04.09.18, 07:15

Łukasz Warzecha: Kto przeprosi Stankiewicza i Gajcego?

Kto przeprosi Andrzejów Stankiewicza i Gajcego? - pyta na łamach portalu ,,Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich'' Łukasz Warzecha. Autor nawiązuje w ten sposób do niebywałej wręcz nagonki na obu dziennikarzy ,,Onetu''. Rozpętano ją, gdy napisali o ,,sankcjach'' nałożonych przez Stany Zjednoczone na Polskę. Według Stankiewicza i Gajcego Amerykanie zablokowali spotkania z Polakami na najwyższym szczeblu, dopóki nie zostanie odwołana ustawa o IPN. 

 

Ileż było krzyku i wrzasku! Jakimi obelgami obrzucano Stankiewicza i Gajcego! Odsądzano ich od czci i wiary, przekonując, że są niemieckimi pachołkami, wstrętnymi jurgieltnikami, którym zlecono zaatakować polski rząd. W atakach uczestniczyli z wielką ochotą liczni dziennikarze prawicowi, ale także politycy, niestety, także z PiS. Portal Fronda.pl, w przeciwieństwie do wielu innych tytułów, nie dołączył do tego linczu, konsekwentnie publikując doniesienia wskazujące na prawdziwość tez obu napastowanych dziennikarzy. 

Kłopot w tym, że spotkań na najwyższym czeblu rzeczywiście nie było, choć strona polska o nie zabiegała. Głos zabrała rzecznik Białego Domu, pani Heather Nauert. Dziennikarze pytali ją, czy takie sankcje są, czy ich nie ma.

Nauert odparła, że nic nie wie, ale spotkania nie są obecnie planowane. Nie zaprzeczyła doniesieniom o sankcjach, to znaczy: dyplomatycznie je potwierdziła. ,,Informacje, które mówią o zawieszeniu współpracy dotyczącej bezpieczeństwa lub dialogu na wysokim szczeblu, są po prostu fałszywe'' - mówiła Nauert. Ale dziennikarze nie pisali o dialogu ,,na wysokim szczeblu'', ale ,,na najwyższym''.

Co się okazało? Owszem, spotkanie Andrzej Duda - Donald Trump będzie. Dziwnym trafem - jego termin ogłoszono wkrótce po tym, jak Polska wycofała się z ustawy o IPN. 

,,Dziś, po kilku miesiącach, gdy znana jest data spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem, wszystko ułożyło się w całość, dodatkowo wspierającą tezy tekstu Onetu. Polska dyplomacja walczyła o to, żeby zmieścić spotkanie obu prezydentów w kalendarzu na ten rok. Żeby się to udało, trzeba było – taki był amerykański warunek – załagodzić napięcie z Izraelem, wycofując się z niefortunnych przepisów ustawy. Tak się stało i dopiero po tym ruchu można było, rzutem na taśmę i w ostatniej chwili, walczyć o termin'' - pisze Warzecha.

,,Wypadałoby zatem może, aby kilka osób Stankiewicza i Gajcego przeprosiło'' - wskazuje autor.

I dodaje gorzko ,,Ale złudzeń nie mam – nic takiego nie nastąpi. Mamy czas walenia się po głowach maczugami, a nie przepraszania''.

mod/sdp.pl, fronda.pl