03.03.18, 08:30Fot. Kremlin.ru via Wikipedia, CC 4.0

Marek Budzisz: Plan Putina – zastraszyć i przekupić

Władimir Władimirowicz Putin wystąpił z corocznym przesłaniem przed rosyjskim Zgromadzeniem Federalnym. Jako, że za 18 dni w Rosji będą miały miejsce wybory prezydenckie, to na wystąpienie oczekiwano z niecierpliwością spodziewając się, że będzie ono ważne.

Również i z tego względu, że wymiar programowy kampanii wyborczej urzędującego prezydenta był do tej pory dość wątły, nazywając całą sprawę eufemistycznie, co nawet w rosyjskiej prasie spotkało się z kąśliwymi uwagami. A sceptycy pozwalali sobie na zupełnie nieprzystojne komentarze, że prezydent w gruncie rzeczy nie ma programu na następną kadencję, lekceważy wyborców, bo odmiennie niżli np. ostatnim razem nie wystąpił z żadnymi tezami programowymi, nie zmienił premiera, nie zapowiedział gruntownych przetasowań we władzach i rozliczenia tych, którzy zawiedli. Spodziewano się, zatem ważnego wystąpienia programowego i w gruncie rzeczy oczekiwania te zostały zaspokojone, choć sądząc po tonie dzisiejszych artykułów w rosyjskich dziennikach chyba nie do końca.

Ale po kolei. Przede wszystkim, jeszcze przed wystąpieniem, odnotowano, że całe wydarzenie zostało przeniesione z tradycyjnego miejsca, czyli z Kremla do sali Maneżu. Jak dzisiaj oceniał specjalny wysłannik Kommersanta, Andriej Kolesnikow, chyba z tego powodu, że jest tam więcej miejsca i dało radę zmieścić wielki ekran, na którym można było wyświetlić filmy i prezentacje, które były jednym z zasadniczym elementów mowy Putina. Ale nie zapomniano i o telewizorach poustawianych praktycznie we wszystkich salach. Nawet w odległym bufecie dla dziennikarzy Kolesnikow doliczył się kilkunastu odbiorników. A ze wszystkich przemawiał Władimir Władimirowicz. Oczywiście nad całą salą dominował wielki ekran, na którym wyświetlano wystąpienie prezydenta Rosji – na niebieskim tle, z góry, dochodził jego głos (tak napisał Kolesnikow), a może należałoby napisać Jego głos (to też opinia Kolesnikowa). Ale zostawmy te elementy socjotechniczne i poświęćmy więcej uwagi temu, co Putin powiedział, bo jego słowa wywołały rezonans na całym świecie. Do tego stopnia, że, jak informuje Moskiewski Komsomolec kanclerz Merkel zadzwoniła po ich wysłuchaniu do Donalda Trumpa, najwyraźniej zaniepokojona treścią.

Generalnie wystąpienie składało się z dwóch części – pierwszej poświęconej kwestiom gospodarczym i społecznym i drugiej na temat dokonań rosyjskiej armii, sile rosyjskiego kompleksu zbrojeniowego i polityce zagranicznej. Przy czym retoryka tej drugiej części, wielokrotnie powtarzanie przez Putina frazy, że „Ameryka nas do tej pory nie słuchała, ale teraz lepiej będzie niech posłucha”, mówienie o tym, że „Rosja wstaje z kolan”, czemu towarzyszyły wyświetlane filmy i prezentacje spowodowały, że przysłoniła się ona część pierwszą. Ale oczywiście liczy się i to, co Putin powiedział. A oświadczył on, że Ameryka za pośrednictwem sankcji i wyścigu zbrojeń dąży do zniszczenia Rosji, ojczyzny Rosjan. Ale Rosjanie i ich państwo się nie ulękną, podejmą rękawicę, zewrą szeregi i będą jak jedna pięść. Narzucenie Rosji logiki wyścigu zbrojeń nic Ameryce nie da, bo Rosja już dysponuje nowymi rodzajami broni, które są gotowe do użycia i czynią amerykańskie instalacje obronne (przede wszystkim chodzi o tarczę antyrakietową) bezużytecznymi. I generalnie wyścig zbrojeń Rosja wygra, bo ma nowe konstrukcje, lepsze, tańsze i technologicznie o dwie długości wyprzedzające to, co zbudowali Amerykanie. Ale jeśli ci chcą się zmierzyć, to niech próbują, ale spotka ich przykra niespodzianka.

O jakich nowych rodzajach broni powiedział Putin? Wymieńmy je pokrótce. Na pierwszym miejscu wspomniał on o ciężkiej 200-tonowej rakiecie „Sarmata”, która, jak świadczył Władimir Władimirowicz jest tak „silna”, że w praktyce nie można określić jej zasięgu – jest w stanie dolecieć do każdego punktu na świecie i to zarówno drogą tradycyjną (przez biegun północny), ale jeśli trzeba to i jest w stanie przebyć tę samą drogę przez biegun południowy. O jaką drogę chodzi nie wspomniał, ale dla wszystkich jest oczywiste, że chodzi o drogę do USA. Przy tym rakieta może przenosić ciężkie głowice nuklearne lub konwencjonalne – razem 10 głowic. (10 ton ładunku) Atutem nowych rosyjskich rakiet ma być również i to, że można je instalować w istniejących sztolniach podziemnych – koszt ich przeróbki i dostosowania jest, jak komentują wojskowi, wręcz symboliczny. Po drugie, Putin powiedział, Rosja dysponuje ponaddźwiękowymi rakietami (robocza nazwa Awangard), które mogą poruszać się z prędkością 20 machów (1 mach – 340 m/s) z w związku z tym czynią obronę przeciwlotniczą przeciwnika, w tym i tarczę antyrakietową bezsilną. Na powierzchni nowej rosyjskiej rakiety temperatura osiąga 1600 – 2000 stopni Celsjusza, a mimo to nadal można nią kierować i zachowują wysoką zdolność manewrowania. „Lecą po prostu jak meteoryt” oświadczył Putin, i podobne meteorytom zniszczenie są w stanie uczynić. Kolejną „cudowną bronią” skonstruowaną w tajemnicy przed całym światem jest system rakiet wystrzeliwanych z samolotów nazwany „Kindżał”. Znajdują się ona na wyposarzeniu zmodernizowanych samolotów typu MIG 31 i mogą być odpalane z odległości ponad 2 tys. km od celu, czyli z takiego zasięgu, który nie jest objęty obroną antyrakietową. Putin powiedział też, że Rosja jest w stanie produkować podwodne mini łodzie bezzałogowe. Te szczególnego rodzaju drony, są jego zdaniem szybsze od wszystkich łodzi podwodnych, jakie zostały do tej pory skonstruowane, i to kilkukrotnie, znacznie cichsze, bardzo manewrowe i co najważniejsze – mogą przenosić broń jądrową. I wreszcie ostatnie wunderwaffe Putina - - testowana już podobno na poligonach nowa skrzydlata rakieta, która ma generator elektryczno – atomowy. I w związku z tym będzie miała praktycznie nieograniczony zasięg, będzie mogła latać na dowolnej wysokości i manewrować zarówno w pionie jak i w poziomie. Putin stwierdził, że wszystkie te nowe typy uzbrojenia Rosja już ma. Zacznie ich seryjną produkcję i w związku z tym wyścig zbrojeń nie ma najmniejszego sensu, bo Ameryka, a szerzej Zachód już go przegrał. Jeśli nie wierzą to niech spróbują a się przekonają.

Od razu w rosyjskiej prasie, zarówno opozycyjnej, jak i tej lekko tylko zaznaczającej swe opozycyjne nastawienie pojawiły się artykuły, że nowe typy broni Putina, to kolosalny bluff, a baron Munchausen przy nim to jakiś początkujący amator (Munchausen miał majątek na dzisiejszej Łotwie, więc w sumie krajan).

Zwrócono uwagę na to, że o rakiecie Sarmata mówi się już od długiego czasu, ale jeszcze kilka miesięcy temu rosyjscy producenci mówili o tym, że na początku 2016 roku będą miały miejsce pierwsze testy. Potem tę datę kilkakrotnie zmieniano i jeszcze niedawno mówiono o ich przeprowadzeniu w pierwszych miesiącach tego roku, przy czym ich celem miało być zbadanie czy można je montować w istniejących sztolniach. A tego rodzaju testy polegają na wystrzeleniu makiety, która przeleci kilkadziesiąt metrów. A zatem cały projekt, jak wówczas mówiono, jest w fazie daleko wstępnej. Więc nawet to jest niewiadomą, a co dopiero zasięg, manewrowość etc. Trudno też, zdaniem dziennikarzy, przypuszczać, aby bardziej zaawansowane testy, wystrzelenie rakiety na wielką odległość mogło zostać niezauważone przez Amerykanów, a przecież jak do tej pory było o tym cicho. A teraz cud – Putin mówi rakieta jest i na dodatek sprawdzona, parametry określone etc.

Na dodatek, jak zauważono, nie jest możliwe, aby łódź podwodna była szybsza od torpedy czy okrętu nawodnego, bo na to zdaniem wypowiadających się nie pozwalają po prostu prawa fizyki. A co dopiero mówić o tym, a takiego sformułowania użył Putin, że mogą się one poruszać kilkakrotnie szybciej, na wielkich głębokościach i ciszej. Czyli, jak zauważył wojskowy komentator Niezawisimej Gaziety, jeśli mówimy o krotności szybkości dzisiejszych najszybszych okrętów, to musiałaby ona pędzić pod wodą jakieś 250 km na godzinę. Podobna historia z nową rakietą o napędzie atomowym. Jak już obliczono amerykański Tomahawk waży 1,5 tony, z czego napęd waży jakieś 500 kg. Mówienie o tym, że się skonstruowało rakietę z atomowym napędem, który (reaktor) waży 500 kg jest zdaniem rosyjskich komentatorów zupełną fantastyką. Inny prześmiewca zauważył, że skoro, jak powiedział Putin, rosyjscy konstruktorzy w gruncie rzeczy dokonali kopernikańskiego przełomu w zakresie uzbrojenia, to, dlaczego Prezydent tak bardzo narzekał w pierwszej części swego wystąpienia na to, że Rosja staje się krajem technologicznie zapóźnionym.

Warto w związku z tym, choć bardzo skrótowo opisać to, co obiecał Putin w „gospodarczej” części swego przemówienia. Zapowiedział mianowicie, że Rosja w ciągu najbliższych 7 lat powiększy swój PKB o 50 %, o połowę zwiększy się powierzchnia oddawanych do użytku mieszkań. Za to dwukrotnie (dzięki wyższym zarobkom i indeksacji płac) zmniejszy się liczba ludzi biednych. Wzrosną nakłady na ochronę zdrowia, emerytury, wynagrodzenia. A przy tym więcej się będzie inwestować – we wszystko – począwszy od infrastruktury po maszyny przemysłowe, tak, aby wzrosła wydajność. O nakładach na naukę nawet nie warto wspominać, to dopiero poszybują. Jednym słowem teraz, za czasów spodziewanej czwartej kadencji Putina Rosja pójdzie do przodu i zadziwi świat takim tempem rozwoju, jakiego nikt jeszcze nie widział.

Można oczywiście na to wszystko patrzeć jak na fanfaronadę, ale byłoby to zbyt duże uproszczenie. Zwłaszcza, że jakoś nie widać chętnych do sprawdzenia czy Rosja te nowe typy broni posiada czy dopiero zamierza posiadać. Można oczywiście też przywołać dzisiejszą wypowiedź rzecznika Kremla Pieskowa, który starał się trochę tonować złe wrażenie, jakie wojownicza mowa Putina wywołała na świecie. Jego zdaniem Władimirowi Władimirowiczowi wcale nie chodziło o to, aby grozić wywołaniem kolejnej wojny światowej czy straszyć jądrowym Armagedonem. Jak oświadczył Pieskow, jego pryncypał starał się zwrócić uwagę na bezcelowość wyścigu zbrojeń, w którym nie będzie zwycięzców.

I warto na tę właśnie wypowiedź zwrócić uwagę, bo ona chyba oddaje intencje i plan polityczny Kremla. Warto też odnotować, że przedwczoraj był w Moskwie austriacki premier Kurz i jak donosi prasa opowiadał się za redukcją sankcji i współpracą gospodarczą. W Polsce niewiele pisze się o tym, że prócz Niemiec wielkim beneficjentem North Stream 2 będzie też Austria, bo to z jej hubem gazowy w Baumgarten ma się połączyć rosyjska rura. W Moskwie też bardzo liczą na wyniki odbywających się w nadchodzący weekend wyborów we Włoszech. Zwyciężyć może stary przyjaciel Putina Berlusconi. Ale nawet, jeśli się tak nie stanie to w trzech będących na czele wyścigu wyborczego partiach politycznych trudno znaleźć zwolenników utrzymania antyrosyjskich sankcji. I na tym chyba polega polityczny plan Putina – zastraszyć, przekonać o bezcelowości wydawania pieniędzy na zbrojenia i jednocześnie przekupić perspektywą lukratywnych kontraktów. Bo tylko realizacja tego planu – zniesienie albo ograniczenie sankcji może ściągnąć kapitał do Rosji. I tylko tak obiecywane inwestycję będzie można wdrożyć a pensje podnieść. Bo nikt nie wierzy, że powrócą rosyjscy biznesmeni. Zwłaszcza po tym, jak pierwszy, którego namówił do tego minister Titow, właśnie znalazł się za kratami.

Marek Budzisz

dam/salon24.pl