03.07.14, 14:08"Nam chodzi tylko o to, aby nie zachęcać dzieci do seksu" (fot. Stop pedofilii)

Kaja Godek dla Fronda.pl: Nam chodzi tylko o to, aby nie zachęcać dzieci do seksu

Portal Fronda.pl: Komitet inicjatywy ustawodawczej "Stop pedofilii" złożył wczoraj w Sejmie projekt, przewidujący kary za "publiczne propagowanie lub pochwalanie podejmowania przez małoletnich poniżej 15. roku życia zachowań seksualnych lub dostarczanie środków ułatwiających im podejmowanie takich zachowań". Pod projektem podpisało się 250 tys. osób, więc lewicowe media już podniosły larum, że chcecie państwo karać więzieniem za edukację seksualną. O co dokładnie chodzi w projekcie?

Kaja Godek: Proponowany zapis mówi o karze dwóch lat pozbawienia wolności za pochwalanie podejmowania zachowań seksualnych przez nieletnich. To jest istota problemu. Nam chodzi tylko o to, aby nie zachęcać dzieci do seksu, nie dostarczać im środków, które ułatwiają zachowania seksualne, bo seks jest dla osób dojrzałych, a dzieci jeszcze nimi nie są. Kodeks karny bardzo jasno to precyzuje, zabraniając współżycia z osobą poniżej 15. roku życia. Jest pewien brak logiki w tym, że taki zapis jest w kodeksie, a grupy edukatorów zajmują się uczeniem dzieci tego, w jaki sposób uprawiać seks. To jest jaskrawa sprzeczność.

Inicjatorzy projektu często powołują się na doświadczenia krajów zachodniej Europy.

Bo te doświadczenia pokazują, że nauczenie dzieci seksu prowadzi do rozbudzenia erotycznego dzieci, z czym one sobie po prostu nie radzą. Przecież co chwila media donoszą, że jakiś nastolatek zgwałcił swoją kilkuletnią siostrę czy koleżankę. To pokazuje, że dzieci nie radzą sobie z takim rozbudzaniem erotycznym, a finał tego bywa tragiczny. W Polsce jesteśmy bogatsi o doświadczenia krajów, które wprowadziły u siebie edukację seksualną. Jakie cele zakładali sobie edukatorzy? Zmniejszenie liczby ciąż wśród nieletnich, niższy odsetek aborcji, bardziej odpowiedzialne zachowania... To się absolutnie nie sprawdza – w Wielkiej Brytanii w 2010 roku blisko 500 nastolatek poddało się aborcji po raz trzeci lub kolejny. To niebity dowód na to, że podawane opinii publicznej cele edukacji seksualnej są kompletną fikcją.

Ale na edukację seksualną zgadzają się sami rodzice i dyrektorzy szkół.

Edukatorzy seksualni wchodzą do szkół za przyzwoleniem rady rodziców i dyrekcji po uprzednim przedstawieniu konspektów lekcji. W tych konspektach są oczywiście rzeczy, które brzmią bardzo niewinnie, na przykład profilaktyka chorób wenerycznych, profilaktyka AIDS, profilaktyka zachowań przemocowych... Ale już to, co się dzieje na lekcjach, jest zupełnie czymś innym! Często na koniec lekcji z ust edukatora pada zachęta, by dzieci zadawały dowolne pytania. Dzieci chętnie to wykorzystują, pytają o to, co gdzieś usłyszały... Mamy teraz do czynienia z czymś, czego nigdy wcześniej nie było. Jeśli nastolatki przekazywały sobie pewne informacje, to raczej pokątnie, było to przedmiotem wstydu. To było coś krępującego. A dziś podnosi się to do rangi przedmiotu lekcyjnego. Jest to usankcjonowane jako pewna wiedza, którą dzieci muszą otrzymać.

Jednak jakaś wiedza na tematy, dotyczące seksualności jest nastolatkom w pewnym wieku potrzebna. Jak rozgraniczyć ten problem, żeby przekazać to, co niezbędne, ale bez deprawowania?

Rozgraniczyłabym tu dwie rzeczy. Nauczanie o relacjach, życiu w rodzinie może się odbywać w szkole w ramach różnych przedmiotów i niekoniecznie mam tu na myśli "wychowanie do życia w rodzinie", bo to się przecież dzieje przy różnych okazjach. Choć oczywiście warto pamiętać, że pierwszym środowiskiem, w którym dziecko uczy się o relacjach międzyludzkich jest rodzina i tego nic nie zastąpi. Jeżeli w rodzinie takich zdrowych relacji nie zbudowano, to szkoła pomoże w niewielkim stopniu, bo nie jest miejscem, aby takie relacje pokazać. 

Nam chodzi właściwie o bardzo prostą rzecz – by nie zachęcać dzieci do podejmowania współżycia seksualnego. Na pewnym etapie rozwoju człowiek nie jest w stanie połączyć współżycia seksualnego z relacją. Nie da się zbudować poważnego związku poniżej pewnego wieku, a nauczanie technik seksualnych naprawdę nie jest potrzebne nastolatkom. Człowiek jest stworzony w taki sposób, że bez specjalnego instruktażu sobie poradzi. Zresztą, przez tysiące lat istnienia ludzkości nie było edukacji seksualnej i ludzie mieli dzieci.... My nie chcemy zabronić edukacji o relacjach międzyludzkich i o odpowiedzialności za drugą osobę. Jednak to, co oferuje edukacja seksualna opisana w standardach WHO, sprowadza wszystko do technik. W taki sposób głęboko demoralizuje się dzieci i je krzywdzi, bo odbiera im się niewinność, naturalny wstyd, utrudnia panowanie nad sobą, a przecież to wszystko jest później potrzebne, aby wejść w dojrzały, wierny związek.

Rozmawiała Marta Brzezińska-Waleszczyk


Komentarze

anonim2014.07.3 14:26
"Kodeks karny bardzo jasno to precyzuje, zabraniając współżycia z osobą poniżej 15. roku życia. Jest pewien brak logiki w tym, że taki zapis jest w kodeksie, a grupy edukatorów zajmują się uczeniem dzieci tego, w jaki sposób uprawiać seks. To jest jaskrawa sprzeczność." Palikot zmierzał do obniżenia tego wieku .... Jak widać, lewackim działaczom bardzo zależy na dostarczeniu młodych ciał pedofilom. "nauczenie dzieci seksu prowadzi do rozbudzenia erotycznego dzieci" I o to chodzi "edukatorom", aby dzieci jak najwcześniej wchodziły aktywnie w świat seksu. "To było coś krępującego. A dziś podnosi się to do rangi przedmiotu lekcyjnego." Z jednej strony odarcie seksu z jego intymności, a z drugiej... ile dzieci po takich "edukacjach" nabierze do seksu wstrętu? "Na pewnym etapie rozwoju człowiek nie jest w stanie połączyć współżycia seksualnego z relacją." Bo o to chodzi "seksedukatorom", aby te sfery oddzielić i ze współżycia seksualnego, będącego wyrazem wzajemnego, miłosnego oddania się dwóch osób, sprawić codzienną czynność, jak mycie zębów, która żadnych wyższych relacji miedzy osobami ze sobą nie niesie. "Zresztą, przez tysiące lat istnienia ludzkości nie było edukacji seksualnej i ludzie mieli dzieci.... " Przyszli "seksedukatorzy" i będzie seks, ale nie będzie dzieci... I pewnie w całej tej "seksedukacji" o to chodzi.
anonim2014.07.3 14:36
Cytat: ''Często na koniec lekcji z ust edukatora pada zachęta, by dzieci zadawały dowolne pytania. Dzieci chętnie to wykorzystują, pytają o to, co gdzieś usłyszały... Mamy teraz do czynienia z czymś, czego nigdy wcześniej nie było. Jeśli nastolatki przekazywały sobie pewne informacje, to raczej pokątnie, było to przedmiotem wstydu. To było coś krępującego. A dziś podnosi się to do rangi przedmiotu lekcyjnego.'' Czyli nie chodzi o to, żeby dzieci nie wiedziały nic o seksie, tylko żeby oficjalnie nie mogły się niczego dowiedzieć. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Coś jak z aborcją. Bez problemu można jej dokonać w Polsce, ale OFICJALNIE jest zabroniona, więc problemu nie ma. Czy pani Godek działa na zlecenie Bravo? Bo rozumiem, że stamtąd nastolatki mają czerpać wiedzę. Cytat II: ''Człowiek jest stworzony w taki sposób, że bez specjalnego instruktażu sobie poradzi. Zresztą, przez tysiące lat istnienia ludzkości nie było edukacji seksualnej i ludzie mieli dzieci....'' Przez wieki nie było też np. antybiotyków, a jednak ludzkość przetrwała. A co do tego, że edukacja rozbudza dzieci i gwałcą później siostry/kuzynki, to wnioskuję, że siostra Bernadetta musiała przez lata prowadzić w swoim ośrodku poszerzony kurs edukacji seksualnej, bo gwałty były na porządku dziennym.
anonim2014.07.3 15:18
pedałów nie brakuje ale to chore osoby i trzeba je izolować
anonim2014.07.3 16:38
Lewaków trzeba karać nie za edukację seksualną a za deprawację seksualną dzieci. Doświadczenia historyczne mówią nam że tradycyjne wychowanie dzieci jest najlepszym wychowaniem społecznym. Trzeba mówić o tym, że w Wielkiej Brytanii pod wpływem edukacji seksualnej typu B, dzieci dokonują gwałtów na dziewczynkach.
anonim2014.07.3 17:57
@gurb … „ Jesli chcialby, zebysmy sie rozmnazali przez paczkowanie, to zorganizowalby to wszystko inaczej ?” Zapewne. Ale jest jak jest i widocznie jest to dla nas dobre, jeśli nasz sposób rozrodu jest taki jaki jest. „ A moze stworca jednak nie byl zbyt bystry i stworzyl cos, czego my, jego twory, naprawde musimy sie wstydzic i co uwazamy za krepujace ? Doprawdy, nie widzicie idiotycznych sprzecznosci w Waszym mysleniu ?” Zapomniałeś wspomnieć o jeszcze jednej sprawie – intymności. Intymność pewnych naszych zachowań sprawia, że wykonując je publicznie odczuwamy wstyd, zażenowanie, skrępowanie itd. Z tego względu nie „walimy kupy” na środku chodnika, gdy nas przypili taka potrzeba, ani faceci nie sikają z chodnika na jezdnię, gdy po paru piwach „pękają” im pęcherze. Tak samo nie współżyjemy seksualnie na trawnikach, ani do dobrego wychowania nie należy publiczne obmacywanie się „tu i ówdzie”. Powszechne jest również osłanianie części intymnych człowieka, co zachodzi we wszystkich kulturach, i zachodziło nawet w tych prymitywnych, które nie miały szans na kontakt ze współczesną cywilizacją (znajdowano takie w puszczach Amazonii, czy Afryki). Trudno zatem powiedzieć, że to poczucie wstydu jest li tylko narzuconą przez wychowanie chrześcijańskie normą, bo istnieje również w tych kulturach, które z chrześcijaństwem nie miało, albo długo nie miało nic wspólnego. Skoro tak, to wstyd jest normą dla człowieka, jest czymś naturalnym. Jeżeli ktoś wierzy w Boga, to przyjmuje to jako wynik grzechu pierwszych rodziców, kiedy to po spożyciu owocu z drzewa poznania dobrego i złego, poznali, że są nadzy i się skryli ze wstydu przed Bogiem. Jeżeli ktoś wierzy li tylko w ewolucję, to powinien fakt istnienia wstydu przyjąć jako ewolucyjne dobro, które jest nierozerwalnie związane z człowiekiem jako takim . (Zwierzęta się swoich zachowań nie wstydzą). Jeżeli wstyd jest ewolucyjnym dobrem, który pozwolił na ukształtowanie się naszych ludzkich cech, to próba jego wyeliminowania w najistotniejszych dla człowieka jego egzystencji sprawach począwszy od sikania skończywszy na seksie, jest próbą barbaryzacji zwyczajów, których utrwalenie spowoduje, że w tych sferach przestalibyśmy się specjalnie różnić od zwierząt. To byłaby degradacja rodzaju ludzkiego do poziomu zwierząt, co zresztą jest podejmowane całkiem na serio przez różne „animal studies”, których celem jest zrównanie statusu człowieka i zwierzęcia. Jesteśmy ludźmi. Dlatego publicznego wykonywania pewnych rzeczy się wstydzimy, ze względu na ich szczególną intymność, w szczególności aktów miłosnych, które dodatkowo, jako ludzie, otaczamy szczególną estymą, jako wyraz szczególnej więzi międzyludzkiej, wyraz miłości.
anonim2014.07.3 22:26
To zdjęcie z homosiami się przewija od lat we wszystkich artykułach. A ten artykuł nawet nie jest związany z homoseksualizmem....
anonim2014.07.4 15:18
@ukulele.... Z ciebie to jakiś niezły maniak seksualny...
anonim2014.07.4 15:47
@czszcz51 ... "Tak rozumiana intymność czy wstyd to wynalazek całkiem nowy." Nawet jeśli nowy, na co zachowane antyczne rysunki raczej nie wskazują, to jest w jakimś stopniu cechą cywilizowania się człowieka. "Jeszcze w wieku XVI załatwianie potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie było normą." Przeniosłeś się wehikulem czasu i ich podglądałeś? Wiedz, że toalety, czyli miejsca pewnych "niepachnących" czynności, istniały już na długo przed Rzymianami, a pierwsza znana toaleta powstałaby 4500 lat temu w Mohendżo Daro, czyli w dolinie Indusu. "Stosunek do nagości też się radykalnie zmienia." Po prostu się zmienia w zależności od aktualnie panującej mody. Ale nawet dzisiaj, za paradowanie nago po mieście, mógłbyś być zatrzymany i skazany za nieobyczajne zachowanie.