24.04.16, 07:29

Media publiczne: Nowa nadzieja...

Dawno, dawno temu, w dużej krainie w sercu Europy pewien wojowniczy Naród utorował sobie drogę do niepodległości.

Od tej pory miał być władcą swoich ziem i wszystkiego co na niej, jedyne czego wtedy potrzebował to sprawiedliwość, powiew wolności i równość szans.

Już w trakcie przemian okazało się jednak, że sprawcy 50 – letniego zniewolenia Narodu dogadali się ze skorumpowanymi rewolucjonistami i przejęli stery w nowo uformowanej świątyni demokracji. 

Ludzie wybierali kukiełkowe rządy, których wspólnym interesem było utrzymywanie dogadanego status quo...

Jednym z takich ustaleń były media publiczne, gdzie mimo kilku prób nie udało się stworzyć trwałego modelu zgodnego z zasadami pluralizmu i proporcjonalności...

Jak na wielu innych frontach, tak i w sprawie mediów reprezentujących obywateli, rodzi się dzisiaj nowa (kolejna) nadzieja...

Czy ten wspaniały Naród ma na co liczyć w tej sprawie?

 Jak to wyglądało? (idąc na skróty):

 

  • Rok 1993 – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji po raz pierwszy w historii wybiera władze niezależnych od polityków/rządu mediów publicznych. Media mają być finansowane z abonamentu i reklamy.

  • Rok 1994 Państwowe Media zostają przekształcone w spółki akcyjne.

  • Pierwszym prezesem zostaje Wiesław Walendziak, człowiek związany z gdańską opozycją antykomunistyczną; dziennikarz, redaktor naczelny tygodnika Młoda Polska. Prezes wyraża obawy w stosunku do elit politycznych i mówi głośno, że od 1 stycznia zaczyna się spółka akcyjna Telewizja Polska, i że to kończy państwową jednostkę organizacyjną, jaką telewizja do tej pory była. Mówi, że powstaje telewizja publiczna, której zadaniem nie jest projektowanie rzeczywistości, tylko jej obrazowanie. Pojawiają się nowi dziennikarze, nowe programy. Bogdan Rymanowski, Cezary Michalski, Grzegorz Górny, Wojciech Cejrowski i inni.

  • Koalicja SLD – PSL „przejechała się” na tej opcji. Bardzo szybko uznano, że nowy format telewizji publicznej, niezależnej, zadającej dużo pytań, nieposłusznej propagandzie, do której komuniści byli tak bardzo przywiązani, jest nie do przyjęcia.

  • Kwiecień 1996 – nastaje „mroczne widmo” w telewizji publicznej. KRRiT wybiera nowy zarząd. Prezesem zostaje rekomendowany przez PSL Ryszard Miazek, dotychczasowy członek KRRiT. Człowiek ze swoim spolegliwym wobec władz motto, mówiącym o tym, że telewizja powinna być przyjazna politykom. Z anteny znika wiele programów będących nie po drodze władzy.

  • Rok 1998 – pojawia się rekomendowany wcześniej do KRRiT przez Aleksandra Kwaśniewskiego, Robert Kwiatkowski. W zarządzie zasiadają ludzie nadani z ramienia SLD, PSL i UW. Czas kontynuacji bezwzględnej zależności mediów od władzy.

  • Jest rok 2002. AFERA RYWINA. Afera, w której Agora kombinowała nowelizację ustawy medialnej z SLD, z dużymi pieniędzmi w tle. Pokłosiem afery niewątpliwie jest oburzenie społeczne związane z koligacją władzy i mediów. Apogeum medialnej korupcji.

  • Od tej pory, mimo ekspozycji dokonanej przez Aferę Rywina kolejne władze, a w szczególności PO (8 lat) i PiS (2 lata) oskarżają się nawzajem o stronniczość.  Jaka telewizja publiczna była przez ostatnią dekadę każdy widział i potrafi to sobie samemu ocenić.

Jest rok 2016, przed nami ogłoszona duża ustawa medialna. W związku z tym po raz enty rodzi się pytanie: Czy jest szansa na stworzenie w mediach publicznych projektu, który będzie bardzo trudno storpedować zarzutami o stronniczość? Który będzie platformą do rozmów wielu różnych grup społecznych z zachowaniem ich proporcji? 

Start Jacka Kurskiego nie był oczywiście łatwy, bo to sławny człowiek :) 

Histeria ogarnęła całą lewą stronę przestrzeni politycznej z PO na czele. Ryszard Petru też włączył się do akcji po tym, jak mu w obozie wytłumaczono, że Jacek Kurski nie pracuje w wyborczej tylko jego brat, a Jacka to nie lubimy.

Po obserwacji „100 dni rządów Kurskiego” nie brakuje skrajnych opinii. Często wynikają one z przeświadczenia o niemożliwości utrzymania tych dwóch ważnych zasad: pluralizmu i proporcjonalności przez TVP pod rządami byłego polityka PiS. 

Dlaczego uważam, że TVP za rządów Jacka Kurskiego pójdzie w kierunku środka, a nie czystej tuby rządowej? Myślę, że nikt nie może odmówić byłemu „bulterierowi” PiSu inteligencji, a wraz z nią umiejętności obserwacji rzeczywistości ostatnich lat TVP. Poprzednia władza w telewizji polskiej, niszczenie opozycji postawiła sobie za cel istnienia. Już nawet nie warto liczyć głosów na temat żenady, którą można było obserwować w ostatnich latach. To oczywiście nie miało nic wspólnego z mediami publicznymi, które obowiązują przecież zupełnie inne zasady niż media prywatne. Otóż właśnie takie stronnicze działanie, szczególnie w dobie internetu, jest kopaniem sobie grobu przez władze, która taki chory organizm stworzy i Jacek Kurski to wie.

Władza niesie za sobą wiele pokus. Żyjemy w uniwersum, gdzie ścierają się co najmniej dwa wyróżniające się światopoglądy. Jeden związany z polityką multikulti, zmierzający do stworzenia pewnego rodzaju stanów zjednoczonych Unii Europejskiej, gdzie dotychczasowe cnoty są passe. Drugi to tradycjonalizm opierający się na idei wspólnoty niezależnych, unikatowych krajów stowarzyszonych w Unii, gdzie uważa się, że nie ma rozwoju bez poszanowania tradycji i wartości, które zbudowały nasz świat. Otóż media telewizyjne, biorąc pod uwagę, że statystyczny Polak ogląda tv kilka godzin dziennie, są jak pompa tłocząca określony sposób myślenia do naszych głów. Jest jasne, że telewizja prywatna o nazwie TVN zgodnie ze swoimi korzeniami tłoczy, w różnych formach i stężeniu, pierwszą wersję opisanego w ogromnym skrócie przeze mnie świata. Pokusa,  żeby stworzyć w telewizji publicznej przeciwwagę wyrównującą szanse na dotarcie do Polaków jest ogromna. Niestety nie można tego zrobić w mediach publicznych. Jacek Kurski musi pamiętać, że „Tylko ci są godni sprawować władzę, którzy mają dość siły ducha, by z niej zrezygnować.” Jeżeli media będą pokazywać świat takim jaki jest, nawet z wrażliwością prawicową to jestem pewny, że uda się przekonać Polaków, a to jest najważniejsze.

Pierwsze działania nowego zarządu to podjęta próba połączenia, jak pisze Piotr Zaręba, prawicowej wrażliwości z elementarnym pluralizmem. Ideał ma to do siebie, że w realnym świecie jest nieosiągalny i zawsze jest czymś do czego się dąży. Jest jednak szansa na realne, statystyczne i maksymalnie prawdziwe podejście, którego wyrazem nie będzie nic innego, jak właśnie wykrojenie w naszym podzielonym świecie przestrzeni na realne ścieranie się opinii i zderzenie argumentów. Wbrew pozorom i złowrogim wróżbom to jest rzecz osiągalna. 

Oczywiście opozycja, przynajmniej ta totalna, nigdy nie przyzna, że w TVP panuje pewnego rodzaju sprawiedliwość debaty. Szanowni Państwo, tak to my tej Polski nie zbudujemy. Myślę, że może być ją jednak stać, aby przyznać, że mimo tego, że to nie oni dziś decydują to telewizja publiczna nie jest miejscem, gdzie widać tylko jedną perspektywę, a to już sukces.

Przekonywanie nieprzekonywalnych może okazać się syzyfową pracą. Dużo większym zadaniem niż akceptacja opozycji jest przekonanie Polaków, że media publiczne  należą do nich. Sposobów na to jest wiele: oferta edukacyjna, rozumienie przekroju społeczeństwa w jej doborze, ale i maksymalizacja uczestnictwa społeczności w ich tworzeniu. Internet podpowiada, że da się stworzyć przestrzeń, gdzie ludzie czują się jak u siebie. Trzeba słuchać społeczeństwa (dane statystyczne), badać ich potrzeby i odpowiadać programowo. Dobry PR dla telewizji to prawda i zasięg działania. TVP musi być sponsorem i mecenasem wszelkich wydarzeń i działań spajających społeczności. Mam nadzieję, że mediom publicznym w Polsce wyrośnie nieusuwalny kręgosłup i staną się marką, której Polacy będą mogli ufać.

Maciej Dudkiewicz