rosji na kraje regionu, prezydent Białorusi publicznie oświadcza, że ​​białoruska Mohylewszczyzna jest kawałkiem rosyjskiej ziemi! Podobnie Grodno i Ziemia Brzeska.

Ale tu chodzi o coś więcej. Kultywowanie sowieckiej, komunistycznej pamięci na Białorusi zawiera praktyczne narzędzia polityczne mające na celu całkowitą kontrolę i przejęcie rządu dusz.

Po pierwsze, wszystko co białoruskie i narodowe zachowuje nie tylko oryginalność i obiektywną przeciwwagę dla Rosji i jedności z nią, ale także umiłowanie wolności i demokracji. Co oczywiście stoi w sprzeczności z interesami grupy rządzącej. Wzmacniając bowiem ducha Związku Radzieckiego w świadomości społeczeństwa, władze usuwają ideologiczne zagrożenia dla białoruskiego autorytaryzmu, a raczej sowieckiego autorytaryzmu na Białorusi.

Po drugie, sowieckość narzuca posłuszeństwo, posłuszeństwo autorytetowi władzy, kultowi samej władzy i silnej ręki, odrzuca indywidualność i pochwala masowy charakter i ofiarność w imię interesów państwa. Osobowość jest niczym, to państwo i kolektyw jest wszystkim.

Na takich właśnie fundamentach zostało zbudowane współczesne państwo, i według ww. zasad działają stworzone przezeń ruchy, organizacje, instytucje, cały jego mechanizm..
Przykładem niech będzie robiące furorę w białoruskiej sieci, opublikowane niedawno video, które pokazuje jak w jednym z mińskich gimnazjów zmusza się uczniów do wstępowania w szeregi Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży (BRSM) czyli współczesnego komsomołu.

Przymus to narzędzie niezbędne do sprawnego i skutecznego funkcjonowania obecnego rządu. Nauczycielce zmuszającej do przystąpienia w szeregi BRSM grozi raczej upomnienie za to, że nie podniesie poziomu członkostwa do 100%, niż za presję wobec dzieci w wieku szkolnym. Zwłaszcza, jeśli prezydent powiedział, że dzieci trzeba wychowywać za pomocą pasa.

No bo jeśli nie poradziła sobie z tym prostym zadaniem (to znaczy nie zmusiła uczniów szkół średnich do przyjęcia formalnego członkostwa), to jak poradziłaby sobie z procesem oszustwa wyborczego? Obecna szkoła i nauczyciel na Białorusi to narzędzia polityczne, źródło autorytaryzmu i jego żywotności.

Szkoła białoruska nie może być inna. Temu państwu inna szkoła nie jest potrzebna. Szkoła powinna wbijać w głowy uczniów państwo, a przeciętny obywatel od najmłodszych lat musi stale doświadczać siły państwa, która jest w stanie go zgiąć, złamać.

Aby sformować potrzebnego i posłusznego obywatela, trzeba go stale pozbawiać możliwości wyboru i zaganiać go, a to do Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży, a to na subotniki (czyny społeczne) w dniach wolnych od pracy, na parady, na wybory (przedterminowe naturalnie, żeby łatwiej było je fałszować), do kołchozów, do armii, do pracy (na Białorusi obowiązuje przydział pracy). W ten sposób wykuwane jest w narodzie polityczne posłuszeństwo, nawyk, brak inicjatywy, zależność. Cofnięcie tego wszystkiego będzie niezwykle trudne.

Najważniejsze jednak jest to, że szkoła krok po kroku „krępuje osobowość”, niepostrzeżenie go niszczy. Dzieje się tak poprzez akceptację, zgodę na małe, niepotrzebne rytuały, często głupie i absurdalne, wbrew przekonaniom i zdrowemu rozsądkowi, logice: przyjmij legitymację członkowską, to cię do niczego nie zobowiązuje, idź do urn, i tak już za ciebie zagłosowali, itd…

W rezultacie, zgadzając się na udział w takich pustych rytuałach, człowiek zdradza samego siebie, pozwala państwu wykraść jego tożsamość.

źródło: Kresy24.pl